Idąc za ciosem po seansie filmu "Sinister", zostałem przy horrorach, w których bohaterowie znajdują tajemnicze taśmy. Tym razem nie Super 8, a doskonale wszystkim znane kasety wideo. O filmie wiedziałem, tyle, że będzie to zlepek szortów autorstwa różnych scenarzystów i reżyserów, spiętych łączącą je nicią fabularną. Tak uboga wiedza nie mogła stworzyć specjalnie wygórowanych oczekiwań, a jednak nazwanie tej produkcji spójną, nawet gdzieś między wierszami, jest grubym nieporozumieniem.
"V/H/S" to blok krótkometrażowych filmów grozy, złożony z sześciu kompletnie różnych historii z pogranicza fantastyki, survival horroru i thrillera. To co je łączy, to że wszystkie zostały zrealizowane w stylistyce found footage. Wiadomo, jedne opowieści są lepsze, drugie gorsze, a jeszcze inne kompletnie do dupy, ale zgodnie z moimi oczekiwaniami takie rozwiązanie miało jeden zasadniczy plus: nim zdążyłem się konkretnie wściec na bezsensowność jednego wątku, zaczynał się inny.
Najgorszym motywem jest oczywiście ten przewodni, ale paradoksalnie trwa on chyba najkrócej. Dostajemy jakąś ekipę tępych chuliganów, którzy dewastują wszystko, co spotkają na swojej drodze i napadają na kobiety. Śmieją się przy tym prostacko i rejestrują wszystkie występki z trzech lub czterech kamer. Po jednej z akcji przypominają sobie, że muszą zdobyć dla swojego zleceniodawcy jakąś kasetę. Taśma ma leżeć w domu pewnego staruszka, więc wkradają się po cichu do jego mieszkania i ku swojemu niezadowoleniu zauważają, że taśm jest znacznie więcej, niż początkowo przypuszczali.
Tak więc klamra fabularna jest tylko pretekstem do tego, by kolejne kasety lądowały w magnetowidzie. Kaset jest zatrzęsienie, ale doświadczamy tylko pięciu, a każda z uwiecznionych na nich historii posiada swój podtytuł. I są to kolejno:
1. Amateur Night (reż. David Bruckner) - trójka przyjaciół wybiera się na imprezkę w celu poderwania dupeczek na noc. Jeden z koleżków dostaje okulary szpiegowskie z wbudowaną kamerą i ma rejestrować wszystkie poczynania, a przede wszystkim łóżkowe igraszki. Z imprezy wracają z dwiema dziewczynami, ale jedna z nich, nie jest tym, czego oczekiwaliby chłopcy.
2. Second Honeymoon (reż. Ti West) - młode małżeństwo jedzie do Teksasu na wycieczkę, zatrzymując się w obskurnym hoteliku. Ich niepokój budzi kobieta czatująca przed budynkiem.
3. Tuesday the 17th (reż. Glenn McQuaid) - jedna z bohaterek, Wendy, zbiera ekipę przyjaciół i zabiera ich na obozowisko w lesie. Szybko okazuje się, że z pozoru sielankowa wyprawa będzie koszmarem, a wypowiedziane w żartach słowa "Wszyscy zginiecie!" nie są tak żartobliwe, jak można by tego oczekiwać.
4. The Sick Thing That Happened to Emily When She Was Younger (reż. Joe Swanberg) - cały film ustylizowany na rozmowy video-czatów. Dziewczyna rozmawia ze swoim chłopakiem z innego stanu, zwierzając mu się z lęków przed mieszkaniem, w którym przyszło jej mieszkać. Mówi, że w domu straszy, a w dodatku coś złego dzieje się z jej organizmem. Wkrótce dziewczyna będzie chciała stawić czoła mrocznym poltergeistom ożywającym każdej nocy.
5. 10/31/98 (reż. Radio Silence) - trójka młodych facetów wbija na imprezkę z okazji Halloween do ogromnego tajemniczego domu, jednego ze znajomych. Na pierwszy rzut oka dom jest opuszczony, jednak na najwyższym z pięter mężczyźni znajdują związaną kobietę, nad którą miejscowi spirytyści-szamani odprawiają dziwaczne egzorcyzmy.
Powiem tak, gdyby wywalić lub zastąpić czymś innym historie drugą i trzecią; gdyby pierwszą nieco bardziej zdynamizować; gdyby wymyślić zdecydowanie lepszy pretekst spinający seanse w całość - byłby to naprawdę świetny pomysł na film pełnometrażowy. Tutaj motyw przewodni jest tak mizerny i bezsensowny, że najrozsądniej jest traktować tę produkcję jako zlepek szortów i nic poza tym. Rzecz w tym, że ocena filmu musi być jedna i przez słabostki trzech z sześciu historii nie może być pozytywna.
Ode mnie za całość 4,5/10. A gdybym miał poukładać w kolejności od najlepszego do najgorszego kolejne podrozdziały, to byłoby to 4, 5, 1, 3, 2, 0 (zero, jako motyw przewodni).
Co ciekawe w planach jest już sequel "V/H/S 2", a swoje bloki mają wyreżyserować Eduardo Sanchez (twórca "Blair Witch Project") oraz Gareth Evans ("Raid").
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
Oglądamy sześć historii, które nie są dosłownie niczym połączone - jedna wspólna rzecz to ta, że wszystko jest nagrywane amatorskimi kamerami. Zanim dostaniemy kurwicy z takiego czy innego powodu, jeden segment się kończy i zaczyna kolejny, więc już jest jakiś plus... ale co z tego, skoro wszystko ma mniej więcej takie proporcje: 1/4 rewelacyjna, 1/4 dobra, 2/4 strasznie słaba.
Ogólnie strata czasu, całości nie warto oglądać, a dla dwóch ostatnich historii nie ma sensu męczyć się przez cztery dupne opowieści. Już lepiej obejrzeć nagrania z Czelabińska, w którym pękają szyby w oknach, ludzie panikują, meteoryty się rozpieprzają i w ogóle jest moc - bo i prawdziwe, i ciekawe, i wciągające. W przeciwieństwie do V/H/S, niestety.
Jeżeli podobał wam się segment z video-czatem i z chęcią obejrzelibyście coś w tym stylu, ale pełnometrażowego, to sprawdźcie film z 2002 pt. "The Collingswood Story". (Bardzo) niskobudżetowy, niezależny horror, który zgarnął kilka nagród i w którym akcję obserwujemy przede wszystkim z perspektywy kamerki internetowej (choć nie tylko). Oglądałem go jakieś 2-3 lata temu podczas chwilowej fascynacji horrorami tego typu i w związku z tym czwartym segmentem V/H/S jakoś mi się przypomniał.
Natomiast jeśli chodzi o V/H/S - piąta historia zdecydowanie najbardziej mi podeszła. Co tam się dzieje! Czwarta również na plus. Reszta niestety poniżej oczekiwań, szczególnie zawiodłem się na tej drugiej, bo z tego, co wiem, to był za nią odpowiedzialny Ti West.
Widziałem. I jestem w miarę zadowolony. Jest lepiej niż w pierwszej części, ale i tak do czegoś naprawdę dobrego sporo brakuje. Dalej wszystko wygląda tanio, aktorzy kiepsko grają albo wręcz nie potrafią grać, zdjęcia i montaż proszą o dobicie, ale... nie ma tragedii. Da się to obejrzeć.
Wątek główny jest średni, ale przynajmniej trzyma się i jej ciekawszy niż w pierwszym filmie. Pierwsza historia, tj. implant oka, jest fatalna pod każdym względem i męczy. Druga, o rowerzyście z kamerką na kasku jest już lepsza, a w założeniach nawet dobra i na swój sposób nawet oryginalna. Trzecia opowiastka jest o dziennikarzach robiących reportaż o sekcie. To chyba moją ulubiona, ale zaczyna się bardzo źle i może odrzucić każdego. Warto jednak wytrwać do końca, naprawdę, fajny patent tam jest. Czwarta - grupa znajomych ma wolną chatę - zaczyna się jeszcze gorzej niż trzecia historia, ale potem się rozkręca i w sumie można by wrzucić do Supernatural albo i nawet X-Files po odpowiednich zmianach, co chyba wystarczy za rekomendację.
Motyw przewodni słaby, jak w pierwszej części. Głupota tych prywatnych detektywów poraża niezmiernie i jest niewybaczalna. Niby rzecz się dzieje w czasie rzeczywistym i materiały, które oglądamy, oglądają również bohaterowie filmu, ale to się kupy nie trzyma. Mniejsza. Wiadomo, że to tylko pretekst, żeby odtworzyć kolejne nagrania.
"Phase I Clinical Trials" - czyli historia nowych oczu, dzięki którym widzi się więcej, niż by się chciało. Faktycznie słabo. Na samym początku miałem nadzieję, że pójdzie to w stronę jakiegoś ciekawego science fiction, ale nie to tylko zwykły straszak bez większego sensu.
"A Ride In Park" - opowiastka właściwie równie bez sensu, jak pierwsza, ale na uwagę zasługuje innowacja w postaci POV zombie. Tego chyba wcześniej nie było.
"Safe Haven" - wiadomo, że najlepszy. Generalnie dobry materiał na pełnometrażówkę, gdyby delikatnie zmodyfikować tę, nie bójmy się tego powiedzieć, przekombinowaną historię. Właściwie jest to klasyczny koszmar. Przynajmniej ja takie kiedyś miewałem. Dzieje się dużo, nie bardzo wiadomo o co chodzi i ciągle trzeba uciekać. I ten nastrój psychodelii. Dobra sprawa.
"Slumber Party Alien Abduction" krótko i na temat. Jednak zbyt ruchliwie i momentami śmiesznie. Jakoś klasyczni szarzy kosmici zawsze będą mnie wprowadzać w nastrój rozweselenia. Inna sprawa, że też obejrzałbym sobie jakiś nowy, dobrze przemyślany film pełnometrażowy w tym klimacie. Tylko bez padaczkowych zdjęć z kamery przymocowanej do psa.
5/10
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
Dla mnie jedynka jest ciagle ciut lepsza niz kontynuacja. Najbardziej podszedl mi film nr 2, ten o mlodej parze spedzajacej kilka nocy w obskurnym motelu a zaraz po nim nr 5 o dziwnym obrzedzie na strychu. Najlepsza creepy pasta jest dla mnie wtedy, kiedy nie ma w niej ani wampirow ani ufo ani innych duszkow. "Safe Haven" w moim odczuciu bardziej nadaje sie na gre, niz film, szczegolnie pelnometrazowy (zieew). Ogolnie i tak najlepsza czesc, super kadr na koncu, chociaz pokombinowalabym troche z kozia twarzyczka.
Obie czesci pewnie by mi sie bardziej spodobaly w czasach kiedy do obiadu ogladalam gesia skorka i czy boisz sie ciemnosci, dzisiaj mam raczej poczucie straconego czasu. Chociaz pewnie i tak obejrze 3 czesc, jezeli takowa powstanie. Motyw znalezionych tasm i nagrywania amatorskimi kamerami bardzo mnie juz nuzy, ale videoczat byl calkiem ok.
18-06-2013, 20:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-06-2013, 00:28 przez teufelsbrut.)
Filmów nie widzialem i nie mam zamiaru oglądać, ale plakat fajny:
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
Wczoraj widziałem dwójkę i cóż, było naprawdę spoko. Może nawet nieco lepiej, niż w jedynce, ale generalnie to ten sam mocno zróżnicowany poziom. Najlepsza kaseta zdecydowanie autorstwa Garetha Evansa, z zakończeniem, na którym parsknąłem śmiechem (podobnie jak główny bohater).
Ogólnie podobało mi się i chętnie zobaczyłbym kolejną część.
Cytat:According to Screen Daily, V/H/S Viral will center around “fame-obsessed teens who unwittingly become stars of the next internet sensation.”
Informacje o trzeciej części zaczynają się pojawiać. /film wrzucił małe info oraz ten obrazek, film pewnie obejrzę, ale nie liczę na wiele. Pewnie jak zwykle, jeden/dwa shorty będą świetne, a reszta strasznie słaba.
Pierwsza historyjka sprawiła, że w myślach krzyknąłem: "to najlepszy found footage ever!". Druga i trzecia szybko kazały mi się wycofać z tych słów. Pod koniec jest jednak lepiej - czwarta, a zwłaszcza piąta opowieść, ze świetnym motywem przypadkowego wbicia na jakieś okultystyczne rytuały, podnoszą poziom, choć nie na taką wysokość, jak początek. Generalnie głupi jest to film, ale... fajny. Nie nudzi, a i forma nie wkurza. Przynajmniej mnie, bo - muszę się przyznać - ostatnio odkryłem, że tak naprawdę lubię found footage.
Wkurzają mnie za to detale. Akcja dzieje się jakoś koło 1998 roku (tak wynika z oznaczenia z jednego z ostatnich filmów, no i jest motyw kaset wideo, więc później dziać się nie może). Ale skoro tak, to niby w jaki sposób goście z "głównego" filmiku mogą umieszczać swoje wideo online? Gdzie? Jak? Dla kogo? Kto pobierze tak ogromne pliki? I skąd koleś ma kamerę w okularach w 1998 roku? I to taką, która nagrywa na VHS? Gdzie on trzyma taśmę? Gdzie taśmę trzyma ten koleś, co korzysta z "nanny cam" na końcu? Jak na taśmę trafił zapis wideoczatu? Wideoczatu - w 1998 roku?! Jak uratowała się kaseta z końcówki, rozjechana przez pociąg? Jak uratowała się kaseta, która musiała spaść z wysokości wieżowca? Kto nagrał te sesje czatowe, skoro koleś powtarzał, że ich nie nagrywa? No dobra, mógł kłamać, tyle mu oddam.
Wkurzają mnie takie szczegóły, bo sens found footage tkwi w urealnieniu akcji. Robią niesamowite akrobacje, żeby przekonać widza, że kamera mogła znaleźć się w takich a takich okolicznościach i pokazywać z takiej perspektywy, a zapominają o takich rzeczach... Ech. 6/10
VHS Viral już jest. I, jak to zwykle bywa, tylko jedna opowieść wybija się ponad inne, reszta jest słaba albo ledwo średnia. Motyw główny, przewodni - po mieście jeździ lodziarka, a ludzie, którzy słyszą jej muzyczkę/widzą samochód zaczynają wariować, mówiąc łagodnie. Opowiastka pierwsza dotyczy magika-amatora, który kupił w sklepie z akcesoriami płaszcz i w ten sposób zyskał niesamowite moce oraz
udaje mu się, świat jest lustrzanym odbiciem realnego, ale jak się lepiej przyjrzeć, to mężczyźni mają penisy niczym z Tromeo i Julii, a kobiety ogromne vagina dentata.
Opowieść trzecia, najlepsza moim zdaniem, jest o młodych skejtach nagrywających swoją jazdę na deskorolkach oraz o wycieczce do Meksyku, gdzie
przypadkowo przywołują duchy/demony śmierci czy coś takiego i muszą walczyć o życie.
Ogólnie to najsłabsza część pod każdym względem, bo efekty znacznie słabsze, i części składowe nudniejsze, i found footage jest totalnie z dupy i nie ma praktycznie żadnego uzasadnienia właśnie poza ziomkami z deskami. Jedno wielkie meh. No i brakuje jednego segmentu, który był widoczny z zwiastunach.
Obejrzałem całość chyba w 20 minut, forma jest nieznośna i balansuje na granicy nieoglądalności, montaż jednym z gorszych jakie widziałem, aktorstwo żenujące, fabuły poszczególnych segmentów po prostu kiepskie, twisty w większości przewidywalne, a spoiwa łączącego całość po prostu nie skomentuję.
Czy konwencja found footage mogłaby w końcu zdechnąć? A najlepiej niech zdechnie cały gatunek, i może odrodzi się w chwale za kilka, bo przez takie właśnie ścierwa współczesny horror jest na dnie.
VHS Beyond (2024)
to chyba najlepsza część od czasugo VHS 94. Kolejny był średni a ostatni gówniany. Tutaj jest nowoczesnie i w stronę SF niż horroru. Co za tym idzie VHS to już tylko nazwa i jakieś male przerywniki. Teraz powinno być "mobile cam". Jest kilka fajnych pomyslów
6+/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
10-10-2024, 03:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-10-2024, 03:02 przez shamar.)