Z archiwum X
Wiem, że pomyliłem ;) Ale wiedziałem, że będziesz wiedział ;)
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Millennium_(serial_telewizyjny)

Spin-off X-Files który zaczynał jako osobna produkcja... Ponoć klimat bardzo gęsty i depresyjny. Ktoś widział i ma opinię? Można oglądać bez znajomości Archiwum X?
Właśnie to, że mówię głupstwa, czyni mnie człowiekiem

Odpowiedz
"Można oglądać bez znajomości Archiwum X?" - Wolałbym się przyznać, że mam 40 lat i nigdzy nie całowałem się z dziewczyną, niż że nie widziałem X-Files.

Serial zajebisty, niektóre odcinki lepsze od samego X-Files, bo bez śmieszków Muldera, klimat dokładnie taki, jak opisałeś, nic tylko oglądać.

- fajny fan made, ciary, ciary i jeszcze raz ciary.

Odpowiedz
Skończyłem serię 5. Kinowy pomijam bo widziałem kilka razy.

I coś mnie wkurzało zawsze w tym serialu. DLACZEGO Sculy
przeprowadza wszelkie autopsje bez osłony na twarz?
Szczególne zdebilenie jest w odc. 5-17, gdzie dotyka zwłok i... Kilka razy zasłania sobie tymi rękawiczkami twarz, dotyka ust.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Jakbym miał się czepiać takich szczegółów, to chyba wkurzałby mnie każdy film/serial.
"Przymknięcie oka" to adekwatne słowo-klucz w tym przypadku ;]

Odpowiedz
To nie jest szczegół bo ona w co 3cim odcinku robi sekcje.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Masz rację, tak nie może być, w takim razie muszę zmienić ocenę. Do tej pory dawałem mu 1000/10, to mój najukochańszy serial, ale teraz muszę dać 999/10 ;/

Odpowiedz
(22-01-2022, 02:08)Ted napisał(a): https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Millennium_(serial_telewizyjny)

Spin-off X-Files który zaczynał jako osobna produkcja... Ponoć klimat bardzo gęsty i depresyjny. Ktoś widział i ma opinię? Można oglądać bez znajomości Archiwum X?

Millennium - jeden z moich seriali mimo słabszego 3 sezonu MM. Pamiętam jak oglądało się chyba na TVN-u, a jak nie puścili 3 serii to się załatwiało 3 sezon z internetu i oglądało się z fanowskimi napisami ze świętej pamięci strony M2000, czy jak ona się tam nazywała. A gdyby ekipa skończyła na doskonałym finale 2 serii, który był najlepsza rzecz jaką napisała ekipa twórcy Archiwum X, to byłby dla mnie MM arcydziełem, jeszcze lepszym od najpopularniejszego serialu Chrisa Cartera, ale powstał średni 3 sezon (i crossover/finał MM w siódmej serii Archiwum X o tytule takim samym jak serial) i dlatego stawiam na równi z XF, czyli świetny, ale z wadami.


 Dla mnie MM to telewizyjna wersja filmów takich jak Siedem Finchera, zwłaszcza 1 sezon, który był tak depresyjno przytłaczający w premierowej serii, że  FOX się przestraszył i w drugiej serii klimat już nie jest tak ciężki jak w 1 serii, ale równie genialny sezon co pierwszy. No i komediowe odcinki też są, w końcu część ekipy to ci sami scenarzyści, ale jest ich mniej.
 
Serial przejęli w 2 serii Glen Morgan i James Wong od Chrisa Cartera, który szefował 1 serii, ale był zajęty 5 sezonem XF oraz kinowym XF, a pomimo tego poziom produkcji nie spadł. A nawet bym powiedział, że jest jeszcze lepiej na czele z najlepszym odcinkiem jaki napisała ekipa Cartera we wszystkich swoich serialach, czyli finał 2 serii, który powinien być finałem serialu.  Pamiętam jak oglądałem finał 2 serii na TVN-e i scenę z piosenką Patti Smith Horses, która zrobiła na mnie takie duże wrażenie, że ja przez chwilę myślałem, że to nie jest odcinek, ale jakaś reklama płyty w czasie przerwy na reklamy w odcinku.

Dopiero w 3 serii zauważony był spadek produkcji gdy za serial po odejściu Morgana i Wonga wziął się Michael Duggan, nowy showrunner, twórca głównie proceduralnych seriali o policjantach, ale po siedmiu, ośmiu odcinkach 3 serii  odszedł, który nie radził sobie z produkcją i stali scenarzyści MM zostali nieoficjalnymi szefami sezonu trzeciego, a przede wszystkim Chip Johannessen, najlepszy scenarzysta MM z tych, którzy nie pracowali wcześniej przy XF (co innego po skasowaniu MM, wtedy napisał, w siódmej serii XF Orison, jeden z  lepszych odcinków).

Ale mimo tego jak co sezon zmieniał się showrunner i  klimat produkcji to i tak obok Archiwum X, Twin Peaks, Przystanku Alaska to mój numer jeden wśród seriali. Jest to jedna z tych produkcji, którą mogę oglądać na okrągło. Zgadzam się ze stacją Fox, że 1 sezon był bardzo depresyjny. Pamiętam jak za każdej powtórki z kaset, czy z dvd jak już kupiłem sobie MM, to nie dawałem rady oglądać więcej jak dwóch odcinków 1 serii na tydzień, tak mnie dołowały epizody. Więc coś w tym jest, że FOX wymusił na twórcach zmniejszenie depresyjnego klimatu, bo był w 1 serii zbyt przytłaczający. Z drugim, równie genialnym, sezonem, na którym się powinien serial skończyć,  i trzecim słabszym sezonem już takiego problemu nie miałem.

Odpowiedz
@michax - Skurczybyk jeden, no :D Masz tę wiedzę, oj masz :D
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Powinien napisać książkę.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Jestem na odcinku 6x6 i... To już 4ty z rzędu, kiepski odcinek jajcarski. Co się wydarzyło z tym serialem, w tym czasie?
Bo widać tu DRAMATYCZNY spadek jakości: jakieś życiowe bzdety, kiełkujący romans i wszystko ogólnie pisane jakby bez pomysłu i na siłę. Nużące i wymuszonej.To w ogóle (od 4ch odcinków) nie przypomina "X-files".

Dodam tylko, że z dawnych czasów pamiętałem jedynie odcinek 6x3 czyli "Trójkąt bermudzki".

Aż się cofnąlem i... Niestety: znalazłem to, czego nie chciałem przeczytać.

Cytat:
Dopiero w szóstej i siódmej serii to się zmieniło, przez to jak serial się zmienił, co podzieliło widzów, dziennikarzy i krytyków mocno, na zachwyconych i tych, którzy uznali że 6 i 7 s to już nie to samo co serie 1-5 przez to, że z serialu mrocznego z elementami komedii stał się serialem komediowym z elementami mrocznymi, czyli więcej było odcinków luźnych jak poważnych, a większą rolę odgrywać zaczęły relacje M i S, nawet kosztem spraw, które prowadzili.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Ale nawet ten Trójkąt nie podobał Ci się? :)

Bo to jeden z tych, który każdemu się podobał, nie dzielił widzów tak jak inne - The season's third episode, "Triangle" was largely lauded as a masterpiece by critics. The episode, which was shot in real time to look like it was filmed in four uninterrupted eleven-minute takes, was called a "classic" standalone episode and one of the "highlights of season six".

W sumie to mógłbym tutaj wkleić każdy mój tekst, jaki wcześniej napisałem na forum, o tym jak serial się diametralnie zmienił w 6 i 7 serii. Ale nie będę sam siebie cytował, zresztą mnie zacytowałeś, bo pewnie czytałeś to co pisałem o szóstej serii, oprócz tego co zacytowałeś. Pamiętam jak całkiem niedawno napisałem komuś innemu, że przykro mi, ale pewnie odbije się od większości odcinków z 6 i 7 serii, skoro nawet te dobre komediowe z 6 serii nie podobają mu się.

Serial podzielił widzów na dwa obozy - zachwyconych, którzy uważają 6 i 7 sezony za najlepsze (w tym i mnie, choć też uważam za najlepsze serie 4, 5 i 8, gdzie jest więcej klasycznych mrocznych odcinków, i też nie każdy komediowy mi się podoba, żeby było jasne) i na tych załamanych, którzy uważają za najgorsze sezony (jak moja mama, co powtarzam za każdym razem, że wyparła serie z Los Angeles z pamięci po latach, taka to była dla niej trauma ta zmiana klimatu w większości odcinków 6 i 7 serii, i po latach o nich zupełnie zapomniała), a nawet przestali oglądać serial, a jeśli wrócili, to dopiero jak mroczny klimat powrócił, czyli w ósmej serii. A zmiana się wzięła tak naprawdę od Darina Morgana, którego odcinki luźniejsze z 2 i 3 serii zachwyciły fanów, dziennikarzy, krytyków, za Clyde Bruckmana serial dostał nagrodę za scenariusz, więc skoro tak się podobały te odcinki to czym dalej, to było ich coraz więcej, a w 6 i 7 serii poszli na całość.

Większość eksperymentów i komedii z szóstej serii zbierała oceny takie jak 10/10 i 1/10, i to dotyczy konkretnych odcinków, np Dreamland czy Rain King miał takie oceny, pamiętam z magazynu XF, który zbierał oceny z różnych gazet konkretnych odcinków i rozstrzał w różnicach ocen odcinków był ogromny. Takiego skrajnego podziału w opiniach o konkretnych odcinkach, to wcześniej nie było, może poza pojedynczymi odcinkami jak czarnobiały PMP z 5 serii, a w szóstej serii to co drugi odcinek miał tak skrajne oceny, że genialne, albo kupa. Cytuje z wikipedii na poparcie moich słów -The season received positive reviews from television critics. However some fans were alienated by the show in its sixth season, due to the different tone taken by most stand-alone episodes after the move to Los Angeles. Rather than adhering to the previous style of "monsters of the week", they were often romantic, humorous, or a combination of both. Several episodes—"Dreamland" and "The Rain King" in particular—were criticized for their reliance on humor or for their lighter stories. Fans on the internet began calling the less-scary episodes "X-Files Lite"

Ja doceniam serial m.in. za to jak się zmieniał co sezon, bo dzięki temu pozwalali sobie twórcy na wszystko, a w 6 i 7 serii to całkowicie poszli w kreatywność. No i dzięki temu serial długo nie stracił na świeżości i oryginalności. Dzięki temu każdy sezon jest tak naprawdę w innym klimacie, jak porówna się sezony np 3, 4, 6, 8 to zupełnie inne sezony.

Dla mnie 6 seria, powinna mieć tytuł - M i S są na wakacjach, mają gdzieś (dawną) pracę i zajęci są sobą, co idealnie oddaje to czym jest szósty sezon, a przynajmniej pierwsza połowa, choć w sumie do końca serii szóstej to na palcach jednej ręki można policzyć odcinki, w których nie poruszono relacji Muldera i Scully, jak się różnią, co ich łączy, wcześniej to był dodatek do spraw jakie prowadzą,, a od słynnej sceny z pszczołą w filmie kinowym to wątek, który wyszedł na plan pierwszy. No i od szóstej serii to nie jest serial o sprawach które prowadzą, ale o relacjach M i S, a sprawy to tak przy okazji, i czym dalej to będą stanowić pretekst .

Podobnie zrobili w 11 serii, który w tym elemencie przypomina mi właśnie szósty sezon. Nie chodzi o to, że były też lekkie odcinki, bo w (prawie) każdej serii były, ale w tym elemencie 11 seria przypomina mi 6 i 7 sezony, że były sprawy które prowadzą, ale więcej pokazywali ich relacji, które nie miały nic wspólnego ze sprawą, jak w odcinku 3 z dopelgangerami, gdzie było dużo scen z M i S w hotelu, gdy rozmawiali o tym co ich łączy, i epizod dziewiąty niby o kulcie, ale ważniejsze były, sceny z M i S, gdy przesiadywali w kościele, i gadali o przeszłości, o ich przyszłości, a jednocześnie to jedne z najlepszych rozmów osobistych między agentami w całym serialu, choć zupełnie nie łączą się ze sprawami, jakie prowadzą. Aż tak nie posuwali się w 6 i 7 serii, może poza odcinkiem Unnatural z końcówki 6 serii, w którym nawet nie ma sprawy, tylko są retrospekcje pewnej postaci i jest impreza urodzinowa Scully, czy all things z 7 serii, w którym Scully spotyka się ze swoim dawnym chłopakiem, czyli dostaliśmy tak naprawdę melodramat w tym odcinku. To są odcinki, które najdalej odeszły od spraw Archiwum X w 6 i 7 serii, bo żadnych spraw w tych odcinkach nie ma.

Odpowiedz
(25-01-2022, 04:43)michax napisał(a): Ale nawet ten Trójkąt nie podobał Ci się? :)


"Trójkąt" mi się w większości podobał ;)
Tak do momentu masowej bójki na sali i biegania po korytarzach. No i z tym prostym finałem "ot tak". Widać, że nie mieli pomysłu jak to zgrabnie rozwiązać.
Co powtarza się (rozwiazanie finału) w kolejnym podwójnym odcinku. Znowuż "a bo tak". I nawet w tym "nawiedzonym" : 6x6.
Nowość to nie jest bo już wcześniej były odcinki bez fajnych rozstrzygnięć (typu: "nie rozwiązaliśmy zagadki bo podejrzani wyjechali, uciekli, zniknęli, cokolwiek). Ale tu, z racji lżejszych klimatów, rzuca się to jeszcze bardziej.

No i Mulder odkąd zdjął garnitur stał się za bardzo luzakiem. Hmmm...
CDN.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Ha, czyli widzę, że nie tylko ja dostrzegłem, że sezony 6-7, to jest parodia klimatu pierwszych sezonów, pojedyncze odcinki trzymają poziom, reszta to żart z widza (sorry michax, no offense). 
Osmy sezon wraca na naprawdę mroczne tory, robi się gęsto, Dodgett daje radę, ale może to dlatego że Patrick jest po prostu dobrym aktorem, tylko całość z braku Muldera robi się kryminałem dark noir, a nie mystery s-f. 

Odpowiedz
Jest to dziwne. Bo 2 pierwsze odcinki czyli 6x1 (kontynuacja poprzedniego sezonu) i 6x2 (czyli "Speed") są jeszcze normalne. A nagle ciach i wszystko się zmienia. Odcinek o "Trójkącie" jeszcze tego nie przesądzał (bo lajtowe przerywniki bywały ok) ale już podwójny (fatalny) odcinek o "zamianie świadomości" i "nawiedzonym domu".
Co ja patrzę?
Ale nic to. Na razie się nie zrażam ;)
I tak se kiedyś kupię całą serię na półkę.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Po kolejnych dwóch: bardzo negatywne odczucia tylko się pogłębiają. Odnoszę wrażenie, że te nowe odcinki są kręcone do młodszej grupy docelowej. Wręcz nastolatków. Tak to jest wymuskane i kolorowo-milo pierdzące.

6x7 - Diabeł - Co tu jest największym i chyba jedynym plusem? Zobaczyć młodego Bruca - Asha. Więcej plusów nie zanotowałem a finał to facepalm. Kto to pisał?

6x8 - opowieść o zaklinaczu deszczu...
@ Michax - NAPISZ, że to "najgorszy odcinek wszystkich serii". Napisz to. Bo ja sobie nie przypominam niczego gorszego.
Jeden wielki FACEPALM. Tak wielki, że nawet odcinek z nawiedzonym domem wydaje się znośny.

Kiedy czytam, że serie 6 i 7 są w większości, jak te 6 ostatnich odcinków, które obejrzałem to... Nie wiem jak to wymęczę.

Jeszcze taka uwaga (o której już wspominano kilka razy):
rzeczywiście wszystko jest teraz takie ładne, sterylne, dopracowane, słoneczko świeci, fabuły jak dla dzieci.
Brak tej surowości, brudu i mroku.

I jeszcze 1 refleksja: "Pokonać przyszłość" bardzo lubię. Oby nie okazało się, że to był finał serialu czyli najlepszych serii 1-5.
Przy czym pamiętam, że odcinki z Patrickiem mi się podobały.
Seria 10 i 11 w większości też.
No ale okaże się po ponownej weryfikacji.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Z Mulderem to nie jest tak, że go nie ma w 8 serii. Wiele osób jak nadrabia ósmy sezon to jest zdziwiona że jest, bo przyjęło się mówić że go w ogóle nie ma od tej serii. Pojawia się w 8x01, 8x02, 8x11, a od 8x13 jest cały czas, czyli w połowie odcinków jest. Dla mnie 8 s. to ostatni najlepszy sezon, uważam ogólnie za prawie idealny i to najmroczniejszy sezon obok czwartego.

Trochę dziwnie byłoby gdyby w ósmym sezonie było komediowo, lajtowo i lekko przez to co się stało w finale 7 serii, w sumie to tylko Alone jest odcinkiem lżejszym czyli przedostatni 8 serii. Od pierwszego odcinka jest mroczno i mocno. W tej serii upodobali sobie sceny krojenia, cięcia i różnych dziwnych rzeczy, które robią z ludzkim ciałem, w sumie wiele odcinków 8 serii to takie body horror, a w pierwszym standalonie 8 serii, tym o batmanie napisanym przez Chrisa Cartera pokazał jakie mają być odcinki i takie są, a cała komedia poszła do Lone Gunmen, który leciał w tym samym czasie, i w LG nieoficjalnym szefem był Gilligan (razem ze Shibanem i Spotnitzem), w Kanadzie, bo Carter był zajęty ósmą serią w LA.

A Doggetta polubiłem od początku jak tylko się pojawił (odcinek Via Negativa czyli archiwowa wersja Freddy Kruegera - ostatnia 10 jaką dałem, obok This is Not Happening też z 8 serii). No i ma fajną chemię z Anderson, inną jaką ona miała z Davidem Duchovnym. Świetnie razem grają, ale to dobrzy aktorzy. No i aktorsko jak w każdej serii Anderson zachwycała, to w ósmej serii wspięła się na wyżyny np. TiN, ale nie tylko. No i muzycznie Snow zawsze dowoził,ale w 8 serii to przeszedł sam siebie.

W ogóle ósmy sezon dla mnie to przykład współczesnych seriali. Mam na myśli to, że ogląda się jak sezon, który miał rozpisaną fabułę na cały sezon z podziałem na trzy akty (akt I czyli nowy duet, który próbuje sobie zaufać, akt II poszukiwania Muldera, akt III nowy duet, czyli Mulder i Doggett, i po raz pierwszy finał 2 parter, a nie wprowadzenie do kolejnej serii z clifhangerem). Choć takiego planu nie było. A wyszło tak dlatego, bo wiedzieli w jakich konkretnych odcinkach David się pojawi.

No i widać, zwłaszcza w odcinkach Empedocles (17), Vienen (18), Alone (19) i podwójnym finale Essence/Existence, że ekipa chciała skończyć. Dosłownie w każdej scenie w tych odcinkach widać, jak twórcy wołają - my chcemy skończyć, a nie mogą. W tych ostatnich odcinkach zamykają definitywnie rolę M i S w Archiwum X, a podwójny finał z ostatnią sceną, tym odjazdem kamery, to pożegnanie z bohaterami, tylko że Fox zdecydował się na 9 sezon, po tym, jak okazało się, że 8 seria miała większą oglądalność jak siódma seria, był serial wciąż hitem, i mimo kilku krytycznych głosów, głównie fanów Muldera, sezon ósmy spotkał się z dobrym przyjęciem (części) fanów i krytyków.

Po latach przyjęło się mówić, że 8 seria to ten sam słaby/średni poziom co 9 seria. Chodzi o to, że tak była jechana przez wszystkich (krytycy, widzowie, dziennikarze) dziewiątka, że po latach ta cała krytyka na sezon przelała się na ósmy sezon, choć to są zupełnie różne sezony. Nie tylko to, że ósemka to świetna seria, a dziewiątka średnia, ale też różnią się klimatem, nawet kolorystyką. Mało kto pamięta, że 8 seria za emisji była naprawdę bardzo dobrze przyjęta, za co nawet aktorzy, dziękowali w wywiadach i talkshowach. Ale twórcy za to mówili w wywiadach, np w magazynie XF Carter i Spotnitz wprost mówili, że zmęczeni są, nie chcą dalej kręcić, po 8 serii, a FOX jednak dalej cisnął, bo myśleli, że jak udało się z ósemką, z ograniczoną rolą Muldera w pierwszej połowie sezonu, ale jednak był, to z dziewiątką też się uda, tylko że na ósemkę był pomysł, nawet jak wymuszony, a na dziewiątkę, nie było pomysłu, co widać po wątku Scully w 9 serii, który jest zrobiony na siłę, tylko dlatego bo miała podpisaną umowę na 9 rok serialu (choć potem mówiła że nie wie czemu to zrobiła:D). Wątek związany z M i S jest dalej kontynuowany w 9 serii, mimo tego, że w ostatniej scenie 8 serii wyjaśnili co się tak naprawdę stało, a wszyscy podejrzewali od czasu emisji all things z 7 serii (zresztą jak ruszyła 8 seria to planowali w 8x01 dać początkową scenę z all things z 7 serii, w przypomnieniu poprzednich odcinków).

Więc Carter musiał coś wymyślić na szybko, żeby miała co robić Dana w 9 serii i właśnie jedyne odcinki, w których ma co grać aktorka, to właśnie są epizody Cartera tylko (plus jego eksperyment z Burtem Reynoldsem w roli Boga), bo w pozostałych nie ma nic do grania, tylko snuje się na planie. Od 1 odcinka 9 serii widać, że jest na siłę zrobiony, np. wątek Scully się niepotrzebnie gmatwa, bo musieli jej dać coś do grania, choć wydawał się zakończony, a pod koniec 9 serii i tak wrócą do tego wyjaśnienia, co się okazało w ostatniej scenie 8 serii. A to jak pożegnano Foxa w 9 serii jest bez sensu, ale wiadomo że Carter i Spotnitz wiedzieli, że czego by nie wymyślili to Mulder i tak by tego nie zrobił, więc w 9x01 zrobili z niego buca. Gdyby znowu chcieli się pozbyć Foxa i kontynuować serial, to by pozbyli się go w finale 8 serii, tak jak zrobili to w 7 serii.

Bardzo widać zmiany jakie chcieli wprowadzić już w 9x01, od tego odcinka ogląda się jak nowy serial, troche jak Nowe Pokolenie, ale jednocześnie widać, że nie potrafią sie uwolnić od przeszłości (Muldera, Scully), więc dziewiątka to takie nie wiadomo co, bo z jednej strony XF Nowe Pokolenie, co dotyczy standalonów z Doggettem i Reyes, a z drugiej stare Archiwum X, czyli odcinki mitologiczne ze Scully. Więc nawet jak się ogląda nowe Archiwum X z D i R to jak pojawia się Scully na drugim planie, to przypomina się stare Archiwum X. Pewnie dlatego nie dali zmiany tytułu w czołówce na Nowe Pokolenie. Sezon dziewiąty stoi w rozkroku między starym a nowym, jakby bali się pójść ze zmianami na całość.

A ciekawe jest to, że Carter odszedł właśnie po ósmej serii i showrunnerami miał być Spotnitz i Shiban, ale dosłownie w ostatniej chwili wrócił, ale zapowiedział, razem z Anderson, nim ogłoszono, że nie będzie 10 serii, że odejdą razem po 9 serii, nawet jak dalej FOX będzie kręcił, a wrócił bo obiecał DD i GA, że będzie tak długo w serialu jak oni. No i mówiło się, że 10 seria to będzie taki serial właśnie w klimatach jak 8 seria, czyli mroczny, i całkowicie bez UFO, spisków. Główna mitologia miała dotyczyć syna Johna Doggetta, ale bez UFo, takie odcinki jak Empedocles z 8 serii, czy Release z 9 serii, czyli serial w stylu Milenium , takie dochodziły głosy od scenarzystów.

Ale FOX po tym jechaniu po serii 9 i coraz mniejszej oglądalności tym razem pozwolił Carterowi skończyć serial, a nie tak jak w przypadku 5, 7 i 8 serii, gdy przedłużali, choć Carter miał inne plany. A najlepsza sytuacja była z emisją 7 serii i to pokazuje że Carter nie wiele ma do gadania z XF tak naprawdę, jak leciał przedostatni odcinek siódmej serii (mój ulubiony od Gilligana o dżinie), to nie było wiadome czy serial wróci za rok, czy to jednak koniec serialu, nawet tak reklamowali ostatnie odcinki siódmej seri, że nie wiadomo było czy to ostatnie czy jednak nie. Scenarzyści nie wiedzieli, co będzie dalej, Carter nie wiedział, dlatego finał 7 serii wygląda jak wygląda, bez napisu ciąg dalszy, bo to był odcinek zrobiony i napisany jako finał serialu albo sezon. I co to ma być za firma poważna, skoro dosłownie w ostatniej chwili, gdy emitowane są 2 ostatnie odcinki serialu, nikt nie wiedział, czy to koniec serialu, czy nie.

W Foxie mieli dylemat bo sezon 1999/2000 to jeden z najgorszych sezonów dla tej stacji, a jednocześnie XF wciąż miało dużą oglądalność, jak na tak stary serial, tylko że wszystkim (scenarzyści, Carter, aktorzy) skończyły się kontrakty i nikt za bardzo nie chciał dalej kręcić. Więc paradoksalnie wymuszone przez okoliczności zmiany jakie zaszły w ósmej serii zaowocowały jedną z najlepszych serii i to pokazuje, że to taki serial, że jak dochodziło w nim do jakichkolwiek zmian, to przez sytuacje za kulisami, jak np. pierwszy 3parter, czyli Duane Barry i pomysł na 2 lub 3 partery to tylko dlatego takie odcinki zaczęli robić, bo Anderson była w ciąży. Nie planował Carter w 2 serii podwójnych, potrójnych odcinków, w których więcej się dowiadujemy o M i S, mitologicznych, dopiero jak aktorka była w ciąży w 1 serii to im się plany zmieniły, choć początkowo 2 seria miała być taka jak 1 sezon Tak samo z komediowymi, jak Clyde Bruckman dostał Emmy za scenariusz, to zaczął się wysyp luźniejszych odcinków.

Shamar, ten podwójny odcinek o zamianie świadomości lubię, ale część drugą, choć w Dreamland Gilligan powtarza motyw, którym odniósł sukces w 4 serii, czyli w odcinku o dzieciach z ogonkami, gdzie też był watek z zamianą ciał i też spotkało to Foxa. Small Potatoes to był lepszy odcinek. W ogóle szósta seria to bardzo gilliganowa, w Drive pojawia się Walter z Breaking Bad, w Dreamland i jednym z ostatnich odcinków 6 serii brat Saula Goodmana.

A co do Króla Deszczu to jest jedyny odcinek, którego do tej pory nie potrafię ocenić. Serio, dałem mu ? (znak zapytania) za emisji, ale nie wiem czy mi się nie podoba czy podoba, poza pojedynczymi scenami jak scena z krową i kultowy, jeden z najpopularniejszych dialogów serialu, ten o przyjaźni co mówi Scully. A najgorsze... to widziałem wiele gorszych, i to nie komediowych. To jest po prostu romcom.

Teraz czeka Cię chwila wytchnienia od parodii, bo cztery pod rząd to powrót do poważnego podejścia. No i jeden z moich ulubionych Gilligana (z tych poważnych , nie komediowych), czyli Tithonus, z bardzo ciekawym złym (nie chodzi o fotografa). To jeden z niedocenianych odcinków. No i jedne z niewielu o UFO w tej serii, bo w tej serii wyjątkowo mało takich odcinków jest.

Potem będzie mieszanka komedii, ekspeymentów i standalonów, choć to zależy, bo będą niby klasyczne standalony od nowych scenarzystów jak Alpha, Trevor, które uważane są za najgorsze i najnudniejsze w całym serialu, ale może Ci podejdą, bo są na poważnie zrobione. A eksperymenty nie mam na myśli tylko archiwowego dnia świstaka, ale też genialne Milagro i świetne Field Trip, które sa świetnymi pojedyńczymi dziełami, ale też nietypowymi jak na ten serial, choć nie komediowymi.

W sumie to w drugiej połowie 6 serii z lekkością klimatu nie będą szaleć aż tak jak wcześniej. Bardziej w siódmej serii, np. Fight Club, którego chyba wszyscy nienawidzą, to jest dopiero przegięty odcinek, bardziej jak Rain King, a dla mnie średniak, czy First Person Shooter Williama Gibsona, który lubię za parę scen i wcale nie dlatego, że występuje w nim w roli głównej jedna z gwiazdek flmów dla dorosłych :)

Odpowiedz
Pytałem o odcinek o deszczu ;)
Ale doczytałem wcześniej, że to jedyny, którego nie jesteś w stanie ocenić. Czyli odczytuje, że jest najgorszy. Ja autentycznie czegoś tak złego nie pamiętam.

EDYTA - edytowałeś ;)

Dzięki za wyjaśnienia. Do wcześniejszych też wrócę. Ale wpierw zrobić więcej odcinków ;)
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
6x9 i 6x10 - cóż za ULGA. Wreszcie normalne odcinki. I to całkiem dobre. Powiało optymizmem na przyszłość ;)

@Michax. Tak, czytam wszystko co piszesz ;)
Choć nie wszystko cytuję. Jeszcze ;)
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(26-01-2022, 04:22)shamar napisał(a): Pytałem o odcinek o deszczu ;)
Ale doczytałem wcześniej, że to jedyny, którego nie jesteś w stanie ocenić. Czyli odczytuje, że jest najgorszy. Ja autentycznie czegoś tak złego nie pamiętam.

Niby nie wiem jak oceniać ale lubię jednak Rain King za scenę dialogu Scully o przyjaźni, który jest równie popularny co hasła  typu Trust No One, czy za scenę z krową. Jest wiele odcinków najgorszych, dla mnie totalnym dnem, któremu dałem 1/10 to jest Travellers z 5 serii, najbardziej niepotrzebny odcinek i na dodatek przypominający mi Mroczne Niebo, czyli próbę zrobienia kolejnego Archiwum X na fali sukcesu XF, tylko że nie wyszło (do dzisiaj pamiętam scenę jak w nocy przyleciało UFO, strzeliło w maszt i w całym mieście zgasło światło, odpadłem po tej scenie). Ale nie było to odcinek, po którym pomyślałem, że kończę z serialem, nie mogę więcej.

Takim odcinkiem jest napisany przez Thomasa Schaunza Lord of the Flies z 9 serii, czyli przez kumpla Vince'a Gilligana, który go ściągnął do XFiles, pisał też do Lone Gunmen, a potem oczywiście do Breaking Bad i Better Call Saul. No i okazało się w BB, że to całkiem dobry scenarzysta, co mnie mega zaskoczyło, ale jego debiut w XF to chała nad chałami, tak wielka że postawiłem pierwszy i ostatni raz XF, ZERO (nigdy żadnemu filmowi, odcinkowi jakiegokolwiek serialu nie postawiłem 0). A w tym epizodzie występuje, co nie może być przypadkiem, skoro to odcinek napisany przez kumpla Gilligana, Aaron Paul, czyli kolejny aktor z uniwersum Breaking Bad w Archiwum X (inni aktorzy znani z BB i BCS wystąpili w odcinkach Gilligana).

To jedyny odcinek Archiwum X po którym się poczułem obrażony jako fan i pomyślałem pierwszy raz, że kończę z serialem, tylko że po chwili, jak ochłonąłem to przyszła mi taka myśl, że to odcinek debiutanta a nie starej ekipa serialu (Carter, Gilligan, SPotnitz, Shiban, bracia Morgan, Wong, Gordon), którzy też pisali słabe, ale nie poczułem się wcześniej ani później żadnym innym odcinkiem urażony, tak jak Władcą much.  A scena ze sztucznym oddychaniem całkowicie pogrążyła ten odcinek (trzeba pamiętać, że w XF zwykłe przytulenie, jest jak pocałunek).

Zacytuję moją starą opinię z jakiegoś starego xforum, napisaną po emisji odcinki.

"Olaboga, co za epizod, ale od początku.
Do Lord of the Flies nawet jak były w 9 serii epizody, które  miały minusy, to nie oceniałem ich aż tak krytycznie jak większość fanów. Ale w końcu musiał nadejść ten moment, w końcu musiał powstać taki epizod, ktory mogłbym zjechac od A do Z, i tą "perełką" jest właśnie Lord of the Flies.

Choć może nie powinienem być aż tak zaskoczony poziomem, bo Schnauz jest odpowiedzialny za jeden z najgorszych odcinków Lone Gunmen Tango de los Pistoleros. W czasie oglądania LotF odniosłem wrażenie, że autorowi odcinka marzyło się dzieło w stylu np. Post-Modern Prometheus, War of the Coprophages, czy Hollywood A.D. Niestety Schnauz, to nie Carter, Morgan czy Duchovny, autorzy tamtych odcinków.

Gratuluje nowemu scenarzyście, jednym odcinkiem przebłl wszystkie najgorsze samodzielne dzieła Johna Shibana, który uważany jest za najsłabszego scenarzystę ze stałej ekipy autorów skryptów. Lotf jest jeszcze gorszy niz Travellers (w tamtym epizodzie przynajmniej nie było głównych bohaterów), który do tej pory uważałem za największy koszmar w XFiles, a od teraz na pierwszym miejscu wśród największych pomyłek serialu jest LOTF. "

Władca Much i Travellers to  są najgorsze z najgorszych, nigdy do nich nie wracałem, widziałem raz i tyle. Ale też jest sporo bardzo słabych, naprawdę tragicznych, które kiepskie były za premiery i po latach są równie słabe, bardzo się zestarzały, jak Space, Young at heart, Ghost in the Machine, Lazarus, Born Again, Aubrei, The Walk, Teso dos Bichos (mniej więcej w tym samym czasie co emisja tego odcinka miała premiera filmu z Pennelope Anne Miller w roli pani doktor - czyżby nawiązanie do Scully? - i  Tom Sizemorem w roli gliniarza, który ma bardzo podobną fabułę do tego odcinka), Avatar, Sanguinarium, El Mundo Gira, Unrequited, Synchrony, Alpha, Trevor, Surekill, NIHT I i II, Underneath, My Struggle II, My Struggle III. To są najgorsze odcinki, czyli takie którym dałem 2 lub 3/10 i widziałem góra dwa razy, a oprócz tego sporo jest też średniaków (4 i 5/10).

Ogólnie to jak mnie pamięć nie myli to około 47, 48 epizodów uważam za tragiczne, słabe i średnie (tzn wszystkie razem wymieniam). Dwa najgorsze wymieniłem, które zajmują pierwsze miejsce, a takie na 2 lub 3/10, to też wymieniłem, a  które dostały ode mnie 4 lub 5/10, czyli średniaki, to łatwo policzyć ile ich jest, bo skoro tych najgorszych jest 23, a ogólnie słabych, najgorszych i średnich jest 48 odcinków, to średniaków wychodzi że jest 25 epizodów.  A to dość sporo jak na 218 odcinków, 11 serii (+ dwa filmy), bo to wychodzą całe dwa sezony, takie pełne, po 24 odcinki.

Tak co do ostatnich co obejrzałeś to o Tithonusie już pisałem, a co do SR 819 to epizod wprowadza wątek przyjaźni Kryceka i Skinnera, który ciekawie będzie rozwinięty i podsumowany w 8 serii.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości