Film jest oparty o książkę Susan Hill i pojawiał się już w Anglii jako sztuka teatralna, plus jako film telewizyjny z 1989 roku.
W tej nowej adaptacji jak widać główną rolę gra Daniel Radcliffe. Jestem ciekaw jak poradzi sobie w tym filmie zważywszy, że ciąży na nim brzemię "Harry'ego Pottera".
To co na razie widzę nastawia mnie dość pozytywnie w zwiastunie i zdjęciach czuć klimat klasycznego horroru. Po za tym jednym z producentów jest słynna i niedawno na nowo wskrzeszona wytwórnia Hammer.
Pod koniec lutego film powinien mieć swoją premierę.
Reżyseruje koleś od "Eden Lake", więc w sumie może być ciekawie. Co prawda Radcliffe to jakaś obsadowa pomyłka (choć wciela się w postać, którą w filmie tv grał jego filmowy ojciec z serii HP :P), widzę też, że podeszli do tej historii nieco inaczej i mniej będzie wiktoriańskiej grozy a więcej tej popcornowej. A szkoda, bo budowanie napięcia i tytułowa kobieta (tu pewnie będzie miała makeup niczym ta staruszka z "Insidious" albo "Dead silence") to największe atuty oryginału.
Zgadzam się z Karolem.
Jest w tym jakaś nieznośna dla mnie perwercha, że Watkins, twórca mózgojeba mózgojebów - "Eden Lake", wstawia do swojego filmu aktora, którego warsztat sytuuje się między ekspresją wyra w noclegowni dla bezdomnych, a zaangażowaniem w rolę deski do prasowania.
Jako dziecko w Potterze nie potrafił zagrać elementarnych emocji, jak zachwyt, zdziwienie, irytacja itd. i uwierzcie lub nie, nie będzie w stanie dokonać tego także teraz.
(31-01-2012, 22:06)Tomkiewicz napisał(a): Jako dziecko w Potterze nie potrafił zagrać elementarnych emocji, jak zachwyt, zdziwienie, irytacja itd. i uwierzcie lub nie, nie będzie w stanie dokonać tego także teraz.
Smutna prawda. Film widziałem i zdecydowanie najsłabszym elementem jest Radcliff. Nie pasuje do tego filmu zupełnie, a jeśli trzeba było wziąć kogoś z filmowego Pottera, to albo jeden z bliźniaków Weasley, albo Ron, albo i Malfoy dużo lepiej by się sprawdzili. Totalna pomyłka obsadowa, bo reszta aktorów spisuje się bardzo dobrze i idealnie pasują do horroru hammerowskiego.
Radcliff jest na kolacji, żona gospodarza ma atak, gospodarz wyskakuje z krzesła i wrzeszczy do lokaja by biegł po lekarstwo, a Radcliff siedzi i się patrzy bez jakiejkolwiek emocji. Ale miał też jedną dobrą scenę, jak próbuje wejść do pokoju, a tu drzwi zamknięte. Się wkurzył, pierdolnął ręką we framugę i pobiegł po siekierę.
Drugim takim elementem jest muzyka, kompletnie nie pasuje do tego, co się dzieje na ekranie. Swego czasu oglądałem bardzo dużo filmów tejże wytwórni i tam muzycznie było podobnie, ale znacznie lepiej pasowało do całości. Tu z innym podkładem (albo i bez) byłoby znacznie, znacznie lepiej.
Niemniej, sam film jest bardzo dobry. Czuć klimat dziewiętnastowiecznego świata, gdzie szczytem techniki jest lampa naftowa i telegraf, a jak ktoś ma automobil to jest uważany za czciciela szatana. W wielkim skrócie - Radcliff musi uporządkować papiery i przygotować dom po wdowie na sprzedaż. Rusza więc do małego, zagubionego miasteczka pośród wzgórz spowitych mgłą. Nie jest tam mile widziany, a jak się okazuje, że ma zająć się domem owianym złą sławą to tłuszcza najchętniej by go na stosie spaliła. No co poradzić, uwielbiam takie filmy. Mrok, deszcz, mgła, stare olbrzymie domostwa, małe miasteczko, wieśniacy skrywający tajemnicę, duchy, kruki, trupy, krew, przemoc, zło. The Woman in Black oferuje to wszystko, a chociaż nie jest doskonałym filmem, jest bardzo dobrze.
Warunki miałem takie: DVDscr, sam na chałupie i po północy. kurwa, nie najmłodszy pryk ze mnie, ale gotycki klimat i "dźwiękowe" straszenie mnie załatwiły - nie potrafię się oprzeć. Co nie zagrało? Daniela mogliby chociaż nieco postarzeć, bo taki z niego wdowiec i ojciec, jak ze mnie fan Conana 3D. Sama historia wciąga jak diabli, finał odważny, ale coś nie pykło do końca. Co? Ano niewykorzystany potencjał. Można było się wgryźć w jakieś brudy mieszkańców, dorzucić robienie brzydkich rzeczy z dziećmi itp., a tak otrzymujemy jedną odpowiedź i trochę tak bez backtrackingu. Ale i tak jest ok. 7 / 10
Meh. Nie zamierzałem oglądać, bo zapowiadało się na sztampowy gotycki horror o nawiedzonym domu ze wszystkimi wiążącymi się z tym obowiązkowymi motywami, z elementem grozy w postaci aktorskich wyczynów Harry?ego Pottera. No ale film recenzje miał dość dobre, więc się jednak skusiłem i z pewną nadzieją wybrałem do kina. I dupa. Jest dokładnie tak jak przewidywałem. Do bólu oczywisty horror, wypełniony elementami do znudzenia przerabianymi w innych filmach, usiłujący budować klimat epoki, ale oprócz czadzenia planu zdjęciowego mgłą, niewiele z tego wynika. Próby budowania nastroju grozy również mizerne i oparte głównie na prostackim atakowaniu widza natężonym dźwiękiem. A gdy pod koniec wydaje się, że przynajmniej będzie odważny finał, to nawet to potrafili zepsuć żenująco-głupim motywem, wywołującym parsknięcia na widowni. Jeżeli ktoś ma ochotę na porządny gotycki horror o nawiedzonym domu polecam raczej zeszłoroczny ?The Awakening? z Rebeccą Hall. Finał ma rozczarowujący, ale pod względem budowania klimatu grozy znakomity, naprawdę ściska za gardło, chyba po raz pierwszy zdarzyło mi się na serio odczuwać niepokój na sali kinowej. Nie wiem czy już dostępny w alternatywnych źródłach, ale pod koniec marca premiera DVD/BR więc zainteresowani niech trzymają palec na pulsie.
"The Awakening" jest już dostępny w "alternatywnych źródłach". Jeszcze nie oglądałem, ale miałem zamiar - głównie przez Rebeccę Hall. I mean, come on:
A wracając do tematu - ludzie, oglądajcie telewizyjny oryginał! Zrealizowany mniejszymi środkami, ale niezwykle klimatyczny, z nieznaną obsadą (no dobra, gra Tata Potter) i znakomicie budowanym napięciem. Telewizyjna realizacja może trochę trąci myszką, ale Brytole i tak nie mają się czego wstydzić, bo całość jednak wciąż robi spore wrażenie. Takie to dobre, a wszyscy i tak oglądają Radcliffe'a... eh te remake'i!