Z archiwum X
Kurde. Daliby jakiegoś potworka tygodnia na poważnie bez pobocznych pierdół, tyko klasyczne śledztwo. Fragmenty "potworkowate to u mnie 10/10 w skali xfilesowej,
to kapitalny pomysł, klimat jest, fajne gore jest, fajna piosenka jest. Smutek że tak to potraktowali jak potraktowali.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Najbardziej klimatyczny odcinek tego sezonu. Tej scenki nie dałoby się pomylić z innym serialem:
http://io9.gizmodo.com/the-best-scene-from-last-nights-x-files-contained-neith-1758094082

Tylko znowu ścisk w tych 40 minutach.

Odpowiedz
Ale pozostaje pytanie - KTO PROWADZIŁ ŚMIECIARKĘ?

Chociaż summa summarum śmieciarka - widmo to też super motyw.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
10x4 to miał być 2parter jak początkowo myśleli o 8-10 odcinkach co przyznał Morgan w wywiadzie i  w sumie ciekawa sprawa, bo jeszcze nie było standalona klasycznego a nie komedia jak dreamland  jako 2partera, ale staneło na 6 odcinkach i musiał materiał skracać, zarówno osobisty wątek związany ze Scully jak i śledztwo.

A po dodaniu tej piosenki już wiadomo kto odpowiadał w odcinkach Morgana i Wonga w mocnych scenach za dodawanie fajnych piosenek pozornie nie pasujących. Od razu nasuwają się skojarzenia z podobnymi scenami w “Never Again” z 4 serii gdzie w scenie morderstwa leciał “Doesn’t Somebody Want to be Wanted” The Partridge Family lub w scenie masakry w “Home”   leci “Wonderful, wonderful” Johnny Mathis’a. Chociaż na mnie największe wrażenie zrobiła sekwencja z finału 2 serii Millennium gdzie dał duet Morgan – Wong kawałek Patti Smith “Land” – GENIALNA SCENA.

Williama podobno już wogóle ma nie być w 10 serii i jak nie wierzę  co showrunner mówi to w tym przypadku wierzę mu.

10x05 ma być to jakiś nietypowy odcinek czyli eksperyment Cartera o terroryście co jest  w śpiączce plus jakieś sny/wizje a większość odcinków gdzie są sny/wizje/inne światy to udawały się jaknp. Field trip, amor fati, via negativa z 8 serii, audrey pauley, 4d) . Napewno nie mitologia/wątki osobiste co mnie w sumie cieszy bo większość eksperymentów Cartera co pisał, nietypowych odcinków, to jedne z najlepszych odcinków jak Syzygy,  PMP, Triangle, Milagro (nie od niego wyszedł pomysł odcinka ale napisał scenariusz i widać jego rękę w dialogach), Amor Fati (niby mytharc ale nietypowy), How the ghosts stole christmas, Improbable z Reynoldsem w roli Boga. Choć potrafi przegiąć jak w Fight Club ale w sumie to jedyny eksperyment Cartera co mi się nie podobał. Wogóle ja myślę że on mitologię pisze dlatego bo musi od jakiegoś czasu, bo taki schemat serialu, ale od dawna, a przynajmniej gdzieś od 6 serii lepiej mu idzie pisanie specyficznych odcinków. Choć jak jest ze specyficznymi odcinkami zbierają skrajne opinie i nie zdziwię się jak podobnie będzie z Babylonem. No i w sumie po tym odcinku się przekonam czy potrafi pisać dobre rzeczy wciąż czy całkiem bez formy jest, bo to że już nie jest w takiej formie jak dawniej, jak za najlepszych lat serialu, to wiadomo, za długo nic nie pisał. W sumie fajnie że spróbuje czegoś nowego, tylko by nie skończyło się to na poziomie Fight Club.



“Home Again” pozytywnie zaskoczył mnie, bardzo pozytywnie. Od strony technicznej to typowa archiwowa robota. Zdjęcia mi się podobają – zwłaszcza nocne lub w półmroku jak np. ujęcie z krzyżującymi się promieniami światła latarek (jadą ciągle na nostalgii, ale w fajny sposób) czy ostatnia scena i ujęcie na jezioro i siedzących bohaterów.
Wogóle oglądając 10×04 miałem wrażenie miejscami jakbym oglądał odcinek w reżyserii Davida Nuttera (np. Beyond the Sea, Revelations, Irresistible) albo mojego ulubionego Kim Mannersa. A jednocześnie widać kto odpowiada za scenariusz odcinka. Dochodzę do wniosku że Glen Morgan to lepszy reżyser jak jego partner od scenariuszy Wong porównując ich odcinki z 10 serii.

Sezon dla fanów więc jest od groma nawiązań, przerabiania motywów znanych z serialu i jechanie na nostalgii. Mamy nawiązania oczywiście do Home, ale i do One Breath, Beyond the Sea. W przypadku Home chodzi mi o scenę, w której agenci rozmawiają o sprawie siedząc w szpitalu – podobna scena była w odcinku o rodzinie Peacocków jak rozmawiali o morderstwie dziecka i czy Scully nadaje się na mamę (ciekawie się to łączy z wydarzeniami w ostatnich seriach). Zresztą w tej scenie w 4 serii Mulder mówi prawie taki sam dialog jak pada ostatni dialog z ust Scully w 10×04.

A co do Muldera i Scully to nie ma chyba sensu powtarzać, iż już dawno odnaleźli w sobie dawne postacie. Fox nawet żartuje, uśmiecha się i w ogóle muszę Davida pochwalić bo fajnie wypadł w tym odcinku. Super scena była jak rozmawiają o tym że są za starzy na bieganie i jakby ująć flirtowanie za pomocą latarek. Co prawda podobał mi się duet w 10×01 i w 10×02, ale widać było,  że są jacyś inni w stosunku do siebie. Wiało między nimi rezerwą i chłodem i chyba im tak po prostu kazali grać ze względu na relacje z filmu i co się działo między nimi po filmie, ten ciężki okres co przeszli.
Do Anderson nie można mieć zastrzeżeń – gra subtelnie, bez szarżowania, ale każdy co widział ją w poprzednich seriach i zna ją z  angielskich seriali czy sztuk teatralnych jak np. Tramwaj zwany pożądaniem gdzie zachwyciła krytyków, to wie że dla niej to żaden problem zagrać dramatyczne sceny bez cienia fałszu. Podoba mi się też gra w tym odcinku Davida w scenach ze Scully – facet głównie milczy i słucha jej wyznań.

Czytałem wywiad z Morganem gdzie mówił, iż nie do końca zadowolony jest z tego, że nagle takie przeskoczenie z dramatu do śledztwa, chciał więcej nakręcić scen z wątkiem osobistym i jakby odcinek dłuższy był lepiej by to rozwiązał/połączył oba wątki.Zresztą nawet planował zrobić 2parter początkowo gdyby było więcej odcinków jak 6, ale w przeciwieństwie do 10×01 i 10×02 nie odczułem tym razem, że za bardzo śpieszą się z wątkami i by coś tu zgrzytało.  
Wznowienie serialu pokazuje nie tylko to jak agenci świetnie ze sobą współpracują, są jak stare dobre małżeństwo i jak pokazano w 10×03, że sporo uciechy przynosi im wciąż wspólna praca, ale też sezon pokazuje jakie odcisnęła na nich ta praca ogromne piętno. W 10×04 mamy pokazane rany, które się nie zagoniły jeszcze i pewnie jeszcze długo się nie zagoją, dobitnie pokazano co przeszli i jak wiele poświęcili.

Muszę przyznać, że nawet bez wątku osobistego podobał mi się odcinek i chyba każdemu skojarzył się z takimi odcinkami jak np. Kaddish  o Golemie czy Arcadia o śmietnikowym potworze gdzie agenci udawali małżeństwo.

Ciekawi mnie tylko czy to że w 10 serii mamy kolejny odcinek gdzie łączą śledztwa z osobistymi wątkami i mitologią to zasługa współczesnych seriali takich jak np. PoI gdzie najlepiej mieszają procedural z mitologią. A może jest to spowodowane małą ilością odcinków i chcą jak najwięcej upchać do odcinków. Raczej w seriach 1-9 poza wyjątkami jak np. choroba Scully i porwanie Foxa to nie bawili się w takie łączenie/przeplatanie wątków czyli w sumie jest to coś nowego jak na XF. Niby 10 sezon jest taki jak poprzednie serie, ale jednak serial się zmienił trochę. Tak czy inaczej mnie akurat to odpowiada. Postacie się rozwijają cały czas, nawet w komediowym odcinku, nie stoją w miejscu, dowiadujemy się o nich wciąż czegoś nowego.
Dla mnie to serial o M i S na tle prowadzonych przez nich spraw i wcale nie najważniejsze są tutaj sprawy jakie prowadzą i zjawiska paranormalne. Dla twórców serialu też jest tak gdzieś od 4, 5 serii, a na pewno od 6 serii gdzie wątek ich relacji oraz bohaterowie byli na pierwszym planie i podobnie jest w 10 serii.
Dziwię się że sporej ilości fanów nie podobał się odcinek (ale też sumie sporej części fanów się podobał), nawet gorszy od 10×01 i 10×02, które w większości fani oceniają  jako średniaki, zwłaszcza 10×01. A nawet są tacy co uważają że zupełnie niepotrzebny odcinek co mnie totalnie zaskoczyło gdyż to istotny odcinek dla rozwoju głównej bohaterki, tak jak komediowy epizod był istotnym odcinkiem dla Foxa. Wydaje mi się że może spowodowane to być tym, iż standalony nie są do końca standalonami, ale ja uwielbiam jak serial bardziej się skupia na bohaterach oraz ich problemach dzięki temu bohaterowie są bliżsi widzom. Mulder i Scully przypominają normalnych ludzi, nie są idealni, nie są superhero, mają różne wady.

Trochę mnie zawodzi jedynie Snow jak na razie. Dobrą muzykę tworzy, odpowiednio klimatyczną, ale poza kawałkiem w 10×02 w scenie ze Scully i zdjęciem nie ma żadnego kawałka, który by się zapamiętało jak z serii 1-9. A 10×04 idealnie nadawał się ze względu na wątek osobisty Scully, żadnego krótkiego kawałka na skrzypcach ani na fortepianie w stylu np. kawałka z zakończenia Release z 9 serii. Pojawia się na końcu jeden dobry ale akurat dali go w czasie dialogu Scully.

Brdzo dobra robota brata Darina Morgana. Zaskoczenie gdyż nie wiedziałem czego się spodziewać po Glenie a nie znam jego seriali co kręcił w ostatnich latach. Oglada się ten odcinek trochę jak klasyczny zaginiony standalone. Do arcydzieł serialu napewno daleko jest i odkąd rozpoczął się sezon nie liczyłem na perełki, na odcinki na miare 9 lub 10, tylko na dobrą robotę i na razie dostaje tyle co oczekiwałem a napewno w przypadku 10x03 i 10x04. To nigdy nie było arcydzieło telewizji ale serial z przebłyskami geniuszu, dominowały odcinki dobre, bardzo dobre, ale sporo średniaków, słabych, chał (chyba z około 60-70 nie podoba mi się) i co nigdy nie powinny powstać.

Mulder gwiżdżący na Scully – rozbawiło mnie to, wcześniej takich akcji nie było.

Scully jako kick ass – więcej takich scen.

Sensownie nawet wyjaśnili nieobecność jednego z braci Scully co nigdy się nie pojawił. A Bill nawet jak się nie pojawia to i tak się okazuje być dupkiem wciąż.

Przed emisją odcinka pojawiła się plotka, że może to być kontynuacja Home z 4 serii,  ale może dobrze że akurat to nie jest Home 2, bo mało która kontynuacja w serialu zakończyła się sukcesem. Co ciekawe w komiksowym 11 sezonie jest kontynuacja Home i z takim samym tytułem jak epizod 4 serii 10,  ale komiksu nie czytam więc nie wiem jak wypadł sequel w takiej formie.

Odpowiedz
[tu wstaw jakiś dowolny gif z WTF]

Nie ma co, Carter w piątym odcinku pojechał po bandzie i właściwie można ten odcinek podciągnąć pod przeskoczenie rekina... Ale, cholera, podobał mi się! Highlitem jest oczywiście scena której nie zdradzę ale będziecie wiedzieli że o nią chodzi kiedy zobaczycie, jednak sporo też było pomniejszej fajności - świetne pingpongowe dialogi, fajnie poryty klimacik, no i przede wszystkim Claire z SFU ( <3 <3 <3 ) która właściwie zakasowała całą obsadę w tym odcinku i mam nadzieję że jeszcze wróci w przyszłym sezonie, co prawda nie widzę jej jako członkini stałej obsady (bo jest to postać bardziej parodiująca Scully niż nowy charakter jako taki) ale jako recurring character - hell yeah! W sumie tylko łopatologię w końcówce mogli sobie darować (ale może to czkwaka po odcinku z Reynoldsem w 9 sezonie , gdzie nikt do tej pory nie wie o co cho i Carter uznał że tym razem nie ma potrzeby prowokować zbędnych rozkminek)

Kurde, chyba zaraz obejrzę jeszcze raz :D Carter zrehabilitował się w moich oczach za słaby pierwszy odcinek i za słaby (zapewne) ostatni.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Jarod, tak - przeskoczyli rekina, tak - podobało mi się :) Choć szczerze, to od pierwszego sezonu aż po dziewiąty można znaleźć jakąś tonę większych bzdur.

Generalnie szacun, że z takiego tematu prawie przymusowo prowokującego u filmowców kij w dupie potrafili zrobić w sumie bekowy (i na marginesie jakośtam refleksyjny, choć tu akurat wyszła straszna - choć urokliwa - płycizna) odcinek ;) Nakręcone dość przeciętnie i jak na X-Files dobrane wyjątkowo kiepskie, niepasujące piosenki (w odróżnieniu od epa 4 - Morgan, wiadomo). W każdym razie po mieliznach pierwszych dwóch epów zrobiło się to całkiem strawne i myślę, że warto byłoby to kontynuować z 11 sezonem. Ciekawe co wykombinują na finał.

PS - Ambrose może i fajna, ale ten jej ziomuś do pary to nie bardzo - mam nadzieję, że nie wpadną na pomysł spin-offa z tą parką, bo chemii między nimi nie ma, a i postacie nieszczególne, to w końcu tylko parodie/kopie/pastisze, jak zwał tak zwał ;)

PS2 - Widzę, że wraz z 4 odcinkiem oglądalność ustabilizowała się na solidnym poziomie i już pewnie nie pójdzie znacząco w dół, co według mnie oznacza kolejne odcinki - oczywiście o ile ekipa będzie chciała.

Odpowiedz
Ze spotu 6 epizodu wynika, że Einstein wraca i chyba na szczęście bez swojego kolegi.

5 odcinek bardzo fajny i dziwią mnie wiadra pomyj wylewanego na niego w sieci. Nie lubię wszystkie tłumaczyć konwencją, ale faktycznie niektórzy nie potrafili wyciągnąć kija z tyłka?

Odpowiedz
Po wczorajszym odcinku juz wiem, ze to najgorszy sezon.
Carter zabawił sie forma, czyli znów mamy taki troche bekowy odcinek. Zaczynam podejrzewać, ze Carter wznowil X-Files, by cisnąć bekę z fanów serialu i poeksperymentować z różnymi formami narracji, fabuly. Mi to nie podchodzi i juz zaczyna mnie ten sezon zdrowo irytować i męczyć.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
Bo najwyraźniej jesteś fanem gatunkowych schematów, stylu zerowego i fabuły zmierzającej dokądś. Czyli dokładnie tego czym tym serial nigdy się nie odznaczał. Mogło być dużo lepiej, ale ciężko zarzucić Carterowi, że zatracił pierwotny feeling tej serii.

Odpowiedz
Cytat: Zaczynam podejrzewać, ze Carter wznowil X-Files, by cisnąć bekę z fanów serialu i poeksperymentować z różnymi formami narracji, fabuly.
Carter i spółka robili to już od trzeciego sezonu przecież, a w szóstym i siódmym jest wręcz zatrzęsienie eksperymentów wszelakich. Bawi mnie niepomiernie że ludzie po nim za to jadą dopiero teraz.

Cytat:chyba na szczęście bez swojego kolegi.

To ona tam miała jakiegos kolegę? :)
Nie no, przypomniał mi ten odcinek jak bardzo uwielbiam Ambrose, ona w ogóle grała w czymkolwiek godnym uwagi od czasu SFU?

Cytat:wyjątkowo kiepskie, niepasujące piosenki
Ale Waitsa to Ty szanuj!

W sumie można już chyba podsumować ten sezon i jak dla mnie jest zaskakująco wręcz udany na co nie liczyłem. Jego największym problemem, który pociąga za sobą kilka mniejszych, jest bardzo ograniczona liczba odcinków, przez co w wielu momentach mamy do czynienia z tzw. sraczką pomysłów, które nie zawsze są rozwijane w satysfakcjonujący sposób. Ale bawię się poza pierwszym odcinkiem przednio i mam nadzieję że Anderson przestanie utrudniać i jedenasty sezon będzie miał przynajmniej te 13 odcinków.

A propo Anderson jeszcze - po jej ostatnich występach zacząłem myśleć, że wpadła w koleiny autopilota, a ten serial jednak wyprowadza mnie z błędu, kobiecina jest tutaj KAPITALNA. O ile Duchovny jak zwykle jedzie głównie na metodzie aktorskiej im. DiCaprio / Seagala czyli "zmruż oczka", tak Gillian na przestrzeni kilku odcinkach ma okazję się wykazać. uwielbiam wszystkie scenki miedzy tą dwójką, chemia jest nadal wyczuwalna, ale widać że relacja ich ewoluowała - teraz już nie jest to seksualne napięcie, ale właśnie takie porozumienie bez słów ludzi, którzy znają się na wylot i jedno za drugim poszłoby konie kraść.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
(17-02-2016, 23:50)jarod napisał(a): Ale Waitsa to Ty szanuj!

Kurcze, racja :) Bardziej miałem na myśli kawałek z końcówki, ale i dla Tomka nie powinno tu być miejsca.

Odpowiedz
(17-02-2016, 23:28)Albertino napisał(a): Bo najwyraźniej jesteś fanem gatunkowych schematów, stylu zerowego i fabuły zmierzającej dokądś. Czyli dokładnie tego czym tym serial nigdy się nie odznaczał. Mogło być dużo lepiej, ale ciężko zarzucić Carterowi, że zatracił pierwotny feeling tej serii.

(17-02-2016, 23:50)jarod napisał(a): Carter i spółka robili to już od trzeciego sezonu przecież, a w szóstym i siódmym jest wręcz zatrzęsienie eksperymentów wszelakich. Bawi mnie niepomiernie że ludzie po nim za to jadą dopiero teraz.


Albertino, może i jestem fanem schematów, ale ważniejsze jest to, że właśnie ja nie czuję tego klimatu wcześniejszych serii. Mam odmienne zdanie co do twojej konkluzji z końcówki przytoczonego przeze mnie cytatu twojej wypowiedzi.

Jarod:
Tylko wcześniej miałeś dwadzieścia parę odcinków i takie eksperymenty dostawałem raz na kilka odcinków. Tutaj mam sezon z 6 odcinkami i prawie połowa to jakaś zabawa konwencją lub beka z tematu. Bardziej jak jakaś komedia a nie X-Files. Po prostu jest tego za dużo jak na tak krótki sezon.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
Poniekąd się zgadzam, tak jak wyżej pisałem - największym problemem tego sezonu jest jego długość. Ale i tak na sześć odcinków sezonu komediowych mamy DWA - czyli jedynie 1/3, proporcje te same co w 6 i 7 sezonie. A i tak wole bekę niż serwowane z kijem w tyłku bzdety o UFO, tym bardziej, że poprzednie sezony wyczerpały temat a pierwszy odcinek wskazuje że Carter niczego przesadnie ciekawego nie wymodził. powtarzam, chcesz dobrego, osadzonego we współczesności miksu teorii spiskowych badaj Person of Interest (chociaż uprzedzam ze tam by dojść do fajnosci trzeba się przebić przez circa 2 sezony badziewia).
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
10x06

W skrócie: Carter, serio?


Odpowiedz
LOL, spodziewałem się badziewia ale to co dostałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania :D Ciekawe czy to nieudolność cartera czy po prostu chamski trolling.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Trollingiem był  

Po finale całkowicie przeszła mi ochota na powtórkę wszystkich sześciu odcinków, co planowałem zrobić w weekend.

Odpowiedz
Tragedia, ścisła czołówka najgorszych momentów w historii tego serialu.

Nie dość, że to już było
to jeszcze dużo lepiej poprowadzone i nakręcone.

Carter nakręcił już post-apo badziewie, którego nikt nie chciał oglądać i zdechło po pilocie, więc co zrobił? Postanowił zaserwować nam to ponownie, w równie genialnym stylu! Nie skreślam całościowo tego sezonu, ale Carter chyba zapomniał, co było fajnego w jego serialu i definitywnie się pogubił. Ktoś powinien to od niego przejąć, chociaż chyba nie ma już czego ratować.


W 40 minut upchane coś, co dawniej byłoby motywem przewodnim mitologii całego sezonu, żenada i tyle. Nie da się tego obronić na żadnej płaszczyźnie. Mitologia była jaka była, ale prowadzono ją w miarę konsekwentnie - tzn. ciągle podlegała modyfikacjom, ale całkiem sprytnym i według określonego pomysłu - była mega infantylna, ale ciężko byłoby im odmówić kreatywności i umiejętności w budowaniu napięcia. Tutaj zaś mamy coś co zupełnie do tego serialu nie pasuje, a na dodatek spuszcza w kiblu jego status quo i doprowadza do sytuacji, w której - jakby się zastanowić - nie da się go za bardzo kontynuować, przynajmniej nie na takich zasadach jak do tej pory. Nie mam nic przeciwko zmianom, ale to przewraca wszystko do góry nogami i nawet nie sprawdziłoby się dobrze jako finał serialu - mocną stroną Archiwum X było to, że choć działy się rzeczy niestworzone, teorie spiskowe lały się strumieniem, to pozostawały one niejako w ukryciu. Teraz statki Obych latają sobie nad miastem, a miasta się wyludniają. To zabija napięcie i robi z tego serialu coś zupełnie innego, oderwanego od rzeczywistości kompletnie. Wybrną z tego pewnie w równie "genialny" sposób jak we wspomnianym w spoilerze serialu, czyli jeśli będzie kontynuacja, to czeka nas kolejna dawka żenady.

Jeśli mieli 2 godziny do rozdysponowania, to mogli wymyślić nowy rozdział dla mitologii i subtelnie powprowadzać nowe wątki bez specjalnego wyjaśniania czegokolwiek. Woleli popaść w totalną skrajność i zaserwować CSM-a, który w duchu najtandetniejszych bad guyów objaśnia nam swój iście genialny plan, jeszcze tak głupi, że aż głowa boli. Naprawdę czekaliśmy tyle lat na takie rewelacje jak z kreskówki dla 11-latków? Carter, shame on you!

Odpowiedz
Obejrzałem, leże i kwiczę.
Najgorsze co tylko mogło się temu serialowi przytrafić, to próba jego reaktywacji przez Cartera. Myślałem, że Carter przy pierwszych dwóch odcinkach chce spuścić w kiblu całą mitologię(tylko po co?), ale się pomyliłem. On spuszcza w kiblu nawet te dwa pierwsze odcinki i serwuje nam w 6 epizodzie jakąś biedaapokalipsę, spisek epidemiologiczny i najgorszy możliwy troling czyli zakończenie, a raczej ostatnią scenę. Do tego kwasiarski powrót starej
bohaterki oraz CSM, z którego zrobili budguya niczym ze starych filmów o Bondzie- tylko kota mu brakowało.
Kiedyś chciałem trzeciego filmu kinowego stworzonego przez Cartera, teraz jednak mówię stanowcze nie. Gość nie ma kompletnie żadnego pomysłu na ten serial i tym sezonem się tylko zbłaźnił.
Żenada dekady.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
@Albertino

Histeryzujesz, ja tam przynajmniej nie widzę powodów na aż takie czarnowidztwo odnośnie przyszłości XF. Ten serial ogląda się nie dzięki mitologii, ale pomimo jej - i tak po jednym - dwóch odcinkach jedenastego sezonu wróci status quo, bo Carter nie będzie miał jaj by to dalej ciągnąć. Czekam wyłącznie na odcinki standalone, a te w sezonie dziesiątym trzymały zadawalający mnie poziom, więc macham ręką. W sumie najbardziej żal spieprzenia postaci Palacza oraz Lauren Ambrose, która zgodnie z moimi obawami w konwencji serio się nie sprawdza zupełnie.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
No właśnie o to chodzi - doprowadzili to do takiej sytuacji, że nie pozostaje nic innego jak się wycofać. Podobna sytuacja była w "Millennium" - jak widać aż tak brakuje pomysłów, że kopiują sami siebie i popełniają te same błędy.

Jeśli miałoby się to trzymać kupy, to niestety powinno to również wpłynąć drastycznie na stand alone'y, wręcz utrudnić sens ich istnienia, ale oczywiście w kolejnym sezonie to prędko odkręcą, tylko niby jak?

Tym razem zgadzam się w zupełności z Danusem, CSM jak z Bondów. Generalnie taniocha, ten finał to znak jakości kanału Sci-Fi i okolice 2/10.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości