Thrash (2026) i inne wątpliwej jakości filmy o rekinach
#1
"Thrash" (Morderczy żywioł), 2026.

[Obrazek: 5.jpg]

Obawiałem się trochę tego filmu i wskutek różnych okoliczności odwlekałem jego seans ale w końcu nadszedł ten dzień i nie był to z pewnością dzień, który dał mi pan - co to, to nie. Moje obawy dotyczyły przede wszystkim tego, że tytuł poniekąd może okazać się proroczy i niestety tak się stało, bo fabularnie obrazek Wirkoli miota się bezsensownie niczym ryba w sieci. Mieliśmy podobnych opowiastek od groma, że przypomnę tutaj choćby australijski "Bait" z 2012 roku o rekinie w zalanym wodą supermarkecie, bekowe "Sharkando" czy ostatnio opowiadający o aligatorach "Crawl", do którego "Thrash" jest nie wiedzieć czemu najczęściej porównywany a film Aji, choć go lubię to żadnym oryginalnym dziełem przecież nie jest i czerpał sporo z wcześniej przeze mnie wymienionych a także takich katastroficznych obrazków akcji jak na przykład "Hard Rain".

Nic, historia jest tutaj prosta - mamy nadmorskie miasteczko, zbliża się huragan, pada deszcz, miasteczko zostaje zalane, ludzie są atakowani przez rekiny - i naprawdę trzeba się bardzo postarać, żeby nie wykręcić z tego jakiegoś w miarę rozrywkowego przedstawiciela animal attack. Wirkoli jednak jakimś cudem się to udało i pomimo dosyć krótkiego czasu trwania (78 minut bez napisów) były takie momenty, że naprawdę srogo się nudziłem a powinno być inaczej bo zasadniczo filmy o rekinach lubię i jestem w stanie czerpać jakąś tam przyjemność nawet z największych o nich kasztanów. "Thrash" do tych najsłabszych bym może nie zaliczył ale nie jest to też produkcja, którą byłbym w stanie komukolwiek z czystym sercem polecić.

Zacznijmy może od wspomnianej historii i jej bohaterów, bo sam nie wiem co tutaj się wydarzyło - opowiastka wydawać by się mogło jakich wiele i wystarczy się przyłożyć, napisać ze dwóch fajnych protagonistów czy jak w tym przypadku protagonistki (wiadomo, w końcu to Netflix) i sprawa załatwiona. I początkowo wydaje się, że tak właśnie będzie bo bardzo szybko i sprawnie poznajemy te nasze dwie główne bohaterki - jedna samotna, z napadami lękowymi po śmierci matki lekomanka, druga, a jakże, także samotna, tyle że w zaawansowanej ciąży i porzucona przez swojego złego narzeczonego - Neflixowy szablon na pełnej można by rzec. Później oczywiście ich losy się ze sobą połączą i kobiety ramię w ramię będą musiały stawić czoła niebezpieczeństwu czyhającemu na nie gdzieś w stopniowo przybierającej wodzie. 

[Obrazek: 4.jpg]

I byłoby to wszystko całkiem niezłym pomysłem na film gdyby nie fakt, że Wirkola postanowił tutaj dorzucić nam jeszcze wujka jednej z pań (Djimon Hounsou w kuriozalnej roli chodzącej/pływającej encyklopedii o rekinach) i jego przydupasa a także trójki rodzeństwa "wychowywanego" a raczej głodzonego przez rodzinę zastępczą złych białych prepersów (serio, nie pozwalają im wchodzić do piwnicy, bo oprócz broni trzymają tam również w lodówce steki a dla dzieciaków przewidziany jest tylko i wyłącznie suchy chleb). Przypominam, że całość bez napisów to potężne 78 minut metrażu a mamy jeszcze obowiązkowe ataki rekinów i inne średniej jakości cyfrowe atrakcje - nie mam pojęcia, kto wpadł na pomysł, że śledzenie naprzemiennie aż trzech wątków będzie w tak krótkim filmie dobrym pomysłem ale tak jak można się było spodziewać, nie wypaliło to kompletnie, podpłynęło i ugryzło tego mądrego prosto w dupę, że sparafrazuję klasyka.

Dodatkowo wątek dzieciaków w żaden sposób nie łączy się finalnie z dwoma pozostałymi i został wciśnięty tylko po to żeby pokazać w sumie sam nie wiem co - że źli biali ludzie nie powinni być rodzicami zastępczymi bo głodzą dzieci i przeznaczone dla nich pieniądze przywłaszczają dla siebie? Nie wiem kompletnie jaki jest sens tego wątku ale w końcu to Netflix i raczej można się domyślić, że nie jest to wrzucone tam ot tak. No ale nie zagłębiajmy się w to, każdy inteligentny sam się domyśli o co tutaj chodzi i co to ma na celu.

Z perspektywy czysto filmowej najważniejsze jest bowiem to, że przez to, że śledzimy aż trzy wątki a czasu jest niewiele, żaden z nich nie wybrzmiewa należycie i kompletnie nie angażuje, przez co nie spełnia odpowiednio swojej roli - szczególnie kuriozalny jest wspomniany przeze mnie występ bodaj najbardziej znanego z całej obsady Djimona Hounsou, którego rola sprowadza się do przejścia z łodzi do domu, jazdy samochodem a później płynięcia łodzią i opowiadania nam o rekinach - ekspozycja w najczystszej postaci, dodatkowo totalnie zbędna dla fabuły filmu. Nie pomaga też to, że próbując w jakiś sposób usprawiedliwić jego obecność na ekranie i pogłębić postać, dano mu do wygłoszenia monolog w stylu Quinta (wiadomo, obowiązek w filmie o rekinach), w którym opowiada on jak to w Afryce został zaatakowany przez hipopotama ale przypadkiem uratowały go dwa żarłacze tępogłowe, które hipcia ukatrupiły i dlatego został ich badaczem i konserwatystą. Fantastyczna była to opowieść, wzruszyłem się na niej niesamowicie, szkoda tylko, że - po raz kolejny - wniosła tutaj okrągłe zero i tylko zabrała czas ekranowy, na którego nadmiar nie możemy narzekać. 

[Obrazek: 3.jpg]

Ton filmu również jest dziwaczny, gdyż całość niby jest zrobiona na poważnie i mamy się losem tych bohaterów przejąć ale raz na jakiś czas daje o sobie przypomnieć filmowy rodowód Wirkoli i jesteśmy świadkami typowych dla niego nie do końca poważnych scenek czy charakterystycznych zabaw montażowych. Reżysersko też nie jest to żadne cudo a już totalnie nie jestem w stanie wybaczyć absolutnego zmarnowania miejsca akcji i pływających po nim rekinów. W większości są to żarłacze tępogłowe powołane dożycia za pomocą efektów komputerowych znośnej jakości ale nic ciekawego z nimi nie zrobiono. Na doczepkę dorzucono jeszcze deus ex machinę pod postacią żarłacza białego, którego (a raczej której bo skoro Netflix to jest to samica) jedynym zadaniem jest uratowanie z opresji naszych dwóch bohaterek. Rekin najpierw pół filmu płynie, jego obecność jest podbudowywana i spodziewamy się jakichś związanych z nim fajnych atrakcji tymczasem to co ostatecznie otrzymujemy ciężko jest mi nawet nazwać mokrym pierdem - a jego finałowy wyskok, na etapie kolejnego filmu z rekinami będący totalną i pozbawioną wyobraźni sztampą uwidacznia przy okazji tylko braki jeśli chodzi o efekty wizualne, które przy blisko 50 milionowym budżecie raczej nie powinny mieć miejsca. 

Muzyka totalnie do zapomnienia (szczerze to nawet nie pamiętam, czy jakaś była), aktorstwo akceptowalne ale sposób w jaki te postaci są napisane nie dał mi żadnej możliwości, żebym się mógł z nimi zżyć a już tym bardziej kibicować - no chyba, że miałbym trzymać kciuki nie za postaci jako takie a archetypy, bo wiadomo, że jak kobieta jest w zaawansowanej ciąży to będziemy podświadomie życzyć jej szczęśliwego rozwiązania i tego by wraz z dzieckiem przeżyła. Nie wiem, może za dużo wymagam od takiego obrazka ale boli mnie zmarnowanie okazji na pokazanie ludziom, że filmy spod znaku animal attack mogą być naprawdę godną i inteligentną rozrywką a nie tylko zapychaczem ramówki, który ogląda się nieźle po słynnym "wyłączeniu mózgu". Budżet był wysoki, wystarczyło tylko napisać nieprzekombinowany scenariusz z ciekawymi bohaterami i w jakiś interesujący sposób zagospodarować miejsce akcji. W "Crawl" udało się to całkiem nieźle, ba, nawet w tym wspomnianym australijskim "Bait", który choć żadnym dziełem nie jest i ma o wiele bardziej szalony pomysł na fabułę (przypomnę, rekin w zalanym wodą supermarkecie) wyszło to dużo sensowniej niż tutaj. 

A tak zamiast "Thrash" dostaliśmy niestety po raz kolejny zwykły filmowy "trash" i bardzo nad tym ubolewam, bo obrazek zdaje się bije rekordy popularności i raczej otrzymamy jego sequel (oczywiście, że jest scena go zapowiadająca), który niestety pewnie znów będzie zrobionym po linii najmniejszego oporu filmowym odpowiednikiem marnej jakości fast foodu, bo w algorytmach wszystko będzie się zgadzało.



Solidne 3/10
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
#2
@slepy normalnie czytasz w myślach, bo jestem świeżutko po seansie, skończyłem kilka minut temu i chciałem wrzucać swój komentar na krótką piłkę!

Rany doskie, takiego dziadostwa to ja się nie spodziewałem. I to jest takie prawdziwe DZIADOSTWO z krwi i kości, a nie żaden przedstawiciel filmu tak złego, że aż dobre. Nie jest to żaden wysryw od Asylum świadomy swojej chujowości. To film zrealizowany przez Sony Pictures, który chyba zlecono Wirkoli - ja pierdole, nakręcił to jeden z najlepszych europejskich reżyserów kina gatunkowego, koleś który dał nam dwie częsci "Zombie SS", "Złe dni" i "Dziką noc" - bez żadnego sprawdzenia co to w ogóle jest za film. Później, któryś garniturek to obejrzał i zobaczył co się odjaniepawliło i opchnęło Netflixowi coby mieli jakiś film z głóśnymi nazwiskami - w ogóle jednym z producentów jest... Adam McKay. LOL.

Ja też miałem dać 3/10 temu potworkowi, ale ostatnie 10 minut i trzy absolutnie wyborne sceny sprawiły, że jednak 2/10.

Myślę, że nikt tego nie obejrzy oprócz mnie i ślepego (i shamara za 13 lat), ale mimo wszystko wrzucam spoiler". Ale ostrzegam - PEREŁECZKI PROSTO Z DNA ZALANEGO MIASTA:

NA WSTĘPIE ZAZNACZAM, ŻE NASZYMI VILLAINAMI W TYM FILMIE SĄ ŻARŁACZE TĘPOGŁOWE.

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcR3k8aVx-SXNvmHvxq_nnZ...vERd0XTQ&s]
Wszystko te sceny miały miejsce 10 minut przed końcem :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#3
Asylum bierze się już nawet za "hity" ze streamingu:



:)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
#4
Dziwne bo oryginał wyglądał jak film od nich :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#5
AI wjeżdża na pełnej także do niskobudżetowego rekinowa:



A sam film wygląda jak jakaś bieda wersja australijskiego "Dangerous Animals" z zeszłego roku. Btw, skoro jest temat to przeklejam swoją miro reckę tego obrazka z krótkiej piłki:

"Dangerous Animals" (2025), reż. Sean Byrne.

[Obrazek: 1.jpg]

Ciekawy australijski reżyser ("The Loved Ones" super, "The Devil's Candy" już wyraźnie słabszy ale miał swoje momenty), tematyka spoko i bardzo w moim klimacie, czyli seryjniak plus rekiny a efekt końcowy niestety mocno przeciętny i rozczarowujący. Fabuła bez cudów ale sam motyw interesujący i w miarę oryginalny (coś trochę podobnego było w słabiutkim "Shark Night 3D"), spokojnie można było wycisnąć z tego dużo więcej.

I choć w sumie wszystko jest niby na swoim miejscu to sporo rzeczy mi tutaj nie do końca zagrało - być może całość jest zbyt oklepana i pomimo tego ciekawego pomysłu wyjściowego za bardzo bazująca na totalnych schematach i głupocie bohaterów. Na pewno rażą różne zagrywki typu - killer leży bez ruchu a bohaterka zamiast go ubić ucieka, choć nie ma za bardzo gdzie i inne tego typu kwiatki, końcowe sceny też raczej wywołujące uśmiech politowania i zażenowania, nie pomaga kiepskie momentami CGI (ujęcie wyskakującego z wody żarłacza białego spokojnie do kolekcji najgorszych scen tego roku).

[Obrazek: DANGEROUS-ANIMALS-Still-10.jpg]

Klimatu też tyle tutaj co kot napłakał i choć aktorzy starają się jak mogą (szczególnie Jai Courtney wypada zadziwiająco spoko jako seryjniak ale znana z "Yellowstone" Hassie Harrison wcale nie ustępuje mu kroku) to jednak nie mają zbytnio z czym tutaj poszaleć. Za bardzo to wszystko zachowawcze, momentami jakby ugrzecznione - w szczególności sceny ataku rekinów są bardzo rozczarowujące. Ogólnie nie ma ich tutaj zbyt dużo i jest to zdecydowanie bardziej film "o seryjnym mordercy" niż "film o rekinach", ale tym bardziej te nieliczne momenty z nimi powinny robić dużo większe wrażenie.

Koniec końców dostajemy obrazek, który można obejrzeć bez większego bólu i zgrzytania zębami ale tylko wtedy, gdy przymkniemy oko na niezbyt rozgarnięte zachowania bohaterów. Potencjał był sporo większy ale zachowawczość mocno tutaj zabija jakiekolwiek ciekawe pomysły czy próby wyjścia poza schemat i całość niestety tonie w morzu przeciętności.



5/10
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Werwulf, reż. Robert Eggers (2026) Pelivaron 57 2,085 12-05-2026, 22:13
Ostatni post: slepy51
  Pacifico (2026) - ponoć najdroższy hiszpański sajfaj horror slepy51 3 197 09-05-2026, 11:24
Ostatni post: Albertino
  Hungry (2026) - hipopotam sieje gnój slepy51 6 334 21-04-2026, 15:04
Ostatni post: Bucho
  tworczosc Roba Zombiego (Halloween i inne) Mental 186 39,442 10-12-2024, 17:53
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości