Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,257
Liczba wątków: 67
Gieferg napisał(a):Trochę dziwne, że facet sam nie jest w stanie zapamiętać danych o dwóch osobach i bez walizki ani rusz.
czy ja wiem czy takie dziwne - tam było mnóstwo danych, a nie tylko samo imię i nazwisko, a i nie każdy musi mieć pamięć jak słoń - pamiętaj o tym, kiedy znowu zapomnisz kupić jajek
Cytat:Dalej niestety już nie jest ok, bo Max przechodzi taką sama metamorfozę jak Ripley w Aliens, a z filmu robi się Szklana Pułapka (nie żebym coś miał przeciwko Szklanej Pułapce ).
bez przesady z tą metamorfozą - facet miał po prostu fart w biurowcu, dopiero w metrze było tragicznie
Cytat:Mamy drugi moment, który powinien film zakończyć - tzn wtedy gdy Max strzela w łeb Vincentowi - powinien go wtedy zabić, tak po prostu, też byłoby niezłe zakończenie
byłoby to równie naciągane, jak rzeczywisty finał, bo też i na takich samych zasadach
07-01-2008, 19:16
Cytat:byłoby to równie naciągane, jak rzeczywisty finał, bo też i na takich samych zasadach
Nie na takich samych. Vincent nawet nie celował wtedy w Maxa, nie mówiąc już o strzelaniu. Po prostu go olał, jakby nie spodziewając się, że ten pociągnie za spust. W metrze to już była zupełnie inna sytuacja.
07-01-2008, 19:20
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,257
Liczba wątków: 67
no dobrze, ale i tak masz sytuację - żółtodziób, który nawet pewnie nigdy wcześniej nie miał broni w ręku, strzela do zawodowca - on musiał chybić, choćby minimalnie
07-01-2008, 19:23
Ale to że w metrze chybił Vincent jest dla mnie niepojęte, no chyba, że rana aż tak dawała mu się we znaki, że widział podwójnie
07-01-2008, 19:25
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,257
Liczba wątków: 67
głupio wygląda i owszem, ale jak się temu przyjrzeć: Vincent jest już ranny, światła gasną nagle, wagon chybocze - on tą kulkę nawet rykoszetem mógł przyjąć (patrz: rana Wintersa w Band of Brothers). W sumie kwestia szczęścia Maxa.
07-01-2008, 19:34
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,531
Liczba wątków: 375
zgadzam sie z Giefergiem.
a taksówkarz powinien zginąć, ot co. w końcu przyszło mu stawić czoła wyszkolonemu zabójcy. doprawdy nie wiem, jak on wyszedł cało z tej konfrontacji.
daje 7/10, bo takiej ilości "zgrzytów" jak w Zakładniku nie ma w żadnym innym filmie Manna.
07-01-2008, 20:13
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,257
Liczba wątków: 67
a kto powiedział, że ja się nie zgadzam? ja tylko mówię, że można to uzasadnić
07-01-2008, 20:19
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,531
Liczba wątków: 375
uzasadnić? kupowaniem jajek? daj spokój :)
07-01-2008, 20:20
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,257
Liczba wątków: 67
trzymaj
07-01-2008, 20:24
Ochhhh, jak dla mnie to po prostu absolutnie najlepszy film Manna, który nigdy nie zrobił ani wcześniej, ani później niczego, co by choć zbliżyło się poziomem do tego sensacyjnego dziełka. Facet, który z gwiazdora Cruise robi aktora zasługuje na szacunek. I prawdą jest, że taksiarz powinien zostać w finale rozsmarowany po podłodze, tak samo jak pani prokurator. Dopełniłoby to niepokojącego, mrocznego wizeruneku filmu, ale ewidentnie reżyser ugiął się pod presją producentów i wsadził trochę na siłę niepotrzebny happy end. Ale to detal, bo ten pozorowany na realistyczny, miejscami wręcz oniryczny klimat filmu niszczy wszystkie niedociągnięcia aktorów i reżysera. Fajny kawał thrillera sensacyjnego.
16-05-2009, 10:23
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Jak dla mnie Zakładnik jest tyci-tyci w porównaniu z Gorączką - Heat ma doskonałą końcówkę, zresztą cały film jest dla mnie idealny, nie wyciąłbym z niego ani minuty. Co innego Zakładnik, gdzie wiele rzeczy powinno rozegrać się inaczej a samo zakończenie jest fatalne, i pozostawia złe wrażenie po filmie. Oczywiście nie muszę mówić że Vincent ma epę?
16-05-2009, 10:52
Co do zakończenia obu filmów, to zgadzam się, ale co z tego? "Heat" nigdy mnie nie pociągał, zawsze mnie nudził, nużył, nigdy nie czułem tego filmu - tak widać mam. Co innego z "Collateral", gdzie akcja odarta jest niemal całkowicie z warstwy - bo ja wiem czy to dobre określenie - psychologicznej. I to mi pasowało. To plus Vincent, plus niekonwencjonalnie zaaranżowane sceny akcji, plus Vincent. W ogóle nie rozumiem Twojego zarzutu: wyczuwam pretensję w Twim głosie o to, że podoba mi się film bardziej niż inny film, który znowu podoba się Tobie bardziej niż mi. Sam rozumiesz, jak głupie to podejście.
16-05-2009, 11:03
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
To o Mentalu to z mojej strony żart - Ci którzy siedzą na forum dłużej wiedzą że Mental gotowy Heat jest bronić własną klatą  A co do Twojej wypowiedzi rozumiem dlaczego Tobie podoba się bardziej - mi potrzebna, jest ta, powiedzmy psychologiczna warstwa. Zresztą Heat jest bardziej złożonym filmem - wiele wątków, postaci drugoplanowych, dialogów z pozoru niezwiązanych ze sprawą, i porównywanie tych dwóch filmów też jest w pewnym sensie głupotą.
16-05-2009, 11:17
Snuffer napisał(a):Zresztą Heat jest bardziej złożonym filmem - wiele wątków, postaci drugoplanowych, dialogów z pozoru niezwiązanych ze sprawą, i porównywanie tych dwóch filmów też jest w pewnym sensie głupotą.
Tylko, że ja nie porównuję, bo... nie widzę sensu. Cenię "Collateral" za czystość gatunkową thrillera niemalże idealnego (no dobra, gdyby wywalić bądź trochę oskrobać postać irytującego taksiarza, byłoby do tego ideału bliżej), cenię za niesamowitość postaci czarnego bohatera, cenię go za hipnotyzujący, pulsujący obraz nocnego miasta, doceniam kilka fenomenalnych scen akcji, za elegancję w zabijaniu Vincenta, za kilka jeszcze innych spraw. "Heat" tego nie ma, ma za to całą masę innych rzeczy... których nie cenię.  Ot i różnica.
20-05-2009, 08:31
Stały bywalec
Liczba postów: 13,330
Liczba wątków: 77
Film jest naprawdę dobry. Po tym co tu przeczytałem nastawiłem się na totalną padakę w ostatnim akcie. I faktycznie końcówka mocno ssie (podejrzewam, że Max mógłby startować w jakimś maratonie), Rambo-ciota wygrywa, zabójca przegrywa, ale... Do sceny z klubem włącznie mamy do czynienia z mistrzowską sensacją. W ogóle cała strzelanina najeżona jest fantastycznymi detalami i ujęciami. Co się zaś tyczy Cruise'a - to jego najlepsza po Tropic Thunder rola w ostatnich latach. Bardzo chłodna, idealnie skrojona, nieprzerysowana. Vincent jest perfekcyjny w tym co robi, szybko zyskuje sympatię ludzi (spotkanie w klubie jazzowym, szpital), ale nie jest tak bardzo efektywny jak niektórzy piszą. Wystarczy wspomnieć o nie do końca udanej eliminacji Ramona.
8/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
27-05-2009, 15:01
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,531
Liczba wątków: 375
po ostatnim seansie zakładnik mnie zmiażdżył. widziałem go dwukrotnie: w kinie i rok później na dvd. wady ciągle pozostają te same, tj. sztampowy, nierealny finał + przesadnie rozgadany vincent, ale w kontekście całości tracą na znaczeniu. spinotti najlepszym operatorem Manna? bzdura. tzn. facet jest świetny, prawdziwy mistrz wśród rzemieślników, ale geniuszem jest kto inny - Dion Beebe. czapki z głów przed tym panem i jego kamerą. Miami Vice i Collateral wizualnie mordują. najbanalniejsze ujęcia, takie jak pasażer taksówki gapiący się przez okno, w obiektywie Beebe'a/Manna urastają do rangi masakryczne niebanalnych. spory wpływ na ich odbiór ma oczywiście muza lecąca w tle. ogólnie z dniem dzisiejszym odbieram zakładnika na innym poziomie niż dotychczas. cytacik najpełniej oddający to, co obecnie odczuwam w związku z tym filmem:
Mann bardzo ładnie ukrywa ostateczne znaczenie filmu (...) Mam bowiem wrażenie, że to opowieść o tym jak zabójca przez kontakt z niezdecydowanym facetem postanawia odpuścić sobie zabijanie, odkupić się przez wyrwanie taksówkarza z marazmu i zmuszenie do działania - w życiu i w obecnej sytuacji (stąd m.in. nie zabija go, ratuje mu życie, odwiedza matkę, a w ostatniej konfrontacji strzela w ramę metalowych drzwi w pociągu, zamiast w taksówkarza). Czyli jak zawsze u Manna, dostajemy film o tym czy charakter mężczyzny definiuje jego zajęcie, czy odwrotnie i co się dzieje, kiedy przeświadczenie o tym kim się jest zaczyna pękać.
Chaciński, Esensja
najbardziej hollywoodzki z dotychczasowych filmów Manna, co nie zmienia faktu, że i tak niezwykły w formie (trochę mniej niezwykły w treści) no i bez dwóch zdań deklasujący konkurencję.
27-07-2009, 14:53
Użytkownik
Liczba postów: 136
Liczba wątków: 0
Mental napisał(a):Mann bardzo ładnie ukrywa ostateczne znaczenie filmu (...) Mam bowiem wrażenie, że to opowieść o tym jak zabójca przez kontakt z niezdecydowanym facetem postanawia odpuścić sobie zabijanie, odkupić się przez wyrwanie taksówkarza z marazmu i zmuszenie do działania - w życiu i w obecnej sytuacji (stąd m.in. nie zabija go, ratuje mu życie, odwiedza matkę, a w ostatniej konfrontacji strzela w ramę metalowych drzwi w pociągu, zamiast w taksówkarza). Czyli jak zawsze u Manna, dostajemy film o tym czy charakter mężczyzny definiuje jego zajęcie, czy odwrotnie i co się dzieje, kiedy przeświadczenie o tym kim się jest zaczyna pękać.
Chaciński, Esensja
.
uwielbiam teksty tego Pana
27-07-2009, 20:51
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Jako i ja. Kiedyś w Telewizyjnej miał rewelacyjny cykl felietonów o najwybitniejszych twórcach kina. Gdyby ktoś dysponował skanami - ozłocę.
Why are you firing wallnuts at me?
27-07-2009, 21:14
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Mental napisał(a):ale geniuszem jest kto inny - Dion Beebe
No shit. 
Swoja droga zadziwiajace jest dla mnie, ze tak niesamowity operator w ciagu statnich dwoch lat zrobil zdjecia jedynie do komedii familijnej Land of the Lost...
jarod napisał(a):Kiedyś w Telewizyjnej miał rewelacyjny cykl felietonów o najwybitniejszych twórcach kina.
Rowniez aktorach.
27-07-2009, 21:48
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Od dawna mnie nosiło, przed PE się nie udało, więc przypomniałem sobie Collaterala dwukrotnie, najpierw z komentarzem Manna. Słucha się Michała z przyjemnością, zwłaszcza że ma do powiedzenia mnóstwo ciekawych rzeczy. Podejście do bohaterów i świata zaprezentowane później w MV i PE nie jest tutaj aż tak widoczne, ale już przy tym filmie Mann mówi "Wiemy tylko to, co widać". Poza tym dostajemy dość klarowne przedstawienie tego o czym (przynajmniej według Manna, ale i Chaciński podał właściwą interpretację) jest film oraz kiedy i dlaczego na obrazku pt. Vincent z biegiem filmu pojawiają się kolejne pęknięcia.
Wielokrotnie Mann zwraca uwagę na konkretne ujęcia, które nie byłyby możliwe gdyby film kręcono na taśmie.
Sam film? Po ostatnim zachłyśnięciu się MV stwierdziłem, że stawiam ten film ponad Zakładnikiem, ale powtórkowy seansik przypomniał mi kto tu rządzi. Końcowa zabawa w kotka i myszkę owszem, jest sztampowa, ale wybaczam, bo po pierwsze tak czy inaczej oglądam to za każdym razem z przyjemnością, po drugie cała reszta zwyczajnie zrywa beret. Ilość niezapomnianych scen/motywów/szczególików jest tutaj przeogromna, przez PE, powtórkę MV i nadrabianie wcześniejszych dzieł Manna zapomniałem jak bardzo kocham ten film.
Wizualnie Collateral jest dla mnie najbardziej dojebanym do pieca filmem ever. Tyle w tym temacie : )
Tym samym powracam do oceny 10/10.
Na koniec dwa bezapelacyjnie najlepsze moim zdaniem ujęcia:
![[Obrazek: pdvd001i.jpg]](http://img132.imageshack.us/img132/504/pdvd001i.jpg)
Jeden z wielu momentów w filmie, w którym dzięki cyfrze widać niebo w ten sposób. Kolor jest obłędny, nie wiem na ile to wynik postprodukcji, ale jest to dla mnie coś niesamowitego. No i palmy na jego tle - epa, klimat i bielizna do zmiany.
![[Obrazek: pdvd002.jpg]](http://img182.imageshack.us/img182/1126/pdvd002.jpg)
Masakra.
01-08-2009, 23:05
|