wtorek, 23.09.2008, godz. 10:35
środa, 01.10.2008, godz. 16:37
sobota, 11.10.2008, godz. 15:23
wtorek, 23/24.09.2008, godz. 00:00
środa, 01.10.2008, godz. 06:04
19-09-2008, 15:38
|
Westerny
|
|
Dla zainteresowanych, to ten film niedługo leci na Kino Polska:
wtorek, 23.09.2008, godz. 10:35 środa, 01.10.2008, godz. 16:37 sobota, 11.10.2008, godz. 15:23 wtorek, 23/24.09.2008, godz. 00:00 środa, 01.10.2008, godz. 06:04 19-09-2008, 15:38
Tombstone - pierwsze wrażenie: czy to reżyserował Renny Harlin albo Stephen Hopkins? Reżyseria i wizualny styl to kopia produkcji tych dwóch panów. Drugie wrażenie: to taki Die Hard wśród westernów. Tyle, że u Cosmatosa kompozytora nie powiadomiono, do jakiego gatunku filmowego ma napisać muzykę, przez co wyszło coś, czego nie da się słuchać w połączeniu z obrazem. Akcenty z soundtracku "Aliens" w pojedynku nad rzeką sprawiły bardziej surrealistyczne wrażenie, niż gdyby nagle pojawiły się tam słonie na siedmiometrowych nogach.
Ogólnie film jest to dobry, oglądało mi się bardzo przyjemnie, ale porównania z Leone czy Eastwoodem nie wytrzymuje. Zdziwiło mnie, jak bardzo wiernie odtworzono wydarzenia z Tombstone - podczas seansu myślałem, że reżyser mocno przesadza, a tu proszę, niespodzianka, tak było naprawdę! Wrażenie zrobiła na mnie także obsada - Russell, Paxton, Biehn, Boothe, Heston, Kilmer, Church... Przy czym Kilmer w swoim szczytowym okresie, tuż po roli Morrisona, pokazuje klasę. Co mi się nie podobało, to wyraźne pocięcie filmu - widziałem wersję producencką i dało się odczuć, że sporo materiału brakuje, wątki wyskakują nagle lub nagle się urywają. To plus koszmarna muzyka - i mamy film dobry zamiast bardzo dobrego. Jakieś 8\10. 19-09-2008, 23:12 military napisał(a):Co mi się nie podobało, to wyraźne pocięcie filmu - widziałem wersję producencką i dało się odczuć, że sporo materiału brakuje, wątki wyskakują nagle lub nagle się urywają. To plus koszmarna muzyka - i mamy film dobry zamiast bardzo dobrego. Jakieś 8\10. opis Dir Cut jest na stronie, więc wersja producencka nie jest taka zła, jakby się mogło wydawać. A muzyka jest świetna - istny klasyk. W filmie może faktycznie chwilami nieco przeszarżowana, ale na albumie miodzio.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 20-09-2008, 00:18
Chyba raczej "Casino royale" wśród westernów, jeśli dobrze kumam o co Ci chodzi. W sensie że Unforgiven ma się tak do innych westernów jak CR do innych bondów?
20-09-2008, 09:17 freak_outXP napisał(a):Unforgiven - Jeżeli człowiek nie zna westernu jako gatunkowego kina z różnych jego stron (Ford, Wayne, Leone, Pi... pan na P ;) i wielu, wielu innych), to nie doceni - ten obraz potrzebuje kontekstu w postaci wyedukowanego i doświadczonego widza, wtedy taki będzie zadowolony z seansu. Bzdura wieksza niz majaki Uwe Bolla chwalacego swoje produkty. No chyba, ze z 6 westernami na koncie jestem wielce wyedukowanym widzem. To, ze nie dostrzeglem ani jednego nawiazania, nie przeszkodzilo mi kompletnie zanurzyc sie w tym filmie. Zreszta czego w nim nie rozumiesz? Przeslania? Dialogow? Twoja wypowiedz wydaje mi sie mocno bezsensowna, bo to tak jakby napisac ze bez edukacji w fantasy nie zrozumiesz Harry'ego Pottera. Te filmy absolutnie nie wymagaja wczesniejszego przygotowania. Unforgiven jest uniwersalny, mowi o uniwersalnych sprawach. A poza tym zdanie "ten obraz potrzebuje kontekstu w postaci wyedukowanego i doświadczonego widza" to belkot. Widz jest kontekstem? 20-09-2008, 11:02
Nie widz, a jego wiedza filmowa - edukacja(?), i guess. Ale fakt, faktem że podpisuje się pod zdaniem Militaryego. Unforgiven to był jeden z pierwszych westernów jaki widziałem i już wtedy zrobił na mnie olbrzymie wrażenie.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie. Bodie: Thought you said it was getting warmer. Poot: The world goin' one way, people another yo'. 20-09-2008, 11:07
Jakoś nigdy nie przepadałem za westernami, może coś tam kiedyś w młodości widziałem ale nie pamiętam.
Spodobała mi się za to nowa Yuma i dość nietypowy Jesse James. Na obejrzenie czeka OUATITW, więc kto wie, może zapałam większą sympatią do gatunku :) 20-09-2008, 11:10
Witam,
Ja jeszcze dorzuciłbym do tej listy "Lonesome Dove", czyli "Na południe od Brazos" - i to zarówno film, jak i książkę. Jedno i drugie uwielbiam - film, który plasuje się u mnie w ścisłej czołówce, gdzieś pomiędzy "OUATITW" i "Dziką bandą" a "Garrettem" i "Unforgiven", przewartościowuje w zasadzie klasyczne motywy fordowskie ("Poszukiwacze", "Rzeka czerwona"), ale nie wpada przy tym w antywestern. Poza tym to tam są zagrane najlepsze w mojej opinii role Duvalla i T. L. Jonesa. Powieść Larry'ego McMurtry'ego jest też świetna, i łatwiej ją zdobyć (allegro). Inne filmy, które przychodzą mi do głowy na gorąco to "Skarb Sierra Madre" Johna Hustona z Bogartem, a z nowych - "Seraphim Falls" z Neesonem i Brosnanem (ciekawe, ciekawe, sporo krwi ;) ). Powieści: z klasyki można poszukać Jacka Schaefera "Jeździec znikąd" (też jest to klasyk filmowy tu przeoczony) i "Pierwsza krew", ale nie ręczę za efekty - te teksty mogły się mocno zestarzeć, nie wiem. Wspomniany wyżej McMurtry wracał kilka razy do westernu, ale o dziwio nigdy już nie zbliżył się nawet na odległość głosu do wybitnosci własnego "Lonesome Dove", więc nie polecam. A Cormaca McCarthy'ego ukazały się u nas "Rącze konie" i "Przeprawa", ale prawdę mówiąc - albo byłem za młody jak to czytałem (dość dawno to było), albo nie wiem. Na własną odpowiedzialność. Pozdrawiam 20-09-2008, 11:37 freak_outXP napisał(a):Unforgiven - Jeżeli człowiek nie zna westernu jako gatunkowego kina z różnych jego stron to nie doceni - ten obraz potrzebuje kontekstu w postaci wyedukowanego i doświadczonego widza, wtedy taki będzie zadowolony z seansu.Taaa... Mialem 16 lat jak obejrzalem Unforgiven, westerny kojarzyly mi sie z nudami po wielokroc serwowanymi przez ojca. Nie przepadalem za gatunkiem, nie bylem wyrobionym kinomanem w zadnym stopniu a film mnie oczarowal. Teraz western to jeden z moich ulubionych gatunkow, niestety z przykroscia stwierdzam, ze posiadanie ojca - maniaka gatunku powoduje ze po latach ogladajac po raz pierwszy (jak ci sie zdaje) jakies wazne tytuly (np OUATITW, z przykroscia zdajesz sobie sprawe ze chcac nie chcac przez te wszystkie lata zapamietales ze 30-40% filmu na skutek posiadania w domu jednego telewizora. ps nie wiem czy ktos tu wspominal o "Last Train from Gun Hill" - Kirk Douglas + Anthony Quinn. Obraz z 1959 roku ale nie odnioslem wrazenia by byl mily i sterylny. 20-09-2008, 11:47
No i! Trzy Pogrzeby Melquiadesa Estrady! Niesamowity film pod reżyserkę i aktorstwo TL Jonesa i scenariusz tego kolesia od 21 gram/Amores Peros. W głównej roli rzeźnik nad rzeźniki - Barry Pepper.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie. Bodie: Thought you said it was getting warmer. Poot: The world goin' one way, people another yo'. 20-09-2008, 12:05 freak_outXP napisał(a):Unforgiven - bardzo się na ten film napaliłem, a w sumie wyszło średnio i nawet wiem dlaczego. wyjdź :roll: misiek-st napisał(a):Ja jeszcze dorzuciłbym do tej listy "Lonesome Dove", (...) przewartościowuje w zasadzie klasyczne motywy fordowskie ("Poszukiwacze", "Rzeka czerwona"), ale nie wpada przy tym w antywestern. sęk w tym, że Poszukiwaczy możnaby swobodnie nazwać jednym z pierwszych antywesternów, bo właśnie zrywa z tym wszystkim, do czego przyzwyczaił na western, nie ma happy endu, jest wręcz przygnębiający - a już na pewno nie nazwałbym tego filmu klasycznym motywem fordowskim. Cytat:Powieści: z klasyki można poszukać Jacka Schaefera "Jeździec znikąd" (też jest to klasyk filmowy tu przeoczony) Jeździec znikąd = Shane, czyli czytamy posty powyżej :P
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 20-09-2008, 16:08 Cytat:Unforgiven to takie kino, które potrzebuje kontekstu, żeby został doceniony należycie . Kontekstu w postaci "wiem co to jest western". freak, wytłumacz mi, proszę, po jakiego diabła do zrozumienia 'Unforgiven' potrzebny ci kontekst w postaci westernowej piaskownicy? jakim cudem kretyńskie pierdoły o kowbojach mają pomóc takiemu widzowi jak ty (po tym, co napisałeś o Godfatherze wiem już na 100%, ze widz z ciebie czujny i inteligentny) w rozkminieniu "tajemnic' ukrytych w filmie Eastwooda? jak to sie w ogóle dzieje, ze aby obejrzeć poważny film, trzeba raptem znać jego bajkowe pierwociny? czego ty nie kumasz? rozumiem, że oglądając, dajmy na to, The Thing, też nachodzą cię rozterki z gatunku: "Kurna, nie czaje tego filmu, muszę sięgnąć po klasykę SF z lat czterdziestych." czy w takim razie The Thing to twoim zdaniem anty-SF, wymagające odwołania do SF? bo ma rozbudowaną psychologie? bo główny bohater zabija zdrowego człowieka i nawet nie reaguje? bo przeklinają? bo mają brudne ubrania? bo żłopią wódę? bo mówią na komputer "suka"? traktujecie klasyczny western niczym jakiś punkt odniesienia. tymczasem klasyczny western albo - jak to nazwał Mefisto - "zabawa w kowboi i Indian" - to nic innego jak tylko przypowiastki z podręcznika do nauki alfabetu. moja babcia je ogląda zaraz po wysłuchania w radiu niedzielnej mszy. zapytam raz jeszcze: jakim cudem te dziecinne historyjki mają komukolwiek dopomóc w recepcji PEŁNOWARTOŚCIOWYCH westernów, powstałych po zdemolowaniu przez Peckinpaha kodeksu Heysa? 'Unforgiven' nie podejmuje polemiki z bajeczkami dla dzieci, bo z blubrami i ściemą nie ma co polemizować. film Eastwooda, jeśli w ogóle z czymkolwiek polemizuje, to z "antywesternem" właśnie, ponieważ tylko "antywestern" może uchodzić za partnera w dyskusji. sorry za to przemądrzałe pogrubienie, ale naprawdę wkurza mnie to wasze ciągłe odwoływanie się do kontekstu, czyli do tzw. westernu. Peckinpah stworzył wizje Ameryki, z którą cholernie trudno dyskutować, ponieważ jest w pełni ukształtowana. Eastwood - gość, który egzamin dojrzałości zdawał pod okiem Leone i Dona Siegela - musiał wznieść się pod ten model. i uczynił to kręcąc 'Unforgiven'. pytanie brzmi: czy udało mu wyjść poza Peckinpaha, poza Leone, poza Corbucciego? według mnie nie i to z prostej przyczyny: poza Peckinpaha nie da się wyjść. jego filmów nie da się poprawić, nakręcić inaczej, lepiej. jedyne, co można zrobić, to podjąć z nimi polemikę, by w finale dojść do identycznych wniosków. proste pytanie: czy 'Unforgiven' zostałoby uznane za arcydzieło gatunku, gdyby reżyser urządził sobie pogaduchę z klasyką? przecież tu nie ma o czym gadać - bzdury, bajki, uproszczenia i łganie w żywe oczy. lwia cześć z tych kłamstewek to oczywiście sprawka Heysa i jego mocno życiowego kodeksu. zwróciliście może uwagę na scenę w wagonie w OUATITW? czemu Cheyenne spłukuje wodę w kiblu? przecież wcale nie musiał tego robić. otóż jeden z punktów kodeksu Heysa zabraniał spłukiwania wody w klozecie, bo jej odgłos źle się ponoć kojarzył publiczności. inna sprawa jest taka, że Leone nie mógł polemizować z klasyką, gdyż w ogóle tej klasyki nie znał. jak nie wierzycie, to posłuchajcie, co mówi Eastwood o Leone - drugi krążek dwupłytowego wydania wydania dvd 'For a Few Dollars More'. włosy się jeżą na głowie, jak człowiek pomyśli, ilu onanistów napisało prace dyplomowe o tym, jak to niby Leone w swym nieskończonym geniuszu dekonstruował Dziki Zachód. tymczasem facet po prostu naoglądał się za dużo Kurosawy i wymarzył sobie zamiast samurajów - poganiaczy bydła. 'Unforgiven' odwołuje się do tego, co żywe w westernie, a nie zdechłe i zanurzone w formalinie. western klasyczny pochłaniałem swego czasu hurtowo, a to ze względu na temat pracy rocznej, która musiałem pisać wieki temu na drugim roku filmoznawstwa. mając do wyboru Wajde, srajde i innych, wybrałem po prostu mniejsze zło. po zaliczeniu koniecznych tytułów postanowiłem już nigdy do nich nie wracać. to trochę tak, jakby Verhoeven nakręcił Batmana z certyfikatem NC-17. myślicie, ze wracałbym wtedy do Nolana? miałbym sie uwsteczniać? 20-09-2008, 19:38
Tylko że, Mentalu, Ty tak sobie zdroworozsądkowo podsumowujesz bajdurki klasycznego westernu, a nie bierzesz pod uwagę czym on jest dla Ameryki, narodu o jakieś tysiąc lat zbyt młodego, żeby mieć legendy z prawdziwego zdarzenia.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
20-09-2008, 20:17
Ja tam bym powiedzial, ze Unforgiven odwoluje sie do tego, co zywe w ogole, i ze osadzenie go w jakichkolwiek realiach byloby w porzadku. Moglby to byc film o rycerzach, o wspolczesnych zabojcach, o kosmicznych lowcach czy o rzymskich legionistach - western to w tym przypadku tylko otoczka, ktora pomaga stworzyc brudna, surowa atmosfere. Tresc tego filmu mozna odniesc do kazdych czasow i kazdego gatunku.
20-09-2008, 20:21
Negrin:
zgadzam się. klasyczny western dla przeciętnego Amerykanina jest tym samym co Spiderman. ale my mówimy tutaj o tym, co na temat westernu ma do powiedzenia Eastwood, człowiek nieskończenie mądrzejszy od przeciętnego amerykańskiego głąba w trykocie Spidermana. military napisał(a):western to w tym przypadku tylko otoczka, ktora pomaga stworzyc brudna, surowa atmosfere. Tresc tego filmu mozna odniesc do kazdych czasow i kazdego gatunku. nie do końca. western to nie tylko otoczka. western to jedyna forma, w której problematyka zabijania, zemsty, sprawiedliwości stanowi trzon ideowy gatunku. w westernie - tym po roku 1966 (przypominam: data umowna) - nie mówi sie o Jezusie, nadstawianiu drugiego policzka, przebaczanie, ognisku domowym etc. mówi się o karze, zabijaniu i odpłacie za grzechy. słowem, przywołuje się starotestamentowy model moralności: "komu miecz, temu miecz. komu śmierć, temu śmierć". co ciekawe, "western peckinpahowski" bardzo chce wyjść poza ten obszar, ale zwyczajnie nie może. bohaterowie Peckinpaha - straceńcy, odszczepieńcy, zwykli mordercy - naprawdę pragną innego świata. sęk w tym, że innego świata nie ma. jest tak jak zapowiada prolog Dzikiej bandy: mrówki pożerają skorpiona. 20-09-2008, 20:24 Mental napisał(a):zgadzam się. klasyczny western dla przeciętnego Amerykanina jest tym samym co Spiderman. ale my mówimy tutaj o tym, co na temat westernu ma do powiedzenia Eastwood, człowiek nieskończenie mądrzejszy od przeciętnego amerykańskiego głąba w trykocie Spidermana.Owszem, komiks superbohaterski to druga forma amerykańskiej mitologii. Niemniej z powyższego posta absolutnie nic nie wynika.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
20-09-2008, 20:30 Cytat:Niemniej z powyższego posta absolutnie nic nie wynika. wiedziałem, że to napiszesz. freakout_XP napisał(a):Unforgiven to pożegnanie z westernem jako kinem już schyłkowym - wyczerpuje konwencje, dlatego jest taki atrakcyjny; sporo w tym prawdy. dlatego polecam 'Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady'. znakomity "antywestern" w reżyserii Tommy'ego Lee Jonesa z genialną kreacją Barry'ego Peppera. film opowiada o kolesiu, który zastrzelił innego kolesia i za to będzie musiał odpokutować, tj. z lufa pistoletu przystawioną do skroni wywieżć ciało poza meksykańską granicę i zakopać je wyznaczonym wcześniej miejscu. zajebiście Peckinpahowski film - mocny, szorstki, surowy. 20-09-2008, 20:33 Cytat:ale jak masz balast w postaci seansów całej plejady westernów w niedzielne popołudnia, widzisz drugie dno tej gadki. mianowicie? bo jeśli masz na myśli to, że John Wayne w fikuśnym kapelutku i przyciasnych kalesonach nie powiedziałby czegoś takiego, to oczywiście sie z toba zgadzam. tylko co to ma wspólnego z Munnym? przez cały czas odnoszę wrażenie, ze ubzdurałeś sobie, iz aby "docenić" słowa Munny'ego, musisz znać słowa Johna Wayne. nie musisz. możesz je olać. w 90% to blubry na poziomie dwunastolatka. dopiero na starość Wayne zmądrzał i zaczął gadać jak dorosły. ale wtedy już grywał a "antywesternach", więc sam rozumiesz. Cytat:I te podsumowanie, w którym Munny zamiast jechać na koniu w stronę zachodzącego słońca kończy (to już pokazane jako napisy przed listą płac) jako sprzedawca mebli lub ktoś w tym rodzaju słońce i tak zachodzi. zarówno na początku, jak i na końcu widzimy chałupę Manny'ego na tle pomarańczowego nieba:) Cytat:Tylko, no właśnie, wypadałoby wiedzieć, co żegnamy !!! myślisz, że żegnamy czasy wypomadowanych kowbojów i prostytutek o gołębim sercu? poganiaczy bydła przenoszących żony przez próg i małych meksykańskich chłopców z perłowym uśmiechem? naprawdę myślisz, że Munny - wypowiadając ów zajebisty tekst - mówi "pa, pa" starym czasom i sympatycznym kowbojom z Bonanzy? otóż ja ci mowie - i możesz sobie z tym zrobić, co tylko chcesz - że takich czasów nigdy nie było. stworzył je Hays i jemu podobni. to gabinet figur woskowych, bajki na dobranoc. Munny nie ma z nimi nic wspólnego. 20-09-2008, 21:13
Kurcze, no, nie wiem jak mozna film docenic jeszcze bardziej. Choc nie, jednak wiem. Ale film, ktory wymaga jako takiej wiedzy, to OUATITW. Wiesz, dlaczego Leone wybral do roli zabojcow z prologu akurat tych trzech aktorow? Jak nie wiesz, kim oni sa, to sporo tracisz. Choc ja nie wiedzialem przy pierwszym ogladaniu, a prolog i tak mi sie w pyte spodobal. Unforgiven to jednak nie jest film tak wymagajacy.
20-09-2008, 21:19 Mental napisał(a):otóż ja ci mowie - i możesz sobie z tym zrobić, co tylko chcesz - że takich czasów nigdy nie było. stworzył je Heys i jemu podobni. to gabinet figur woskowych, bajki na dobranoc. Munny nie ma z nimi nic wspólnego.Facet, obudź się. Co to znaczy "nie było"? Filmów nie było? Tych, które właśnie opisałeś? Nie było obrazu Dzikiego Zachodu stworzonego przez te filmy? Nie miał udziału w kształtowaniu amerykańskiej świadomości? Nie ma znaczenia, kto go stworzył. I nie można stworzyć westernu, który by się do niego choćby między wierszami nie odnosił.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
20-09-2008, 21:33 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |