![[Obrazek: beztytuuknm.jpg]](http://img242.imageshack.us/img242/5494/beztytuuknm.jpg)
kino sensacyjne z refleksyjnym odchyleniem nie spod ręki Manna! twarda, bezkompromisowa rzecz z domieszką czarnego humoru. po raz pierwszym widziałem za małolata i wtedy niewiele zrozumiałem, choć pamiętam, że niezwykle uwiodła mnie atmosfera filmu. jeden koleś zeznaje w sądzie na niekorzyść swojego chlebodawcy. w efekcie wielu ważnych ludzi zostaje przekwaterowanych za kratki, a facet leci sobie w nagrodę do ciepłych krajów. ale nie ma zmiłuj. po 10 latach dwóch zawodowych zabójców puka do drzwi jego hiszpańskiej rezydencji. całą trójkę czeka teraz podróż do francji, gdzie zaplanowano wykonać wyrok na zdrajcy.
fabuła jak marzenie. obsada również. terrence stamp, tim roth i john hurt brylują. jedyną kobietą w obsadzie jest maggie (laura del sol). w odróżnieniu od trzech panów na tyle bystra, by nie dać się zabić w imię zasad. film sprawia wrażenie, jakby prowadził donikąd. jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych cech wielu nietuzinkowych sensacji, kręconych w starym stylu: nieśmieszne tempo, asceza fabularna, treść ukryta w gestach - bardziej wizualna niż werbalna, a wszystko opowiedziane bez parcia na finał (choć climax jest i to naprawdę mocny). droga ku śmierci przy wtórowaniu gitary erica claptona - czego chcieć więcej? absolutnie polecam. kolejny zapomniany klasyk. jeśli state of grace powinien być sprzedawany w pakiecie z trylogią godfathera, to the hit należałoby pakować razem z to live and die in LA.
07-04-2009, 01:44







