Stały bywalec
Liczba postów: 3,085
Liczba wątków: 8
Co do odcinka czwartego XF to zacznę od niepopularnej opinii czyli nie przepadam za jednym z totalnych klasyków XF, a chodzi mi o "Jose Chung's From Outer Space", który fani uwielbiają. Dla mnie jest to odcinek na porządnym poziomie, ma parę świetnych scen, ale to wszystko. Wolę wszystkie pozostałe dzieła Darina Morgana. Podobnie mam z kontynuacją czyli "Jose Chung's Doomsday Defense" (2 seria Millennium).
Dlatego wspomniałem o tych odcinkach, bo "The Lost Art of Forehead Sweat" bardzo przypomina mi epizody o pisarzu Chungu. Podobnie jak w tamtych odcinkach jest bardzo dużo dialogów i mamy nawet narratora, który opowiada historie jednej z postaci. Odcinek 4 zaczyna się podobnie czyli poznają agenci Reggie'go (świetny Brian Huskey), który sugeruje że znają się i opowiada im o absurdalnym spisku. Istotnym elementem odcinka jest też efekt Mandeli i przyznaję że podoba mi się ten pomysł, bo chyba nigdy wcześniej w XF nie wykorzystany (chociaż alternatywne światy już się pojawiły w "4-D"). Muszę już teraz powiedzieć, że Duchovny, Huskey i Anderson tworzą świetne trio. A trzeba zaznaczyć, że prawie cały odcinek dzieje się w podziemnym garażu FBI i opiera się na dialogach, dużej ilości dialogów. Więc mamy podobny schemat w epizodzie 4 jak w epizodzie z pisarzem, który opowiadał agentom różne historie zasłyszane od ludzi.
Ale nowy epizod Darina podoba mi się od początku do samego końca na co składa się wiele czynników. Przede wszystkim cenię epizod za hołd dla klasycznej Strefy Mroku Roda Serlinga. Pierwsza scena to nawiązanie do jednego z odcinków SM, podobnie jak sekwencja z UFO pod koniec, która nawiązuje do innego epizodu tego klasyka. Ale nie tylko w tych momentach, bo w całym odcinku jest sporo strefomrokowych elementów i wyższości tego serialu nad innymi (co zresztą nawet Mulder mówi do partnerki:-D). Chociaż to nie jest pierwsze nawiązanie/hołd dla Strefy Mroku, np. archiwowy dzień świstaka jak fani nazywają "Monday" to tak na prawdę pomysł na odcinek wziął się ze Strefy Mroku i epizodu "Shadow Play".
Oczywiście jest też sporo fanserwisu nawiązującego do XF (pomysł z czołówką i co później następuje) czy nawet epizodów z Milenium (sanatorium Spotnitza), ale nie jest epizod fanserwisem przeładowany jak epizod Darina z 10 serii. "Were Monster" jest dobrym odcinkiem, ale aż za dużo tych nawiązań i ukrytych znaczeń dla wtajemniczonych w 10x03 było. Ale jak to bywa w odcinkach Darina Morgana to tak naprawdę mamy do czynienia z tragikomedią. Gdyby pozbawić epizod wszystkich żartów to okazuje się że to jest bardzo smutny odcinek jak większość epizodów brata Glena Morgana. Co widać choćby w scenie rozmowy Muldera z pewnym doktorem po której to scenie głównego bohatera zwyczajnie jest szkoda. Okazuje się, że w dzisiejszych postapokaliptycznych czasach i erze fake newsów nie ma miejsca na takich bohaterów jak Fox. Jak to sam Mulder podsumował w jednej ze scen "The world has become too crazy for my conspiratorial powers!”.
Muszę też zaznaczyć, że 11x04 to odcinek który w mocny sposób pokazuje co twórcy serialu myślą o Trumpie. Już w poprzednich odcinkach były drobne prztyczki w nos co do prezydenta ze strony Cartera i Glena Morgana, ale żaden z tych panów nie pojechał po prezydencie tak jak Darin Morgan w pewnej scenie.
Muszę wspomnieć też o aktorstwie Davida Duchovny'ego. Lubię go, ale w ostatnich latach grał trochę tak jakby mu się nie chciało. Może wybitnym aktorem nigdy nie był, ale jak się postara to potrafi nawet sceny dramatyczne zagrać dobrze. A w każdym z odcinków co poleciały, oprócz 11x01, to facet mnie zaskakuje. Okazało się że potrafi wyrażać emocje twarzą, oczami i w ogóle nie odstaje od partnerki, nawet w scenach ważnych dla bohaterów gdy mają jednym gestem emocje pokazać to wypada dobrze. Jakby facet nagle dostał drugą młodość w 11 seri w graniu Foxa. Chociaż najlepszy był i jest w scenach komediowych co zawsze powtarzam i mamy tutaj tego potwierdzenie. W 11x04 rozwalił mnie w scenie gdy Fox poznał całą prawdę. Odniosłem wrażenie że Darin Morgan w tej scenie powiedział do aktora - zagraj to jak Tommy Wiseau w (nie)sławnym Room. To jest ten sam poziom drewnianego, okropnego aktorstwa, jak z filmów klasy B czy C, ale idealnie pasuje to do tej genialnej sekwencji.
Co do tej sceny to leci w tle jeden z najpiękniejszych kawałków jakie stworzył Mark Snow dla XF (zresztą w tym odcinku jest sporo dobrej też nowej muzyki Snowa), a dokładnie z filmu "I Want to Believe". W ogóle końcówka tej sceny jest piękna, zabawna i strasznie smutna jednocześnie. A jeszcze przez ten genialny dialog jaki wypowiada Reggie to ta scena robi się niesamowicie melancholijna. Chodzi mi o "This is the end of the X-Files. But maybe the point wasn't to find the truth, but to find each other. For no matter where we go in our lives, we will always have the memories of our time together, and no one can take those away or alter them in such a way to make us doubt that they actually happened.". Chyba nie tylko ja w tej scenie pomyślałem że ekipa Cartera chce zakończyć serial (ostatni raz takie wrażenie miałem w czasie emisji ostatnich odcinków 8 serii). Zresztą przy poprzednim odcinku wg pomysłu Cartera miałem podobne odczucia, jakby ekipa miała zamiar skończyć, a przynajmniej chciała.
Podoba mi się też to, że odcinek totalnie pojechany, ale zachowana jest serializacja przynajmniej w wątku relacji M i S, czyli mamy jakby kontynuację wydarzeń po ważnych scenach dla bohaterów z poprzedniego odcinka. Ogólnie to bardzo miło się zrobiło u M i S ostatnio, aż za miło i trochę się tego obawiam, że dostaniemy za jakiś czas bombę emocjonalną przez którą widzowie się nie pozbierają.
Nie mogę też nie wspomnieć o ostatniej scenie odcinka, w której Scully mówi, że chce wszystko pamiętać, to jest po prostu idealne zakończenie. Nawet połowy nie wymieniłem tego co mi się w odcinku podoba oraz ilości żartów i nawiązań, bo żeby wszystko spamiętać to musiałbym obejrzeć chyba jeszcze z dwa razy co zapewne zrobię. Oczywiście mogę się przyczepić np. do zbyt dużej ilości dialogów, ale Darin Morgan z tego znany jest i co prawda z niektórymi żartami nie trafił do końca, ale jednak większość mi się podobała.
"The Lost Art of Forehead Sweat" to dla mnie jak na razie najlepsza robota 11 serii. Premiera tragiczna, drugi dobry, trzeci przyzwoity z ogromnym plusem za sceny z M i S, a czwarty bardzo dobry.
Takie dwie uwagi na koniec. Mulder trzyma w domu magnetowid i swoje stare kasety (ciekawe czy pornosy też:-D). Ja nawet taki sentymentalny nie jestem, bo kilka lat temu wyrzuciłem magnetowid i setki kaset.
Na koniec muszę powiedzieć o Pileggi, który też wymiótł w odcinku, chociaż pojawia się dyrektor dosłownie na kilka sekund, ale za to jaki ma dialog:-D
26-01-2018, 01:54
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-01-2018, 02:00 przez michax.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,085
Liczba wątków: 8
"Ghouli" to dobry odcinek, który oszukuje widza. Jeśli ktoś się spodziewał monster of the week to może by rozczarowany rozwojem wydarzeń, ale jeśli dla widza obojętne jest jakiego rodzaju epizod Wonga to może być zaintrygowany obrotem sprawy jaki następuje w czasie śledztwa M i S. Dla mnie bez różnicy jakiego rodzaju jest odcinek w Archiwum X i dobrze się bawiłem od pierwszej do ostatniej minuty. Chyba że nie widzieliście trailera epizodu Jamesa Wonga czy zdjęć promocyjnych, albo nie czytaliście opisu fabuły to możecie być zaskoczeni rozwojem wydarzeń jak M i S. Widać podobieństwo piątego odcinka do poprzedniego epizodu Wonga. Founders Mutation to też niby procedural był, a dotyczył życia osobistego i wyborów Dany i Foxa. Miałem też skojarzenia z American Horror Story w niektórych scenach, są podobne ujęcia nakręcone pod dziwnym kątem co nie dziwne, bo Wong obecnie głównie przy tym serialu pracuje.
Okazuje się że odcinek ma wiele wspólnego z mitologią, ale nie spiski, UFO, tylko sprawa dotyczy tego co zrobiła Dana w związku z synem M i S. Piszę syn chociaż w premierze CSM zasugerował, że on jest ojcem, ale ja w to nie wierzę. Zresztą dostaliśmy potwierdzenie tego w Ghouli. Mulder po tym jak dowiaduje się o projekcie związanym z kosmitami wysuwa teorię, że na to kim stał się jego syn miał wpływ CSM. Potwierdza to teorię, która krąży w fandomie od emisji En Ami 18 lat temu po którym zasugerowano, że M i S spali ze sobą (all things), chodzili na randki (Je Souhaite) co miało miejsce po wspólnej wycieczce Palacza i Scully w En Ami z 7 serii. Zresztą w wywiadzie po emisji tego odcinka powiedział Wong, że CSM mógł kłamać i dziwię się że ktokolwiek Palaczowi uwierzył i wziął jego słowa dosłownie.
Czym dalej od premiery 11x01 coraz bardziej przekonuję się do teorii, że ten niesmaczny tekst CSM o byciu ojcem po którym pewnie wielu widzów zrezygnowało to było kłamstwo. Ja to odebrałem w sensie biblijnym, bo w XF jest pełno nawiązań do Biblii i powiedział to bo czuje się niczym Bóg. Oczywiście skrzywdził Scully, bo zrobił to wbrew jej woli, ale to nie znaczy, że ją zapłodnił, zgwałcił. Pewnie myśli, że przyczynił się do tego czego Scully zawsze pragnęła, czyli uleczył ją z bezpłodności obcym DNA. A jednocześnie zrobił to dla własnych celów, gdyż to megaloman, kłamca i szuja, ale też osoba co ma słabość do Muldera i Scully co nie raz w serialu potwierdzano. Oczywiście w finale może się okazać, że nie mam racji, nie miałem przez 18 lat, czyli od emisji 7 serii, ale liczę na to, że tak nie jest, bo się wkurzę.
A kolejnym powodem dla którego wydaje mi się, że kłamał to oczywiście Skinner. Dzięki temu zagraniu ma łysego, który znowu stoi pośrodku między agentami a Bushem.
A co do Skinnera jak już przy nim jestem to muszę pochwalić Pileggiego, bo co prawda mało go w odcinku, ale facet mnie ponownie zaskoczył w tej serii swoją grą aktorską. Wiadomo od dawna jak Skinmanowi zależy na M i S, ale takiej reakcji emocjonalnej po nim na wiadomość jaką mu przekazał Mulder to nie spodziewałem się. Łysy się starzeje i emocje biorą górę:-)
Jak już jestem przy aktorach to znowu w tej serii pochwalę Duchovny'ego, który ponownie gra dobrze, ale nie popisuje się swoim talentem komediowym jak w poprzednim odcinku tylko gra subtelnie. Mulder spokojnie podchodzi do sprawy, podobnie jak w Founders Mutation, ale widać, że w środku się w nim kotłuje i wspiera Scully w tej ciężkiej sprawie. Podoba mi się w tych scenach, że Fox nie uzewnętrznia uczuć, a jednocześnie zatroskany jest o swoją przyjaciółkę co ładnie pokazał David. Nie wiem czy wziął sobie krytyke za 10 sezon, zwłaszcza jego gry i chce pokazać że potrafi subtelnie zagrać, ale jestem zaskoczony, bo takie subtelne sceny nigdy wcześniej Duchovny'emu nie wychodziło. Ale też widać, że się przejmuje Mulder, np w scenie na statku jak odchodzi to widać że go to ruszyło co się dowiedział.
A co do dzieciaka to powiem że syn Tima Robbinsa i Susan Sarandon wypadł ok, ale też nie zachwycam się nim. No i też specjalnego podobieństwa nie widzę, zwłaszcza do mamy, bo do tatusia to nawet, nawet. Może nie w samym wyglądzie, ale w zachowaniu np w sceny w szpitalu kiedy przychodzi do brunetki i siada na jej łóżku. Przecież to jest kopia sceny z Reduxów gdzie Mulder w podobny sposób obudził Scully w Redux/Redux 2. Ale muszę powiedzieć, że z Williama to jest dupek - dla samej zabawy sprowadził dziewczyny na statek, które się prawie pozabijały. Rozumiem, że zrobił to bo nie do końca zna swoje moce, jest młody, ma pewnie jeszcze pstro w głowie, ale jednak. Chociaż z Muldera też często był dupek, więc w sumie pasuje do jego syna. Fajne też nawiązanie mamy do Founders Mutation gdzie astronomią się interesował William w wizjach Muldera i podobnie ma zainteresowania w Ghouli.
A teraz może przejdę do Gillian Anderson, która oczywiście zagrała świetnie. Bawią mnie tylko te zachwyty jakby to w jej przypadku było coś nowego. Nie chodzi mi o to że oprócz 11x01 to co odcinek gra dobrze, ani o fakt, że sceny chwytające za serce gra jak od niechcenia, jakby to nie było nic trudnego. Po prostu jest na swoim typowym poziomie z którego jest znana. A jeśli oglądało się ją przez 9 lat w Archiwum X gdzie widać było jak dojrzewa aktorsko z serii na serie i zna się jej poza archiwowe role to nie powinno nikogo dziwić, że w tej scenie wymiotła. Chociaż mnie jeszcze bardziej podobała się w ostatniej scenie czyli rozmowy i jej reakcja w sklepie, ten uśmiech. Bardzo piękne zakończenie tego wątku, przynajmniej na tą chwilę. Nie liczę na jakiś happy end tutaj, bo to Archiwum X, więc happy endów tutaj nie ma (oprócz finału 8) ale scena jest po prostu cudowna. Niemożliwe ale w XF zaleciało małą nadzieją. W piękny sposób zakończyli cierpienie Scully, poczucie winy, które unosiło się nad tą postacią od kilkudziesięciu lat. Należało jej się to w końcu.
Taką mitologię lubię od 1 serii, która niby dotyczy spisków, kosmitów, ale ładnie łączy się wyborami i życiem M i S. Dzięki takim zagraniom oraz temu jak wiele się dowiadujemy o bohaterach, jakie mają wady i zalety, to ogląda się XF nie jak przygody niezniszczalnych superherosów, ale zwykłych ludzi mających swoje problemy.
"Gholi" to kolejny dobry odcinek 11 serii gładko przechodzący z procedurala do jednego z najważniejszych epizodów w całym serialu. Dobrze napisany i wyreżyserowany przez Wonga, wywołujący emocje oraz świetnie zagrany. Oby w dalszych epizodach poziom się nie obniżył, bo jak na razie jest lepiej o wiele jak w 10 serii. Zaznaczam że nie genialnie, tylko po prostu dobrze. Ale też pewnie wielu niezadowolonych i tak się znajdzie, na szczęście nie jestem odosobniony w mojej opinii:-)
02-02-2018, 01:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-02-2018, 02:21 przez michax.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,764
Liczba wątków: 14
Gadasz do siebie michax, ale wiedz, że od zawsze dobrze mi się czyta twoje spostrzeżenia odnośnie X-Files - nie przestawaj.
11 sezon jest kiepściutki. Nie pamiętam, czy ten serial zawsze był tak słabo prowadzony (uwielbiam sezony 1-7, chociaż zaliczyłem już bardzo dawno) czy to spieprzenie zaczęło się wraz z powrotem po latach (chociaż zalążki widać już było wraz z przyjściem Patricka, a mitologia nadgniła nawet wcześniej). To co się tutaj odpieprza to serio poziom sensacyjniaków z lat 90, czego apogeum widzimy oczywiście w niesławnym My Struggle III, gdzie najgorsze przywary mitologów Archiwum spotykają się z gimnazjalnym montażem i voiceoverami (!) Muldera. 1/10. Ja serio nie jestem w stanie traktować poważnie nagromadzenia tych wszystkich spisków, Palacza i muzyki sugerującej, że mamy do czynienia z WIELKĄ KONSPIRACJĄ. X-Files stało się swoją parodią i nie, nie obudziłem się kilkanaście lat za późno. To nie było aż tak marne nawet w 9 sezonie.
Odcinki MOTW też raczej słabe. Oglądam dla chemii między agentami, chociaż odnoszę wrażenie, że im się już serio nie chce. Odcinek Morgana ok, ale oczywiście proporcjonalnie gorszy, nawet w porównaniu z tym wcześniejszym z Darbym.
Dobrze, że na Filmwebie reboot posiada osobną stronę. Pomaga mi to pozostać w przeświadczeniu, że stare Archiwum to wciąż w większości nieskalany geniusz, a reszta jest milczeniem.
24-02-2018, 21:29
Stały bywalec
Liczba postów: 3,085
Liczba wątków: 8
Norton, nie przestanę, ale akurat o 11x06 nic nie napisałem, bo poza scenami dotyczącymi relacji M, S i Skinnera to był średni odcinek.
Dobrze że nie jestem odosobniony w opinii, że tylko mi się podoba, i nie chodzi mi o tylko polski internet jak np. cotygodniowe recki na konglomeracie podcastowym są na plus, ale też krytykują np. 11x01 (ciekawe czy jest ktoś komu ten odcinek się podoba?) czy w przypadku 11x02 opinie są rozłożone po równo , czyli części się podoba, a części nie.
Ogólnie pozytywne opinie dominują o odcinkach 2-5 nie tylko wśród fanów, ale też dziennikarzy i krytyków (zresztą dałem chyba wszystkie recenzje bezspoilerowe jakie się pojawiły przed premierą jako dowód na moje słowa), a przynajmniej co do odcinków 2-5. Oczywiście że sporej grupie się też nie podoba, ale tak po prawdzie to nie jest całościowo poziom gorszy niż dominował w sezonach 1-9. Dla mnie w sezonach 1-9 jest (i tak było też jak oglądałem pierwszy raz a nie zmieniłem zdanie za powtórek) ponad 60 chałowatych, średnich i słabych odcinków na 202. Reszta to dobre, bardzo dobre, a najlepsze z najlepszych to dokładnie 37 z 202 jak sprawdziłem teraz moje dawne oceny-D
Na razie jedynie chałowaty był MS III, średni 11x06, a reszta dobra lub bardzo dobra. Pewnie finał będzie tragiczny, bo znowu władują do 40 minut fabułę na 2partera, ale czekam na epizody 7-9, zwłaszcza siódmego jestem ciekaw bo eksperyment a ja lubię eksperymenty nawet jak nie udają się. Odcinek ma być tylko z DD i GA, praktycznie pozbawiony dialogów, taki swoisty hołd dla niemego odcinka serialu Gwiezdna Eskadra Glena Morgana i Jamesa Wonga. Czekam też na 9 odcinek w reżyserii Wonga, bo klimatycznie zapowiada się jak wynika ze zdjęć.
Ja zawsze miałem zdanie takie i to potwierdza każda seria , tak samo ta nowa, że Archiwum X to bardzo nierówny serial, który nigdy nie był arcydziełem. Oczywiście jest wiele świetnych odcinków, ale z 10, 20, 30, a nawet niech będzie 40 na 202 co zbyt dużą liczbą nie jest. Bo tak dominował poziom średni, przyzwoito dobry i tak samo jest w 11 serii. Genialnie nie jest, ale jest dobrze.
XF całościowo nie było genialne, tylko czasami bywało genialne co jest zrozumiałe skoro serial ma (miał) tylu scenarzystów co mieli całkowicie różnorodne style. Więc w serialu mamy różne seriale i różne wersje M i S wg Darina i Glena Morgana, Jamesa Wonga, Howarda Gordona, Gilligana, itd.
Co do Patricka to nie zgadzam się że jego przyjście popsuło serial bo wypadł świetnie i oglądalność się zwiększyła w 8 serii na tyle, że nie dziwne że FOX zamówił 9 serię, której nikt nie chciał, nie tylko fani, ale nawet ekipa (o tym też tutaj pisałem jak to było z sezonami 5, 7 8 i 9 które miały być ostatnie, od czego to tak naprawdę zależało). Ale ja mam kontrowersyjną opinię, bo 8 sezon całościowo uważam za najlepszy razem z sezonami 5-7 (nie podobają mi się tylko dwa odcinki z 21), chociaż każdy z tych najlepszych dla mnie cenię za co innego. Ale uważam że na 8 serii powinien się serial zakończyć, miał idealnie zakończenie, które powstało tylko dlatego, bo Carter miał dość i w dupie serial w tamtym czasie, więc dał M i S emeryturę i happy end. Uważam 9 sezon za średni, choć jest pare dobrych standalonów. Sezon drugi za dobry, a trzeci i czwarty bardzo dobry, i pierwszy też za średni.
Nie zgadzam się też z tym że aktorom się nie chce. Ale jak czytałeś moje opinie o 2-5 to wiesz o tym, że nie jestem fanem aktorstwa Davida. A zaskakuje mnie jak subtelnie potrafi pokazywać emocje co nigdy u niego siłą nie było jak przypomni się sezony 1-7. Od This jakby przypomniało mu się jak się gra Muldera, ale starszego, prawie 60 letniego. Więc ja wierzę w tego starego Muldera, któremu widać, że bardziej zależy na Danie niż na pracy, jakiś taki mniej dupkowaty jest jak bywał często w seriach 1-7, ale też zostało w nim coś z dawnego Muldera.
Tak samo wierzę w starszą Scully która jest poważna jak to ona i zatroskana, ale też dość często się śmieje, żartuje, uśmiecha, co nie miało miejsca od czasów przedostatniego odcinka 7 serii. Mają kilka dobrych scen aktorsko razem i osobno. Wierzy się że to są M i S, ale co zmienili się przez lata i sporo przeszli. Akurat co do Anderson aktorstwa możesz mi nie wierzyć bo jak wiadomo uwielbiam ją w prawie każdej roli (chyba w dwóch rolach nie podobała mi sie i jeden to był napewno serial bodaj Crisis), więc moja opinia nie jest obiektywna, ale to nie jest tylko moja opinia o dobrym aktorstwie Davida i Gillian w 11 serii jak poczytałem w reckach i posłuchałem w podcastach.
Widać że mają dobrą zabawę w graniu M i S. Chociaż akurat w takim This to aż za bardzo się w tym posunęli, bo wszystkie żarty między agentami w tym odcinku to nie pochodzą ze scenariusza ale to były żarty na planie aktorów (tekst o dupie kosmity nie powiedziałaby Scully, ale Anderson wiadomo że tak), to była ich improwizacja. Mieli te żarty usunąć, ale zostawili, i akurat w tym odcinku widać, że wychodzą z roli M i S, bardziej to są David i Gillian w niektórych scenach, ale już w następnych to są Dana i Fox.
Mnie Darina ostatni odcinek bardziej się podobał jak Were Monster, mimo tego, że (uwaga niepopularna opinia) nie przepadam za Jose Chugiem, dla mnie tylko ok to jest odcinek, a właśnie najbardziej przypomina konstrukcją scenariusza 11x04 odcinki z Jose Chungiem, zwłaszcza ten z Milenium.
W ogóle ciekawa sprawa, bo mam znajomego, który właśnie nadrabia serial i jest pod koniec 4 serii, ale też na tvn7 oglądał 10 sezon co niedawno się skończył i powiedział coś czego ja bym się nawet nie odważył, że 10 wcale nie jest gorsza od serii 1-4 które do tej pory widział. W ogóle ma kontrowersyjne opinie o odcinkach co uważane są za najlepsze przez fandom, ale też nie jest świadom opinii fanów jakie dominują bo nie czyta tylko zasiada z czystą głową do najgorszych z najgorszych odcinków, ale też do najlepszych i ma bardzo specyficzne opinie, którymi mnie zaskakuje tydzień w tydzień:-) Ogólnie uważa 10 sezon za ok i tego bym się nie spodziewał.
Serial w 11 serii nie może być arcydziełem bo całościowo nigdy nie było Archiwum X bo to był i jest nierówny serial. Nie może serial przeskoczyć poziomu do którego ogólnie nigdy nie doskoczył, bo nagle scenarzyści nie przeskoczą poziomu powyżej którego nigdy nie napisali odcinków. Więc nie mogę oczekiwać od serialu by był lepszy jak kiedyś bo wiem na co stać braci Morgan, Wonga i Cartera, tylko mogę oczekiwać poziomu takiego jaki był w serialu czyli średni, chała, dobry i bardzo dobry co dostaję co tydzień:-) Czasami im zdarzało się stworzyć geniusz, ale to była mniejszość wśród odcinków, bo dominował przyzwoity, średni i dobry poziom w całości.
Jak na razie zadowolony jestem z 11 serii. Przypomina mi bardzo sezony 6 i 7 gdzie połowa odcinków była komediowa i lekki klimat dominował (w serii 11 na 22 były komediowe odcinki i to mocno), dużo słońca, akcja działa się w jasnych miejscach, a nie ciemnościach jak w seriach 1-4 czy tak jak w sezonie ósmym, a na pierwszy plan wyszły relacje między M i S. No i w 11 serii jest podobnie. Ale do czwartego odcinka, bo od piątego zrobiło się poważniej i jakby mniej humoru i chyba tak już będzie do samego końca jak wynika z zapowiedzi kolejnych odcinków, na które czekam z niecierpliwością (oczywiście oprócz 11x10).
Oczywiście że 11x01 to parodia (niezamierzona) XF i jeden z najgorszych w ogóle odcinków, ale też wiele równie słabych było mitologicznych jak np. 9x01 i 9x02, którego nienawidzę. Chociaż muszę przyznać że w 11 serii na razie nie było żadnego odcinka po którym odrzuciło by mnie od serialu (nawet 10x06 i 11x01 takimi nie są, choć ich nienawidzę), a w takiej serii 9, która dla mnie jest średnia, był jeden odcinek po którym rozważałem zakończenie przygody z Archiwum X i postawiłem zero co nie postawiłem nigdy żadnemu odcinkowi żadnego serialu ani filmowi. Mam na myśli Lord of the Flies. W tym odcinku wystąpił Jesse Pinkman i scenariusz napisał kumpel Gilligana, Schnauz, ktory jest scenarzystą w serialach Gilligana ( i dobre odcinki pisze). Lord of the Flies poleciał w USA przed ogłoszeniem decyzji o zakończeniu na 9 serii co nastąpiło przy kolejnym odcinku, ale zostałem z serialem, bo sobie pomyślałem, że nie po to 9 lat oglądałem by porzucać serial gdy ma kryzys, bo to nie pierwszy kryzys w XF, i to nie był odcinek napisany przez stałą ekipę Cartera, ale nową osobę w ekipie. Są, były, i pewnie niestety będą słabe, beznadziejne odcinki (obstawiam finał 11 serii), ale żaden z serii 1-9, ani nawet z 10 i obecnej nie zabolał mnie tak jak Władca much.
Po prostu to taki serial że co tydzień się zasiada i nie tyle nie wie co się dostanie, jaką historię, ale też czy padakę , czy średniaka, czy dobrą rzecz, a na razie w 11 serii dostaję dobrą rozrywkę, oprócz 11x01 i średniego 11x06. Oczywiście są wady, ale dla mnie ta najważniejsza , czyli przeładowania odcinków pomysłami jak było choćby w epizodzie o potworze że śmieci i o mamie Scully zniknął, przynajmniej w standalonach. Chociaż domyślam się że finał 11 będzie słaby, tak jak finał 10 serii i premiera 11 serii, bo nie da się dobrego odcinka zrobić gdy pakuje się fabułę 90minutową do 40 minut.
Więc ja XF już od dawna czyli od końcówki 9 serii, a dokładnie finału tej serii, oglądam nie dla mitologii (niepopularna opinia lubię mitologię z sezonów 7 i 8), tylko i wyłącznie dla standalonów i M i S. A sami twórcy dobrze wiedzą jak mitologia wielokrotnie przeskoczyła rekina skoro pomimo większej ilości ograniczyli ją znowu do dwóch odcinków, w sensie spiski i UFO.
Bo sprawę Williama uważam za mitologię osobistą, dotyczącą bohaterów i ten akurat wątek jest zaskakująco dobrze prowadzony, poza MS III, gdzie popsuł go Carter, ale to co on popsuł to naprawił Wong w Ghouli. I tak na marginesie to ja się dziwie że ktokolwiek Palaczowi uwierzył na słowo, jak w w Ghouli jest wiele dowodów na to co było wiadome do serii 10 łącznie. Oczywiście jak w finale okaże sie, prawdą tekst Palacza z MS III w sensie dosłownym to się wkurzę, mówiąc jak najłagodniej. Ale na tą chwilę wygląda że ja miałem rację o czym mówiłem od czasu premiery 11x01 (zresztą teoria z En Ami związana pojawiła się zaraz po emisji En Ami i całej 7 serii),, gdy uznałem tekst CSMA za kłamstwo, było to niepotrzebne co powiedział i obrzydliwe, ale pokazali co o nim wiadomo od dawna, czyli jakim megalomanem jest Palacz, że ma się za Boga i w takim sensie mówił.
Ale warto było 11 sezo,n choćby dla ostatniej sceny ze Scully i jej uśmiechu w Ghouli. Tą sceną powinni zakończyć 11 sezon, gdyż w piękny i słodko gorzki sposób, a jednocześnie typowy dla Archiwum X, zakończyli wątek wyrzutów sumienia agentki, które unosiły się nad nią od czasów końcówki 9 serii.
Ale też mimo tego że czekam na epizody 7-9 to też może być tak że mnie rozczarują i w ogóle nie spodobają mi się. Wszystko jest możliwe:-)
24-02-2018, 23:58
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-02-2018, 01:08 przez michax.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,764
Liczba wątków: 14
Oddaj królowi co królewskie - X-Files był fenomenem na poziomie serialowym, kulturowym i nawet socjologicznym ( ;) ). Swojego (i do pewnego) czasu twórcy wyciskali maksimum z 40-minutowego formatu i zaskakiwali kolejnymi pomysłami jak z bezdennej studni, kreując ponadto świetny wątek konspiracji, który (jak mniemam) lasował mózgi nie tylko domorosłym zwolennikom teorii spiskowych; wszystko to oparto na barkach dwóch aktorów prędko obrosłych w kult. Dla mnie to geniusz, tym bardziej, że działa na wielu poziomach. A tych świetnych/rewelacyjnych odcinków jest (tak na oko) z 80. ;) Ten z Pinkmanem i Jane Lynch kojarzę - rzeczywiście jeden ze słabszych, z pewnością w jednym rzędzie z 3 (tym o wampirach). Aha, 8 sezon faktycznie spoko. Nawet podobały mi się tam mitologi - najpierw głównie przez ładunek emocjonalny (This Is Not Happening), pod koniec z powodu wartkiej akcji (Essence); Vienen też ok-ey.
Z 11 mam problem, który już opisałeś - akcja mknie z prędkością światła i sama się rozwiązuje - odcinek z wisielcem (na dodatek to rodzeństwo miało być chyba groteskowe, a było śmieszne w zły sposób). Ten z Ruskimi to dramat - jak już mają robić kolejny odcinek o relacji M i S, to niech włożą ich w jakąś choćby minimalnie przemyślaną fabułę. Poprawiam się - prócz odcinka Morgana spoko był też Ghouli, chociaż postać chłopaka została napisana głupio i głównie po to, żeby wprowadzić całą tę durną bieganinę po szpitalu.
Resztę odcinków z pewnością obejrzę, bo za bardzo lubię Ducbovnego i Anderson, a kilka nędznych "epków" na rok to niewygórowana cena za oglądanie tej parki. Poza tym czytałem dwa razy twojego posta, bo sporo dodałeś po edycji i nie pamiętałem, gdzie kończył się "oryginał" - zaznaczaj proszę na przyszłość miejsce, w którym dopisujesz tekst.
25-02-2018, 18:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-02-2018, 18:16 przez Norton.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,085
Liczba wątków: 8
Norton, nie ma sprawy i będę zaznaczał jak dodam tekst:-)
Niech wyciągne moje dawne zapiski, stary pożółkły zeszyt z różnymi reckami, ocenami, seriali i filmów co oglądalem w latach 90-ych XX wieku. Niech otworzę dział Archiwum X:-D
U mnie wygląda dokładnie to tak. Średnich, słabych i chałowatych jest razem 60, takich na 6/10 czyli ok, ale niczym nie porywają to jest 23.
Dobrych jest 34, a znakomitych 59. A 10/10 dałem dokładnie dziesięciu odcinkom (tutaj muszę zaznaczyć że ja 10 daję bardzo rzadko jakimkolwiek filmom i serialom), a na drugim miejscu, czyli te co mają u mnie 9/10 to oceniłem 16 odcinków.
Wiem że był fenomenem takim jakim wymieniłeś tylko że wcale tak mało słabych i średnich odcinków w XF nie ma. Tak samo wielu xfanów zapomina o komedii że było coraz więcej, bo fandomy (nie tylko xfile ale ogólnie chyba każdy) wypierają z pamieci to co było w serialach kultowych słabe albo takie rzeczy, które słabe nie były, ale fanom nie leżą, jak choćby moja mama nie cierpi komediowych odcinków i zapomniała, że były takie sezony jak szósty i siódmy. Przy 10 serii ją uświadomiłem gdy zapytała po odcinku Darina Morgana czy będzie więcej takich i odpowiedziałem że nie, a ona powiedziała że dobrze bo w każdej serii był tylko jeden komediowy odcinek (był Babilon komediowy po części ale nie chciałem jej zniechęcać:-D). Pamiętam jak narzekała prawie co każdy tydzień przy emisji 6 i 7 serii, że zrobiło się lekko, komediowo, mało mitologii. Zresztą ja miałem podobnie jak powtarzałem pierwszy raz całe Twin Peaks kilkadziesiąt lat temu. Wydawało mi się że całość jest mroczna, pojechana niczym filmy Lyncha, które w większości uwielbiam i oczekiwałem serialu w całości jak Autostrada, Dzikość serca, Blue Velvet. Więc wyobraź sobie moje zaskoczenie gdy okazało się że lynchowskich zagrań za wiele nie ma i jest sporo melodramatu, telenoweli, i dużo humoru co mi się bardzo spodobało, ale zaskoczyło mnie. To że coś jest kultowe to nie oznacza że nie ma wad, a te najgorsze odcinki czy średniaki pokazują mocno wady XF, które zawsze miało.
Co do szybkiego tempa to chodziło mi głównie o 11x01 i pewnie taki będzie też 11x10, ale w pozostałych odcinkach to już dla mnie jest typowe tempo archiwowo. No może jeszcze w This, które lubię pomimo tego że robią z M i S Jacka Bauera i w dwóch pierwszych odcinkach 11 serii zabili więcej osób jak przez 9 lat serialu:-)
Wymieniasz szybkie tempo np. w Plus One a mnie to nie zdziwiło bo wiele odcinków było takich gdy scenarzyści jakby w ostatniej chwili przypominali sobie że nie kręcą pełnometrażowy film tylko 40 minutowy odcinek. Było bardzo wiele odcinków gdy w ostatnich 10 minutach, po tym jak wcześniej akcja toczyła się wolnym tempem to nagle przyśpieszała i pośpiesznie zamykano wątki. Prawda że watek z Karin Konoval raczej nie straszy, ale ja to kupuję. Bo jest to zagranie typowe dla późniejszych sezonów takich jak 6 i 7 czyli niby poważny odcinek, ale podana fabuła w lekkim tonie, np odcinek o demonie z 6 serii Terms of Endearment pewnie w sezonach 1-4 zrobiony byłby śmiertelnie poważnie a w serii szóstej odcinek jest lekki i w ogóle nie straszny, albo Agua Mala. Chociaż znam pare osób co uważają Plus One za straszny. Inna sprawa, że mnie poza dosłownie jednym odcinkiem, może dwoma, nigdy nie przestraszyło XF. Nie mam na myśli Home, ale Via Negativa i Irresistible, które jako jedyne podziałały na mnie jak horror. Więcej odcinków w Milenium na mnie działało jak horror.
Wracając do 11x03 to Konoval jest świetna w rolach bliźniaków i pomimo dość lekkiego tonu odcinka ja to kupuję. Ale jak mam tego odcinka nie lubić za to jak rozwija głównych bohaterów, a przecież te sceny w M i S w pokoju hotelowym do śledztwa nic nie wnoszą. Równie dobrze mogło by ich nie być w Plus One, ale są istotnym elementem relacji Dany i Foxa, czyli podobne zagranie jak w sezonach 6 i 7 gdzie nie śledztwo było najważniejsze a relacje agentów. Nie uważam za jakiś super odcinek tylko za ok, ale czym dalej od jego emisji to coraz bardziej go cenię.
Co do This to z tych komputerowych, które raczej nie wychodziły w XF (FPS i Ghost in the Machine) uważam akurat za dobry, najlepszy obok Kill Switch z 5 serii. Jestem ciekaw dzisiejszego który po trailerze zapowiada się na kolejny wokół technologii, komputerów i przypomina mi po trailerze czarno biały odcinek z ostatniej serii Black Mirror w którym mamy też robota,, co jest chyba przypadkiem bo kręcili 11x07 w listopadzie, a BM nowe miało premierę w grudniu. Poprzedni Glena Morgana czyli This też miał wątki jak z BM, ale trzeba powiedzieć że przed BM było XF ze swoimi odcinkami poświęconymi nowym technologiom, komputerom. Ale nawet nie przez wątki jak z Williama Gibsona jestem ciekaw tylko dlatego że to hołd dla prawie niemego odcinka z Gwiezdnej Eskadry, i ten też będzie prawie bez dialogów, i tylko z M i S. A ja uwielbiam eksperymenty, nawet jak nie każdy jest udany, jak np. Babilon, FPS z 7 serii bo pamięta się o nich po latach, a o zwykłych standalonach raczej się zapomina. Chociaż liczę na to że żona Glena Morgana jednak dobry scenariusz napisała, ale różnie może być, bo wiadomo jak to jest z nowymi scenarzystami w serialach . Nigdy nie wiadomo na jakim poziomie są odcinki nowych nazwisk w ekipie. Podobnie pewnie będzie z 8 i 9 które też napisali nowe nazwiska w ekipie (a raczej ci wszyscy nowi co napisali scenariusze do 6-9 to pracują w XF od dawna, ale inne zawody wykonują).
Zgadzam się, że mitologia działa w 8 serii bo są w niej emocje, a Anderson w 8 serii wspięła się na wyżyny aktorstwa, tzn teraz jak się zna ją z teatru i angielskich seriali to nic dziwnego, ale ja po np. This is not Happening zbierałem szczękę z podłogi. W ogóle też uważam że taka mitologia jest najlepsza czyli gdzie są wątki osobiste agentów jak porwanie M lub S, choroba Scully, sprawa Williama, i taką najbardziej lubię. Dla mnie w ogóle 8 sezon to jest najbardziej nowoczesny sezon ze wszystkich, który równie dorze sprawdziłby się w dzisiejszej telewizji, jest w nim np. serializacja co oprócz 4 serii i najnowszej raczej w XF miejsca nie miało. Widać że mieli całą ósemkę przed emisją zaplanowaną paradoksalnie dzięki decyzji Davida, czyli podział na kilka aktów wywołany tym, bo wiedzieli dokładnie w których odcinkach będzie Duchovny. Akt I to relacje Doggetta i Scully, budowanie wzajemnego zaufania, akt II to poszukiwania Muldera, akt III pożegnanie M i S z Archiwum X oraz nowe pokolenie w biurze i zakończenie wątku ciąży.
W 11 serii podoba mi się serializacja czyli jak np. nie ufają Skinnerowi to wspominają o tym w odcinkach następnych, a w starych sezonach było tak, że co się działo w mitologii to w standalonach nie było o tym mowa (oprócz wątku raka w 4 serii) i relacje agentów z szefem były w standalonach takie jakby nic się wcześniej nie stało. Inna sprawa czy słusznie mu nie ufają, ale to temat na inną dyskusję. A raczej można powiedzieć po 11x06 że już mu ufają, zwłaszcza Mulder, bo Scully widać, że ma trochę cieplejszy stosunek do szefa i pewnie przez to jak ją wspierał gdy Mulder zaginął. Może to nie taka serializacja jak w serii 8 ale podoba mi się że taką drogą poszli w 11 serii.
01-03-2018, 02:52
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-03-2018, 03:30 przez michax.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,085
Liczba wątków: 8
Norton specjalnie dla Ciebie wrzucam moją opinię o dzisiejszym odcinku skoro dobrze CI się czyta, ale też o poprzednim. Więc szykuj się na długą lekturę i mam nadzieję, że nie zaśniesz:-D
Ale dam do spoilerów w całości, bo nie chce mi się zastanawiać, który fragment opinii o fabule to poważny spoiler a który to błahostka. Więc wpierw o Kitten moja opinia.
Ekipa produkująca Archiwum to spora grupa ludzi. W seriach 1-9 i jak obecnie serial wznowiono jest stała ekipa. Część widzów uwielbia twórczość Darina Morgana, inni wolą twórczość jego brata Glena, a reszta dokonania Jamesa Wonga, który w seriach 1-4 znany był z pisania w duecie z Glenem Morganem. Chyba najbardziej hejtowany jest Carter, zwłaszcza ostatnio, którego odcinki prezentują różny poziom – mitologiczne są tragiczne, ale epizodem Plus One pokazał że potrafi napisać całkiem dobry odcinek, jeśli tylko nie porusza tematów spisków, wirusów, itd. Czasami pojawia się nowe nazwisko albo debiutuje jako scenarzysta osoba, która jest z serialem od zawsze, ale wykonywała inną pracę jak pisanie nowych przygód Muldera i Scully. No i mamy do czynienia z takim przypadkiem czyli epizodem w którym jako scenarzysta debiutuje Gabe Rotter.
Jeśli się nie mylę był asystentem scenarzystów w serii 9 i jednym wielu z producentów XF. Angażowanie osób które nie zajmują się pisaniem skryptów z jednej strony jest chwalebne, bo docenia się ich pracę przy Archiwum X, ale też niepokojące, bo nie wiadomo na jakim poziomie będzie dany odcinek. A jak pokazały przykłady w seriach 1-9, to nie licząc scenariuszy Davida Duchovny’ego większość odcinków, które napisali osoby wykonujące inne prace w XF są w najlepszym razie średnie. Niestety tak samo jest w przypadku Kitten, który jest średnim epizodem. Szkoda nie tylko dlatego że mało epizodów w sezonie, ale też dlatego że jest to epizod poświęcony Skinmanowi.
Walter Skinner to jedna z moich ulubionych postaci od początku jak pojawiła się w XF. Na początku to była postać trochę dwuznaczna, stojąca pośrodku między agentami FBI a siłami zła i przypominająca trochę Jacka Crawforda z powieści Thomasa Harrisa jak np. Milczenie Owiec. Z czasem postać się zmieniła, ewoluowała, a w ostatnich sezonach oryginalnego XF relacje między dyrektorem a Daną i Foxem stały się bardzo osobiste. Zwłaszcza dla Scully gdy Mulder zaginął dyrektor był przyjacielem, który ją wspierał razem z Doggettem. W 8 i 9 serii to już nie były relacje czysto służbowe między agentką a jej szefem. Ale też Walter miał zawsze słabość do Muldera, a zwłaszcza do Scully.
Nie potrafię sobie wyobrazić nikogo innego w tej roli jak Mitcha Pileggiego, który nie jest aktorem na poziomie Williama B. Davisa, Roberta Patricka, czy Gillian Anderson, ale ma tyle charyzmy w sobie, że zawsze się świetnie spisywał. A nawet powiem, że w 11 serii pozytywnie mnie zaskakuje zarówno w scenach komediowych (chociaż w tych zawsze był dobry np. w Hollywood A.D. w którym agenci pojechali do Hollywood na plan filmu X-Files) jak i takich gdy ma pokazać emocje (scena z Palaczem w My Struggle III czy reakcja na informacje o Williamie w Ghouli).
Jak XF planowano zakończyć w sezonie 1999/2000 to powstał spinoff poświęcony ulubieńcom fanów czyli Strzelcom, ale moim zdaniem to dyrektor FBI bardziej zasługiwał na swój serial (jest jeszcze Millennium, tylko że początkowo to miał nie być spinoff, przynajmniej w 1 serii). Postać Pileggiego ma więcej potencjału jak trio komediowe co udowodnił serial Lone Gunmen, że nie każda postać drugoplanowa co przewinęła się w Archiwum X nadaje się na głównego bohatera, który może pociągnąć serial na swoich barkach.
Wiec dziwne, że nikt nie wpadł na pomysł spinoffu z łysym, tylko co jakiś czas Pileggi dostaje w serialu odcinek skinnerocentryczny. Niestety z poziomem takich epizodów bywa różnie. Dobre są Zero Sum z 4 serii oraz S.R.819 z serii 6, ale Avatar z 3 serii jest słabym odcinkiem. Niestety epizodowi szóstemu 11 serii jest bliżej do Avatara a nie do Zero Sum i S.R.819. Ale skoro za scenariusz bierze się osoba, która wcześniej scenariuszy nie pisała, to nie jestem zaskoczony poziomem odcinka jak już wcześniej napisałem.
Ciekawe że jak na epizod poświęcony dyrektorowi to Skinnera wcale tak dużo w odcinku nie ma. Byłem pewien że Duchovny i Anderson będą na dalszym planie, jak było w innych odcinkach poświęconych Skinnerowi, a tak nie jest. Widocznie twórcy bardzo sobie do serca wzięli uwagi co do 10 serii by nie było epizodów gdzie M i S są zepchnięci na dalszy plan i żeby ich nie rozdzielać. Oprócz 11×01 to w każdym odcinku sceny gdy M i S są rozdzieleni to można policzyć na palcach jednej ręki.
Epizod mi średnio podszedł, ale może skupię się na tym co mi się podobało. Pileggi pokazał się w odcinku z dobrej strony, podobnie jak Duchovny i Anderson (choć to pierwszy epizod gdzie nie ma w ogóle poruszonego wątku relacji agentów, zero flirtów, żartów, przekomarzania się, no może był z jeden zabawny dialog między nimi). Ucieszył mnie powrót Jamesa Pickensa Jr, czyli Kersha. Ja lubię takie postacie co fani kochają nienawidzić, a Pickens świetnie się wciela w tego dupka. Choć rozbawiło mnie jak to w swoim stylu zaczął jechać po agentach. Wypomniał im, że przez nich Skinner nie zrobił kariery w FBI, a sam jest na tym samym stołku odkąd go ostatni raz widzieliśmy kilkadziesiąt lat temu. Widocznie fakt, że pomógł Mulderowi w ucieczce w finale 9 serii też wpłynął na jego karierę w FBI niekorzystnie.
Ważną rolę w odcinku odgrywa Haley Joel Osment, dobrze znany dziecięcy aktor, który niestety jak dorósł to jego talent zniknął (Szósty Zmysł, A.I.). Nie gra źle, ale też nie pokazał nic specjalnie ciekawego. Podoba mi się, że scenarzysta nie zapomniał o przeszłości Skinnera, czyli jego udziale w wojnie w Wietnamie o której Walter wspominał Mulderowi w One Breath w 2 serii. Chociaż nie powrócono w wątku wietnamskim do tego co opowiadał Skinner o wojnie w 2 serii, że został zastrzelony z innymi żołnierzami, patrzył na martwych kolegów i obudził się w szpitalu. Wywarło to wpływ na jego życie a w przypadku nowego epizodu dostaliśmy niezbyt ciekawą historię z gazem. Szkoda, że nie rozwinięto tamtej historii z 2 sezonu.
Bardzo podobała mi się scena z agentami i Skinnerem jak rozmawiali na koniec gdzie dowiadujemy się, że nie żałuje tego, że jest po ich stronie, zrobił by ponownie to samo i też nie ufa rządowi. Podoba mi się też, że Mulder w końcówce odcinka odpuścił Skinnerowi trochę. Chodzi mi o dialog “jesteśmy z Tobą”, którym pokazał że zaczynają się naprawiać między nimi relacje. O Scully stosunku do szefa nic nie mówię, bo po jej zachowaniu widać, że ma o wiele lepsze zdanie od partnera co pewnie jest zasługą przeszłości, tego co razem przeszli. Nie jest jak Mulder, który wystarczy ze poczuł papierosa i już mu nie ufa.
Na początku sezonu nie podobało mi się, że znowu zrobili wrogów z agentów oraz dyrektora, bo ile mogą mu nie ufać, ale z drugiej strony podoba mi się ta konsekwencja, że nie zapominają o tym w kolejnych odcinkach co wcześniej w serialu miejsca nie miało. A skoro relacje między nimi zaczęły się naprawiać to już nie mam nic przeciwko temu. Dla mnie największym problemem odcinka jest to, że przez cały odcinek miałem taką myśl, że pomimo poprawy relacji między trójką naszych bohaterów to Kitten jest najmniej potrzebnym epizodem w 11 serii, nie wiele wnosi do serialu i spóźniony o kilka lat. Taki epizod powinien być w seriach szóstej i siódmej. No i w sumie był jak wymieniony już przeze mnie S.R. 819. Dowiedzieliśmy się, że łysy nie ufa rządowi, ale to nic nowego czego byśmy nie wiedzieli wcześniej o dyrektorze albo się nie domyślili.
Na koniec się przyczepię do faktu, że z Waltera robią supermana. Facet nadział się na pal, a nie dość, że udało mu się samemu wyciągnąć z brzucha to jeszcze wyszedł z dołu w który wpadł i załatwił Daveya Jamesa – akcję odstawił niczym Rambo i Komando w jednym:-) Wiem że badassem jest łysy, ale bez przesady, bo ma 65, 66 lat. A tak na marginesie, czy ktokolwiek w uniwersum XF przechodzi na emeryturę? Z serialu wynika ze pracują jak w Polsce:-)
Warto zwrócić uwagę na to, że “Kitten” to po Gillian Anderson (all things z 7 serii), Michelle MacLaren (John Doe z 9 serii) trzeci odcinek wyreżyserowany przez kobietę, czyli Carol Banker, tylko trafiła na słaby skrypt. Ale w przypadku XF ważniejsze są scenariusze a nie kto reżyseruje, czy kobieta czy mężczyzna. Jestem pewien, że gdyby reżyserem odcinka był jeden z najlepszych archiwowych reżyserów jak np. Nutter, zmarły Kim Manners, czy Rob Bowman to nic by z tego odcinka nie wyciągnęli więcej jak Banker. Jeśli słaby scenariusz to i najlepszy reżyser nie pomoże.
“Kitten” to najsłabszy standalone 11 serii i raczej do tego odcinka nie wrócę, w przeciwieństwie do epizodów od drugiego do piątego, może jedynie do scen dotyczących relacji M, S i Skinner. Liczę że kolejne trzy będą na dobrym poziomie (na finał nastawiam się że będzie słaby – sorry Carter, lubię cię, ale wolę się rozczarować pozytywnie). Chociaż to też będą epizody pisane przez nowe nazwiska, czyli poziom następnych odcinków to jedna wielka niewiadoma.
Ocena: 5/10.
A niżej o epizodzie "Rm9sbG93ZXJz".
Muszę przyznać że bardzo czekałem na "Rm9sbG93ZXJz", ale też się trochę obawiałem odcinka siódmego 11 serii Archiwum X. Jeśli kogoś interesuje to tytuł jest zapisany w kodzie binarnym i po przełożeniu na angielski oznacza Followers. Czekałem na epizod siódmy, bo ogólnie uwielbiam dziwne i eksperymentalne odcinki, nawet jak nie każdy jest udany.
Byłem zaintrygowany, że nie będzie w odcinku nikogo więcej oprócz Muldera i Scully oraz tym, że dialogi ograniczono do minimum. Więc odcinek trochę w stylu świetnego epizodu "Hush" serialu Jossa Whedona "Buffy", w którym też nie było prawie w ogóle dialogów. Ale muszę wspomnieć o "Space Above and Beyond" czyli "Gwiezdnej Eskadrze" Glena Morgana i Jamesa Wonga, który to serial leciał przed emisją Buffy. Był w tym serialu znakomity (prawie) niemy odcinek "Who Monitors the Birds?" i jestem pewien, że w tym przypadku bardziej mamy do czynienia z nawiązaniem do "Gwiezdnej Eskadry" niż do odcinka "Hush" w serialu Whedona.
Jestem pewien bo jedną że scenarzystek odcinka 11 serii jest Kristen Cloke, a reżyserem odcinka Glen Morgan, odpowiednio aktorka co grała w "Gwiezdnej Eskadrze" i twórca/scenarzysta tego serialu. Cloke to żona Glena Morgana, znana nie tylko z Gwiezdnej Eskadry, ale też roli w odcinku XF z 4 serii czyli Field Where I Died, i jako Lara Means, przyjaciółka Franka Blacka, w serialu Chrisa Cartera "Millennium". Aktorka która znana jest głównie z ról w filmach i serialach męża.
Obawiałem się odcinka siódmego, bo z nowymi scenarzystami w serialach tak bywa, że nie wiadomo czy epizod okaże się sukcesem czy porażką. Na szczęście w tym przypadku epizod jest nawet lepszy jak myślałem że będzie. Zwłaszcza, że kolejny po This Glena Morgana poruszający tematykę nowych technologii, sztucznej inteligencji, a takie technothrillery różnie w Archiwum wychodzą. Są dobre epizody jak This z 11 serii, a przede wszystkim Kill Switch z 5 serii, ale też marne jak First Person Shooter z 7 sezonu czy Ghost in the Machine z 1 serii. Tym razem się udało i nie mówię tak tylko dlatego, że ja ogólnie uwielbiam jak twórcy eksperymentują w filmach i serialach, zresztą nie każdy dziwny i nietypowy odcinek w XF jest udany jak wymieniony FPS z 7 serii. Ja wolę nawet nieudane specyficzne epizody niż nieudane klasyczne standalony, bo o eksperymentalnych odcinkach się pamięta po latach i nieważne na jakim poziomie są, a o standalonach typowych, które niczym nie wyróżniają się zapomina się po obejrzeniu.
W sumie za bardzo nie wiem co więcej mogę powiedzieć o odcinku napisanym przez Cloke i Shannon Hamilton, bo fabułę można streścić w jednym zdaniu. Po świetnym teaserze widzimy naszych ulubieńców w restauracji na randce gdzie zamawiają posiłek. No i w tej scenie jest przezabawny moment gdy Mulder dostaje blobfisha czy jak to tam się nazywa, nie to co zamawiał i Scully pada w śmiech oraz robi Foxowi zdjęcie. Cała sekwencja jest przeurocza, ale trzeba zaznaczyć że Anderson w tej scenie wyszła całkowicie z roli, bo to był śmiech z jakiego ona znana jest, a nie Scully. Podobna sytuacja była w końcówce Hollywood AD z 7 serii, gdy Scully zaczęła się śmiać na planie filmu Archiwum X gdzie wpadli będąc na urlopie agenci FBI.
Wracając do odcinka to później dochodzi do coraz bardziej dziwacznych zdarzeń i jak udaje im się uciec z baru to nastąpiła scena po której spora część fanów wściekła się na Cartera, bo Scully ma swoje mieszkanie, czyli agenci nie mieszkają razem. I dziwić się że ja fandomu nie cierpię, bo dla nich wszystko musi być dosłowne, że skoro nie mieszkają razem to nie są razem. Nie wiem skąd takie zaskoczenie jak sugerowano wcześniej w 11 serii, np. w 11x04 gdy pytała Foxa o kolację, a przecież jakby razem mieszkali, to po jakie licho by go zapraszała na kolację. Po reakcjach sporej części amerykańskiego fandomu prawie przy każdym odcinku 11 serii to jestem pewien, że to są prawie sami shipperzy (a raczej shiperki), ale hardcorowi dla których liczy się nie tyle związek M i S, tylko tacy co chcieli by tylko buzi, buzi, pocałunki, maślane oczka, żeby M i S mieszkali sobie razem, jakby tylko na tym opierały się ich relacje. Biorą niektóre rzeczy w serialu zbyt dosłownie i chcą czegoś co nigdy w serialu nie nastąpi, bo M i S to są zbyt skomplikowane postacie jak pokazał serial, a zwłaszcza drugi film gdzie ich relacje zaczęły się psuć. Oczywiście w 11 serii pokazują nam co odcinek jak się naprawiają relacje agentów i podoba mi się to jak prowadzą Carter i spółka ten wątek, ale oczywiście shipperzy są niezadowoleni, bo im oczywiście za mało tego co im w serialu Carter pokazuje. Uważam że był i jest ten wątek super prowadzony.
Nie mieszkają razem ale to nie znaczy, że to pomyłka jak w This powiedziała Scully, że "to ich dom". Uważa tak, bo żyli/mieszkali razem, ale przecież jak się rozstali po wydarzeniach z filmu to musiała gdzieś mieszkać i nie rozumiem skąd ten szok wśród fanów o jej mieszkanie. Inną rzeczą której się czepiają fani to właśnie dom Scully, że nie było by jej stać na tak wypasioną chałupę. Nie znam się na zarobkach agentów FBI, ale przecież mogła odkładać jakieś pieniądze, a też przecież pracowała przez ileś tam lat jako lekarz (w sumie też utrzymywała Muldera jak wynikało z I Want to Believe) i pewnie dobrze zarabiała jako chirurg. Zresztą nawet żart Foxa na temat jej domu zasugerował mi, że nie tylko nie widział jej domu co można dopowiedzieć sobie, że odkąd się rozstali prawie w ogóle nie widywali się, tak między nimi było źle, a jak już to na pewno nie nachodził przyjaciółkę w domu. Dla mnie większą zagadką jest to skoro pokazali dom Dany gdzie jest pies, którego ukradła w 10x03. Bo o Queequegu pamiętają.
Jak napisałem wcześniej za wiele o fabule odcinka nie można powiedzieć, bo to odcinek w którym M i S uciekają przez złowrogą sztuczną inteligencją, czyli epizod który równie dobrze mógł powstać w Black Mirror. No i w najnowszej serii BM jest podobny eksperyment, czyli czarnobiały "Metalhead" i w klimatach postapo gdzie główna bohaterka ucieka przed robotem i jest też mało dialogów. Dla mnie to jeden z najsłabszych epizodów BM ostatniej serii mimo, że lubię takie klimaty rodem z filmów takich jak Hardware, ale za to 11x07 to jeden z najlepszych epizodów 11 serii XF. 11x07 kręcono w październiku/listopadzie 2017 roku, a BM miał premierę w grudniu 2017 roku, czyli to zabawny przypadek że wpadli twórcy obu seriali na podobny pomysł. Chociaż przed Black Mirror było Archiwum X i może za często nie poruszali scenarzyści tematyki nowych technologii, ale czasami takie wątki były w epizodach co wymieniłem wcześniej, z których część się postarzała po latach, a niektóre wciąż dobrze się ogląda.
A powodem czemu bardziej mi się podoba archiwowe Black Mirror jest to, że ma bohaterów na których mi zależy oraz spora dawka humoru i ironii. Dzięki temu kupuję rozwiązanie dlaczego technologie uparły się na naszych ulubieńców, które brzmi głupio, ale dzięki lekkości i sporej dawce humoru to w ogóle nie przeszkadza. Muszę pochwalić Glena Morgana za reżyserię, bo pomimo dość lekkiego tonu udało mu się utrzymać moje zainteresowanie i trzymał epizod w napięciu. Zresztą całej ekipie odpowiedzialnej za stronę techniczną odcinka, a zwłaszcza montaż, zdjęcia i dźwięki, które odgrywają w odcinku bardzo ważną rolę należą się brawa. Prawie w ogóle nie ma muzyki Snowa tylko różnego rodzaju odgłosy przyrządów codziennego użytku i maszyn co tworzy fajną atmosferę.
A na koniec wspomnę oczywiście o najważniejszym czyli aktorach. Nie raz się dziwiłem za emisji serii 1-9, że nikt nie wpadł na pomysł epizodu tylko z Mulderem i Scully, bo Anderson i Duchovny mają taką chemię, że nic więcej nie potrzeba w odcinku, tylko wystarczy ta dwójka. Gillian Anderson i David Duchovny wystarczy że siedzą razem i nawet nie muszą nic mówić, a ogląda się z zainteresowaniem. Dla mnie ten eksperymentalny odcinek jest dowodem na to czemu Mulder i Scully stali się ikoną telewizji. Oni równie dobrze mogli by siedzieć i czytać książkę telefoniczną i też byłoby ciekawie. A tutaj prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiają, ale i tak zachwycają.
Brawa się dla aktorów należą, bo mieli utrudnione zadanie aktorskie skoro nie mogli mówić, ale wszystkie emocje mają wypisane na twarzy. Po prostu dobrą aktorską robotę odwalili. Podoba mi się też jak pokazano w odcinku co Mulder i Scully robią w wolnym czasie i jak się nudzą, lubię takie drobnostki w serialach. M i S są tak zgrani że potrafią porozumiewać się bez słów, ale w 11 serii jest to zupełnie nowy poziom w porównaniu z sezonami 1-10. Duchovny i Anderson noszą epizod wzajemnymi gestami, spojrzeniami i wyrażeniami i "Rm9sbG93ZXJz" przesuwa tę koncepcję na jeszcze wyższy poziom co wypadło fantastycznie. A gdyby było tego mało to jeszcze w ostatniej scenie pokazano w piękny sposób co dla Muldera i Scully jest najważniejsze. I nie mam na myśli wibratora:-)
Miałem o tym nie pisać, ale bawią mnie reakcje w fandomie na ten wątek trzecio, a nawet czwartoplanowy. To mnie rozwala, że wielu nie miało problemu z żartem o kajdankach w This Glena Morgana, ale żartu z wibratorem się czepiają w odcinku też państwa Morgan. Reżyser najnowszego odcinka był też współautorem Never Again z Jodie Foster z 4 serii gdzie pokazano Scully jako kobietę, gdzie miała romans. Wygląda na to, że Glen Morgan i jego żona to jedyni scenarzyści, których interesuje sfera życia seksualnego Scully, ale po reakcjach wielu fanów wnioskuję, że chyba spora część widzów ciągle uważa Scully za taką świętą jak pokazywano jej przez 9 lat i stąd to oburzenie części fanów. A przyznam że reakcja Foxa jak zobaczył wibrator i Scully "odpowiedź" mnie rozbroiła:-)
Ale trzeba też powiedzieć, że pod płaszczykiem rozrywki pokazano w odcinku jak obecnie wygląda świat czyli żyjemy nie z ludźmi, ale obok siebie. Niby to nic nowego, bo nie raz takie motywy poruszał choćby wspomniany przeze mnie Black Mirror, ale podoba mi się, że w XF to co chcieli przekazać twórcy jest podane jak napisałem już wcześniej z lekkością i humorem, a nie na poważnie i w nadęty sposób. Dzięki temu akceptuję parę głupotek odcinka, a dokładnie rozwiązanie czemu sztuczna inteligencja chciała dopaść agentów. Oczywiście rozumiem jak wielu widzom nie spodoba się odcinek, bo tak bywa z eksperymentami, które w większości przypadków zbierają skrajne oceny. Więc pewnie odcinek będzie miał tyle samo fanów co i krytyków, ale dla mnie jest to czołówka 11 serii. Stawiam "Rm9sbG93ZXJz" na równi z 11x04 i 11x05. Bardzo miłe zaskoczenie.
Ocena: 8/10.
P. S. Nowa peruka bardzo mi się podoba, choć poprzednia też była super, ale w tej Anderson wygląda jeszcze młodziej. A zabawne ile już było teorii związanych z tą peruką, np. Scully z drugiej połowy sezonu to będzie Dana z alternatywnego świata, a okazało się, że po prostu zmieniła fryzurę jak to kobiety często robią.
02-03-2018, 01:28
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-03-2018, 02:15 przez michax.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,085
Liczba wątków: 8
Moja opinia o Familiar.
Familiar to połączenie epizodów w stylu 1 lub 2 serii z epizodami w stylu Rush czy Theef z 7 serii gdzie Mulder i Scully nie mieli wpływu na wydarzenia, pełnili rolę obserwatorów i podobnie jest tutaj. Jedynie pojawiają się na miejscu zbrodni, obserwują wydarzenia i komentują co się dzieje. 11x08 to nie jest taki odcinek jak choćby Plus One z 11 serii, który też przypomina klasyczne standalony, ale było w nim kilka scen lajtowych, lekkich jak choćby z Chuckiem i Mulderem, a tutaj jest poważnie od początku do końca. No i może się mylę, ale chyba od czasów emisji Calusari z drugiej serii, który dla mnie jest archiwowym Egzorcystą nie ginęły w XF dzieci.
Plus One przypomina mocno standalony, ale z 6 i 7 serii, w których to epizodach mimo niby poważnego tonu było więcej humoru jak w seriach 1-4 oraz skupiano się bardziej na relacjach agentów niż na sprawie, a Familiar ogląda się jak zaginiony epizod z 1 i 2 serii z wadami i zaletami tych odcinków. Jest zrobiony bez śmieszkowania i nie ma ani słowa o relacjach agentów, a Mulder nawet za dużo nie żartuje (chyba z dwa zabawne zdania padły). Scenarzystą odcinka jest debiutujący Benjamin Van Allen. Pełnił rolę asystenta Chrisa Cartera i zespołu scenarzystów w 10 i 11 serii.
Po tym jak dostał szansę asystent Cartera w 11 serii na stworzenie swojego odcinka postanowił napisać najbardziej klasyczny z klasycznych monster of the week, czyli epizod bez żartów, biura i Skinnera, tylko o czymś przerażającym co zabija w małym miasteczku i para agentów prowadząca sprawę. No i trzeba powiedzieć, że udał mu się odcinek. Może nie jest idealnie, bo wydaje mi się, że miejscami za dużo miał scenarzysta pomysłów jak na 40 minut, ale dobrze się ogląda. Do tego stopnia przypomina klasyczne epizody, że chyba pierwszy raz w powrocie Archiwum X mamy scenę jak Scully może nie tyle przeprowadza sekcję zwłok, tylko bada ciało. Chyba tylko w Were Monster z 10 widzieliśmy Danę badającą zwłoki, ale to był komediowy epizod, a nie klasyczny standalone.
Wspomniałem na początku, że przypomina mi też takie epizody jak Rush i Theef z 7 serii gdzie Mulder i Scully tak naprawdę nie mieli wpływu na wydarzenia, ale też tak do końca nie jest w Familiar, bo przez to co zasugerowała Dana Scully dochodzi do tragedii. No i tego muszę przyznać, że nie spodziewałem się.
Jedyne różnice między 11x08 a epizodami z 1 i 2 serii to fakt jak bohaterowie się zmienili. Fajnie się obserwuje jak zachowują się agenci wobec siebie i w czasie śledztwa porównując to z choćby 1 i 2 serią, jak zmieniła się między nimi dynamika przez lata. Miałem już o tym pisać przy poprzednich odcinkach 11 serii, np. Mulder pozwala prowadzić sprawę Scully, stoi trochę z boku, a w sezonach 1-7, to prawie zawsze Fox był tym agentem na pierwszym planie, który zadawał pytania, czytał akta, rozmawiał z policją. A teraz Scully jest na pierwszym planie i Fox ją wspiera jedynie oraz jak trzeba broni i zachwala ("to doktor nauk medycznych i wykonuje cholernie dobrą pracę" czy jakoś tak - świetne to było, jak i podziękowanie Dany). Wiadomo że Scully też się zmieniła i nie jest takim sceptykiem jak dawniej co najlepiej widać choćby w jej reakcji w sądzie na słowa Muldera, że widział wilkokojota, i to jej wymowne "hmm".
Wspomniany jest też William, co nie dziwi mnie bo odcinek dotyczy morderstwa dziecka, tylko mnie zaskoczył jeden dialog i nie wiem czy to ja tylko sobie tak nadinterpretuje, czy może ekipa przypomniała sobie o córce Dany, Emily. W kostnicy Mulder mówi, że trudno nie brać tej sprawy osobiście i pomyślałem nie o Williamie i siostrze Muldera, ale o córce Dany. Ciężko mi uwierzyć by sobie o Emily przypomniano po tylu latach, zwłaszcza jak scenarzyści nie raz dawali do zrozumienia w seriach 6-9, że tak jakby jej w ogóle wcześniej nie było, ale z miejsca pomyślałem o niej. Może dlatego że w odcinku jest dziewczynka co ma takie samo imię.
Od strony technicznej to robota na typowym poziomie archiwum x czyli znowu świetne zdjęcia Wroblewskiego, tym razem przypominające pierwsze sezony. Chodzi mi zwłaszcza o sceny w lesie i wszystkie z clownem, które trzymały w napięciu, podoba mi się jak bawi się oświetleniem, cieniami, ciemnością. No i odpowiednio klimatyczna muzyka Snowa. Dobrą robotę odwaliła też nowa reżyserka, czyli Holly Dale. Jest to typowy rzemieślnik telewizyjny, która ma w swojej filmografii bardzo dużo odcinków wielu seriali, i zrobiła co do niej należała, czyli nie popsuła odcinka.
A co do programu jaki dzieci w odcinku oglądają, który przypomina Teletubisie w podkręconej wersji to oczywiście można zadać pytanie, czy rodzice pozwalali by dzieciom oglądać, ale w sumie widziałem wiele bajek i programów przeznaczonych dla brzdąców, które na pewno się nie nadają dla maluchów. Chociaż akurat co do Teletubisi to widziałem jedynie fragmenty i nic z nich nie pamiętam, więc nie wiem czy też były tak dziwne jak te w wersji w serialu.
A co do Pana Szczerzyząbka jak pieszczotliwe przetłumaczono na FOX to przypominał mi nie tyle clowna z TO Kinga (plus ekranizacje), tylko clowna rodem z najnowszego sezonu AHS Kult. Pan Szczerzyząbek jest przerażający i jednocześnie fascynujący, robi piorunujące wrażenie. Obok gościa ze śmieci czy jak on tam się nazywał z Home Again 10 serii to najlepszy "potwór" i z pewnością szybko go nie zapomnę.
Na koniec może wspomnę o dwóch rzeczach co mi niezbyt się podobały w odcinku. Przede wszystkim czemu Scully i Mulder nie pomogli kobiecie na końcu gdy zaczęła się palić, nie rzucili ubraniem czy czymś, tylko stali jak słup soli? No i druga rzecz czyli wilkokojot w CGI. Dopóki nie zaatakował wyglądał spoko, ale w scenie ataku było widać, że CGI. Wiem że tak łatwiej, ale jednak zawsze XF robiło efekty starymi metodami. W sumie to jedyna rzecz do której się przyczepiam, bo tak poza tym to dobry klasyczny monster of the week, przypominający epizody z 1 albo 2 serii. Chociaż jak miał mi się nie podobać jak nawiązuje nie tylko do TO Stephena Kinga, ale też do jednego z najlepszych horrorów ostatnich lat, czyli "The Witch" Eggersa.
P.S. Jak poczytałem sobie na reddicie to fanom się raczej podobał i nie jest to odcinek co dzieli fanów na dwa obozy jak prawie niemy poprzedni czy Darina Morgana, co niektórzy nawet uważają za najlepszy w sezonie, ale ja bym aż tak daleko nie pojechał z opiniami. Był po prostu dobry. No chyba że ktoś uwielbia komediowe odcinki jedynie to pewnie będzie narzekał:-) Ale podobał mi się jeden tekst na reddicie jaki przeczytałem, w którym fan zaskoczony zapytał czemu 11x08 ma gorsze recenzje wśród krytyków/dziennikarzy od prawie niemego 11x07 i odcinka Darina Morgana, które nie mają chyba żadnych złych recenzji wśród dziennikarzy i krytyków. Fan oburzony, że 11x08 w najlepszym razie ma oceny dziennikarzy wahające się od 3.5/5 do 4/5. Rzeczywiście tak trudno zgadnąć, że krytycy raczej wolą coś nowego, oryginalnego a takimi były epizody Darina Morgana i wcześniejszy eksperymentalny niż powtórkę z rozrywki, a tak można nazwać 11x08. Podobnie średnie opinie miał wśród krytyków i dziennikarzy Plus One Cartera. A trzeba też pamiętać że naprawdę bardzo mało z serii 1-9 epizodów miało wśród dziennikarzy/krytyków wysokie noty. Większość odcinków co raczej się niczym nie wyróżniała, była klasycznymi standalonami to raczej była oceniana podobnie jak 11x08, czyli raczej na średnim poziomie odcinki.
Ocena: 7/10.
09-03-2018, 13:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-03-2018, 17:43 przez michax.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,085
Liczba wątków: 8
O przedostatnim odcinku moja opinia.
Bardzo czekałem na "Nothing Lasts Forever", ale też obawiałem się tego odcinka z tych samych powodów z których byłem ciekaw co dostanę. Kolejny epizod w którym debiutuje nowa scenarzystka czyli Karen Nielsen, która była koordynatorką scenariuszy w 10 i 11 serii oraz w serialu "Intruders" Glena Morgana (tak na marginesie dobra rzecz).
A tak co do Glena Morgana to jestem prawie pewien że za przerażającą, campową i dziwną sekwencją z piosenką odpowiada on, bo lubi dawać różne klasyczne kawałki do scen wywołujących dyskomfort. Co prawda nie odpowiada za scenariusz Glen Morgan, ale przyznała scenarzystka, że razem z Jamesem Wongiem miał wpływ na kilka rozwiązań w odcinku jak np. sprawa wiary w Boga kiedy się u Scully zaczęła. Ewentualnie był to pomysł reżysera czyli Wonga.
Wracając do oczekiwań i obaw to z tego samego powodu jak w przypadku każdego nowego scenarzysty obawiałem się, bo nie wiadomo jaki epizod wyjdzie - dobry czy słaby. Innym powodem było to, że Wong zapowiadał że to będzie epizod w stylu American Horror Story. Więc mieszanka horrorów klasy B, obrzydliwości, pojechanych klimatów i campu co może wyjść dobrze albo źle. Wiadomo było, że to będzie jeden z mocniejszych odcinków, bardziej krwawych. Oczywiście nie pierwszy i nie ostatni tego typu epizod w XF, ale z tymi mocnymi odcinkami jak to z każdymi w XF różnie bywa.
Jedne są dobre jak np. "Home", czy jakikolwiek standalone 8 serii jak np. "Roadrunners", "Via negativa", a inne są tak przesadnie brutalnie, że zamieniają się epizody w krwawą parodię dobrych mocnych odcinków jak np. nudny "Sanguinarium" z 4 serii, który jest dla mnie przeciwieństwem "Home", bo przez przesadzoną krwawość i obrzydliwość nie działa jako horror. Zresztą campowy klimat z jakiego znany jest AHS to nic nowego w XF jak właśnie w wymienionym przeze mnie "Sanguinarium", który ma podobną fabułę co "Nic nie trwa wiecznie". Oba odcinki można podciągnąć pod kategorię medycznych thrillerów. Zresztą wątek podobny był też w kinówce i to był najsłabszy wątek, o wiele lepiej w filmie wyszło pokazanie relacji bohaterów - identyczna sytuacja jak w 11x09.
NLF działa jako horror, bo trzyma w napięciu, ale problemem odcinka jest, że pomimo wielu świetnych, klimatycznych scen z sektą, Barbarą i Dr Duverisem to ten wątek całkowicie po mnie spłynął. Zupełnie nie zależało mi w tym wątku na nikim, w tym na archiwowej Buffy czyli Juliet, która szuka siostry.
Ale z pewnością plusem odcinka jest Fiona Vroom wcielająca się w nietypowy zły charakter czyli Barbarę i odwala dobrą robotę, podobnie aktor w roli doktora Duverisa. Wong zna się na horrorze i wiele scen jest odpowiednio klimatycznych. Tak samo wiele dobrego dla odcinka robią zdjęcia, oświetlenie i świetna muzyka Snowa, który stworzył soundtrack różnorodny. Muzyka idealnie dopasowana do scen campowych, komediowych, poważnych czy porytych, tylko że mimo dobrej roboty całej ekipy mnie w ogóle nie ruszało co się dzieje.
Więc jeśli chodzi o śledztwo jakie prowadzą M i S to zmarnowany potencjał. Pomysł z wieczną młodością i sektą to może nic nowego, bo wcześniej były podobne motywy jak choćby w "Our Town", ale świetnie przerobili ten motyw znany z poprzednich serii, tylko zupełnie nie wykorzystano potencjału. Wydaje mi się że problemem odcinka jest to co zarówno jest jego największym plusem czyli relacje agentów. Odniosłem wrażenie że scenarzystkę w ogóle nie interesuje śledztwo, nawet nie widzimy jak prowadzą agenci sprawę, bo bardziej interesują twórców odcinka dialogi między nimi, żarty, oraz rozwój bohaterów. Inna sprawa, że sami M i S nie wydają się specjalnie zainteresowani śledztwem co prowadzą. Więc jeśli bohaterom nie zależy na sprawie to czemu mnie ma zależeć? Krytykuję, ale nie jest źle, jest po prostu średnio co zasługą jest kilku świetnie zrealizowanych scen przez całą ekipę, którą wcześniej już pochwaliłem.
I właśnie co do scen z M i S to są sceny z Mulderem i Scully, które biją wszystkie dotychczasowe z 11 serii, czyli sceny w This, czy sekwencja łóżkowa w Plus One, czy początkowa i ostatnia scena w restauracji w 11x07, scena kończąca odcinek Darina Morgana. A to jest tak duży plus odcinka, że już za samo to podwyższam ocenę o pół punktu. Chodzi mi o wszystkie dialogi między agentami (o chemii między aktorami nie muszę wspominać), które są więcej jak doskonałe. Mam na myśli wszystkie żarty, których jest tak dużo że wymienię tylko jeden, czyli tekst o tym jak starzeją się agenci. A moment gdy komentuje Fox nową fryzurę Scully, którą ma od siódmego odcinka oraz jej reakcja to chyba zapisze się w historii XF na zawsze.
Ale przede wszystkim mam na myśli rozmowy w kościele, gdy Scully opowiada od kiedy uwierzyła w Boga (przy okazji okazało się że jednak 10 sezon nie jest wykasowany, bo Dana ma breloczek należący do jej mamy) oraz finałowa długa rozmowa zaczynająca się od żartów, a po chwili przemienia się w rozmowę, która definiuje związek/relacje agentów, jaki był i jaki jest, ich przeszłość (potwierdziła się moja teoria, którą miałem od premiery 10 serii, że to Scully zostawiła Muldera), oraz ich przyszłość. Fani są zachwyceni tymi scenami i wcale się nie dziwię. Ale też spora grupa wściekła i tutaj obwiniam odpowiedzialnych za zapowiedzi tego odcinka, bo sugerowano, że pewna scena się zakończy pocałunkiem, a zakończyła się inaczej. Naprawdę ktoś w to uwierzył?
Inna sprawa że mnie akurat na kissach nie zależy, w obecnych relacjach M i S to nie jest najważniejsze, ale jak zawsze narzekam na fandom to w tym przypadku nie dziwię się co niektórym głosom, bo reklamami nakręcali fanów specjalnie. Z tych osobistych rozmów można tyle wyczytać co do przeszłości bohaterów, czemu się rozstali, oraz obecnie czemu wyglądają tak jak wyglądają ich relacje, oraz co do przyszłości Muldera i Scully, że nie jestem zaskoczony zmianą w kolejności odcinków Familiar i NLF. Przed finałem to ma sens.
No i przyznam, że jestem ogromnym fanem tego, że nie wiemy, a z tego co mówiła w wywiadach scenarzystka nigdy się nie dowiemy, co szepnęła na koniec Scully Mulderowi. Pozostawiła scenarzystka bohaterom trochę prywatności i ja to kupuję. Dla mnie to jest genialne zagranie podobne do tego z odcinka "How the Ghosts Stole Christmas" gdy agenci podarowali sobie prezenty i fandom nie dowiedział się co takiego. A teraz każdy fan ma swoją wersję prezentów, które wyglądały dość intrygująco. W tym przypadku będzie pewnie podobnie, każdy będzie miał swoją wersję tego co Scully powiedziała (tak jak już Gillian Anderson ma swoją wersję, że Dana mówi Mulderowi, że zapłodnił Scully blobfish znany z odcinka siódmego:-D) Muszę pochwalić Duchovny'ego i Anderson, bo zagrali kapitalnie wspólne sceny, ale to jest normalka.
Sceny w kościele, zwłaszcza finałowa, potrzebne były, bo były pytania, na które należało odpowiedzieć. I według mnie w końcu otrzymaliśmy odpowiedzi oczywiście takie jak w Archiwum X, czyli fani sobie poukładają teraz sami relacje agentów jak wyglądały, choćby po I Want to Believe a przed 10 serią, i jak obecnie wyglądają. Jestem za to wdzięczny i nie miałbym nic przeciwko temu gdyby ostatnia scena z 11x09 to była ostatnia scena 11 serii.
Podobały mi się w odcinku też takie drobne szczegóły jak np. głos Tada O'Malley'go znanego z 10 serii na początku odcinka, naszyjnik mamy Scully, czy przejścia ze scen jak np. Scully w kościele zanurza ręce w święconej wodzie, a za chwili widzimy wodę spływającą do zlewu, albo ręce księdza, a za chwilę ręce zakrwawione, itd.
Epizod ten jest ciekawy na poziomie poza serialowym i meta. Tytuł oczywiście odnosi się do wątku Barbary, ale też można odnieść go do losu wielu aktorek, których kariera załamuje się gdy kończą 30 lat. Mam na myśli też to, że żyjemy w czasach rebootów, gdy wraca prawie wszystko, co trochę powstają sequele, prequele, więc "Nic nie trwa wiecznie" to idealny tytuł do najprawdopodobniej ostatniego sezonu XF, przynajmniej w takiej formie w jakiej serial jest znany. Ewentualnie ekipa chciała by żeby to był ostatni sezon takie też odniosłem wrażenie w czasie odcinka (chociaż FOX jak można było się spodziewać reklamuje finał jako koniec sezonu a nie serialu), tak rozumiem tytuł i ostatnią rozmowę, która dla mnie też na poziomie meta podsumowuje i definiuje całe relacje agentów. Bo scenę jak Mulder milczy po pytaniu Scully czy są razem to można odnieść do fanów, którzy cały sezon zastanawiali się jak to z nimi jest.
Podsumowując to paradoksalnie przez sceny z M i S mam problem z oceną odcinka. 11x09 to odcinek ze zmarnowanym potencjałem, a z drugiej strony fenomenalne sceny z M i S bijące wszystkie świetne dotychczasowe z 11 serii. Razem ze średnim "Kitten" to najsłabszy odcinek (nie licząc tragicznej premiery sezonu), ale też kolejny obok dobrych "This", "Plus One", "Familiar" i bardzo dobrych "Lost Art of Forehead Sweat", "Ghouli", "Followers" do którego chętnie powrócę. Bo to bardzo silny epizod w kwestii rozwoju relacji Muldera i Scully. Za same sceny z M i S oraz ich dialogi dałbym 10/10, ale reszta nie jest już tak ciekawa i dlatego postawię za całość tylko/aż 5/10. Ciekawe że recenzje dziennikarzy i krytyków w większości są pozytywne co do odcinka. Spodziewałem się większej krytyki, zwłaszcza że zaskakująco często zgadzałem się co do poprzednich odcinków z opiniami dziennikarzy.
Na końcu odcinka lektor na polskim FOX przeczytał Bóg a nie pies w rozmowie Muldera i Scully. Widocznie tłumacz źle przeczytał tekst oryginalny albo źle usłyszał, a nie wiem jak tłumaczą czy ze słuchu czy z tekstu, ale DOG zamieniło się w GOD wg polskiego tłumaczenia:-)
16-03-2018, 14:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-03-2018, 14:52 przez michax.)
Stały bywalec
Liczba postów: 10,305
Liczba wątków: 5
11 sezon zaliczył ogromny spadek popularności, nie zanosi się na to, by serial powrócił z 12 sezonem. Nie myślałem, że to napiszę, ale chciałbym tego - 10 sezon był marny, pospieszny, niepotrzebny, ale po tym jak twórcy weszli w stare spodnie, trochę je znosili, to znów (nie zawsze, ale jednak) jak w starym "X-Files" zawieszam niewiarę na kołku i łykam to z przyjemnością. Jasne, Anderson ma trochę kij w tyłku, góruje wciąż średniawka scenopisarska (choć nie tak wyraźnie jak rok temu), ale chemia między Mulderem a Scully wciąż się unosi. Jest to spokojnie sezon lepszy od poprzedniego - realizatorsko jak i pomysłowo, więcej: niektóre odcinki są po prostu, najzwyczajniej w świecie bardzo fajne i umieszczenie ich w sezonach 7 czy 8 nie byłoby wcale obciachem. Mam na myśli w szczególności: This, The Lost Art of Forehead Sweat i Rm9sbG93ZXJz (ten ostatni to imo najlepszy odcinek nie tylko z ostatnich dwóch sezonów, ale być może nawet lepszy od wszystkiego co było w seriach 8-9, mogę się mylić - przydałaby się ich powtórka). Także choćby z tego względu uważam, że nie warto się poddawać - mitologia to kpina, w sumie zawsze nią była w mniejszym lub większym stopniu (mniej lub bardziej świadomie), ale kto by się nią przejmował skoro w sumie jest fun.
18-03-2018, 13:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-03-2018, 13:33 przez Albertino.)
TermiGifiernator
Liczba postów: 11,119
Liczba wątków: 57
(18-03-2018, 13:25)Albertino napisał(a): 11 sezon zaliczył ogromny spadek popularności, nie zanosi się na to, by serial powrócił z 12 sezonem.
I bardzo dobrze, niech to zdycha czym prędzej. Wszystko co zostało zrobione po ostatnim filmie kinowym to marne popłuczyny i nie mam zamiaru wracac do tego. Nigdy więcej.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron
18-03-2018, 15:55
Stały bywalec
Liczba postów: 3,085
Liczba wątków: 8
Albertino, co do Anderson kija w tylku to w pierwszym odcinku, ale tam to nawet Brando by sobie nie poradził, w tak słabym epizodzie. Dawno nie widziałem tak wyluzowanej Scully jak w sezonie 11. Oczywiście nie mówię o odcinkach dotyczących Williama, gdy wtedy idą twórcy w powagę i dramat, ale w standalonach, zwłaszcza tym prawie niemym czy Darina Morgana, a nawet w Plus One to jest wyluzowana, i nawet uśmiechająca się, żartująca Scully, a nie smutna co nie miało miejsca od czasów przedostatniego odcinka 7 serii, czyli bardzo dawno temu (Je Souhaite Gilligana o dżince czy jak to tam się odmienia). Od finału 7 serii dominowała w serialu smutna i poważna Scully.
Ale też trzeba powiedzieć, że nie dali jej za wiele okazji do wykazania się aktorsko w 11 serii , poza oczywiście odcinkiem Ghouli o którym już żartują co niektórzy, że pod nagrody aktorskie nakręcony. Chodzi głównie o scenę finałową i jeszcze jedną za którą ją bardzo chwalono i pewnie wiesz o jaką mi chodzi. Chociaż mnie to dziwi że tak ją wychwalano, bo wielokrotnie udowodniła w przeszłości, że dramatyczne sceny potrafi zagrać jakby to była najprostsza rzecz na świecie, nie tylko w XF, ale w Bleak House, The Fall, Wielkich Nadziejach czy w House of Mirth. Ale prawda, że więcej materiału do grania miała w 9 serii. Anderson jedzie głównie swoją charyzmą i na swoim typowym poziomie poniżej którego raczej nie schodzi, czyli dobrym, ale też nie wyczynia cudów z rolą, bo poza Ghouli za bardzo nie ma okazji. Chociaż uważam że świetna jest w każdej scenie z Davidem np. w Plus One, niemym odcinku, czy w ostatnim epizodzie w scenach dotyczących relacji M i S, które wyszły bardzo naturalnie, prawdziwie (nie tylko ostatnia).
Co prawda są dwa momenty jak wyszła z roli, czyli w niemym odcinku w scenie w azjatyckiej restauracji na początku jak się śmieje, bo to nie śmiech i reakcja Scully tylko Anderson, i w This, ale to miało już miejsce np. w Hollywood AD z 7 serii i mnie to nie przeszkadza. Wiadomo że w tych odcinkach aktorzy improwizowali i jest więcej w nich nie tylko Anderson, ale też Duchovny'ego niż Muldera i Scully. Ale w reszcie odcinków widzę starszych agentów po przejściach. Widać że Anderson i Duchovny świetnie bawili na planie co wpływa mocno na 11 sezon. A w przypadku 10 serii widać było że to Anderson się lepiej bawi jak Duchovny.
Chociaż muszę powiedzieć i nie moge uwierzyć w to co napisze, że równie dobry co ona jest David, który pokazał, że potrafi zagrać subtelnie, tak jakby przejął się zjechaniem 10 serii, a zwłaszcza krytykę jego gry w 10 sezonie chciał pokazać ,że potrafi starszego Muldera zagrać. A ja raczej go nie chwalę, zwłaszcza w ostatnich latach, chyba że za talent komediowy, bo uważam że lepszym jest aktorem komediowym niż dramatycznym. Ale ogólnie w calym sezonie dorównuje Anderson aktorsko co jest dla mnie niespotykane, bo on subtelnie i oczami, twarzą raczej nie potrafił zagrać. Zawsze Mulder mówił co czuje a np. w ostatnim odcinku w scenach ze Scully dotyczących ich relacji gra tak twarzą , że nie mogę wyjść z podziwu. Ciągną aktorzy serial na swych barkach. Duchovny jedynie w MS III tragiczny był, zwłaszcza w scenie w samochodzie jak rozmawiał przez telefon ze Scully, ale jak napisałem wcześniej to nawet Brando czy Laurence Olivier położył by tak tragiczny odcinek z tak tragicznymi dialogami.
A jak dobrze sezon jest przyjety pokazało to że 11 sezon ma nominację do SATURN (specjalnie ogłosili przed emisją finału?:-D) oraz Anderson. Inne seriale aktorów też dostały nominacje czyli Amerykańscy Bogowie w kategorii fantasy oraz Twin Peaks w kategorii Best Television Presentation (co to za kategoria?). Chociaż uważam, jak wynika z tego jak chwalę Davida, że on też zasługuje na nominację. A w przypadku Anderson to wyjątkowa sytuacja, bo chyba ma nominację za wszystkie sezony (a jak się mylę to proszę mnie poprawić). Ale nie chodzi mi tylko o nominację do tej nagrody, ale ogólne do różnych i jestem prawie pewien, że ma za każdą serię nominację, też za 9 i 10, które wszyscy krytykowali.
Ogólnie fajna rozrywka, dobry sezon, który ma dwa chałowate odcinki ( premiera i pewnie finał, tak zakładam), dwa średnie (Kiten i ostatni, ale są tak genialne sceny z M i S że obejrzałem go już 3 razy i chętnie do niego wrócę), a reszta dobra jak This, Plus One, Familiar, i bardzo dobre Darina Morgana, Ghouli i 11x07. Ale nie zgodzę się że lepszy sezon od 8 serii. Zresztą uważam 8 za najlepszy sezon razem z 5, 6 i 7 (taka niepopularna opinia), ale też 8 sezon to ten na którym serial się powinien skończyć.
Co do 11 to chyba każdy chciałby żeby to była ostatnia seria, ci którym się sezon podoba, jak i ci którym nie podoba 11 sezon, bo kiedyś serial musi się skończyć. Choć wiadomo że nie skonczy się nigdy tak jak ósma seria happy endem tylko otwartym zakończeniem, które bym kupił jakby było takie jak w finale 5 serii albo 9 serii, ale nie clifhanger, że coś grozi M lub S. A
Co ciekawe mimo tragicznej oglądalności, spadającej tydzień w tydzień, FOX reklamuje finał jako finał sezonu a nie serialu i nie zaskoczyło mnie to. Jestem (prawie) pewien, że za rok, dwa, lub za kilka lat Archiwum X powróci w jakiejś tam formie gdyż FOX nie odpuści XF, tak jak nie chce odpuścić 24 godzinom i Prison Break. A nawet jak powiedzą po finale, że nie chcą więcej XF to i tak nie zdziwi mnie że kiedyś XF wróci w jakiejś formie i zmienią zdanie. Zresztą już wypowiedzi Cartera to sugerują, czyli " jest wiele historii do opowiedzenia, to nie koniec" mimo tego, że kilka m-cy temu mówił, że to dla niego" koniec Archiwum, bo nie ma zamiaru kręcić bez Anderson."/ Ale jego wypowiedzi mnie tak naprawdę nie dziwią, nawet gdy zaprzecza sam sobie. Identyczna sytuacja była w czasie sezonów 7-9 gdy co tydzień mówił co innego co do końca XF. Raz mówił że koniec, innym razem, że nie on decyduje, innym razem że będą jednak odcinki. Gość nie ma nic do gadania co do decyzji, więc powtarza ciągle te same teksty do znudzenia. Carter brzmi jak płyta która się zacieła bo w każdym wywiadzie powtarza to samo, a powiedziałby wprost co wiadomo od dawna, że nie od niego to zależy. Więc jak mu każą z FOX zrobić kolejny sezon to pewnie zrobi, bo stacja ma prawa do serialu i zrobi ze starą obsadą, a jak Anderson się nie da namówić to w nowej formie nakręcą 12 sezon albo z samym Davidem. Chociaż wolałbym żeby postawili się Duchovny i Carter i powiedzieli, że nie wracają bez Anderson.
Co do oglądalności to ciekawe, bo jak rozumiem że komuś nie podoba się 11 sezon, gdyż nie da się każdego zadowolić, ale przez dość dużą ilość pozytywnych opinii dziennikarzy/krytyków i fandomu, w przypadku standalonów, to mogłoby się wydawać że oglądalność będzie zbliżona do tych 5 milionów z 10 serii, a po MS III poleciała jeszcze bardziej. Ja obwiniam za to tekst CSMa na końcu odcinka 11x01. Tajemnicą nie jest że 11 sezon jest robiony głównie dla shipperów czyli na pierwszym planie relacje agentów. Odcinków gdzie nie ma nic na temat relacji agentów to jedynie Kitten i Familiar, ale w każdym innym wątek ich relacji jest poruszany i to na większą skalę jak w sezonach 6 i 7 gdzie też wyszedł na pierwszy plan bardziej jak w sezonach 1-5. Do tego stopnia że najlepsze sceny odcinka Plus One to z M i S, które nie dotyczą sprawy , ale jeszcze bardziej posunięte jest to w 11x09 gdzie ważniejsze od sprawy co prowadzą jest wiara Scully oraz relacje agentów jak wyglądały i jak wyglądają obecnie. A skoro dla shipperów głównie sezon to nie daje sie takiego tekstu CSMa jak w premierze na koniec, bo część fanów wzięła go dosłownie i zwyczajnie wkurzyła się na ten tekst, że zaprzeczają tym tekstem co sugerowali w sezonach 7-10 i filmie. Chociaż ciekawe, bo w 11x05 powrócili do tego co sugerowali w sezonach wcześniejszych co potwierdza moją teorię. Więc liczę że w MS 4 okaże się że mam rację, inaczej się wkurzę. Ale też nie liczę by to był dobry odcinek, bo znowu 40 minut i pewnie napakują wydarzeń tyle, że powinien być to 2parter.
Nie liczę na dobry odcinek, pomimo dobrego Plus One Cartera. Zresztą po jego standalonie uważam, że sam Carter ma wywalone na mitologię i dlatego ograniczył znowu do minimum czyli dwóch odcinków, mimo większej ilości odcinków, bo woli pisać standalony. Ale nawet jak tragiczny będzie MS 4 tak jak MS 2 i MS 3 to nie zmieni faktu, że dobrze się bawiłem na 11 serii. Nie raz chętnie powrócę do większości odcinków.
A najlepiej oddaje to, że Carter i aktorzy nie mają wpływu na XF ta wypowiedź aktora sprzed kilku dni gdzie wyraźnie widać, że Duchovny'emu się kończy cierpliwość co do dziennikarzy.
- Finally, last year Gillian Anderson said the current series of X-Files would be her last, how about you? Where does that put you?
DD: I don’t know where it puts me!
- Is it possible to do the show without her?
If they can do it without me they can do it without anybody. I think they could do it without both of us! They can do it without Chris Carter, anything can be done.
- So the current series isn’t necessarily the last?
No, what happens is when we’re dead and they want to do more X Files? Who can fucking say! I don’t know.
Dzisiaj pojawił się wywiad dla denofgeek Cartera, który niby sugeruje że będą kolejne serie jak wcześniej napisałem, ale wydaje mi się, że wcale Carter nie mówi, że chce kręcić bez Anderson tylko w bardzo dyplomatyczny sposób mówi że nie wie co będzie, czyli to co zawsze. http://www.denofgeek.com/us/tv/the-x-files/271879/will-the-x-files-season-12-happen-chris-carter-thinks-so-exclusive
W ogóle po tych ostatnich wywiadach z showrunnerem i aktorem uważam, że David i Carter mają trochę dosyć tych samych pytań. Wszędzie jest więcej teorii i domysłów prasy niż samych zainteresowanych. Ich wypowiedzi się nadinterpretuje i wkłada się im w usta słowa, których nie powiedzieli, a dziennikarze ciąglę maglują temat i nie odpuszczają. Identycznie było na ostatnim spotkaniu DD i GA miesiąc temu z dziennikarzami gdy mieli tylko jeden temat, czyli jej odejście, choć po kilka razy odpowiadała na pytania, a dziennikarze ciągle maglowali ten sam temat mimo że nic do powiedzenia więcej nie miała.
Podobnie było z wypowiedzią Davida, którą zacytowałem. Jak tylko się pojawiła to fani zaczęli na niego naskakiwać, że chce kręcić kolejne serie bez Anderson, a nic takiego nie powiedział. Dla mnie cała wypowiedz Cartera, że to nie koniec xfiles brzmi jak PR , czyli nie chce mówić czegoś czego nie jest pewien. Ja to odbieram tak, że mówi, że nie ma pomysłu na zastąpienie Scully, a poza tym nie chce o tym rozmawiać, bo jest zmęczony pracą nad ostatnim sezonem, a reszta to wydaje się być spekulacja dziennikarza. W ogóle we wszystkie wypowiedzi Cartera i Duchovny'emu nie wierzę do końca, bo wydaje mi się, że nie wszystko nam mówią co pokazuje choćby to jak w każdym wywiadzie Carter sam sobie zaprzecza jak np. od roku myślał o odeściu Anderson a przecież kręcili od sierpnia. Kolejny przykład to fakt, że kilka m-cy temu po tym jak Anderson ogłosiła że odchodzi to mówił, że nie wiedział o tym i fanów zdziwiło to mocno, i czy to możliwe żeby od sierpnia do grudnia jak kręcili 11 serię nie rozmawiali ze sobą na ten temat. We wszystko uwierzę ale nie w to. Ale nawet jak doweidział się razem z fanami, a nie na planie serialu, to i tak mieli napisane do ósmego odcinka dopiero, finału jeszcze nie napisał, ale wiadomo że Anderson odejścia nie uwzględnił w finale 11 serii, czyli tak samo jak w finale 8 serii gdy Muldera nie pozbył się, choć wiedział że nie wróci aktor, a FOX zamówił kolejną serię. Według mnie nie mowią w wywiadach wszystkiego czego nie mogą albo nie chcą powiedzieć i dlatego dla mnie wiarygodne są jedynie wypowiedzi FOX, co oni powiedzą co do 12 serii.
22-03-2018, 00:08
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-03-2018, 02:23 przez michax.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,085
Liczba wątków: 8
O finale moja wypowiedź i bardzo krytykuje. W sumie tego się spodziewałem, że będzie słabo, ale standalony dobre w większości były i nawet średni MS IV nie zmieni mojej opinii o całej 11 serii. Choć i tak poprawka jest w porównaniu z MS II i III, ale minimalna.
Nie miałem żadnych oczekiwań co do finału 11 serii (serialu?) po beznadziejnym finale 10 serii oraz równie słabej premierze 11 sezonu i to mimo dobrego Plus One Cartera. Liczyłem jedynie, że nie będzie zawieszona akcja jak w finale i to dostałem. Dobra wiadomość to taka, że My Struggle IV nie jest tak chałowatym odcinkiem jak MS II i MS III, ale to też nie jest dobry odcinek tylko średni i nudny miejscami. Chociaż paradoksalnie jako zakończenie serialu jak dla mnie może być pomimo bardzo wielu zastrzeżeń. W sumie to głównie zastrzeżenia będę miał co do MS IV.
Nie jestem zaskoczony poziomem odcinka, bo nie da się w ciągu 40 minut stworzyć dobrego mytharca, który powinien trwać 90 minut lub dwie godziny. I nie mam pojęcia dlaczego nakręcili (nie licząc 11x05) tylko dwa mytharcy przy większej ilości epizodów jak w serii 11. Carter ograniczył do minimum bo nie przepada może sam już za mitologią czy to wymóg ze strony stacji po krytyce jego odcinków w 10 sezonie? To oczywiście pytanie retoryczne.
Ale 11x10 ma te same problemy co pozostałe części, bo akcja pędzi przez co za wiele emocji nie ma, bo postacie są ciągle w biegu i nie mają czasu na to by przystanąć. Więc dochodzi do tak absurdalnych sytuacji, że w ciągu kilku sekund postać zmienia zachowanie nie wiadomo dlaczego, bo tak szybko akcja pędzi. Mam na myśli jedną scenę ze Scully, ale o tym napiszę później. A w 2parterach, 3parterach akcja tak nie pędziła nigdy.
Może zacznę od początku czyli jak myślałem, w czwartej części Struggle mamy monolog Williama, po monologach Muldera, Scully i Palacza. Ale później następuje scena, która mnie rozbawiła niezamierzenie i chyba nikt tego nie wziął na poważnie, czyli kolejne zlikwidowanie Archiwum X. Tyle razy już likwidowano XF, że to w ogóle nie działa. Kolejna rzecz na którą zwróciłem uwagę w odcinku to fakt, że tak po prawdzie to niepotrzebnie wprowadzono nowe postacie do 11 serii. Pojawili się nowi źli w dwóch, trzech odcinkach i zginęli nie robiąc na widzu żadnego wrażenia, mam na myśli pana Y i jego pracownicę graną przez Hershey - zupełnie niewykorzystane postacie.
Może teraz skupię się na poszczególnych postaciach i zacznę od Moniki Reyes. W sezonach 8 i 9 wolałem od niej Johna Doggetta, ale tak ogólnie Monika to była fajna postać. Więc przyznam, że nie miło zaskoczyło mnie gdy w finale 10 serii okazało się, że przeszła na złą stronę mocy, a jakbym był jej fanem to bym się mocno wkurzył co z nią zrobiono w 10 serii. Ale i tak miałem nadzieję na to, że jakoś to wyjaśnią w 11 sezonie skąd u niej taka zmiana co było spowodowane też tym, że aktorka w czasie zdjęć do 11 serii sugerowała, że poznamy powody jej zdrady. No i nic z tego. Oczywiście są sceny delikatnie sugerujące, że działa na dwa fronty. Można pomyśleć, że robi to dla Williama oraz Muldera i Scully, jak telefon do naszych bohaterów, czy scena gdy jest przeciwna zabiciu Skinnera, ale (najprawdopodobniej) zginęła i nie wiemy czemu robiła za podwójnego agenta. Możemy się tylko domyślać i nie rozumiem po co Annabeth Gish sugerowała, że wyjaśni się wątek jej postaci. W 11 serii miał wrócić też Doggett, ale dobrze że nie wrócił, bo pewnie spotkałby go podobny los co Reyes, a nawet jakby nie przeszedł na złą stronę mocy to by pewnie zginął.
Co do losu Skinnera to ciekawe, że zakończyło się podobnie jak w finale 9 serii gdy też nie było wiadomo co z nim, ale jeśli to będzie finał serialu to ja akceptuję takie zakończenie. Facet spotkał swoje przeznaczenie i jeśli to ma być koniec serialu to ja takie rozwiązanie kupuję. Chociaż jak to z Carterem bywa wcale nie zdziwię się, że jednak przeżył łysy, jeśli będzie kolejna seria.
No i Palacz. Muszę powiedzieć że dobra scena, mocna, jak załatwia go Mulder, ale oczywiście w głowie jest myśl, skoro tyle razy przeżył, nawet z rakiety dostał, czyli to wcale nic nie musi znaczyć i jak będzie 12 seria możemy go zobaczyć ponownie. Przecież ma w sobie obce DNA, a showrunner uwielbia tą postać, ale wolałbym żeby to był definitywny koniec CSMa. Ze wszystkich śmierci Busha to jest najlepsza i najbardziej emocjonująca scena.
Kolejna sprawa czyli William. I muszę przyznać się do błędu, choć nie do końca. Od 11x01 cały czas powtarzałem, że Mulder jest jednak ojcem, metaforycznie jest CSM ojcem, uleczył z bezpłodności Scully i miałem rację i nie miałem. Okazało się ze przez sezony 7-10 oraz I Want to Believe Mulder i Scully, oraz fandom żył w błędzie. Co prawda potwierdzono co podejrzewałem, że Palacz nie jest ojcem fizycznie, tylko stworzył Williama za pomocą obcego DNA co było pewne od czasów 7 serii. Uważa się za Boga i tutaj moja teoria się potwierdza, ale nie ma w finale żadnego potwierdzenia ojcostwa Foxa , a nawet jest powiedziane wprost, że to nie ich dziecko. No i ja nie wiem skąd taki spoiler był przed emisją finału, że potwierdzi się ojcostwo Foxa.
Inna sprawa, że ja po prostu nie wierzę w to, że Carter miał to zaplanowane od czasów emisji En Ami z 7 serii, nawet jak tak mówi, bo gdyby tak było to przecież Palacz nie odmówiłby sobie przyjemności powiedzenia agentom o tym przed dostaniem rakietą w finale 9 serii. Oczywiście można założyć, że wtedy serial się zakończył i nie chciał dokładać kolejnego cliffhangera na koniec, razem z zapowiedzianą apokalipsą, ale nie uwierzę w to, że planował mieszanie z ojcostwem Williama już w czasie 7 serii.
Potwierdzono,, że William to owoc tylko eksperymentu, zwłaszcza że to łączy się z wątkami religijnymi, które lubi dawać Carter. Więc CSM uważał się za Boga, a William to naukowe niepokalane poczęcie. Ale najlepsze, że też w 11 serii sugerowali w odcinku Ghouli przez to jakie miał William zainteresowania, że to syn Foxa. Gdyby w 8 i 9 serii powiedziano, że chłopak to efekt tylko i wyłącznie eksperymentu, nie syn Muldera to problemu by nie było, ale zrobione zupełnie coś odwrotnego, czyli sugerowano cały czas jego ojcostwo przez dwa sezony, film i w 10 serii 2 lata temu. Niepotrzebnie gmatwa i miesza widzom się to co było pewne od 18 lat i dlatego w tym wypadku rozumiem krytykę. No i jak teraz będzie się oglądało odcinki z serii 8-10, czy nawet z 11, poświęcone Williamowi i wyrzutom sumienia bohaterów mając świadomość, że to nie ich syn, tylko że w konkretnych odcinkach 8 i 9 serii ciągle to sugerują?
Ale najgorsza jest reakcja Scully, która dla mnie jest totalnie niezrozumiała i w tym przypadku obwiniam szybkie tempo odcinka. Po tym jak dowiaduje się, że CSM miał udział w tym eksperymencie to dziwnie zareagowała w samochodzie, jakby to ją nie ruszyło, ale później gdy spotyka Williama podającego się za jej faceta widać, że jej zależy na chłopaku mimo faktów co poznała. A za chwilę gdy myśli, że zginął reaguje na zimno i nawet szokiem tego nie potrafię wyjaśnić. Bo nawet jak to nie jest syn Muldera to jakieś matczyne uczucia powinny się pojawić, które pojawiły się scenę wcześniej, a za chwilę zachowuje się tak jakby nie przeżyła tego wszystkiego co przeżyła z dzieckiem i po adopcji, jakby ostatnie lata się nie wydarzyły. W ciągu kilku minut jej się odmieniło?
Nie rozumiem też czemu nie pojechała z Mulderem Dana szukać syna, nawet jak okazało się że w ciąży jest. Choć na szczęście rola Anderson nie jest ograniczona do minimum, rozmawia z Foxem przez telefon wciąż, i spotykają się pod koniec odcinka. Jak dobrze był prowadzony ten wątek przez sezon to na koniec wygląda, że Williama dosłownie wyrzucił Carter na śmietnik, i tak samo go bohaterowie potraktowali, bo wystarczy że w ciąży jest Dana to już jej na synu nie zależy, i mówi że nie była jego matką mimo faktu urodzenia, itd. Ja tego nie kupuję, bo to zupełnie do tej postaci nie pasuje i tego co przeszła przez tyle lat. Chociaż nie mówi tego z uśmiechem na ustach, niby przejęta jest wydarzeniami, ale ten okropny tekst, który do Scully nie pasuje za nic.
Chociaż spotkałem się z opiniami fanów, że wcale Williama Dana nie odtrąca jak dowiedziała się "prawdy" o nim i o to chodzi w tej scenie gdy zachowuje się irracjonalnie. Wpierw jest scena jak mówi jej nastolatek by przestali go szukać i dali mu odejść, czyli można odnieść wrażenie, że uszanowała jego prośbę i dlatego później mówi to co wywołało największe kontrowersje w fandomie, że "to eksperyment, nie była mu matką, tylko urodziła, itd". Spora część widzów, w tym ja, uwierzyła w to, bo to tak zabrzmiało jakby mówiła o zeszłorocznym śniegu, a nie o dziecku o którym myślała non stop od czasów adopcji. Więc dla mnie scena nakręcona jest źle, bo mimo starań Anderson i Duchovny'ego do których nie mogę przyczepić się to powinni wszyscy widzowie wpaść na to, a nie co dziesiąty widz czy którymś tam załapał o co chodzi.
Najmniejszy problem mam z tym co myślałem, że będę miał dość duży czyli faktem, że 55letnia kobieta jest w ciąży. Fandom odkrył to po wydarzeniach w Plus One, informacja krążyła od czasów emisji 11x03 i ja to kupuję, ale tylko w takim wypadku jeśli jest to ostatni odcinek serialu. Po pierwsze ja to akceptuję, bo są newsy, że nawet 70latki rodzą dzieci, czyli to nic zaskakującego. No i po drugie należy się jakieś szczęście Scully a o byciu mamą marzyła od dawna. Bedzie mogła spełnić swoje marzenie i nie popełnić błędów związanych z Williamem, ale liczę że serial się skończy, bo coś czuję że mogą być dramatyczne sytuacje związane z drugim dzieckiem.
Łatwo też ciążę można podciągnąć pod odejście Anderson jeśli będą kolejne seria - Scully w ciąży i wraca do pracy chirurga, a Fox pracuje w Archiwum X, ewentualnie Mulder ją utrzymuje pracując w Archiwum X a Scully na chorobowym, urlopie (chyba nikt nie uwierzył Kershowi o likwidacji ich biura?) i w takim wypadku nie muszą pokazywać Scully w kolejnych seriach. O wiele lepszy sposób na pozbycie się Dany mają teraz niż mieli (a raczej nie mieli) w finale sezonu ósmego Foxa, gdy w ogóle się go nie pozbyli. No i po prostu sobie wyjechał w premierze 9 serii, choć wiadomo żeby tego nie zrobił.
Dla mnie to zakończenie jest otwarte na tyle fajnie, że mimo średniego poziomu finału i dziwnych reakcji bohaterów to ja akceptuję taki koniec jako koniec serialu. Choć pewnie tak się nie stanie. Aktorsko też dobra robota, zwłaszcza Duchovny mnie znowu miło zaskoczył. Niestety gorzej z Anderson, która nie gra źle, zwłaszcza ostatnie sceny ma dobre, ale też za bardzo nie ma okazji by wykazać się aktorsko, np. scena w samochodzie gdy dowiaduje się o "ojcostwie" Palacza to jakoś tak ucięta jest nagle.
Ostatnie 15 minut jest dobre, budzi emocje, ale zachowanie bohaterów jak pisałem zupełnie do nich nie pasuje. Mogę się zgodzić że źle odczytałem finałową scenę ze Scully, bo wygląda jej reakcja jakby 18 lat się nie wydarzyło, a wiadomo, że ona by tak się nie zachowała, i nie tylko ja tak to odebrałem. Za drugim razem jak oglądałem to wciąż nie widzę tego co inni fani, że odpuściła jego szukanie bo ją poprosił o to, a nie że zaczęła dzieciaka nagle olewać, ale przez to jak scena jest źle zrealizowana to na mnie tak nie zadziałało jak sugerują coniektórzy fani. Carter mitologię powinien pisać z jeszcze jedną osobą, albo całkowicie olać mitologię i pisać standalony, bo lepiej mu wychodzą jak pokazał odcinkiem Plus One.
Nie wiem co więcej napisać o finale i może podsumuję, że dla mnie najważniejsze że M i S żyją, nie zawieszono akcji, i liczę że to jednak będzie koniec, bo nie wyobrażam sobie kontynuacji po takim zakończeniu. Uważam tak mimo tego, że zadowolony jestem z 11 serii, która dobra jest. Dwa słabe odcinki, dwa średnie, a reszta przynajmniej dobra.
23-03-2018, 01:19
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-03-2018, 01:32 przez michax.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,764
Liczba wątków: 14
Zakończenie do bani - znowu Mulder transformuje się w asa wywiadu radzącego sobie z uzbrojonym wrogiem w przewadze liczebnej, znowu tempo i montaż cuchnie filmami z Asylum, znowu mamy garść uniesionych komunałów, znowu agenci mają przerąbane u szefostwa, znowu Skinner (przeżył) okazuje się spoko przełożonym i wspiera Scully, znowu wątki zamykane są pospiesznie w najprostszy sposób (odstrzelenie dwóch mastermindów zła to oczywiście śmiech na sali), znowu motywacje Palacza wyjęte są z dupy. Oto mitologia Archiwum X proszę państwa.
Moim ulubionym serialem wciąż pozostaje Six Feet Under, dlatego cieszę się, że dla wspaniałej Lauren Ambrose znalazło się w 11 sezonie XF siedem sekund czasu ekranowego. :)
Sezon chyba lepszy od poprzedniego - wyszczególniłbym odcinek z Eggersem (fajne, choć oczywiste nawiązanie), Ghouli i te dwa śmieszne. Bywało dramatycznie źle, bywało solidnie, bywało nawet całkiem dobrze.
Michax - archiwum to dla mnie geniusz. Wiadomo, że z licznymi skazami, ale wciąż geniusz, więc jestem w stanie wybaczyć bardzo dużo. Sezony 1-7 kanonem nowożytnej telewizji. ;)
Nie mam odwagi prosić o screeny pożółkłego kajecika, ale mógłbyś wypisać swój top ulubionych odcinków, opcjonalnie wrzucić wszystkie z grupy 10/10. Ja miałbym problem z ułożeniem listy, więc wymienię tylko dwa genialne - Drive i Clyde Bruckman's Final Repose.
23-03-2018, 18:12
Stały bywalec
Liczba postów: 3,085
Liczba wątków: 8
Norton obiecuję listę odcinków dla mnie najlepszych, czyli 9 i 10 (chociaż jest wiele 8 które bardzo lubię), ale to później bo trochę ich będzie. Ale nim napiszę listę to napiszę co wygaduje Carter i chyba muszę przestać czytać, bo stracę do niego reszty szacunku,a ja go zawsze broniłem i było tak do czasu finału 11 serii. Okazało się że nie jest tak jak ja odebrałem i inni reakcję Scully w finale, nie o to chodziło Carterowi, ale to jeszcze gorsze bo tego w odcinku w ogóle nie widać co chciał pokazać. Więcej w spoilerze.
Okazało się, że nie chodziło Carterowi o to że Scully w kilka sekund olała Williama jakby nie wydarzyły się serie 7-11, ani nie jest tak, że uszanowała decyzję syna. Chociaż muszę zaznaczyć, że nie cierpie sytuacji gdy twórcy filmów i seriali tłumaczą się z filmów co oznaczają, albo z decyzji bohaterów bo to oznacza, że coś było nie tak zrobione, a widz przecież ma swój rozum i powinien załapać wszystko. A to nie jest niedomówienie jak to w Archiwum X tylko pomieszanie z poplątaniem mamy w końcówce i dziwne zachowania postaci oraz dziwne dialogi, które sugerują co innego co Carter chciał. Nie wierzę że jadę po Carterze bo zawsze go broniłem, ale tak rozwalić ten wątek na koniec i wszystko co było związane z nim wcześniej.
W jedynym z wywiadów mówi Carter że Scully zareagowała jak zareagowała w finale na wiadomość szokującą o Williamie i CSM, bo podejrzewała to od czasu wizji w 10x06/11x01 (!!!), tylko że to się za nic nie łączy, bo aktorka przecież nie wiedziała o tym jak kręcili całą serię. Wspomniała by coś Mulderowi Scully w takim wypadku. W końcówce jest taki za przeproszeniem burdel i nic się nie łączy, ale już rozumiem czemu aktorzy mimo dobrej gry nie są pewni jak mają ugryźć tą scenę i dlatego ta scena jakoś tak schizowo wyszła, aktorzy grają, ale nie są pewni tego co mówią. Kolejne wywiady tylko potwierdzają jak nieudolna jest ta scena z dialogiem o tym że nie byłam mu mamą, bo z której strony na to by nie patrzeć to nic tu się nie łączy, nie tyle z seriami 7-10 co z odcinkiem Ghouli o Williamie.
A najgorsze w tej wypowiedzi Cartera o tym że podejrzewałą od dawna Scully rolę CSMa jest to, że tego w ogóle w serialu nie widać! Więc nie jest tak jak fani odbierają, tylko dlatego Scully tak się zachowuje na koncu odcinka bo zaakceptowała to dawno temu przez wizje, ale skoro Carter chciał to pokazać w serialu to zupełnie mu nie wyszło. A nie wyszła ta scena ostatnia dlatego i w tym momencie mi wszystko opadło, bo Carter przyznał, w innym wywiadzie, że cały scenariusz bardzo długo nie chciał pokazać aktorom, ale najdłużej trzymał w niepewności Gillian a kartek z konkretnymi scenami jej w ogóle nie pokazał, dopiero tuż przed kręceniem ostatnie sceny, ponieważ nie chciał, by miała czas na zrozumienie co się dzieje ze Scully (WTF!!!).
I w tym momencie zacytuję moją koleżankę z innego forum, która jest największym obrońcą Cartera chyba razem ze mną, bo myślę to samo " Jestem pewien że Anderson musiała być o to wkurzona, bo do aktorstwa zawsze podchodzi bardzo poważnie, np. pamiętam jak była wkurzona, że zamienił FOX kolejność Never Again z Leonardem, w którym Scully dowiaduje się o chorobie, bo wtedy inaczej by zagrała w NA, a tu mało że nie dostaje całego scenariusza to jeszcze takie niedorzeczności w nim wychodzą na końcu.
A Carter gada w wywiadach, że Scully już wcześniej przeczuwała. Jak przeczuwała kiedy sama aktorka nie miała o tym pojęcia?!?!? On sobie gada i tłumaczy, że Scully przeczuwała, tyle że nie poinformował o tym aktorki. Ja naprawdę wierzę w to, że gdyby Gillian znała cały scenariusz, gdyby Carter jako reżyser i shorunner, podszedł do tego temu bardziej profesjonalnie, skonsultował temat z pozostałymi scenarzystami/reżyserami, i doceniłby kunszt aktorski Gillian (naprawdę nie trzeba jej niczym zaskakiwać, można po prostu powiedzieć jej co ma zagrać i ona to zrobi. Nie raz nas o tym przekonała!), to być może całość by wyglądała inaczej, może my byśmy nie odebrali słów Scully tak negatywnie. Ale naprawdę to aż razi, że w jednej minucie Scully biega po doku, desperacko chcąc uratować i chronić swojego syna, a w kolejnej mówi, że on w sumie nigdy nie był jej.
Zresztą, teraz ta cała scena staje się wymowna w innym kontekście. Scully/Gillian dosłownie straciła mowę z szoku, że Carter taką napisał końcówkę, i przez całą minutę nie może wypowiedzieć słowa.:-D
Nie chciał by Gillian wiedziałaco się dzieje ze Scully i nie mała czasu na zrozumienie tego, czy coś takiego. Oczywiście, ja nie uważam, że zrobił to złośliwie, itd. On ma swoje wizje, swoje pomysły, które on uważa ze właściwe. A dla nas jest to kompletnie niezrozumiałe, gdyż nie znamy szczegółów, ani jak przebiegały relacje Gillian-Carter. No ale TO tłumaczenie raczej mu nie pomaga. Wprost przeciwnie. Tak jakby nie wierzył w Gillian zdolności aktorskie..."
Koniec cytatu. Przyznam że nie sądziłem że kiedyś ja zacznę krytykować Cartera...
A tak ogólnie to chciałbym żeby to był koniec serialu, bo to dobry sezon, a ostatnia scena jest połączeniem zakończenia w stylu Existence z ostatnią sceną 9 serii, i dla mnie to jest dobre zakończenie mimo wkurzenia na inne elementy odcinka.
Też nie chciałbym dlatego kontynuacji, bo czuję że coś szalonego Carter wymyśliłby co do drugiej ciąży jak już mówi że Foxa dziecko, ale pamiętajmy że Scully ma obce DNA. Zwłaszcza że Rachel ze Starego Testamentu, która stanowi paralele do losów Scully i do której nawiązano w Plus One poprzez nazwę motelu i w którym to motelu zaszła w ciąże Scully to trzeba pamiętać o tym, że Rachel zmarła rodząc drugie dziecko, a Carter wyczynia takie szaleństwa ostatnio że nic nie zdziwi mnie już. Zresztą ta ciąża to idealny moment na pozbycie sie Scully, np. odejdzie z Archiwum X (ktokolwiek uwierzył w likwidację Archiwum?) , wróci do pracy chirurga, a Mulder będzie ją utrzymywał i nie muszą jej w ogóle pokazywać jeśli będzie 12 seria i jeśli Anderson nie zgodzi się na powrót.
Chciałbym żeby to był koniec, bo należy się M i S trochę szczęścia, a kiedyś musi nastąpić koniec, więc niech przejdą na emeryturę. Jest to zakończenie słodko gorzkie dla nich i takie zakończenie kupuję.
Jeszcze co do finału to Anderson wysłała tweeta sugerującego, że jej zakończenie nie podoba się, a jej hardcorowi fani piszą artykuły, że dlatego odeszła, bo nienawidzi finału, to jak potraktowano Scully w premierze i finale i w ogóle jak mogła 11 lat spędzić w towarzystwie facetów co ją i jej postać tak źle potraktowali - ja tak tego nie odbieram w aż takim stopniu. Prawda, że wypowiadała się jakoś w styczniu jak zapytano ją czy uważa że koniec dla Scully jest szczęśliwy i nie była pewna odpowiedzi, ale nikt jej na planie źle nie traktował, ma bardzo dobre relacje z Davidem i Carterem. Czuję że taka teoria o odejściu Anderson w fandomie urośnie do tego stopnia że wszyscy będą w to wierzyć, choć wg mnie fani mocno przesadzają z reakcją, zwłaszcza fanki feministki i hardcorowe fanki Anderson które nie dadzą sobie o niej powiedzieć ani jednego złego słowa. Sam uwielbiam Anderson, oglądam z nią wszystko, ale ludzie przesadzają mocno. A co do potraktowania Scully to trzeba zaznaczyć,
że wątek gwałtów w serialu był zawsze, np. wątki o porwaniu przez UFO i wykorzystywaniu kobiecego (ale też męskiego) ciała bez zgody, a nawet w takich klasykach jak Prometeusz albo Small Potatoes Gilligana które fani uwielbiają mamy przecież gwałcicieli w rolach głównych a to odcinki komediowe są (!). Nie podoba mi się bardzo co zrobiono w finale ze Scully, w sensie jej nielogiczne zachowanie, które już wiem jak wcześniej napisałem z czego wynika, ale w tym serialu wątki gwałtów, medycznych gwałtów, ingerencji w ludzkie ciała były od zawsze, już od 2 serii.
Chociaż zastanawiający jest fakt że w MS III i IV Carter ograniczył rolę Scully do minimum i fani Anderson/Scully uważają że Carter jest zazdrosny o popularność Scully i silny fandom Anderson i robi na złość fanom- dla mnie to jednak trochę przesada taki wniosek. Ale prawda, że w 11x01 leży w szpitalu (trafia dwa razy, to swoisty rekord), a w finale mimo tego, że sprawa dotyczy jej osobiście to siedzi w domu i Anderson za bardzo nie ma jak aktorsko się wykazać, poza ostatnią sceną, z którą były niezłe jaja jak napisałem wcześniej. Carter tłumaczy to tym, że wiedziała że jest w ciąży już wtedy i ja to kupuję, ale z drugiej strony w ciąży była w 8 serii i nie przeszkadzało jej to brać udziału w akcji, niebezpiecznych sytuacjach.
Norton, obiecana wcześniej lista odcinków - przydają się na coś te zapiski stare. Wymienię wszystkie.
Najgorsze z najgorszych czyli Lord of the flies (na zero) i Travelers (jedyna jedynka jaką dałem w całym XF), a za nimi Space, Lazarus, Young at heart, Aubrei, Born Again, Sanguinarium, El Mundo Gira, Unrequited, Synchorny, Trevor, Sings and Wonders, Chimera, surekill, NIHT 1 i 2 z 9 serii, Underneath, MS II i MS III.
Średnie i słabe to Counduit, Jersey Devil, Shadows, Ghost in the Machine, Eve, Fire, Miracle Man, Roland, Red museum, excelisus dei, fresh bones, ferful symmetry, our town, walk, syzygy, teso dos bichos, avatar, demons, unusual suspetcs, schizogeny, terms of endearment, agua mala, alpha, 6 extinction, fps, fight club, hellbound, jump the shark, MS I, babilon, MS IV, Kitten.
Przyzwoite/porządne czyli na 6/10 to EBE, Pilot, Deep Throat, Blood, 3, Firewalker, Dod Kalm, Soft Light, 2shy, Jose Chung's, Quagmire, Wetwired,Teliko,Musings of CSM, Minds Eye, Dreamland, Rain King (choć z tym odicnkiem to mam problem i w sumie nie wiem czy podoba mi się czy nie do dzisiaj, wcześniej dawałem mu znak zapytania:-D), Two Fathers, Arcadia, Three of a Kind, Millennium, Amazing Maleeni, First Person Shooter, Theef, all things, Brand X, Salvage, Badlaa, Medusa, Three Words, Empedocles, Daemonicus, 4-D, Trust No 1, John Doe,Scary Mosnters, Sunshine Days, I Want to Believe, Nothing Lasts Forever.
Dobre i bardzo dobre czyli na 7 i 8 to Squeze, Ice, Fallen Angel, Darkness Falls, Tooms, Erlenmeyer Flask, LGM, Host, Slepless, Ascension, Die Hand Die Verletzt, Colony/End Game, Humbug, Calusari, F. Emasculata, trylogia Anasazi, DPO, List, Oubliette, Nisei/731, Revelations, Piper Mary/Apocrypha, Pusher, Hell Money, Talitha Cumi/Herrenvolk, Unruhe, Home, Field Where I Died, Tunguska/Terma, L. Betts, Tempus Fugit/Max, Zero Sum, Christmas Carol/Emily, Kitsunegari, Chinga, Kill Switch, Patient X, All Souls, Pine Bluff Variant, End, Begining, Fight the Future, Drive, Dreamland 2, SR 819, One Son, Monday, Unnatural, Field Trip, Biogenesis, Hungry, Goldberg Variation,RUsh, XCOPS, En Ami, hollywood ad, Invocation, Redrum, Gift, Vienen,Essence, Provenance/Providence, William, Founders Mutation, Were Monster, Home Again, Plus One, This, Lost Art...,Ghouli, Followers, Familiar.
Na 9 to beyond the sea, Duane Barry, One Breath, Irresistible, War of Coprophages, Grotesque, Paper Hearts, Kaddish, Never Again, Small Potatoes, Elegy, Gethsemane, Detour,Bad Blood, The Red and the Black, Folie a deux,How the Ghosts Stole Christmas, Tithonus, Amor Fati, Orison,Sein und zeit, Closure, Je Souhaite, Within, Without, Patience, Roadrunners, Per Manum, DeadAlive, Alone, Existence (tylko jak ten i wcześniejsze mitologicznie z 8 serii nie dotyczące porwania Foxa będzie się teraz oglądało po rewelacjach z 11 serii), Audrey pauley, Improbable, Release.
U mnie 10 mają takie jak Clyde Bruckman's..., Memento Mori, Redux i Redux 2, Post Modern Prometheus, Triangle, Milagro (najlepszy w ogóle odcinek ze wszystkich poświęconych Scully), Requiem, Via Negativa i This is Not Hapening (muzyka i Anderson - wow!). Zauważyłem że zaskakująco dużo Cartera odcinków lubię, chociaż moim ulubionym jest Gilligan, i nie tylko za komediowe i eksperymenty, ale też horrory, thrillery.
27-03-2018, 15:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-03-2018, 18:08 przez michax.)
Początkujący
Liczba postów: 3
Liczba wątków: 0
(23-03-2018, 01:19)hejka. Do tej pory tylko czytałam, a dzisiaj jednak zabiorę głosmichax napisał(a):
Cytat:Cytat:Ale najgorsza jest reakcja Scully, która dla mnie jest totalnie niezrozumiała i w tym przypadku obwiniam szybkie tempo odcinka. Po tym jak dowiaduje się, że CSM miał udział w tym eksperymencie to dziwnie zareagowała w samochodzie, jakby to ją nie ruszyło, ale później gdy spotyka Williama podającego się za jej faceta widać, że jej zależy na chłopaku mimo faktów co poznała. A za chwilę gdy myśli, że zginął reaguje na zimno i nawet szokiem tego nie potrafię wyjaśnić. Bo nawet jak to nie jest syn Muldera to jakieś matczyne uczucia powinny się pojawić, które pojawiły się scenę wcześniej, a za chwilę zachowuje się tak jakby nie przeżyła tego wszystkiego co przeżyła z dzieckiem i po adopcji, jakby ostatnie lata się nie wydarzyły. W ciągu kilku minut jej się odmieniło?
Nie rozumiem też czemu nie pojechała z Mulderem Dana szukać syna, nawet jak okazało się że w ciąży jest. Choć na szczęście rola Anderson nie jest ograniczona do minimum, rozmawia z Foxem przez telefon wciąż, i spotykają się pod koniec odcinka. Jak dobrze był prowadzony ten wątek przez sezon to na koniec wygląda, że Williama dosłownie wyrzucił Carter na śmietnik, i tak samo go bohaterowie potraktowali, bo wystarczy że w ciąży jest Dana to już jej na synu nie zależy, i mówi że nie była jego matką mimo faktu urodzenia, itd. Ja tego nie kupuję, bo to zupełnie do tej postaci nie pasuje i tego co przeszła przez tyle lat. Chociaż nie mówi tego z uśmiechem na ustach, niby przejęta jest wydarzeniami, ale ten okropny tekst, który do Scully nie pasuje za nic.
Jeśli chodzi o wypowiedź Scully - że nie była matką - ja to odbieram tak - że wystawia sobie świadectwo, laurkę. W którym po prostu mówi, że dała dupy. Ona cały czas się o Williama martwi i zadręcza oddaniem, za chwilę - rozmawia z nim (w postaci Foxa) i dowiaduje się - że syn wie - że ona go kocha. Jednak z drugiej strony - nie słyszy - że syn choćby ją lubi, o głębszych uczuciach może zapomnieć. I jeszcze domaga się - by sobie go odpuścili.
Kolejna scena i zwrot akcji - William został zastrzelony. Co Dana by nie zrobiła - czasu nie cofnie, relacji nie naprawi. William nigdy nie bedzie traktował jej jako matki - bo myśli, że odszedł. I w tym kontekście - uczuć Williama do niej - mówi, że owszem urodziła go - ale jego matką nigdy nie była. Ma do siebie jeszcze większy żal i pretensje niż we wszystkich wcześniejszych odcinkach. Dlatego pada to zdanie, w którym sama sobie daje takiego czadu, że aż żal serce ściska. I co Carter nie chciał zamieszać ze Scully - ja to tak zinterpretowałam - i tego się trzymam. Że jednak wyszło na interpretację Anderson - która sama jest matką i nawet jeśli improwizowała - to świetnie jej to wyszło. I bezbłędnie oddała tragizm całej sytuacji, łącznie z tym że czas na relacje matka - syn bezpowrotnie minął i juz niczego nie zmieni. I to że nie ona skreśla swoje uczucia matczyne, a to że zostały skreślone możliwe do wyrobienia w przyszłości uczucia dziecka do rodzica.
27-03-2018, 21:32
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-03-2018, 00:29 przez emilatata.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,085
Liczba wątków: 8
Ok, fajnie napisałaś, ale daj to jednak do spoilera.
Moja odp. Kupiłbym bardzo chętnie tą teorię, ale ja tego tak nie widzę. To jest problem z tą sceną że tak jest zrealizowana i napisana i jak napisałem wcześniej już wiadomo dlaczego że każdy ją inaczej odbiera. A jak się okazało Carter co innego miał na myśli jak mówi w wywiadach na co fani nie wpadli w ogóle, i tak nie powinno być.
Każdy powinien tak to zinterpretować, a nie tak jak dominują opinie, że całkowicie nie zachowała się Scully jak ona, olała go albo że uszanowała decyzję syna. Gdyby powiedziała np. "nie byłam mamą i czasu nie cofnę" to nie byłoby tego zgrzytu gdy goni go a za chwilę mówi, że nie była mu mamą, a dodając do tego ciąże to spora grupa widzów odebrała to tak że w ciąży jest i tamtemu dzieckui powiedziała do widzenia. Tutaj jest taki dziwny rozstrzał między świetną grą aktorską Davida i Gillian, a złymi dialogami Cartera - to nie powinno być tak napisane. A inna sprawa jest ta kwestia co przyznał Carter że Scully od czasów wizji podejrzewała że CSM miał udział w powstaniu Williama, czego aktorka nie wiedziała przez cały sezon i tego w finale w ogóle nie widać - to powinno być zasygnalizowane w serialu a nie jest.
Kolejna rzecz że sceny ważne dla rozwoju bohaterki w finale nie dał Anderson do ostatniej chwili, bez tych kartek scenariusza, dotyczących Scully, zwłaszcza ostatnią scenę, ale tego to zupełnie nie kapuję, pomimo jego tłumaczeń, że chciał zobaczyć reakcję aktorów, zaskoczenie, żeby była bardziej prawdziwa. Dla mnie to jest posunięcie obraźliwe dla aktorów. Przecież on wie jak to dobra aktorka, nie raz udowodniła w sezonach 1-9, i zna ją z innych ról, więc po jakie licho coś takiego zrobił? Musiała się o to wkurzyć bo ona profesjonalnie do aktorstwa podchodzi.
Nie powinno się tak sceny napisać jednej z najważniejszych dla rozwoju Scully i w tej scenie jest coś nie tak skoro każdy odbiera ją zupełnie inaczej.
Chociaż nie zgadzam się że nic nie czuje, bo William coś jednak do Scully czuje co pokazał w Gholi, gdy powiedział że musi być z niej miła osoba i ładnie zakończyli wątek cierpienia Scully sceną w sklepie. Inna sprawa czy Scully rzeczywiście myśli, że nie żyje, bo skoro są połączeni ze sobą to powinna wiedzieć, że przeżył.
A druga sprawa której nie powinien Carter robić w tak nieudolny sposób to mieszać w ojcostwie Muldera bo jak będzie się teraz oglądało wszystkie odcinki z sezonów 8-11 z wątkami dotyczącymi dzieciaka, gdy ciągle sugerują że Mulder jest ojcem i jak będzie się ogllądało to cierpienie Scully przez lata jak nieudolnie zakończył ten wątek?
27-03-2018, 22:36
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-03-2018, 22:47 przez michax.)
Początkujący
Liczba postów: 3
Liczba wątków: 0
heh ja też mam czkawkę i zgagę po akcji jaką nam Carter zafundował z Wiliamem
i ojcostwem Muldera. Jeśłi kiedyś będzie jakaś nowa część - mam nadzieję że to odkręci. Po takim zakończeniu jeszcze pozbierać sie nie mogę. I masz rację - jak robić powtórki sezonów - gdy już się obejrzało 11 część?
Co do tekstu Williama, że Scully musi być miła - no coś jest - ale tak równie dobrze o kasjerce możesz powiedzieć czy boyu hotelowym. Płytko i bez szans na poprawę.
A łacząca ich więź - być może ograniczała sie do wizji, których w ciągu ostatnich minut po prostu nie było? Tak czy inaczej - cieszę się że powstała seria 11 - fajnie rozwineły się relacje M i S. A ja też w sumie dla nich oglądałam ten serial i jestem wierną fanką od lat. Zajebiście ogląda się ich razem czy w X-filesach czy podczas wywiadów . Pod warunkiem, że nie są zmęczeni i dobrze się bawią. Więc jeśli to koniec Foxa i Dany, to mam nadzieję że zobaczę jeszcze nie raz Davida i Gillian w akcji. Kiedy ich żarty potrafią wchodzić na wyższy etap niż bohaterów Z archiwum X
28-03-2018, 20:41
Stały bywalec
Liczba postów: 3,085
Liczba wątków: 8
(28-03-2018, 20:41)emilatata napisał(a): heh ja też mam czkawkę i zgagę po akcji jaką nam Carter zafundował z Wiliamem
i ojcostwem Muldera. Jeśłi kiedyś będzie jakaś nowa część - mam nadzieję że to odkręci. Po takim zakończeniu jeszcze pozbierać sie nie mogę. I masz rację - jak robić powtórki sezonów - gdy już się obejrzało 11 część?
Co do tekstu Williama, że Scully musi być miła - no coś jest - ale tak równie dobrze o kasjerce możesz powiedzieć czy boyu hotelowym. Płytko i bez szans na poprawę.
A łacząca ich więź - być może ograniczała sie do wizji, których w ciągu ostatnich minut po prostu nie było?
A ja też w sumie dla nich oglądałam ten serial i jestem wierną fanką od lat. Zajebiście ogląda się ich razem czy w X-filesach czy podczas wywiadów . Pod warunkiem, że nie są zmęczeni i dobrze się bawią. Więc jeśli to koniec Foxa i Dany, to mam nadzieję że zobaczę jeszcze nie raz Davida i Gillian w akcji. Kiedy ich żarty potrafią wchodzić na wyższy etap niż bohaterów Z archiwum X
Nie uważam by ta scena była płytka z tekstem, że miła osoba ze Scully tylko w subtelny sposób pokazali że coś tam czuje do biologicznej mamy, ale dla mnie ta scena w sklepie i przed sklepem to przede wszystkim ładne zamknięcie cierpienia Scully, i ten jej uśmiech, którym ładnie zakończono ten wątek co się ciągnął od koncówki 9 serii, tylko co z tego jak Carter rozwalił to wszystko w finale. Oczywiście wiem, że inaczej odebrałaś tą scenę z tekstem "nie byłam mu mamą" i zazdroszczę Ci tego, bo ja niestety tak tego nie widzę:-)
A co do wspólnych akcji aktorów to chyba jakoś niedługo ma być sama Anderson na jakimś spotkaniu z fanami (zapomniałem gdzie i kiedy, ale sama jak spotyka się z publicznością to też jest super). A wczoraj pojawiła się informacja, że na Montreal Comicon w lipcu będą Duchovny i Anderson razem.
29-03-2018, 14:02
Początkujący
Liczba postów: 3
Liczba wątków: 0
(29-03-2018, 14:02)michax napisał(a): Cytat:Nie uważam by ta scena była płytka z tekstem, że miła osoba ze Scully tylko w subtelny sposób pokazali że coś tam czuje do biologicznej mamy, ale dla mnie ta scena w sklepie i przed sklepem to przede wszystkim ładne zamknięcie cierpienia Scully, i ten jej uśmiech, którym ładnie zakończono ten wątek co się ciągnął od koncówki 9 serii
Nie chodziło mi o płytką scenę - ona była naprawdę w porzadku. Tylko o delikatne uczucia jakimi William mógł darzyć Scully. I myślę że dla każdej matki - to po prostu za mało. Dobry początek. Aż tyle i tylko tyle.
Obejrzałam jeszcze raz Ghouli
Dana odkrywa, że William żyje - dopiero gdy śpi. W ostatnich scenach 11 serii szans na sen nie miała :) Więc dalej twardo stoję przy swojej teorii, że przyjeła do wiadomości że CSM zastrzelił jej syna. I nie wie, że jest inaczej. W Ghouli też jest cała scena z jej pożegnaniem i tłumaczeniem. Mimo łączącej ich więzi.
Tak na marginesie wtedy S i M tłumaczyli sobie to, że William żył - tylko zrobił ich w konia wizualnie i dżwiękowo. Ale równie dobrze mogło faktycznie być - że zabili go i uciekł :D
No i specjalnie dla Ciebie pogrzebałam w oryginalnej wersji - by dokładnie przytoczyć słowa Scully.
Powiedziała coś takiego
'No. I carried him. I bore him. But I was never a mother to him, I wasn't.
Gdyby mówiła o swoich uczuciach i chodziło o całkowite odrzucenie go, myślę , że te zdanie miało by kropkę po słowie matka. Ale mamy jeszcze "to him". I to mi daje nadzieję na moją interpretację :)
Tym bardziej - że wtedy dalej wszystko jest spójne i jakoś łączy sie w kupę. I nie ma tych wszystkich zarzutów o wywalaniu ludzi na śmieci i staniu się zimną suką. Tego ja nie kupuję. Nie po tych wszystkich wcześniejszych scenach - łącznie z tą na stacji benzynowej. W 2 minuty nie przekreślasz 17 lat martwienia się o syna. Nie ma takiej opcji. Więc wszystko co zrobiła w tej scenie - to dobitnie podkreśliła swoje osiągnięcia rodzicielskie (a w sumie ich brak) w stosunku do Williama.
Cytat:A co do wspólnych akcji aktorów to chyba jakoś niedługo ma być sama Anderson na jakimś spotkaniu z fanami (zapomniałem gdzie i kiedy, ale sama jak spotyka się z publicznością to też jest super). A wczoraj pojawiła się informacja, że na Montreal Comicon w lipcu będą Duchovny i Anderson razem.
Wczorajszą widziałam - szkoda że do lipca tyle czasu. Choć z drugiej strony może odpoczną i będą w lepszej formie niż ostatnio. I jak będziesz miał jakieś dojście do wywiadu z Anderson (wielu rzeczy się od Ciebie dowiedziałam o 10 i 11 serii - więc stąd założenie że masz :)) to pięknie proszę o link :)
29-03-2018, 22:14
|