CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,536
Liczba wątków: 30
7x10, 7x11... Jestem zniesmaczony. Przeginają pałę? Jakieś duchy kuwa? I coś mnie chyba ominęło. Która to już wersja tego, co stało się z siostrą Muldera? O co tu chodzi?
Najpierw było, że UFO. Później, że ludzie żeby oddać ją UFOkom. Dalej, że żyje i.ma się dobrze.
Teraz, że ... Właściwie to jaka jest teraz wersja. What a fucjk?
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
04-02-2022, 03:30
Użytkownik
Liczba postów: 238
Liczba wątków: 4
Bardzo polecam Supernatural, podobny klimat i czuć inspirację Archiwum, do tego kilku aktorów i wielu pracowników planu wyższego i niższego szczebla pracowało przy obu produkcjach.
Tutaj znajdziecie więcej info https://www.cbr.com/supernatural-spiritual-successor-to-the-x-files/
04-02-2022, 06:17
Black Women Forever
Liczba postów: 2,864
Liczba wątków: 4
Jestem fanem Supernatural i faktycznie pierwsze sezony polecam, ale później robi się z tego trochę Marvel, czyli telenowela z supermocami, aczkolwiek z dużą ilością śmierci i cierpienia. Mimo to kocham ten serial i kiedyś pewnie zrobię rewatch wszystkich 15 sezonów. Dla braci Winchesterów, którzy swoją relacja ciągną serial, i dla zabaw konwencją, których trochę było, i były cudownie absurdalne. Supernatural wiedziało czym było i niczego nie udawało.
Właśnie to, że mówię głupstwa, czyni mnie człowiekiem
04-02-2022, 10:34
Użytkownik
Liczba postów: 238
Liczba wątków: 4
Uważam Supernatural za dzieło Boże, do 5 sezonu to dla mnie kanon, reszta to apokryfy. Wychowałem się z tym serialem, a gdy miałem problemy, to wychodził nowy odcinek i było w nim przesłanie, które rozwiązywało wszystkie :O
04-02-2022, 12:48
Stały bywalec
Liczba postów: 3,130
Liczba wątków: 8
W Supernatural było wiele nawiązań do XF, w tym jeden odcinek inspirowany XF. Zresztą w tym serialu pracował Kim Manners, jeden z najlepszych stałych reżyserów XF (chyba mój ulubiony archiwowy reżyser), który zmarł jakiś czas temu, chyba właśnie w czasie prac nad którymś sezonem Supernatural.
Shamar odpowiem Ci w spoilerze.
Closure nie jest po to by odpowiedzieć na pytania co dokładnie się stało z Samanthą, tylko chodzi w tym odcinku o to, że Mulder się pogodził ze stratą, to jest istotą tej historii. Mulder mówi wprost - jestem wolny. Jedyne co jest pewne na 100% po Closure, to że siostra nie żyje, bo widzimy jej ducha. Ale nie rozumiem tego, że można się czepiać w serialu, w którym wszystko było ze zjawisk paranormalnych, duchów. Jest to najprostsze wyjaśnienie i piękne w swej prostocie, choć trochę bajkowe. Jeśli wierzyć we wszystko co mówi się w tym odcinku to duchy zabrały Samanthę z zamkniętej sali szpitalnej (gdy trafiła tam po udanej ucieczce z ośrodka, gdzie od porwania do 14 roku życia przeprowadzano na niej testy) i zamieniły ją w energię gwiazd, gdyż przewidywały, że będzie cierpiała.
A co do różnych wersji tego co się stało z siostrą, to większość tego opowiadał w poprzednich sezonach głównie Palacz jak pamiętam, nawet w tym odcinku, albo informatorzy, a hasłem serialu jest Nie ufaj nikomu, więc zrozumiałe, że to co mówił choćby Palacz to trzeba pamiętać, że to jest kłamca. Zresztą każde wyjaśnienie jakiegokolwiek wątku, to trzeba zakładać że to nie jest cała prawda, albo mocno zagmatwana. A czy to ważne tak naprawdę czy to UFO, czy ludzie ją porwali, i oddali UFO< co to tak naprawdę zmienia, w tym że nie żyje?
A to że żyje i ma się dobrze to pewnie mówisz o odcinkach z początku 5 serii,gdy Mulder niby się zabił i Palacz pokazał mu siostrę. Nie pamiętam wszystkiego z tych odcinków, ale obstawiałem, że to klon (zresztą nie jedyny bo w premierze 4 serii są młodsze wersje Samanthy), co idealnie pasuje do XF. Więc wszystkie Samanthy jakie widzieliśmy wcześniej to były klony, eksperymenty.
XF to serial, który się opiera(ł) na zagadkach i niedomówieniach, więc ja kupiłem takie wyjaśnienie, które za wiele nie wyjaśnia, poza śmiercią Samanthy, tylko jest pełne tajemnicy. To jest zgodne z duchem (ha, ha) serialu, czyli takie zakończenie, gdy widz dopowiada sobie swoją wersję wydarzeń, gdy więcej jest zagadek w wyjaśnieniu jak odpowiedzi. Z tego znany jest serial, jak i z tego, że czym więcej się myśli tym więcej wątpliwości się pojawia co do wyjaśnienia. Pamiętam, że w finale siódmej serii, który miał być finałem serialu, Fox Mulder mówi coś takiego o swojej siostrze - nic tak naprawdę się nie wyjaśniło.
A to jak Carter i spółka nie lubią kończyć wątków widać najlepiej po głównym wątku w części pierwszej tego odcinka, którą ogląda się bardziej jak standalone, o tym podejrzanym mordercy, Mikołaju, którego historia w Closure całkowicie zostaje olana, chyba pojawia się w jednej scenie i tyle. Zostaje wiele pytań co do Mikołaja bez odpowiedzi. Po 7 sezonach powinno być jasne, że odpowiedzi w tym serialu nikogo nie interesują, ważniejsze są niedomówienia, to jest typowe zagranie dla Archiwum X.
No i ja dokładnie takiego (nie)wyjaśnienia się spodziewałem po tym wątku. W Closure chodzi o pogodzenie się Muldera ze stratą i nic więcej. Wolę takie rozwiązania, które dopowiadają trochę, jak to że nie żyje i coś się tam sugeruje, ale większość to jednak zagadka, bo każdy widz zinterpretuje sobie sam, niż takie jak w finale 9 serii, w którym wyjaśniono większość rzeczy. A raczej to co dowiedziałem się z serii 1-9 zebrali do jednego odcinka, w którym bohaterowie streszczają każdy z ważniejszych wątków mitologii co dokładnie sie stało, próbują poukładać w całość mitologię, co psuje klimat XF i upraszcza bardzo ten świat. No i też mówią w finale 9 serii dokładnie co się z nią stało, więc jak nie łapiesz, to zrozumiesz po finale 9 serii.
A jak pisałem we wcześniejszych komentarzach, to Carter tak lubił kończyć wątki, które (bardzo) długo trwały i się bardzo gmatwały po jakimś czasie. Jeśli historia za bardzo się skomplikowała albo nie miała sensu to kończył wątek dialogiem, który wykłada wszystko wprost albo jedną sceną, która definitywnie zamykała wątek, jak w Closure scena finałowa czy w Two Fathers/One Son ostatnia scena z dziadkami z Syndykatu, którzy zginęli, czyli wątek zakończony. Więc jak były jakieś pytania to ich już nie ma, bo dziadków już nie ma:)
Tajemnicą nie jest, że tak naprawdę nie było planu na zakończenie jej historii, tylko wymyślano mitologię co kolejny sezon. Tak jest z większością wątków z mitologii, oprócz mitologii z 8 serii która widać, że jest zaplanowana od początku do końca co jest "zasługą" ograniczenia roli Davida w tej serii. Widać choćby w trylogii kończącej 2 sezon i zaczynającej 3 sezon (Anasazi, Blessing Way, Paper Clip), w której Mulder zmarł zasypany w wagonie i trafił do zaświatów, gdzie spotkał ducha swojego ojca, ale siostry nie spotkał. A nawet ojciec mówi mu, że nie ma Samanthy z nim. Więc gdzie w takim razie jest, skoro jak wiadomo z Closure nie żyje?
A to co we wcześniejszych sezonach mówiono o Samancie, że żyje, innym razem że nie żyje, to może źle pamiętam, ale większość z tych tekstów mówił Palacz, któremu nie warto wierzyć. Jeśli w cokolwiek warto wierzyć z Closure co do losów siostry, to z cytatów z jej pamiętnika, co w nim napisała. No i mamy dowód, że nie żyje, bo zobaczył ducha.
Jak pisałem wcześniej, mytharców w ogóle nie planował Carter tworząc 1 sezon, 2 sezon i kolejne miały wyglądać jak pierwszy, czyli proceduralne historie, pojedyncze śledztwa. Mytharcy stworzono z "winy" Anderson, przez jej ciążę, b wymyślili trzyodcinkową historię o jej porwaniu,, która ominie ciążę aktorki, i wtedy wpadli, że to będzie najważniejszy wątek, który się będzie przewijał przez cały serial. W czasie burzy mózgów jak ominąć ciążę aktorki wpadli na to, że oprócz standalonów, będą robić dłuższe odcinki, dwu lub 3odcinkowe. No i wtedy zaczęli tworzyć jakąś tam mitologię, która z każdą kolejną serią coraz bardziej się gmatwała.
A nawet jak był jakiś pomysł na historie z mitologii to góra na jeden lub dwa sezony, co widać jak się czasami łączą wątki mytharcowe z dwóch sezonów, ale nie na kilka lat. Zakończenia żadnego wątku nie mieli napisanego w 1 lub 2 serii, gdy zaczęli serial tworzyć, bo nawet nie planowali mytharców, tylko wyszła ta zmiana przez seks aktorki (w sumie to wszystkie zmiany w serialu to wynik różnych sytuacji za kulisami, gdy musiały jakieś zmiany zajść). To Anderson największy wpływ miała na to jak serial ewoluował w 2 serii, ale planu na całość nie było. Zresztą plany co do zakończenia serialu się zmieniały co trochę, np. 5 seria miała być ostatnia i filmy później, potem siódma seria ostatnia, a potem ósma, itd. Pewnie jakby po 5 serii nastąpił koniec, to w którymś z filmów dostalibyśmy finał historii siostry i może w takiej samej formie jak w tych dwóch odcinkach.
A znalazłem moje teksty i znajomych na xforum o 2parterze, które zacytuję. Wpierw o Sein und Zeit. Bardzo ładny początek zakończenia wątku, który się ciągnął przez 7 lat, ale nie w taki sposób co niektórzy by mogli oczekiwać, bo dla mnie te dwa odcinki są bardziej o pogodzeniu się ze stratą Foxa, a nie odpowiedzi na każde pytania. Oglądając tyle lat serial w TVP 2 wiedziałem, że to się tak zakończy, czyli że nie znajdzie siostry. Ale też nie jestem zaskoczony, że tak podoba mi się część pierwsza, bo bardzo przypomina serial Millennium i pierwsze sezony XF, zwłaszcza skojarzenia z Papierowymi sercami z 4 serii mam. Był to standalone o mordercy, który mógł zabić Samanthę, a tutaj mamy podobne zagranie, niby standalone, ale okazuje się to być najważniejszy odcinek serialu, obok One Son z 6 serii, w którym zakończono wątek Syndykatu.
No i dodam, że Duchovny aktorsko pokazał w tym odcinku klasę, zwłaszcza w scenach po śmierci mamy Foxa. A ja raczej aktora nie chwalę za dramatyczne sceny, jest lepszym komediowym aktorem, a za ten i następny odcinek muszę go pochwalić. A z treści wiadomości jaką Mulderowi mama zostawiła można wiele wyczytać co do ich przeszłości, jaka była.
Closure
Siła zakończenia wątku siostry tkwi w prostocie (i muzyce Moby'ego). Można było się spodziewać zagmatwanego wyjaśnienia, a wybrali najprostsze - Mulder się pogodził ze śmiercią siostry, uwolnił się. Żaden wątek tak pięknie nie został zakończony w XF. No i na swój sposób to jest gorzkie zakończenie, bo okazało się, że wszystko co Mulder robił było oparte na jego złudzeniu. Może nie tak gorzkie jak to co sugerowano w premierze 5 serii, że kosmici nie istnieją, itd, ale podobne rozwiązanie, które mi się bardzo podoba. Facet się pogodził ze stratą, jest wyzwolony, czyli to można uznać za słodką część zakończenia, a jednocześnie gorzkie, bo przez połowę swojego życia dosłownie gonił za duchem, co nie mogło przynieść nic dobrego. No i też właśnie tego się spodziewałem, że nigdy jej nie znajdzie i okaże się, że nie żyje, co się potwierdziło.
A teraz teoria do tego co się stało, też z xforum skopiowana, akurat nie moja, ale w sumie się z nią zgadzam. Samantha została porwana, matka o wszystkim wiedziała. Po tym jak ją porwali, to podobnie jak Cassandre Spender oddali później, ale Palacz to ukrył i przetrzymywał ją w bazie, dopuszczał do przeprowadzania testów na niej. Myślę też, że Cassandra opiekowała się Samanthą, gdy była na Ziemi. Wiadomo też z tych odcinków, że Samantha znała Jeffreya Spendera. Obstawiam, że nie wiedziała Cassandra Spender, że Samantha umarła, była przekonana, że ją znowu zabrali i jest "out there", i dlatego mówila Mulderowi w szóstej serii, że jego siostra gdzieś tam jest. Dowiadujemy się też o poszukiwaniach Sam, o których wiedział Mulder, ale dopiero teraz dowiadujemy się, że zakończył je Palacz. No i powiedział CSM dlaczego zakończył. Choć wiadomo, że jemu do końca nie można wierzyć we wszystko w to co mówi. Ale wcześniej nie znaliśmy jego nazwiska i jego podpis na dokumencie nic nie znaczył. Teraz znaczy dużo.
A czy zgadza się to z tym, co mówią o siostrze Muldera w finale 9 serii, to nie pamiętam, a nie mam teraz możliwości by sprawdzić.
06-02-2022, 03:27
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-02-2022, 03:43 przez michax.)
Black Women Forever
Liczba postów: 2,864
Liczba wątków: 4
(04-02-2022, 12:48)Pixie napisał(a): Uważam Supernatural za dzieło Boże, do 5 sezonu to dla mnie kanon, reszta to apokryfy. Wychowałem się z tym serialem, a gdy miałem problemy, to wychodził nowy odcinek i było w nim przesłanie, które rozwiązywało wszystkie :O
Bóg to akurat w 15 sezonie się nad nimi znęcał i okazał się zimnym sukinkotem, przy którym łatwiej było zrozumieć jego syna Lucyfera. A zadebiutował już w 11, gdy okazało się że pewna postać ze starych sezonów nim jest.
Właśnie to, że mówię głupstwa, czyni mnie człowiekiem
06-02-2022, 11:54
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,536
Liczba wątków: 30
Za parę chwil skończę serię 7 więc mogę już... podsumować szóstą ;) Która była (tak się wydaje) lepsza.
Najlepsze kawałki:
* 6x03
* 6x11 + 6x12
* 6x13
* 6x14
* 6x21
* 6x22 (niestety tylko ciekawie się zaczęło)
Najgorsze:
* 6x04 + 6x05
* 6x06
* 6x07
* 6x08 (to mój faworyt do NAJGORSZEGO odcinka całego serialu)
* 6x18 (drugi najgorszy w tym sezonie)
* 6x19
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
06-02-2022, 20:52
Użytkownik
Liczba postów: 238
Liczba wątków: 4
@ted (nie wiem jak tu wolac) To się działo powyzej 5 sezonu, więc mógłby tam nawet sam sobie robic dobrze buzią i mnie to nie interesuje. Ogladalem calosc, ze 3 razy, ale wciąż tylko do 5 uwazam ze Kanon (a widizalem z 6 razy)
Mi więcej tytuły mówią niż cyferki. Wlasnie skonczylem znowu 8 i wiem co będzie w 9, który uwazam za slaby
07-02-2022, 02:47
Stały bywalec
Liczba postów: 3,130
Liczba wątków: 8
Zapomniałem napisać wcześniej, gdy wspomniałem o Mannersie, jak ważny dla ekipy XFiles był. Pracował przy serialu od 2 serii do samego końca serialu (tzn do 9 serii), a jak ważną osobą był na planie pokazuje to, że oddała mu hołd ekipa Breaking Bad na czele z Vince Gilliganem. W piątym odcinku drugiej serii BB dali po zakończeniu odcinka a przed napisami końcowymi tekst - Dedicated to our Friend, Kim Manners. To był (chyba) pierwszy taki przypadek, gdy spotkałem się z dedykacją dla artysty, który nie pracował przy tej produkcji, w której oddano mu hołd, tylko dla twórcy z którym się pracowało ileś lat wcześniej przez 8 lat.
Nigdy nie zrozumię jak Milagro (6x18) z Hawkesem może się nie podobać, mimo tego, że zbiera różne opinie wśród fanów. Jest to jeden z tych odcinków 6 serii, który podzielił fanów na dwie grupy, czyli arcydzieło albo dno. Podobnie mam z Triangle z 6 serii, nie rozumiem jak może się komuś nie podobać, choć to akurat odcinek, który wszystkim się podoba (oprócz shamara i first-pepe). A dlaczego Milagro uważam za arcydzieło napisałem już i skopiowałem tekst innego fana, z którym się zgadzam w 100%. Dosłownie napisał to co ja myślę o odcinku, plus dodałem, że to jak dzieło Kinga, którego King nie napisał. Choć akurat wśród dziennikarzy i krytyków to raczej panowała zgoda co do Milagro, że to jeden z najlepszych epizodów w całym serialu, więcej pozytywnych opinii zebrał odcinek od krytyków jak od xfanów. Milagro nie podzielił krytyków na dwa skrajne obozy tak bardzo jak większość odcinków szóstej serii.
07-02-2022, 03:29
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,536
Liczba wątków: 30
Ale ja wymieniałem "Triangle" wśród tych najlepszych ;)
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
07-02-2022, 03:35
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,536
Liczba wątków: 30
Jestem już na 8x1 więc czas na podsumowanie sezonu 7 ;)
Najlepsze kawałki:
* 7x4 Millenium
* 7x8 Maleni
* 7x14 Złodziej
* 7x18 Marka X
* 7x22 Requiem
najgorsze:
* 7x3 Głodny
* 7x5 Pęd
* 7x9 znaki i cuda
* 7x13 Strzelanka (jeden z gorszych gniotów w całej serii)
* 7x19 Hollywood
* 7x20 Klub Walki (godny konkurent odcinka z sezonu 6 o "Szamanie Deszczu" do najgorszego odcinka w całej historii)
Ogólnie sezon, poki co, najgorszy. A to już wyczyn po kiepskim 6.
Ale... Początek serii 8 (czy juz sam koniec serii 7) znowu napawa optymizmem. No zobaczymy bo pamietam, że odcinki z Patrickiem kiedys mi się podobały.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
09-02-2022, 22:20
Stały bywalec
Liczba postów: 3,130
Liczba wątków: 8
Co do Triangle rzeczywiście wymieniłeś wśród najlepszych, ale pamiętam jak pisałe, że podobał Ci się do sceny bójki (nawiązanie do 1941 Spielberga), a potem już tak dobrze było (choć jest genialna scena z dwoma Scully na korytarzu).
Nie napisałeś nic o 7x21, czyli o dżinie (a raczej o dżinie żeńskim, czyli dżinka, tak się odmienia?), więc ani najlepszy ani najgorszy dla Ciebie, a dla mnie to najlepszy odcinek Vince Gilligana ze wszystkich jakie napisał (komediowe, eksperymenty, thrillery, horrory, sensacyjne, itd, itp). Jego Bad Blood o wampirach z 5 serii zajmuje pierwsze miejsca na wielu listach najlepszych, aktorzy i ekipa uwielbiają, i zgadzam się, że znakomity jest, ale Je Souhaite to od początku do końca genialna robota, z doskonałymi dialogami i scenami jak np. cały wątek z niewidzialnym i Scully, pomysły na życzenia, itd. No i jest to też ostatni odcinek z uśmiechniętą i zadowoloną Daną Scully, nie licząc końcówki 8x19.
W tym debiucie reżyserskim Gilligana po raz pierwszy można zauważyć też początki stylu Gilligana, tego znanego z Breaking Bad. To jest jedyny odcinek XF po którym bym poznał, że napisał go twórca BB i BCS. Chodzi mi o to, że niewidzialny i jego brat, albo kumpel, bo już nie pamiętam kim on był, to zachowują się identycznie jak kumple Jessiego Pinkmana z BB. Jakby przenieść ich do świata BB to by idealnie tam pasowali. Nie miałeś takich skojarzeń?
Zapomniałem zapytać, a co sądzisz o all things debiucie Gillian Anderson z 7 serii? Nie przypadkowo to był jedyny odcinek jaki napisała i reżyserowała, bo nie spotkał się ze zbyt dobrym przyjęciem (w przeciwieństwie do Duchovny'ego, który od 2 serii dużo pisał scenariuszy i też czasami reżyserował, większość jego odcinków spotkała się z dobrym przyjęciem, co mnie nie dziwi, zarówno lekkie, komediowe, jak i mytharcy).
A jeśli są osoby, które lubią all things to tak jak ja, czyli wiem, że to słaby odcinek, na dodatek nie mający nic wspólnego z archiwum x, bo nie ma sprawy i zjawisk paranormalnych, to obyczajówka, melodramat, w ktorym Anderson pokazała swój stosunek do jej postaci. No i dodała elementy ze swojego życia, jak ten cały wątek buddyjski (inna sprawa że nie pasuje to za nic do Scully), ale lubię epizod za stronę techniczną.
all things ma jedne z najlepszych scen slow motion jakie widziałem, te wszystkie sceny z (kolejnym) kawałkiem Moby'ego wykorzystanym w X-Files ogląda się jak teledysk. Więc w sumie lubię i wcale nie dlatego, że zasugerowali w nim na początku to co zasugerowali i potwierdzili w wywiadach, ale rozumiem, czemu miał jej debiut raczej chłodne przyjecie. Jako jednorazowy eksperyment all things może być, gorzej jakby więcej takich odcinków melodramatycznych było i nawet moja otwartość na eksperymenty odchodzące jak najdalej od tego czym jest xfiles to pewnie by się w końcu skończyła (tak całkowicie na marginesie, były facet Dany wygląda starzej od Skinnera).
14-02-2022, 03:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2022, 03:47 przez michax.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,536
Liczba wątków: 30
(14-02-2022, 03:25)michax napisał(a): Co do Triangle rzeczywiście wymieniłeś wśród najlepszych, ale pamiętam jak pisałe, że podobał Ci się do sceny bójki (nawiązanie do 1941 Spielberga), a potem już tak dobrze było (choć jest genialna scena z dwoma Scully na korytarzu).
Na tle całego sezonu wypada jako 1 z tych lepszych :)
Cytat:Nie napisałeś nic o 7x21, czyli o dżinie (a raczej o dżinie żeńskim, czyli dżinka, tak się odmienia?), ...
Nie był zły ale ja standardowo nie przepadam za komediowymi ;)
Cytat:
Zapomniałem zapytać, a co sądzisz o all things debiucie Gillian Anderson z 7 serii? Nie przypadkowo to był jedyny odcinek jaki napisała i reżyserowała, bo nie spotkał się ze zbyt dobrym przyjęciem...
Zupełnie zbędny. Nie w klimacie "X-files". Serio, nie potrzebowałem informacji, że Scully rozbiła jakąś rodzinę swojego wykładowcy. A ten... Przeprowadził się do "jej" miasta tylko po co? Żeby przez 10 lat jej nie znaleźć?
ALE od tego odcinka (choć pewnie zdarzały się wcześniej) zauważyłem, że zaczęli wykorzystywać polskie nazwiska. Tu był Szczęsny, w kolejnych odcinkach podobne padają jeszcze ze 3, 4 razy. Hmmm.
. Cytat:
. Jako jednorazowy eksperyment all things może być, gorzej jakby więcej takich odcinków melodramatycznych było i nawet moja otwartość na eksperymenty odchodzące jak najdalej od tego czym jest xfiles to pewnie by się w końcu skończyła (tak całkowicie na marginesie, były facet Dany wygląda starzej od Skinnera).
.
Wszystko w temacie ;)
---------------+++-------++++++-------------
Jestem w połowie s. 8 i... Trochę lepiej go zapamiętałem. Przede wszystkim podobał mi się Dagget i to, że odwrócili role: czyli że Sculy robiła za tą od paranormalnych rzeczy.
Ale teraz już mi się podoba mniej ;)
Brakuje luzu i chemii w tej parze.
Jest niby to czego oczekiwalem czyli poważne odcinki ale cczuć, że twórcom brakuje już pomysłów.
Póki co, najlepsze to 2 mitologiczne na początku oraz 8x6 o "cofaniu czasu". Ale teraz przede mną prawie same mitologiczne więc jest nadzieja ;)
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
15-02-2022, 04:57
Stały bywalec
Liczba postów: 3,130
Liczba wątków: 8
Dla mnie to jeden z najlepszych sezonów, w którym dodanie Johna Doggetta może nie odświeżyło serialu, bo trudno wpaść na nowe pomysły po siedmiu latach, co dodało nowej energii ekipie której starczyło jedynie na ósmą serię, a powrót do poważnych klimatów wyszedł znakomicie. W idać że w 8 serii nie pasowałby żaden komediowy odcinek, z tych dobrych i tych złych, i nie chodzi tylko o dramatyczne zakończenie siódmej serii, co klimatycznie tak ósemka różni się od siódmej i szóstej serii, zdjęciowo jest najbliższa 4 serii, bo najbardziej ciemna.
Z Doggettem miałem tak jak chyba wszyscy przed premierą ósmej serii, mimo sympatii do aktora przez Terminatora 2, czyli nieufność i gdzie on się pakuje, to będzie porażka i dlatego dali scenę z wylaniem wody na twarz, że Scully zachowuje się jak fani Duchovnyego wkurzeni, a pokochałem Doggetta już w 2parterze rozpoczynającym ósmy sezon, tak szybko jak Muldera i Scully w 1 serii. Aktor takie dobre miał przyjęcie wśród widzów, krytyków i dziennikarzy, że wszyscy byli zadowoleni, na czele z Foxem, który długo nie czekał by zamówić 9 sezon, mimo tego, co będzie widac bardzo w odcinkach 17-21 z ósmej serii, że scenarzyści na czele z Carterem tego nie chcieli, chcieli zakończyć co bardzo widać, a nawet w finale nie pozbędą się znowu Muldera, tylko zamkną historię M i S. Gdyby chcieli 9 serię robić, to by się go pozbyli znowu, bo było pewne że jak zgodził się na 12 odcinków z 21, to nie zgodzi się na żaden występ w 9 serii. A nawet to było tak że ósma seria początkowo miała mieć 20 odcinków, ale w drugiej połowie sezonu ogłosili, że będzie miała jeden odcinek więcej i po raz pierwszy podwójny finał, bez cliffhangera, czyli w domyśle podsumowanie ośmiu lat. Ostatnie 5 odcinków ósmej serii, ogląda się jak takie zamknięcie i podsumowanie XF, jakby scenarzyści w dialogach i niektórych scenach mówili wytwórni - my chcemy skończyć, co mówił Carter i Spotnitz wprost w wywiadach w magazynie XF, że nie planują więcej, ale jeśli FOX dalej będzie chciał cisnąć serial , to nic na to nie poradzą.
A co do duetu Scully i Doggett to uwielbiam tą parę i moim zdaniem jest chemia między postaciami, ale zupełnie inna jak między M i S. No i też jest inne napięcie, bo wiadomo, iż między tą parą się nic nie zmieni. Ale ogólnie Anderson to z każdym ma chemię w XF (jak i w innych produkcjach), z Duchovnym, Pileggi (Skinnerem), Patrickiem, czy nawet z Gish, która gra Monikę Reyes (do tego stopnia, że fani podejrzewali, czy Monika to nie lesbijka i nie leci na Scully). Chemii to nie ma między Doggettem i Reyes, a to oni grają pierwsze skrzypce w 9 serii, co jest spowodowane też tym, że do siebie nie pasują. No i też Gish z całym szacunkiem dla niej, to nie jest tak dobra aktorka jak Anderson i Patrick. No i próbowali zrobić z niej kopię Muldera co zupełnie nie wyszło, a jednak Doggett to inna postać jak Mulder i Scully, choć się może wydawać że to męska wersja Dany.
Doggetta tak polubiłem od pierwszych scen, że jak powtarzam sobie ósmy sezon to mnie wkurza Scully (zaznaczam, fana Anderson i Scully, a Dana to postać, z którą znajduje wiele cech wspólnych i zawsze było mi do niej bliżej jak do Muldera), czemu jest taka złośliwa dla niego. Niby rozumiem, ale jednak. Więc podoba mi się ten duet, fajnie jest rozwijany w każdym odcinku, od nieufności do zaufania. Do tego stopnia podobają mi się to jak razem grają Anderson i Patrick, że dla mnie nawet najgorszy odcinek z ósmej serii z tą parą jest lepszy od najgorszych odcinków z Mulderem i Scully z serii 1-7. A w połowie sezonu, gdy główna para się zmieni,to żałuję, że tak krótko razem prowadzili sprawy.
Pierwsze siedem odcinków, to jest tak wysoki poziom, że nie ma epizodu, któremu bym dał mniej jak 8. Within i Without 9/10, Patience 8, Roadrunners 9, Invocation 8, Redrum 8 i genialne Via Negativa na 10.
Może pomysły to nic nowego, czasami są przesadzone sceny (w domyśle to co się dzieje z bohaterami, dosłownie poszli w tej serii w body horror, bo jest dużo sceny uszkodzeń, krojenia, cięcia, piłowania, wbijania czegoś w ciało), ale to jak wyreżyserowane są, jaką mają genialną muzykę odcinki i jak zagrane przez Patricka i Anderson. Przede wszystkim Via Negativa, to nie pierwszy raz epizod ze snami, ale dla mnie najlepszy i jedyny, który mnie przestraszył z całego serialu, którego pomysł wzięli z serii o Freddy Kruegerze. To jak zagrał w tym odcinku Patrick to mistrzostwo świata, ale ogólnie klimat paranoi, muzyka, zdjęcia, scenografia, wszystko idealnie współgra w VN. No i końcówka gdy Doggett nie wie czy śni czy nie to jest prostu arcydzieło ( a dialogi mówione od tyłu to na pewno nawiązanie do Twin Peaks). Jedyny horror w XF który na mnie działał i działa po latach.
Niewiele gorszy jest Roadrunners. W tym odcinku Gilligana Anderson ma sporo scen do grania i pokazuje (znowu) jak jest świetna. Oczywiście przesadzony epizod jak prawie każdy w tej serii, wiadomo że normalny człowiek by tego nie przeżył co się dzieje w końcówce z agentką, ale wszystkie sceny z sekta, a zwłaszcza końcówka robi piorunujące wrażenie. Jedynie przyczepię się tego, że trochę na siłę robią z bohatera Doggetta, tzn jeśli ktoś go nie polubił wcześniej to go już nie polubi, nawet jak robią z niego rycerza, który przyjeżdża w ostatniej chwili.
Redrum to fajna archiwowa wersja odcinka jak ze Strefy Mroku, a Invocation to bardzo dobre rozwinięcie relacji agentów i dowiadujemy się o tajemnicy Johna, co miało być głównym wątkiem w mitologii (bez UFO), od 10 serii, jakby wtedy powstała. No i to jedyna rzecz której się przyczepie, czy każdy agent FBI musi mieć jakąś traumę? Jest to też kolejny odcinek w którym Dana docina Johnowi podobnie jak w ich pierwszej sprawie, w której ścigają batmana, który nie jest oryginalnym pomysłem, ale reżysersko, muzycznie, zdjęciowo i ogólnie klimatycznie odcinek się bardzo broni, jak (prawie) każdy w ósmej serii. Widać że Carter wciąż lubi eksperymentować z formą, bo kilka fajnie nakręconych scen jest w 8x03. No i lubię te dialogi między agentami w epizodzie z nietoperkiem. Z jednej strony Doggett, który jest jak tylko sie da sympatyczny i próbuje rozwiązać sprawę swoimi metodami, a z drugiej, Scully ciągle mu jakieś złośliwości sypie.
Po wybitnym odcinku nawiązującym do Koszmaru z Elm Street (ostatnia 10 jaką dałem obok 8x14 w całym serialu) czeka Cię kilka słabszych standalonów, ale to wina tego, że napisanych przez nowych scenarzystów, którzy przyszli w 6 serii lub debiutantów. Ale już w tych siedmiu widać, to co pisałem chyba już, jak 8 seria jest nowoczesna. Widać że historię może nie mieli rozpisaną na każdy odcinek, ale ogólnie mieli rozplanowany sezon 8 na segmenty, czyli od 3 do 12 rozwijane relacje D i S, od 13 do 16 powrót Muldera i mitologia, nowa para Mulder i Doggett oraz pożegnanie ze starym duetem w 17-21. Sezon 8 ogląda się jak długi film z trzema aktami, z rozwinięciem, środkiem i zakończeniem, a wyszło to przez sytuacje za kulisami, bo wiedzieli w których odcinkach pojawi się David. Chyba po raz pierwszy (nie licząc sytuacji z ciążą Anderson w drugiej serii) ósmy sezon to w jakimś tam stopniu rozplanowana od początku do końca seria.
17-02-2022, 00:48
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-02-2022, 01:01 przez michax.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,536
Liczba wątków: 30
Skończyłem s. 8. Oczywiście lepszy niż 6 i 7 ale w niektórych miejscach "przeskakują rekina". Widać, że jest to ciągnięte na siłę. Relacja Dogget/Scully się poprawia.
CDN.
A właśnie @Michax - wypisz znane Ci inspiracje innymi filmami w danych odcinkach. Kilka takich ewidentnych wyłapałem ale już zapomniałem.
Na pewno odcinek o "Rodzinie na farmie" to ukłon w stronę "Teksańskiej masakry". Z tego sezonu jest "Alien" i powiedziałbym, że odcinek w metrze to "Cabin Fever". Z tym, że ten powstał później ;)
Swoją drogą: odcinek w metrze to chyba mój ulubiony z sezonu 8.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
17-02-2022, 03:42
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-02-2022, 03:54 przez shamar.)
Twoja stara
Liczba postów: 1,119
Liczba wątków: 0
Widzę Shamar, że masz podobne odczucia do moich. Sezon 8 z Doggettem daje o dziwo radę, tylko fabularnie przeskakują rekina już po raz enty (to przeskakiwanie zaczęło się już zresztą w 6 sezonie). Robert Patrick jako Dodgett świetny, jego gra twarzą to mistrzostwo świata, potrafi zagrać wszystko, a to na nim spoczywa ciężar tego sezonu. Nie wiedziałem, że Patrick to taki dobry aktor, szkoda że nie zrobił większej kariery, zaryzykuję tezę, że byłby lepszym Mulderem niż Duchovny ;), co jest szczególnie widoczne, gdy w drugiej połowie 8 sezonu wraca Mulder i w sposób żenujący parodiuje samego siebie, Duchovny musiał być potwornie znudzony tą rolą.
Pojawia się również niesławna Monica Reyes, i tak jak na aktorkę bardzo dobrze się patrzy, czuć charyzmę Annabeth Gish, tak grana przez nią postać jest nieporozumieniem i mnie zupełnie nie interesowała jej podbudowa pod 9 sezon (w odróżnieniu od Doggetta, którego nieźle wprowadzili). To już lepsza niż Reyes jako partnerka Doggetta w archiwum byłaby ta blondi-księgowa z odcinka o człowieku-gadzie, dziewczę sympatycznie roztrzepane.
Niestety, jako się rzekło, fabularnie serial nie ma już nic ciekawego do zaoferowania, wątki stand alone przeskakują rekina lub są zwyczajnie głupie, a wątek mitologiczny (spiskowy) skończył się na odcinku 6x11, kiedy obcy buntownicy załatwili Syndykat, superżołnierze to nieporozumienie (chociaż pojawiająca się w 9x01 i 9x02 Lucy Lawless wygląda niezwykle apetycznie i razem z Adamem Baldwinem robią dobrą robotę dla tego durnego wątku).
Początek 9 sezonu zapowiada niezłą katastrofę fabularną, takie Trudne Sprawy na sterydach, a Cary Elwes gra jakby robił dokrętki Facetów w Rajtuzach. Duchovny już całkowicie znika, Scully zamienia się w mamunię, a niestety para Reyes-Doggett nie styka na wielu płaszczyznach fabularnie, pomimo tego że pomiędzy Gish i Patrickiem jest niezła chemia. Coś czuję że 9 sezon to będzie guilty pleasure.
17-02-2022, 22:18
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,536
Liczba wątków: 30
Sezon 8 dobry choć odcinki mitologiczne (oprócz 2ch rozpoczynających) to niezły pierdolnik. Zombie-akcje z ożywaniem to już przegięcie.
I szczerze nie ogarniam ciągłości tych odcinków.
Sezon wcześniej była niedokończona historia ze statkiem UFO na plaży w Afryce. Teraz serwują jakieś zmartwychwstania, klony-terminatorów, które zastępują ludzi i super-żołnierzy (to już początek s.9).
Jak pisałeś - do czasu Syndykatu było w miarę zgrabnie. Teraz nie wiem o co chodzi i wygląda to jak wymyślane na poczekaniu.
Patrick dobry (choć ciągle irytuje mnie jego racjonalność, dokładnie tak jak irytowała mnie Scully dawniej), Reyes jakby z innej bajki z tymi przeczuciami. Blondyna-uczennica na dłuższą metę byłaby męcząca bo przez kilka odcników by się "uczyła" ;)
(17-02-2022, 22:18)first-pepe napisał(a): Początek 9 sezonu zapowiada niezłą katastrofę fabularną, takie Trudne Sprawy na sterydach, a Cary Elwes gra jakby robił dokrętki Facetów w Rajtuzach. Duchovny już całkowicie znika, Scully zamienia się w mamunię, a niestety para Reyes-Doggett nie styka na wielu płaszczyznach fabularnie, pomimo tego że pomiędzy Gish i Patrickiem jest niezła chemia. Coś czuję że 9 sezon to będzie guilty pleasure.
Jestem na odcinków 3, który jest ewidentnie inspirowany filmami typu: "W paszczy szaleństwa". Nie jest źle na razie i można zobaczyć, obok Elwesa, kolejnego drugo i trzecioplanowca: Remara. Gość też zmarnowany w świecie filmu jak Patrick czy Elwes.
Podsumowanie 8.
Najlepsze:
* 8x1 + 8x2 czyli poszukiwanie Muldera
* 8x6 - Redrum
* 8x7 - Via Negativa
* 8x12 - Medusa - mój ulubiony chyba odcinek z tego sezonu.
Najgorsze:
* 8x3 - Nietoperz
* 8x4 - Roadrunners
* 8x8 - Surekill
* 8x10 - Indie
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
18-02-2022, 00:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-02-2022, 00:48 przez shamar.)
Twoja stara
Liczba postów: 1,119
Liczba wątków: 0
Wymyślane na poczekaniu to chyba najlepsze określenie dla katastrofy wątku mitologicznego po zagładzie Syndykatu. I słusznie zauważyłeś, że wątek UFO w Afryce (po co w ogóle tam Scully poleciała, to do dzisiaj nie wiem), ucięty i nie doczekał się rozwiązania, zamiast tego dostaliśmy jakieś poronione hocki klocki z chorobą Muldera i jakimiś przeszczepami na żywca z udziałem Palacza. Swoją drogą tak się zastanawiam, co się stało z wątkiem aliena wychodzącego z brzucha z "Fight the future" i odcinka 6x01 Beginning, też chyba został porzucony. Dobrym przykładem na utratę panowania nad materią fabularną w wątku mitologicznym jest postać Gibsona PRaise'a, w odcinku 6x01 siedzi z alienem zamknięty w jakiejś kotłowni, by potem pojawić się w 8x01 w jakimś przedszkolu na pustyni. Nic? Zero wyjaśnienia, co z alienem, jak Gibson Praise lewitował z kotłowni na pustynię, może mi coś uciekło?
No i w ostatnim odcinku sezonu 8 zabili Kryceka, który jednak jak tylko się pojawiał na ekranie to ZAWSZE było dynamicznie, jak widziałem w napisach początkowych nazwisko Nicholas Lea to mówię do mojej panny "oho, będzie Krycek, będzie się działo" :)
Szkoda że Michax jest takim prawie bezkrytycznym fanboyem, bo chętnie bym z nim podyskutował na temat tego, jak to twórcy chcieli zakończyć serial na 5 sezonie, a potem pójść we franczyzę filmową. Po filmie kinowym "Fight the future" widać spadek jakościowy fabularnie, oczywiście zdarzają się perełki typu Drive, czy wspomniana przez Ciebie Medusa, Via Negativa, ale ogólnie to mocny spadek jakości fabularnej. Szczytowym osiągnięciem serialu pozostanie wątek spiskowy Syndykatu (kwint i esencja klimatu X-files) a z odcinków stand alone "folie e deux".
18-02-2022, 20:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-02-2022, 20:48 przez first-pepe.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,130
Liczba wątków: 8
Będzie sporo spoilerów z sezonów 7-11, a nie chce mi się ukrywać części tekstu, więc czujcie się ostrzeżeni.
Shamar, niestety, tak dobrej pamięci nie mam, bym pamiętam, czym się inspirowali w każdym odcinku, poza oczywistościami, jak Ice z 1 serii, czyli inspiracja Coś Carpentera, czy Daemonicus z ojcem Dextera Morgana, dla którego inspiracją była twórczość Thomasa Harrisa, Hannibal Lecter, a nie tylko W paszczy szaleństwa. Zresztą jest nawiązanie do serialu Millennium w tym odcinku, który mocno przypomina twórczość Harrisa, czyli słynny wąż zjadający własny ogon. Pamiętam, że Drive z Bryaem Cranstonem to inspiracja Speed. Odcinek jak z dnia świstaka z szóstej serii, to inspiracją wcale nie był Dzień Świstaka, ale epizod klasycznej Strefy Mroku, który to epizod Vince Gilligan bardzo uwielbiał. Ale nie pamiętam tytułu tego odcinka SM. Większość epizodów Gilligana w XF były inspirowane serialami jakie oglądał w dzieciństwie (i filmami).
A pamiętam jeden ciekawy przypadek nawiązujący do filmu. W trzeciej serii jest odcinek z zabójczymi kotami, niesławny Teso dos Bichos, totalne dno, którego fabuła bardzo przypomina fabułę filmu del Toro Minic z Mirą Sorvino, która w tym filmie gra panią doktor, bardzo przypominającą Scully. No i fabuła filmu bardzo przypomina Teso dos Bichos, który leciał 8 marca 1996 roku, a Minic miał premierę w czerwcu 1997 roku na jakimś festiwalu. Raczej nie sądzę, że po obejrzeniu TdB wpadli na pomysł Mimic, tylko to przypadek jak np. Armageddon i Dzień zagłady, czyli podobne fabularnie filmy miały premierę mniej więcej w tym samym czasie. Przerwa między premierą odcinka a filmem Del Toro była dłuższa, ale chyba i tak za krótka by zdążyli nakręcić, zmontować, itd.
Nie wiem co jesteście tacy zdziwieni porzuceniem wątków, zapominaniem o postaciach, wątkach, jak pisałem, że oprócz drugiej, serii, gdy Gillian była w ciaży, a w 8 serii wiedzieli w którym odcinku będzie David, to w pozostałych seriach nie planowali długoterminowej mitologii, a jak już to góra na dwa sezony, co widać od początku serialu. Najlepiej to widać choćby po wątku z Samanthą, który skończył się dla mnie w satysfakcjonujący sposób jak pisałem wcześniej, ale wiem, że bez sensu trochę, skoro w premierze 3 serii jest mowa, że nie ma jej w zaświatach, tylko że jak pisali mytharcy z 3 serii to nie wiedzieli jak ten wątek się skończy i planowali koniec po 5 latach. Serial, gdy leciała 1 seria, to kolejne sezony Carter planował, takie jak 1 sezon, czyli proceduralne, zamknięte historie w jednym epizodzie, bez głównych wątków. Wszystko przez ciąże aktorki, wtedy zmienili plany, pod koniec 1 serii, czyli czasami 2partery, w których będą rozwijać (wymyślać) historię dłuższą na cały sezon, góra dwa, ale głownie skupiać się na standalonach.
First-pepe, ale o czym tu rozmawiać, jak chcieli zakończyć na 5 serii i nic więcej nie wiadomo? Miały być filmy, ale jakie by były to tego nikt nie wiedział w 1998 roku. Nie mieli napisanych scenariuszy na kilka filmów do przodu. Wiem że Carter ma napisany scenariusz trzeciego filmu od przynajmniej 3, 4 lat, o którym mówił jak leciała 10 albo 11 seria, w klimatach z pierwszego filmu, czyli taki wielki, blockbusterowy finał na duży ekran, ale nikt na niego kasy nie chciał dać w Foxie i nie da w Disneyu, ale co dokładnie w nim jest to tylko wie żona Cartera.
Choć zakładam że jakby serial zakończył się po piątej serii i były kolejne filmy to może byłyby takie jak kończące odcinki dla Syndykatu (One Son z 6 serii) i kończące odcinki dla Samanthy (Closure), tylko z większym budżetem. Ale jak masz jakieś pytania do alternatywnej przyszłości serialu, to proszę:)
Ale nazwanie mnie prawie bezkrytycznym fanem to obraza dla naprawdę bezkrytycznych fanów. Ja w fandomie byłem znany jako jeden z najbardziej narzekających, serio:) A piszę że byłem, bo ja w fandomie od dawna nie siedzę. No i uważam część fandomu xfiles za toksyczny, ja przeciez z grupą znajomych (akurat taki przypadek że oprócz mnie, same dziewczyny) jak leciała 8 i 9 seria to wyleciałem z jednego forum, nieważne jakiego, tylko dlatego, że mieliśmy odmienne zdanie co do 8 i 9 serii jak szef forum, który miał bardzo dyktatorskie ciągoty. A najlepsze że nie wdawałem się w żadne kłótnie, tylko grzecznie odpisywałem, a i tak wyleciałem. Więc założyliśmy własne xforum. No i jaki prawie bezkrytyczny fanboy daje odcinkom swojego ulubionego serialu oceny takie jak jeden i (dosłownie) zero? To pytanie retoryczne:)
First-pepe, a co do śmierci osoby której wymieniłeś (ja bym to jednak dał w spoiler kogo zabili w finale 8serii), to dla mnie jedna z najlepszych scen w całym serialu. No i tak po prawdzie to było morderstwo, a jego historia nie mogła się inaczej zakończyć. Pisałem nie raz, że planowali (znowu) zakończyć serial na ósmej serii co bardzo widać od 8x17 do 8x21, więc zrozumiałe że na koniec (kolejny) serialu chcieli kogoś ubić, co jest tradycją, że w finale ktoś ginie, a postaci niewiele zostało. Zresztą jego zabicie idealnie podsumowuje wątek jego przyjaźni ze Skinnerem, który rozpoczęli w szóstej serii. W końcu się doigrał, a zaznaczam, że uwielbiam tą postać, moja ulubiona z drugiego planu, bardziej nawet od CSM-a. Zakończyli też dlatego jego wątek, bo była to postać mocno związana z historią Muldera.
A dla mnie zombie ożywianie to wcale nie przegięcie, to był ósmy rok serialu, więc mitologia musiała pójść w jakąś stronę. Po prostu wirus trzyma między życiem a przemianą, tak w wielkim skrócie. DeadAlive jest bardzo dobry, ale This is Not Happening, czyli część pierwsza powrotu Muldera, to dla mnie arcydzieło reżyserii, muzyczne (Snow wspiął się tutaj na wyżyny, nie tylko w końcówce), i aktorstwa Anderson. Nie chodzi tylko o ostatnią scenę z Daną, ale to jak cały epizod gra emocje twarzą, jakie nią targają. Dzisiaj jak zna się jej inne role, to żadne zaskoczenie, ale wtedy wszyscy byli w szoku co aktorka odwaliła w tym odcinku, choć nie pierwszy raz. Ten odcinek jak i całe XF pokazuje, że dorastała aktorsko z każda kolejną serią, aż przegoniła w pewnym momencie Davida swoją grą. Dla GA to była 9letnia szkoła aktorstwa.
Ale mam problem z częścią trzecią powrotu Muldera, w którym denerwuje mnie Fox właśnie. Bo wrócił ten dupkowaty Mulder, który czasami się pojawiał wcześniej, jakby chcieli pokazać fanom - po co czekaliście na tego złamasa?;-)
Ale za to w Empedocles, Vienen (z czarnym olejem), Alone i finale podwójnym wypada Mulder lepiej. Testosteron się wylewa między Patrickiem i Duchovnym, zwłaszcza w odcinku na platformie. Chciałbym więcej odcinków z tym duetem.
Dla mnie większym przegięciem od zombie ożywiania jest to co zrobiono z Doggetem w Gift i tym wątku uzdrawiacza. Bo Doggetta zabito, zjedzono, zwymiotowano, a i tak nie uwierzył. Ale ja to przegięcie kupuję, bo zrobione jest to po by pokazać charakter Johna. No i uwielbiam to jak bawią się jego sceptycyzmem w 8 serii, nawet Scully scenarzyści takich akcji nie odstawiali przez 7 lat, jakie dawali Johnowi w jednej serii. A jakoś nikt się tego nie czepia, co zrobiono z Johnem w Gift, a czepiają się wszyscy wątku z wirusem, ożywianiem w 8 serii, jak to ma jako taki sens w tym momencie historii serialu, który był i jest SF. To nie jest produkcja, która nagle zmieniła gatunek, tylko weszła na wyższy poziom wydarzeń, który się akceptuje albo nie. A ja akceptuję, bo to dla mnie była zawsze rozrywka z gatunku SF (i innych gatunków).
A to że główni bohaterowie są niezniszczali, to było tak od zawsze np. w finale 2 serii Mulder też zginął, zasypany, nawet był pogrzeb, choć bez ciała, i może nie poszli w takie wątki jak w ósmej serii, ale od początku serialu widać, że bohaterowie mają ochronę od scenarzystów.
Agentka z Alone z 8 serii o której wspominacie to jest hołd dla zmarłej (chyba na raka) w tamtym czasie fanki serialu, miała takie samo imię i nazwisko. No i hołd dla fanów XF. Więc Leyla się zachowuje jak fan serialu i zadaje pytania, które fani by zadawali. Alone jest świetnym meta epizodem i pokazuje w fajny sposób, że Scully mimo zmiany poglądów, tak naprawdę to uwielbia mieć odmienne zdanie od Foxa, a Muldera też bawią te ich przekomarzania, są jak stare dobre małżeństwo na tym etapie serialu. Kocham ostatnią scenę z M i S w Alone, która idealnie podsumowuje ich charakter, mimo zmian jakie w nich zaszły. Ogólnie cały epizod jest super i jedyny lżejszy w tej serii. No i jedyny gdy Scully się troche uśmiecha, jak właśnie w tej ostatniej scenie w Alone nawiązującej do scen z Fight the Future.
Shamar, odcinek z metrem jest średni, w porywach ok, ale lubię go za relacje S i D, jak sie fajnie rozwijały z odcinka na odcinek. No i za wkurzoną Scully, do twarzy Anderson, gdy jej wszyscy działaja na nerwy. A też w pierwszej połowie ósmej serii, oprócz relacji Dany i Johna, podoba mi się to jak serial fajnie pokazuje, jak to jest tak naprawdę z wiarą agentki w zjawiska paranormalne. Oczywiście w UFO wierzy, od finału szóstej serii, ale w inne nie do końca, nie ma otwartej głowy tak jak jej poprzedni partner, co widać w standalonach, a idealnie podsumowuje ten wątek jej zachowanie w Badlaa, czyli odcinku w Indiach, i poruszający dialog Scully z końcówki odcinka. Jestem pewien że cytowałem go w tym temacie już kiedyś, więc nie będę się powtarzał.
Ogólnie to uważam, że najlepszym rozwiązaniem byłoby jakby serial zakończono na finale ósmej serii, w którym po prostu wybrali najprostsze rozwiązanie, którym zakończyli ósemkę, czyli M i S mają syna, nic wspólnego z kosmitami, dlatego odeszli kosmici, bo się pomylili. Serial zawsze operował najprostszymi wyjaśnieniami, tak było w zakończeniu wątku Syndykatu, tak było z Samanthą. No i widać w ostatnich pięciu odcinkach 8 serii w każdej scenie, jakby chcieli twórcy powiedzieć, my chcemy skończyć, tylko im nie pozwolono bo seria 8 tak dobrze sie przyjęła. Carter odszedł po 8 serii, ale wrócił w ostatniej chwili i powiedział że po 9 sezonie odejdzie z Anderson, a wrócił dla niej właśnie, bo tak obiecał aktorom kiedyś.
Widać jak na siłę w 9 serii wątek Williama jest na nowo otwarty, że jednak coś z nim jest nie tak, co jest zrobione tylko po to, żeby Anderson miała co do roboty w 9 serii, w odcinkach Cartera i Spotnitza, czyli mytharcach (i eksperymencie Cartera z Burtem Reynoldsem w roli twórcy serialu/Boga), bo w standalonach robi za mistrza Jedi Archiwum X, który widział wszystko, co się robi nieznośne. I to jest największy grzech 9 serii, że poza mytharcami, to Anderson snuje się na drugim planie, nie ma nic do roboty. Mieć tak dobrą aktorkę i nic jej nie dać do zagrania?
A i tak w finale 9 serii (i filmie) wracają do rozwiązania z finału ósmej serii związanego z Williamem, czyli przez cały sezon mieszamy, a na koniec okazuje się to co wszyscy podejrzewali, że syn Muldera, tak zrobili w ósmej serii, tak zrobili w 9 serii. Tylko że przez takie mieszanie fani pytali ekipę nie raz po 9 serii, jak to z tym Williamem jest, bo się zaczynali gubić, a to nie powinien być wątek, przy którym każdy widz ma inną interpretację tego kim chłopak jest. Pamiętam jak z rodzicami oglądałem drugą kinówkę i rozmawiali agenci o Williamie, a rodzice mnie spytali - jakim cudem, to kosmita przecież.
Coś podobnego z tym wątkiem zrobili w 11 serii, bo dopisano nowe elementy do tej historii, czego NIENAWIDZĘ, ale o tym nie chcę pisać, żeby się nie denerwować. Chodzi mi o to, że nienawidzę jak się dopisuje coś nowego po latach, do zakończonego wątku w jakimkolwiek dziele, mimo tego, że z fabuły filmu, serialu, książki wynika co innego (a w wywiadach twórcy XF powtarzali przez lata jaka jest wersja wydarzeń, nawet w czasie emisji 10 serii, pierwszej serii po latach).
W ósmej serii mieli pomysł jak zamienić w zaletę nieobecność Muldera, to w 9 serii widać od początku, że jest to zrobione na siłę, już poczynając od tego jaki jest powód ucieczki Muldera przez co facet wychodzi na łajdaka, zrobił dziecko i uciekł. Wszyscy wiemy, że Fox by tego nie zrobił, Carter też to wie, jest twórcą tej postaci i nieważne jaki by wymyślił powód to każdy byłby zły, tutaj nie było dobrego rozwiązania. Ale skoro mieli Anderson to kontynuują wątek z dzieciakiem, który powinien być zamknięty po ósmej serii.
Widać po 9x01 że to zupełnie nowy serial jakby XF Nowe Pokolenie, tak się ogląda 9x01/9x02, a ósmą serię jeszcze oglądało się jak stare XF, ale też widać, że twórcy nie potrafią się uwolnić od przeszłości, więc co trochę wspominają Muldera, co miało sens w 8 serii, a w 9 serii widać, że wszystkim go brakuje, bohaterom i ekipie serialu (Anderson wspominała w czasie emisji 9 serii że brakuje jej Davida),więc 9 seria stoi w rozkroku. Z jednej strony mamy nowe XF, czyli Doggett i Reyes, standalony z nimi, a z drugiej strony mytharcy z Daną, więc ogląda się jak takie nie wiadomo co, ani to stare ani nowe XF. Więc dziewiąta seria wyszła średnio, stawiam ją na przedostatnim miejscu, nad pierwszym sezonem, ale tak czysto matematycznie, bo ma kilka odcinków więcej jak w 1 sezonie, które mi się podobały. Więc serial zatoczył koło, bo zaczął od średniej serii i zakończył na średniej serii (nie licząc 10 i 11 sezonu).
Ale też problemem 9 serii jest Scully na którą nie ma w ogóle pomysłu. W 8 serii była Dana poważna, często smutna, ale nie przekroczyli pewnej granicy, a w 9 serii to ona tęskni za Mulderem, a jak coś mówi to płaczącym głosem, non stop jest roztrzęsiona, co robi się męczące. Choć gra świetnie np. sceny wkurzenia (łagodnie mówiąc) w Provenance/Providence na agenta pracującego pod przykrywką, jak zagrała wkurzenie, tylko tak matka mogła zareagować.
Uważam że najlepszym wyjściem byłoby jakby 8 i 9 seria wyglądały tak, mimo mojego uwielbienia dla 8 serii, jednego z najlepszych sezonów ,że finałem 8 byłby This is Not Happening z takim mocnym zakończeniem jakie ma właśnie 8x14. 9x01 zacząłby się od początkowej sceny z DeadAlive (8x15), ale potem nie dostajemy przeskoku w czasie o 3 m-ce, tylko oglądamy od 9x01 do 9x15 te trzy miesiące, których nie pokazano w 8x15. A 9x15 do 9x20 to byłyby ostatni akt 8 serii, czyli odcinek DeadAlive, od scen po czołówce, czyli co się działo 3 m-ce później, Three Words, Empedocles, Vienen, Alone, a finałem 9 serii finał 8 serii. Duchovny wrócił na ostatni podwójny odcinek 9 serii, mimo tego, że mówił na początku 9 serii, że nic go nie namówi na powrót, a jednak się dał namówić, a gdyby tak wyglądały sezony 8 i 9 , to miałby dłuższy odpoczynek od xf, bo w 8 serii pojawiłby się tylko na kilka minut w każdym odcinku, a w 9 serii tylko w ostatnich pięciu odcinkach.
Wiem, że to było niemożliwe żeby powstały takie dwa sezony, bo kręcąc 8 sezon mieli wymyśloną historię tylko na całą serię, jak ma wyglądać, nie planowali jej rozbijać na dwa sezony, nie planowali 9 serii, ale wtedy 9 seria wyszłaby lepiej. No i do końca ósmej serii i przez prawie całą 9 serię miałbym duet Scully i Doggetta, który jeszcze lepiej by rozwinięto, choć w pierwszej połowie 8 serii i tak wyszło bardzo dobrze.
Ja nie chciałem 9 serii, mimo zachwytów nad ósmą serią i Doggettem, też dlatego, że czułem jak leciał, iż coś wymyślą z dzieciakiem. Może nie to, że go zabiją, ale coś takiego, że kolejne cierpienie dla Scully. No i wymyślili. W ostatnich sezonach bardziej jak we wcześniejszych widać, że pomysł na tą postać był taki by dodawać jej więcej cierpień i traum, trudnych wyborów, co w 9 serii zaczynało podchodzić pod parodię, bo ile laska wytrzyma? To nawet Frank Black w Millennium, tyle nie przeszedł co Dana w XF, a to serial z klimatem jak z Siedem Finchera.
W ogóle błędem było to, że Anderson podpisała umowę na dziewiątke, gdy wiedziała że Duchovny się nie zgodzi na 9 rok, a przy 9 serii już takiego numeru nie wykręciła, za nim ogłosili skasowanie XF, tylko powiedziała, że odchodzi z Carterem po dziewiątym sezonie. To już bym wolał żeby Scully (a mówię to jako fan Anderson i Scully), nie pojawiała się w 9 serii, wyjechała na początku z Mulderem, dzięki temu serial dla nich by się lepiej zakończył (ósma seria to jedyna która ma szczęśliwy koniec). A przez to, że co trochę się pojawia, to w 9 serii twórcy nie potrafią iść na całość w nowe pokolenie, bo jak człowiek się przyzwyczaja, że ogląda serial z nowymi bohaterami, to nagle pojawia się Scully i przypomina się stare. Mulder i Scully w 9 serii są jak hamulec dla zmian, a 10 sezon, który wtedy planowali robić, czyli z Doggettem i Reyes, a główny wątek sprawa syna Doggeta, ale całkowicie bez kosmitów, spisków i UFO, to mogłoby wyjść coś nowego. No i to byłby świeży, nowy początek, taki 10 sezon bym obejrzał.
A z 9 serią nie wyszło, skoro serial nie wiedział czym chce być w tej serii, starym czy nowym. Zresztą w 9 serii też tak się zafiksowali na zrobieniu z D i R nowych Mulderów i Scully, że nawet na szybko, starali się wykreować między nimi romantyczny wątek w 9 serii, czego nie było w ósmej serii między Johnem i Moniką. Niby wiem, że znają się od kilkudziesięciu lat, ale zupełnie to nie wyszło, zwłaszcza że nie ma chemii między Moniką i Johnem, a Gish to słabsza aktorka od Anderson. A też w ósmej serii Doggett to nie był drugi Mulder, ani Scully, inna postać, co innego w 9 serii, gdzie starają się z niego zrobić połączenie Muldera i Scully, a z Reyes kopię Muldera (i ciekawe, że nagle jak awansowała do głównej roli Gish to przestała palić jej postać). Najlepiej jak nieciekawą postacią, a przynajmniej nie nadającą się na pierwszy plan, jest Monika pokazują odcinki z 9 seriii, które skupiają się głównie na niej. No i nie działa jako główna bohaterka, pojawia się w reyesowych odcinkach Doggett i ją dominuje. Patrick super grał do samego końca serialu i jest jednym z plusów średniej 9 serii.
21-02-2022, 04:02
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-02-2022, 04:33 przez michax.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,536
Liczba wątków: 30
Ja się chciałem czepiać. Hahaha. Bo najpierw Dogget zostaje zombie. W końcu: zginął i go ożywili, a za chwilę dosłownie Mulder. Ten nawet w gorszym stylu bo gnił w ziemi przez 3 miesiące ;)
Jestem w okolicach połowy serii 9 i już wiem czemu nie wypaliło z Doggetem i Reyes ;)
A, napisałbym, że lżejszy odcinek to był też ten o "gościu, który widział przez ściany".
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
21-02-2022, 10:54
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-02-2022, 11:00 przez shamar.)
|