https://i.ytimg.com/vi/Tz3E-E9mXwQ/maxresdefault.jpg
https://www.fleshcuts.com/wp-content/uploads/2021/04/superdeep-giveaway1.jpg
https://us.v-cdn.net/5020761/uploads/editor/ts/0eht1xls6h2f.jpeg
22-08-2021, 23:48
|
The Thing - ten film z chodzącą głową!
|
|
Budzet rosyjski, ale cholernie lubie te klimaty, wyglada tez duzo lepiej niz Harbinger Down:
https://i.ytimg.com/vi/Tz3E-E9mXwQ/maxresdefault.jpg https://www.fleshcuts.com/wp-content/uploads/2021/04/superdeep-giveaway1.jpg https://us.v-cdn.net/5020761/uploads/editor/ts/0eht1xls6h2f.jpeg
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
22-08-2021, 23:48
Jest temacik, ale film jest taki sobie. Na papierze cudeńko, na zwiastunach też, technicznie jak najbardziej daje radę, ale nie wyszło :)
23-08-2021, 09:22
Ja też.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン #Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D 19-11-2021, 14:34
Co więcej, skoro jesteśmy już przy temacie zwłok, w duchu średniowiecznej tradycji:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Synod_trupi proponuję zbanowanie nieaktywnego użytkownika romeck, powiedzmy tak do końca roku. Nastąpiła wymiana demiurgów, obecni są bardziej przychylni Mentalowi, taki symboliczny odwet po latach wydaje mi się adekwatny. Co o tym myślisz współboże?
Polski już nie ma.
19-11-2021, 15:13
Eh, to już 14 lat od najlepszej dyskusji w historii Forum, a czuję się, jakbym pisał te posty w zeszłym tygodniu.
Swoją drogą sam film pasuje powtórzyć, bo oglądałem go ostatnio w czasach, gdy ten hulał na dwóch płytkach CD, zapisany w formacie .avi :) 19-11-2021, 15:20
Filmy na płytkach CD, ech co to były za czasy, bardziej klimatyczne były chyba tylko kasety VHS i wizyty w wypożyczalni. Jako bombelek zaczynałem od Speed i Batmanów Burtona, to było coś!
Co do płytek pamiętam śmieszą historię która mi się przydarzyła kiedy byłem nastolatkiem. Kumpel wysłał mi wybór filmów w takim pudełku co się mieściło 10, czy 15 płyt. Sęk w tym, że listonoszka wepchnęła to do skrzynki, a u nas była taka dziwna, gdzie klapka dla mieszkańców (ta którą się otwiera kluczykiem) była mniejsza niż szufladka. Nadmienię tylko, że wśród filmów znajdowały się choćby takie pozycje jak Salo Pasolinieego i cała operacja miała się odbyć po kryjomu, hehe. Ojciec sam był listonoszem, więc jakoś załatwił, że się otworzyło całą skrzynkę i dopiero wtedy można było wyciągnąć zawartość, ale z całego trybu incognito wyszły nici ;)
Polski już nie ma.
19-11-2021, 15:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-11-2021, 15:38 przez Kluski.) (19-11-2021, 15:13)Kluski napisał(a): Co więcej, skoro jesteśmy już przy temacie zwłok, w duchu średniowiecznej tradycji: W 2007 roku nie było mnie jeszcze na forum więc nie znam człowieka. Jednak od 2011 roku nie zagląda tu więc umywam ręce i daję przyzwolenia na zbezczeszczenie zwłok. :P
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン #Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D 19-11-2021, 17:13
Wklejam moją reckę powiesci Alana Deana Fostera "Rzecz" z grupy na fb:
![]() „Rzecz” Alana Deana Fostera (ur. 1946) to kolejna adaptacja scenariusza filmu, który została wydana w trakcie boomu literatury popularnej w l. 90 – tych dwudziestego wieku. Stanowi ona powieściową wersje scenariusza do filmu Johna Carpentera „Coś” z 1982 r., który sam był remakiem filmu „Istota z innego świata” z 1951 r. będącego luźną adaptacją noweli Johna W. Campbell Jr. „Who Goes There?" opublikowanej w czasopiśmie „Astounding Science Fiction" z sierpnia 1938 r. Sam scenariusz do wersji Carpentera napisał Bill Lancaster (1947 – 1997) syn słynnego amerykańskiego aktora Burta Lancastera. To właśnie wczesne wersje scenariusza posłużyły Fosterowi do napisania książki, który starał się w niej ująć też nieco ducha pierwotnej wersji Campbella. Mamy więc Antarktydę gdzieś w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Załoga amerykańskiej stacji naukowej zostaje wbrew swej woli wplątana w pojedynek z tajemniczą istotą odnalezioną przez Norwegów z pobliskiej stacji badawczej. Czym jest owa istota, skąd pochodzi i jakie ma cele? Powoli przed członkami załogi i czytelnikami odsłaniany jest obraz obcego organizmy, którego jedynym celem jest przetrwanie. Robi to poprzez asymilację kolejnych żywych istot spotkanych na swojej drodze. Wykorzystując ich umiejętności planuje ona wyrwać się z bieguna południowego – los ludzkości w tej sytuacji spoczywa na barkach grupki osób, które nie dońca zdają sobie sprawę z czym się mierzą i jaką cenę mogą zapłacić… Jakkolwiek książka jest dosyć wierna w przedstawieniu akcji filmu, tak jako, że powstała na podstawie wczesnych wersji scenariusza różni się ona od niego w kilku miejscach. Największa z różnic to cała sekwencja pościgu Macready’ego i Childsa przemienionymi psami husky, zakończona w odludnym wąwozie. Przyczyn nieumieszczenia jej w filmie można dopatrywać się w kosztach, oraz potencjalnemu odwróceniu uwagi od słynnej sceny reanimacji. Ta ostatnia choć obecna, nie jest jednak aż tak „malownicza” jak w obrazie Carpentera. Różnią się też ostateczne losy niektórych postaci. Wreszcie Foster wzbogacił opowieść o opisy surowej przyrody, która jest głównym, obok tytułowej „Rzeczy”, przeciwnikiem bohaterów. To co mnie najbardziej zdziwiło to ilość stosowanych przez autora jump scare’ów, kończących niemal co drugą scenę. Co jakiś czas coś uderza, wpada bądź łapie naszych bohaterów. Zabieg ten nie był tak często stosowany przez Fostera w jego adaptacjach sagi o ksenomorfie, być może więc wynikały one ze scenariusza. Notabene owe jump scare’y w filmie po prostu bardziej się sprawdzają. Stosowanie ich w powieści ma często niezbyt dobry skutek. Podsumowując „Rzecz” Fostera, to kolejna pozycja adresowana dla fanów. Nie zmienia to jednak faktu, że autor potrafi przykuć w powieści uwagę czytelnika, a dzięki pogłębieniu motywacji i charakterystyki postaci możemy bardziej zrozumieć co dzieje się na ekranie oraz dynamikę pomiędzy bohaterami. Warto poświęcić na nią czas, zwłaszcza że można ją przeczytać w jeden długi zimowy wieczór… 22-11-2021, 21:22
Czytałem to kiedyś i pamiętam, że mi się podobało. Foster to wprawdzie wyrobnik, ale ma nienajgorsze pióro. Największą wartością są właśnie te nieobecne na ekranie sceny, jak wspomniany przez Ciebie pościg za zainfekowanymi psami. W powieści można też jeszcze dogłębniej przedstawić atmosferę paranoi. A i miło też poczytać, jak scenarzysta planował uśmiercać poszczególne postaci (Fuchs o ile dobrze pamiętam zostaje przybity szpadlem do drzwi w szklarni?).
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
22-11-2021, 21:56
Dokładnie to siekierą ;) Cooper za to nie zalicza zgonu podczas reanimacji Norrisa i ginie podczas testów krwi. Jest też wątkie gdy pod sam koniec Macready rozdaje ocalałym ludziom tabletki z cyjankiem potasu, by jeśli zostaną złapani mogli najpierw się zabić, bo obcy asymiluje tylko żywą materię. W ostatniej scenie Macready i Childs zasiadają do ostatniej partyjki szachów itp. Ogólnie sporo dobra, które wyleciało w osatecznej wersji.
22-11-2021, 22:39 ![]() A ja akurat w ten weekend zamierzałem kupić sobie to Coś. Nie jest to nowelizacja, a Frozen Hell czyli pełna wersja opowiadania Who Goes There? którą znaleziono nie tak dawno. Mam nadzieję, że będzie warto. 23-11-2021, 01:44
Przeczytałem obie wersje (krótszą - ukazała się kiedyś w "Feniksie" i tę dłuższą) i nawet napisałem reckę, którą tu przeklejam:
W 1938 roku John W. Campbell Jr. opublikował w amerykańskim czasopiśmie „Astounding Science Fiction” mikropowieść „Who goes there?”. W Polsce musieliśmy długo czekać na tłumaczenie - ukazało się dopiero w 1990 roku, w czasopiśmie „Fenix” (w numerze 01/1990) pod tytułem „Kim jesteś?”. Przez lata książka ta funkcjonowała tylko w tej formie, aż pewnego dnia w 2018 roku biograf Campbella, Alec Nevala-Lee, znalazł w archiwach Uniwersytetu Harvarda rozszerzoną wersję opowieści, zatytułowaną „Frozen Hell”. Po zakończonej sukcesem kampanii na Kickstarterze, wydłużona wersja historii z lat trzydziestych ujrzała światło dzienne, a jeden z amerykańskich autorów wziął się za kontynuację. Wydawnictwo Vesper postanowiło zapoznać polskich czytelników z „Frozen Hell”, co poskutkowało wydaniem książki pod tytułem „Coś”. Równie ciekawie prezentują się dzieje ekranizacji materiału Campbella. Najpierw za przeniesienie tekstu na ekran zabrał się w 1951 roku Howard Hawks (choć jako reżyser podpisany jest Chrystian Nyby i dyskusje, który z nich rzeczywiście piastował to stanowisko trwają do dziś). Powstał film „The Thing from Another World” (polski tytuł to „Istota z innego świata”). Produkcja ma niewiele wspólnego z książką – zaledwie punkt wyjściowy i kilka pomysłów fabularnych. I dziś nie robi już większego wrażenia, choć znajduje się na liście filmów budujących dziedzictwo narodowe USA (National Film Registry). Dopiero John Carpenter, tworząc w 1982 roku „The Thing” („Coś)”, czyli jedno z największych arcydzieł w gatunku horror science-fiction, wyciągnął z tekstu wszystko co najlepsze. Później, w 2011 roku powstał jeszcze prequel wizji carpenterowskiej, zatytułowany… „The Thing” („Coś”). A niedawno gruchnęła wieść o kolejnej ekranizacji, tym razem opartej na rozszerzonej wersji tekstu Campbella Jr. O ile film z 1982 roku stanowi prawdziwy majstersztyk z niesamowitymi efektami specjalnymi Roba Bottina (nagana dla Akademii za brak chociażby nominacji do Oscara!), potęgującą klimat, minimalistyczną ścieżką dźwiękową Ennio Morricone (nominowaną z jakichś kuriozalnych względów do Złotej Maliny!), fantastycznymi rolami Kurta Russella i reszty obsady oraz wiejącą z ekranu atmosferą paranoi i zaszczucia, o tyle samo opowiadanie, szczególnie w swojej rozszerzonej wersji, nie dostarcza równie emocjonujących przeżyć. Archaiczna miejscami narracja oraz bardzo rozwlekły początek (słusznie zmieniony przez samego Campbella) sprawiają, że trudno wczuć się w klimat. Do tego, autor czasami prowadzi fabułę w dość osobliwy sposób i miejscami nie bardzo wiadomo, co się dzieje. Elementy stanowiące o wielkości filmu są wprawdzie w książce obecne, jednak zazwyczaj przedstawione w znacznie gorszy sposób, a nierzadko osobliwie wplecione między wierszami. A pomysł wyjściowy jest przecież rewelacyjny – naukowcy na biegunie muszą zmierzyć się z obcą formą życia, zdolną imitować wszystkie organizmy żywe i czytać w myślach (tej drugiej właściwości kosmicznego organizmu zabrakło w filmie). Wokół tylko lodowe piekło i wiejący wściekle, przeraźliwie zimny wiatr… Jak odróżnić kto jeszcze jest człowiekiem? Komu zaufać? Skąd wiadomo, w jaki sposób można się zarazić? Niestety, już w okrojonej wersji opowieści Campbella przeszkadza niezbyt jasna myśl autora. W tekście rozszerzonym problemy te zostały spotęgowane i momentami ciężko się przebić przez kolejne akapity. I nie chodzi tu o jakieś filozoficzne zagmatwanie, czy używanie fachowego słownictwa. Po prostu styl pisania Campbella (przynajmniej w przypadku „Coś”) za bardzo się zestarzał i nie przystaje do dzisiejszych czasów. Osobny akapit należy się wydawnictwu Vesper za fantastyczne wydanie. Książka szyta, w twardej oprawie i solidnie wzbogacona o materiały dodatkowe – tak powinno się traktować klasykę! Oprócz samej powieści, w środku mamy jeszcze przedmowę Aleca Nevala-Lee, wprowadzenie, czyli krótkie przybliżenie dziejów autora oraz tekstu, fragment kontynuacji oraz artykuł na temat filmu Carpentera. A wszystko okraszone utrzymanymi w duchu opowieści ilustracjami. Przydałaby się może jeszcze wersja skrócona, ale i tak nie ma się specjalnie do czego przyczepić. Trudno mi ocenić „Coś”. Sama książka powinna dostać notę 5 lub maksymalnie 6. Ale jeden punkt więcej należy się za fantastyczne wydanie. A drugi za to, że pierwotna wersja tekstu stała się podstawą jednego z najwspanialszych filmów grozy w historii (przy okazji należącego również do moich osobistych faworytów). Po klasyczne historie zawsze warto sięgnąć, wszelako w tym przypadku zdecydowanie wyżej stawiam wersję Carpentera.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
23-11-2021, 11:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-11-2021, 11:57 przez Dirk.)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 21-06-2022, 14:10
A warto nadmienić, że już za 4 dni minie dokładnie 40 lat od premiery tego arcydzieła :)
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
21-06-2022, 14:19
Pomyśleć, że ten film zmienił całą karierę Carpentera, to miało być jego arcydzieło, najbardziej osobisty film który oczywiście ponad wszelką miarę udowodnił swoją wartość, ale gdy miał premierę, krytycy z ciulami pokroju Eberta zjechali go bo "nie jest taki jak E.T", ich krytyka praktycznie polegała na rozjechanych oczekiwaniach, nie oceniali filmu, tylko to jakim by chcieli by był.
Carpenter się załamał, nakręcił lżejszy film, Christine (swoją drogą, bardzo fajny film, jedna z lepszych adaptacji Kinga) i wiele innych zajebistości jak They Live, ale mimo to zastanawiam się jak potoczyłaby się jego droga gdyby The Thing odniósł sukces. 21-06-2022, 14:26
Dla mnie Carpenter to moglby juz nic nie nakrecic po The Thing a juz na zawsze bedzie mial moje uwielbienie.
Nie zapomne do konca zycia jak mnie ten film zmasakrowal podczas 1-go seansu. 21-06-2022, 14:47 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| The Thing (2011) | Bucho | 485 | 77,303 |
14-10-2024, 09:03 Ostatni post: Melvin27 |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |