Ankieta: Jaka ocena dla Marty'ego?
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Wielki Marty / Marty Supreme (2025, reż. Josh Safdie)
#1
Marty Supreme - w zeszłorocznym pojedynku na filmy braci Safdie Joshua wygrywa i to przez nokaut w drugiej rundzie, Benjamin niech się skupi na aktorstwie.
Jeśli lubiliście Nieoszlifowane diamenty i Good Times, to Wielki Marty jest ich następcą, tylko na bogato, w kostiumie z lat 50. Znowu mamy kakafonię dźwięków, szalone tempo i w 100% amerykańskiego bohatera, który nie rozumie słowa nie i przez 150 minut filmu jest coraz większym chujkiem przez co wpada w coraz większe kłopoty. Ja bardzo lubię ten styl opowieści, chociaż miał on swoje ograniczenia w poprzednich filmach braci, ma i teraz, mimo to, póki co dla mnie film roku, kapitalnie się bawiłem w kinie.
Piękne są zdjęcia Khondjiego (wciąż zapominam że chłop jeszcze nie jest na emeryturze), genialne dekoracje Jacka Fiska (najlepszy scenograf w historii kina?), ogólnie film jest stylowy, piękny, sugestywny, wcale niemały: dowód na to, że wciąż da się w Hollywood zatrudnić dwie gwiazdy i nakręcić taki film za 60-70 baniek, a niekoniecznie za 160 ;)
Obsada: rola Chalameta bardzo dobra, ale nie jakaś wybitna. Oczywiście najlepsza w jego karierze, bo wszystkie poprzednie były w porywach niezłe, a tutaj nareszcie nie widać Chalameta, tylko Marty'ego - nie mam problemu z tym, żeby dostał tego Oscara. Gwyneth Paltrow na drugim planie (dosyć dalekim) też bardzo dobra, gorsze rolę zdobywały statuetki.
Przyznam że nie rozumiem czemu tylko Chalamet jest doceniany, a reżyseria, zdjęcia, kostiumy, scenografia, montaż, muzyka i Paltrow nie. Naprawdę z biegiem czasu dochodzę do wniosku, że na początku sezonu oscarowego zbiera się jakaś rada i decyduje co nam się w tym roku podobało, a co nie. Gdybyśmy żyli w lepszym świecie, to cały splendor jaki zbiera Sinners powinien być przelany na Marty'ego.
Ode mnie 8+/10

Odpowiedz
#2


Niestety film, za który na 90% Timmy dostanie Oscara. A szkoda, bo nie był w nim lepszy niż w "Kompletnie nieznanym". Jeśli miałbym już dawać mu rycerzyka, to właśnie za film o Dylanie. Nie zmienia to oczywiście faktu, że Chalamet jest dobry w "Wielkim Martym", nawet bardzo, ale to jedna z tych kreacji, która aż krzyczy - dajcie mi tego Oscara. Więc tylko i wyłącznie dlatego tej nagrody bym mu nie dał.

Sama postać Marty'ego jest paskudna, nie da się jej w żaden sposób lubić, kibicować i najchętniej chciałoby się, aby rozjebał sobie głupi ryj. To paskudny narcyz i egocentryk, kłamca, bezczelny manipulant, sprytny w taki zły sposób, moralnie śliski, do tego emocjonalnie na poziomie licealisty. Ta postać na wskroś cyniczna i toksyczna, która zabiera tlen innym ludziom. I tutaj w sumie Chalamentowi pięknie to siedzi, bo on jest prawdziwym ekranowym zwierzakiem, zabiera to powietrze aktorom drugoplanowym, którzy bledną przy jego energii. W mojej opinii tylko stary Abel Ferrara wytrzymuje z nim starcie na ekranie. Reszta, na czele z Gwyneth Paltrow nie istnieje. W ogóle straszną aktorkę wybrał Safdie do roli "dziewczyny" Marty'ego - niejaka Odessa A'zion, jak dla mnie laska jest tragiczna, irytująca fest.

Do plusów poza rolą Chalameta na pewno trzeba dodać audiowizualną intensywność. Muzyka (!!!!), zdjęcia i montaż są doskonałe, to wszystko aż pulsuje nerwicą lat 50., ciągle ma się obcowania z jakimś poczuciem niebezpieczeństwa, Nowy Jork jest brudny i paskudny, jak sam bohater. To kolejny tego typu film po "Nieoczlifowanych diamentach" i "Good Time", tylko że gorszy. A wszystko za sprawą postaci Marty'ego. Niestety, ale ta postać się w żaden konkretny sposób nie rozwija, od początku do końca pozostaje irytującym bucem.

Na pewno też można odczuć ten długi metraż - chociaż na podobnym schemacie, to jednak nie jest to aż tak intensywne kino, jak "Nieoszlifowane diamenty" (które były krótsze o 20 minut). Tempo jest nierówne i czasami są zastoje, co nie działa na korzyść postaci Marty'ego.

Jeśli ktoś natomiast myśli, że pójdzie na film sportowy to się grubo pomyli. Tenis stołowy jest tu rzeczą trzecioplanową. No, ale jak już jest to jak dla mnie wypada całkiem spoko, chociaż dramaturgicznie to nie angażuje zbytnio.

Na plus też świetna czołówka z plemnikami i zapłodnieniem.

Finalnie "Wielki Marty" to film, któremu w trakcie seansu chciałem dać 5, bo doceniłem walory czysto filmowe, ale jednocześnie postać Chalameta była nie do zniesienia. Po dwóch godzinach od seansu chciałem dać mu 9, ale po głębszym zastanowieniu, daje mu 7/10. To intensywne kino z zastojami, momentami wybornie zrealizowane, które aż tak bardzo chce być arcydziełem, że finalnie nim nie jest bo nie wszystko się spina.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#3
Cytat:Sama postać Marty'ego jest paskudna, nie da się jej w żaden sposób lubić, kibicować i najchętniej chciałoby się, aby rozjebał sobie głupi ryj. To paskudny narcyz i egocentryk, kłamca, bezczelny manipulant, sprytny w taki zły sposób, moralnie śliski, do tego emocjonalnie na poziomie licealisty. Ta postać na wskroś cyniczna i toksyczna, która zabiera tlen innym ludziom.
Czyli mówisz że Tymoteusz nie musiał nawet grać? Coś jak Jennifer Lawrence w roli głupiej wieśniary.
Cytat:straszną aktorkę wybrał Safdie do roli "dziewczyny" Marty'ego - niejaka Odessa A'zion, jak dla mnie laska jest tragiczna, irytująca fest.
Hej, to ta panna z nowego Hellraisera z szerokimi ustami do blowjoba.
No i wiadomo dlaczego ją wybrał.

Odpowiedz
#4
Wydziel może temat od razu.

Co tam Sinners, zwiastun sugerował, że może to być spokojnie film lepszy niż OBAA i nie dziwi mnie, że cię dziwi to, że zdjęcia, montaż czy reżyseria są tu pomijane w oscarowym wyścigu. Wygląda to też trochę na taki film, który Anderson mógł lub powinien zrobić. Obecność Fiska i Khondjiego w ekipie też ciekawa w tym kontekście.


Odpowiedz
#5
Głupia sprawa, no ale to jest lepszy film niż OBAA. Marty'ego za rok, czy dwa chętnie powtórzę, a z OBAA to bym sobie przypomniał tylko fragment z Leo i Benicio.
Co do zarzutów Pelivarona: kompletnie nie kupuję argumentu, że główny bohater jest ohydny, więc film przez to cierpi. No dokładnie taki Marty miał być, a identyczny typ osobowości odgrywali Pattison i Sandler w poprzednich filmach braci Safdie, nawet do tego robi taki trochę metakomentarz postać tego biznesmena gdy mówi, że on jest wampirem z 1601 roku, który widział już w życiu dziesiątki takich Martych: taki typ ludzi, skrajnych egotyków po prostu istnieje i nie rozumiem czemu kręcenie o nich filmu miałoby być czymś złym?

Zresztą postać Chalameta spotyka w filmie dosyć upokarzająca kara, więc każdy kto mu źle życzy ma chwilę satysfkacji :) To swoją drogą bardzo dobry fragment, pokazujący, że na każdego cwaniaka trafi się większy cwaniak, który da ci, dosłownie, w dupę.

Odpowiedz
#6
(15-01-2026, 22:18)simek napisał(a): Głupia sprawa, no ale to jest lepszy film niż OBAA. Marty'ego za rok, czy dwa chętnie powtórzę, a z OBAA to bym sobie przypomniał tylko fragment z Leo i Benicio.
Co do zarzutów Pelivarona: kompletnie nie kupuję argumentu, że główny bohater jest ohydny, więc film przez to cierpi. No dokładnie taki Marty miał być, a identyczny typ osobowości odgrywali Pattison i Sandler w poprzednich filmach braci Safdie, nawet do tego robi taki trochę metakomentarz postać tego biznesmena gdy mówi, że on jest wampirem z 1601 roku, który widział już w życiu dziesiątki takich Martych: taki typ ludzi, skrajnych egotyków po prostu istnieje i nie rozumiem czemu kręcenie o nich filmu miałoby być czymś złym?

Zresztą postać Chalameta spotyka w filmie dosyć upokarzająca kara, więc każdy kto mu źle życzy ma chwilę satysfkacji :) To swoją drogą bardzo dobry fragment, pokazujący, że na każdego cwaniaka trafi się większy cwaniak, który da ci, dosłownie, w dupę.

Ale ja się z tym w gruncie rzeczy nie kłócę. Ja nie twierdzę, że film cierpi dlatego, że Marty jest ohydny. Twierdzę, że film nie potrafi nic sensownego zrobić z tą ohydą przez 150 minut, a sama postać nie ma żadnego większego łuku i nie zmieniają tego nawet ostatnie kilka minut. W "Good Time" i "Uncut Gems" te postacie też miały swoje za uszami i nie były krystaliczne, ale jednoczesnie zostały wciągnięte w jakąś spiralę konsekwencji. A Marty jakoś tak nie do końca tego doświadcza i nawet ta upokarzająca kara nie jest jakaś spektakularnie podła, co innego, jakby powtórzyli "The Brutalist" :) 

Żeby nie było, kręcenie filmów o skrajnych egocentrykach nie jest niczym złym. 
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#7
Nie każdego egotyka muszą dotknąć okrutne konsekwencje, są tacy, którym się upiekło...
Moment zakończenia filmu jest dosyć wątpliwy i w sumie nie wiem jak widz ma sobie wyobrażać dalsze losy Marty'ego i czy to jest happy end?

Odpowiedz
#8
Rozumiem, ze typowe holokaustowe smutasy-mazgaje juz nie przejda w masowej swiadomosci, a wiec Holly odpalilo sie na historie o trudnych i niejednoznacznych postaciach, ktore sa produktem Holokaustu, czy post-holokaustu ...no wiecie, jak Izrael.

I tak, tak, te filmy nie sa o tym, a typ nie byl w obozie. Spoko. Koszerni kreca filmy o swoich, tez spoko. Tylko znowu:

As of early 2026, there are nearly 500 feature films about the Holocaust produced across approximately 40 countries. When including documentaries and short films, the total number increases significantly into the thousands.


I tak sobie patrze tylko na ostatnie kilka lat, gdzie to nie sa wszystkie tytuly:

2021: The Survivor, My Best Friend Anne Frank,

2022: Shttl, June Zero, The Auschwitz Report,

2023: The Zone of Interest, One Life, Irena's Vow, Remember This, Avenue of the Giants,

2024: A Real Pain, Treasure, Bau: Artist at War, The Commandant's Shadow, The Brutalist

2025: The World Will Tremble, Nuremberg

I wiadomo, ze dla Zydow Holokaust to religia, nowy mit cywilizacyjny, a wiec beda napierdalac ten slop ile wlezie, tak samo jako rozne Szabosy, zwlaszcza te lewicowe beda umoralniac w sprawach nacjonalizmu, faszyzmu itd. ALE KURVA, ILE MOZNA?!

Czy ten film ogole by powstal, gdyby nie mozna bylo tam wpakowac holokaustowego pierdololo, wraz z wiadomo, w chu zenujaca, obozowa scena z miodem?! Przeciez juz tylko za te scene nalezy sie -5 punktow karnych. Dobra, poplakalem.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
#9
Jasne, nie każdego egotyka muszą dotknąć okrutne konsekwencje, tutaj pełna zgoda. Tylko że wtedy film powinien świadomie pracować tą niejednoznacznością, a nie zostawiać jej w zawieszeniu, co dokładnie robi finał filmu, o którym piszesz.

Tak czy siak film, który na pewno warto obejrzeć. I na pewno film lepszy niż "OBAA" oraz "Sinners". Wyżej za ubiegły rok cenię jednak "Black Bag" (wygląda na to, że to może być mój film roku), "Weapons" i "Train Dreams". Marty u mnie tuż za podium - zaszczytne 4 .miejsce :)

Jeszcze apropo samego Marty'ego to przed filmem czytałem, że to niby biografia amerykańskiego tenisisty stołowego. Jak oglądałem ten film to miałem niemałego mindfucka, dopiero po filmie dokonałem inwestygacji i się okazało, że jest on tylko luźno inspirowany prawdziwą postacią. Finalnie okazało się, że to bardziej film o osobowości typowej dla takich ludzi (oryginał nie był tylko tenisistą, był też hustlerem). Do tego Marty Reisman nigdy mistrzem świata w singu nie był, medale zdobywał, ale brązowe. Był to natomiast wielokrotny mistrz USA w singlu i deblu. Jest też najstarszym w historii zapowdnikiem, który wygrał znaczący turniej - w wieku 67 lat wygrał U.S. Open Hardbat Championship, czyli starą wersję ping-ponga, bez spinów i zanim wprowadzili rakietkę z nowoczesnymi okładzinami, gumami itd.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#10
Bucho, obowiązkowe parę akapitów o żydowskiej subwersji odfajkowane, a możesz teraz parę zdań o tym jak ci się podobał sam film? :)

Scena z miodem rzeczywiście żenująca i na dobrą sprawę nie wiem czemu ona służyła.

Akurat oglądałem wszystkie filmy, które wymieniłeś i u mnie: Marty, OBAA, Black Bag, spora przerwa, Train Dreams, spora przerwa, Weapons.

Odpowiedz
#11
Marty to lepszy film niż OBAA i rzecz jasna Chalamet tworzy ciekawszą postać niż DiCaprio, ale coś czuję, że czarnym koniem będzie "Hamnet" w tym oscarowym wyścigu. Filmu jeszcze nie widziałem, jeszcze ale zapowiada się zacnie, taki poważniejszy "Zakochany Szekspir". I byłaby to ciekawa powtórka sprzed lat, bo wtedy wygrał niespodziewanie "Szekspir" (choć Oscara za reżyserię dostał Spielberg za "Ryana" a teraz pewnie wygra i tak Anderson),a Buckley jest faworytką i może wygrać tak jak Paltrow wygrała wtedy za główną kobiecą rolę.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
#12
Gdy film bedzie juz dostepny w necie to obejrze sobie w Szabas, w pakiecie z Brutalista :)

Czemu sluzyc miala ta scena...no chyba nie musze tlumaczyc, po co sa takie sceny :)

Tak w ogole to nie ma przypadkow, ze Szamalet, Brad Pitt pokolenia Z gra w filmie z takimi scenami. Zetki to najbardziej Judeosceptyczne pokolenie na Zachodzie, nawet wsrod kobiet, takze tego typu rzeczy maja wymiar czysto propagandowy i sa czescia większej inzynierii spolecznej. Jak bardzo skuteczna jest holokaustowa narracja widzimy w ostatnich dekadach na Zachodzie, ile mozna bylo politycznie wycisnac z tego tematu.

Po prostu tutaj wyraznie przelicytowano, a tez coraz mniej ludzi sie lapie na takie rzeczy - ponoc na salach kinowych niektorzy widzowie (raczej przekornie i celowo) reaguja na te scene glosnym, szyderczym rechotem. I nie wiem, moze tak wlasnie bylo, ale raz ze watpie, a dwa...nie kazda holokaustowe smutasy nalezy utrwalic na "tasmie filmowej".
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
#13
OK, czy w tym filmie grajo Love supreme albo chociaż samo Supreme? :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#14
Love Supreme tak naprawdę nazywa się samo Supreme.
Kiedy się o tym dowiedziałem poczułem się zdradzony. Nie mam pojęcia czemu, ale mimo wszystko.

Odpowiedz
#15
Love Supreme Johna Coltrane'a
Supreme Robbie Williamsa

:)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#16
No chyba że tak.

Odpowiedz
#17
(15-01-2026, 21:54)simek napisał(a): Przyznam że nie rozumiem czemu tylko Chalamet jest doceniany, a reżyseria, zdjęcia, kostiumy, scenografia, montaż, muzyka i Paltrow nie. Naprawdę z biegiem czasu dochodzę do wniosku, że na początku sezonu oscarowego zbiera się jakaś rada i decyduje co nam się w tym roku podobało, a co nie. Gdybyśmy żyli w lepszym świecie, to cały splendor jaki zbiera Sinners powinien być przelany na Marty'ego. 

Myślę, że możesz mieć takie wrażenie z uwagi na stosunkowo późną premierę filmu i wejscie do wyścigu na ostatnich prostych. Cała konkurencja debiutowała do końca września (w paru przypadkach mowa o premierze festiwalowej, gdy w szerokiej dystrybucji padło na późniejszą jesień) i zdążyła skonsolidować siły, a "Marty" wylądował co prawda na NYFF już na początku października, ale bardziej gremialnie przez krytyków oglądany był bodaj w listopadzie, a szerszą widownię w grudniu. Dlatego być może pewne kapituły nie zdążyły obejrzeć go na czas w pełnym składzie albo po prostu miały już innych ulubieńców. Do tego BAFTA w tym roku ogłasza swoje nominacje kilka dni po oscarowych, a tam na pewno "Marty'ego" będzie więcej, niż w paru innych kluczowych miejscach. Niemniej, ma to też swoją dobrą stronę: efekt świeżości zrobi swoje, film był na fali wznoszącej w trakcie głosowania przez Akademię, więc właśnie oscarowo wjedzie na pełnej. 

Jeśli chodzi o same nominacje aktorskie, to po prostu kampania promocyjna jest tak wyraźnie skupiona na osobie Chalameta i tak bardzo dominuje on w filmie, że pozostała obsada zeszła na drugi plan (sic), niemniej SAG wyróżniło A'zion, jak i cały zespół, a i BAFTA na pewno nominuje przynajmniej jedną z pań. Do ogłoszenia nominacji oscarowych została niecała godzina i mam go w przewidywaniach w 11 kategoriach: Film, Reżyseria, Scenariusz Oryginalny, Aktor, Aktorka Drugoplanowa (A'zion), Casting, Zdjęcia, Montaż, Scenografia, Kostiumy i Muzyka. Pewnie o jedną za dużo, ale zobaczymy. "OBAA" i "Sinners" daję nieco więcej, a "Hamnetowi" 10, także zdecydowanie wierzę, że jest w grze.

A film oceniam podobnie jak Ty. Powtórzyłem wczoraj na dużym ekranie po trzech tygodniach od pierwszego seansu. Wtedy byłem trochę rozkojarzony i publiczność nie do końca mi "dopisała", ale tak czy siak mówimy o tak kozackiej produkcji, że powtórka w kinie była dla mnie obowiązkiem. Wypełniłem luki, wyłapałem niuanse czy spoiwa narracyjne, w pełni poczułem rytm i doceniłem. Sprawdza się też jednak stara zasada, że nawet seans w warunkach pozostawiających do życzenia – takich jak przy moim pierwszym – i tak pozwala trafnie dobrać ocenę. Pozostaję przy mocnym 8/10 może z małym plusem: amerykański klasyczek, garść sekwencji, które mógłbym oglądać w nieskończoność, acz potencjał na arcydzieło zaprzepaszczony przez nie tak poważne, ale jednak skazy. O ile pierwszy i ostatni akt uważam za perfekcyjne, tak środkowy jest nieco zbyt dygresyjny. Wiadomo, że na tym polega ten schemat, ale jednak trochę przestrzelono? Skoro NYC na początku lat 50', to wypadało poruszyć wątek gangsterski, niemniej temat psa ciągnął się zbyt długo, wolałbym np. więcej przekrętów z kumplem taksówkarzem. Czuję, że przydałoby się jeszcze parę wersji scenariusza, by wygładzić to i owo.

Odpowiedz
#18
Wielki Buc, czyli kolejna postać żymiańska z oscarem po zeszłorocznym Brutaliście? no matka Szamaleta oczywiście pochodzenia żymiańskiego więc mnie to nie dziwi

sam film to nie jakieś wybitne dzieło, dobrze nakręcony, dobra scenografia, obrazki ale to tyle i aż tyle

pierwsza godzina mi się dłużyła, później dopiero się rozkręciło

nic o tym filmie nie wiedziałem wcześniej, mignęło mi tylko coś o ping pongu i faktycznie myślałem, że typ pojedzie na ten turniej do Tokio i rozpierdoli Samuraja z którym przegrał w UK, a tutaj fabuła to jakiś ciąg zdarzeń związanych z kasą i tym biletem

chłopu nie da się w żaden sposób kibicować, irytujący, wyszczekany, roszczeniowy cwaniaczek wiadomego pochodzenia

nawet nie chcieli jego kobity uśmiercić po strzelaninie, jak już myślałem, że wyciągnie kopyta w szpitalu to nie, on zostałby wtedy sam z dzieckiem i teraz szukaj pracy cwaniaku ruchający dojrzałe aktorki

w scenie miodowej brakowało aby typ włożył sobie do dupy wielki kawałek miodu z żądłem pszczoły i poczęstował kompanów w obozie, żenująca scena mająca na celu jedno - patrzta jakie poświęcenie, jak ciężko w obozie mieli, ludzki lizak, liżcie i żywcie się z tego wszyscy

najlepsza scena z wanną

wcale nie taki Wielki ten Marty, ode mnie 5 żymianinów na 10, Chalamet w tej roli mógłby się sprawdzić w jakimś filmie finansowym o cwaniakach z Wall Street

jaka tu była puenta na koniec? typek cwaniakował, chciał być sławny, mieć kasę, ale na końcu zobaczył, że ludzkie życie jest najcenniejsze (jest tu też jakaś klamra spinająca z tym początkowym zapłodnieniem)

Odpowiedz
#19
Spodobała mi się teoria, że dziecko z końcówki to Howard Ratner z Uncut Gems: taki sam żydowski farmazoniarz z Nowego Jorku co tatuś ;)
(20-02-2026, 13:31)Spoilerowo napisał(a):  Chalamet w tej roli mógłby się sprawdzić w jakimś filmie finansowym o cwaniakach z Wall Street
I też byś narzekał, że nie da się mu kibicować, bo jest cwaniakiem? :P

Odpowiedz
#20
kibicowałbym drugiej stronie która zapewne zamierzałaby go ujebać w czymś

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Sinners (2025) reż. Ryan Coogler Pelivaron 26 1,579 25-03-2026, 06:00
Ostatni post: slepy51
  Redux Redux (2025) slepy51 12 578 14-03-2026, 14:40
Ostatni post: slepy51
  Wartość sentymentalna (2025) reż. Joachim Trier) PropJoe 3 142 03-03-2026, 08:45
Ostatni post: simek
  Bugonia (2025) reż. Yórgos Lánthimos Spoilerowo 3 480 02-03-2026, 09:58
Ostatni post: simek
  Nuremberg (2025) reż. James Vanderbilt Spoilerowo 21 1,852 22-02-2026, 19:40
Ostatni post: Spoilerowo
  F1 (2025) - reż. Joseph Kosinski Kryst_007 245 20,912 12-02-2026, 18:24
Ostatni post: Bucho
  Primitive War (2025) reż. Luke Sparks Scheckley 24 2,328 23-01-2026, 16:11
Ostatni post: slepy51
  A House of Dynamite (2025) reż. Kathryn Bigelow michax 35 1,749 13-11-2025, 19:21
Ostatni post: Dr Strangelove
  Warfare (2025) Snappik 22 2,339 11-11-2025, 15:42
Ostatni post: Spoilerowo
  Mickey 17 (2025) - reż. Bong Joon-ho Kryst_007 51 6,420 12-10-2025, 21:19
Ostatni post: Debryk



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości