Książki
A powiem Ci, że Nawałnica jest jeszcze gorsza. W trakcie czytania Starcia... miałem wrażenie że Gra przyspiesza tak bardzo, że niektórzy gracze przestaną nadążać, i tak jest w istocie. Tyle sie potrafi wydażyć, że niektórzy muszą przegrać z braku wiedzy... Może nie ma takiego pierdolnięcia jak w Starciu, ale są inne, też bardzo mocne.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
W "Newsweeku" nr 27/2011 ukazał się jedyny dotychczas w polskiej prasie wywiad z Jamesem Ellroyem. Spora część tego co mówi jest znana z wywiadów amerykańskich, niemniej rozmowa bardzo ciekawa. Ellroy jak to Ellroy - w słowach nie przebiera.

http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/kultura/james-ellroy--oto-tworca-kryminalu,79399,1

Skądinąd właśnie czytam "Krew to włóczęga" - wymiata po całości.

EDIT:
Ooo, znalazłem nawet zacny trailer tej książki:



WOW!

Odpowiedz
Niedawno skończyłem czytać Miasto i Miasto Chiny Mieville'a. Mało zaskakujący, ale rozgrywający się w znakomicie wykreowanej scenerii kryminał, który pomimo braku jakiejś wywalającej schematy do góry nogami fabuły, miażdży czaszkę gęstym, ponurym klimatem. Konkretny, w miarę realistyczny, z kultowym głównym bohaterem, który mi praktycznie od razu skojarzył się z McNultym z "The Wire".
Świetna lektura, cholernie miło spędziłem czas.

Odpowiedz
Co do "Miasta i miasta" mamy podobne zdanie, niemniej jednak polecam książki z cyklu o Bas - Lag ("Dworzec Perdido, "Blizna", "Żelazna Rada") - na polu weird fantasy Miéville rządzi i dzieli :)

https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
No właśnie, sporo dobrego o tym cyklu słyszałem i chyba najwyższa pora się zapoznać. Póki co, czytam Cormaca McCarthy'ego - jestem w połowie "Strażnika sadu", potem zabieram się za "W ciemność".

Odpowiedz
misiek-st, jestem twoim dłużnikiem - absolutnie fenomenalny wywiad z Ellroyem. W dzisiejszych chujowych czasach słodkiego pierdolenia farmazonów rzadko można usłyszeć coś tak wspaniałego.

Największym błogosławieństwem w życiu Kennedy?ego było to, że go zabito w zamachu. Brzmi to cynicznie, ale nie zmienia faktu, że jego legenda żyje w Ameryce dzięki temu, iż do dziś trwają dywagacje, kto zlecił zabójstwo w Dallas, kto pociągnął za spust. Poza tym prawda jest niestety taka, że Kennedy nie był dobrym prezydentem. Był zwykłym jebaką, którego bardziej od polityki kręciły podboje seksualne. Popełnił masę politycznych błędów i narobił sobie masę wrogów ? począwszy od konkurentów do urzędu, przez mafię, FBI, na CIA skończywszy. Nikt go nie lubił.

(...)

Nie interesuje mnie współczesna Ameryka i jej problemy polityczne. Jedyne podobieństwo, jakie widzę między nimi, jest takie, że obaj strasznie szeroko się uśmiechają. No i podobnie jak Kennedy Obama jest fatalnym prezydentem.

(...)

Nie opowiadam o Ameryce zwykłych ludzi, którzy chodzą do pracy i zarabiają pieniądze. Ta Ameryka to kraj, który kocham i ? wciąż w to wierzę ? jest krajem miliona możliwości. Ale istnieje druga Ameryka, która chowa oblicze przed światem: korupcja, związki mafii z rządem, sprzedajni gliniarze, karierowicze w polityce. Tę Amerykę próbuję bezlitośnie obnażać.

Jeszcze raz: fantastyczny wywiad z zajebistym gościem. 10/10




Odpowiedz
(15-07-2011, 13:47)Mental napisał(a): absolutnie fenomenalny wywiad z Ellroyem.

He, he, he, miałem w tamtym poście jeszcze zdanie "podejrzewam, że podobnie wyglądałby wywiad z Mentalem", tylko wykasowałem :) Fakt, że JE wali prosto z mostu co myśli, leje na politpoprawne stękanie i ma fajne zdanie o legendzie JFK. I do tego bosko pisze, soczyście i gęsto do granic percepcji. Ma tylko jedną wadę - jak kończę jego książkę, nudzi mnie pisanie innych...

Odpowiedz
Strażnik sadu - pomimo braku konrektniejszej historii, czytało mi się nieźle, głównie dlatego, że znałem (i pokochałem) wcześniej styl Cormaca. Bez tego pewnie mogło być trudno. Opisy przyrody i zmieniających się pór roku znakomite, podobnie jak losy trzech głównych postaci. Napakowane ciekawymi spostrzeżeniami, wciągające i poruszające (szczególnie historia Athera Ownby'ego). Niesamowicie klimatyczna, miejscami monotonna, ale nadrabiająca stylem ksiązka.

Odpowiedz
(15-07-2011, 13:47)Mental napisał(a): Jeszcze raz: fantastyczny wywiad z zajebistym gościem. 10/10

Mnie zaciekawił ten fragment:
Byłem za to rozczarowany ?Czarną Dalią? Briana De Palmy, bo zanim film trafił do kin, widziałem jego trzygodzinną wersję, która była świetna. Niestety, producenci zakazali De Palmie wprowadzać do kin tak długi film i tak idiotycznie go pocięto, że został ogryzek.

Czy jest wersja reżyserska Czarnej Dalii i ktoś ją widział? W każdym razie i tak nie chce mi się wierzyć, że ten film jest beznadziejny tylko z powodu jego okrojenia.


Odpowiedz
No wiesz - półtorej godziny z trzech, to tak jakby różnica :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Tylko, że i tak byłaby tam irytująca facjata Hartnetta i wiele innych irytujących rzeczy. Niemniej zostałem zaintrygowany, De Palma potrafi. Niestety owa wersja reżyserska na chwilę obecną nie istnieje.

Odpowiedz
[Obrazek: 352x500.jpg]

Jako, że mam 1/4 A Dance With Dragons niejakiego Georga R. R. Martina za sobą to, zanim przejdę do tradycyjnego, comiesięcznego podsumowania książek mijającego miesiąca, pozwolę sobie podzielić się wrażeniami z lektury "na gorąco".

Akcja, niestety, rozkręca się niezwykle wolno. Z jednej strony, wziąwszy pod uwagę objętość lektury (ponad tysiąc stron) jest to w jakiś sposób wytłumaczalne (wstęp do takowej "cegły" może być obszerniejszy), ale z drugiej strony, do chwili obecnej niewiele nowego się wydarzyło. Nie oszukujmy się, za mną jakieś około 250 stron, co stanowi objętość przeciętnej książki, a tu niestety fabuła nie ruszyła do przodu. Ba, nawet cofnęła się do tyłu!

Chyba wszyscy wiedzą, że akcja A Dance With Dragons (przynajmniej początkowo) toczy się równolegle do wydarzeń z "Uczty dla wron", tyle, że w końcu dowiadujemy się, co się w tymże czasie działo z innymi bohaterami, tymi bardziej nas interesującymi, pierwszoplanowymi. Niestety, na razie wygląda na to, że działo się niewiele. Tak naprawdę ruszył tylko wątek Tyriona, chociaż i ów jest póki co średnio interesujący, acz zapowiadający się ciekawie. Ach, i jeszcze ów dotyczący Brana, zdobył moją przychylność :) świetnym klimatem.

Czytając rozdziały poświęcone Jonowi i Dany, gdzie w kółko wałkuje się te same kwestie, za którymś razem zaczęło mi się cisnąć na usta: "nuuuda! to już było! niech ktoś w końcu kopnie tego chłopaczka w tyłek! niech ktoś przełoży przez kolano tę księżniczkę i przemówi jej do rozsądku".

Nieodparte jest też uczucie deja vu, bo Martin, próbując prowadzić wydarzenia symultanicznie względem "Uczty dla wron" stosuje tu zabieg znany z "Lost", czyli pokazuje nam niektóre wydarzenia i sceny z perspektywy innych bohaterów, co niekiedy dość istotnie zmienia ich wymowę a czytelnikowi punkt widzenia. To akurat jest dość fajne, choć i tak ciągle chce się, by akcja ruszyła do przodu.

Mamy kilku nowych bohaterów, kilku fajnych (kompania Tyriona) a innych takich sobie (pewien młodzik wysłany przez ojca, który polecił mu zdobyć serce Daenerys :) ). Najmocniejsza, jak dotąd "sekwencja" to rozdział poświęcony pewnemu bohaterowi, znanemu teraz, jako Reek - bardzo mi było żal tego, co z tą postacią uczyniono...

Pewnie zastanawiacie się, kto do tej pory zginął? ;) Nie będę wiele spoilerował, nadmienię jedynie, że jak dotąd zginęła jedna trzecioplanowa postać, która pojawiała się w serii od pierwszego tomu, ale w dość istotny sposób wpłynęła na losy bohaterów "Gry o tron", oraz - o zgrozo! :) - losy jednej z pierwszoplanowych postaci są bardzo niepewne (w ostatnim z rozdziałów, jakie dzisiaj przeczytałem został zastosowany chamski cliffhanger, ale powiem tylko, że ostatnią myślą tejże postaci przed "nadejściem ciemności" było pożegnanie się z okrutnym światem)...

Mam nadzieję, że od tego miejsca akcja ruszy trochę z miejsca. Czyta się to doskonale, ale kurcze, czytaniu towarzyszy uczucie podobne czekaniu na pierwszą gwiazdkę. "Już?" "Jeszcze nie" "Może już?..." "E, jeszcze trochę..." "O, chyba już!" "E, może w następnym rozdziale...".

Acha, i jeszcze jedno rzuciło mi się w oczy. W tej 1/4 książki mamy bodajże więcej "magii" niż we wszystkich poprzednich tomach razem wziętych. Jest ona jednak wpleciona sensownie, i jak na razie, chyba tylko w wątku Brana ma jakiś konkretny wpływ na fabułę.

Mam nadzieję, że narobiłem Wam apetytu, mimo swojego narzekania :)

A teraz, co tam jeszcze czytałem wcześniej w lipcu:

* * *

"Samotnie"
John Crowley


Książka porywająca czytelnika w cudowną, na pół mistyczną, na pół rzeczywistą podróż, przy czym granice tego, co prawdziwe, a co wyobrażone są tu nad wyraz płynne. Autor snuje wielopłaszczyznową, magiczną opowieść, zwodzi czytelnika, prokuruje nową historię świata (lub, raczej światów), przywołuje na karty "Samotni" postaci historyczne, których losy splata w dziwnych związkach ze współczesnymi bohaterami tej powieści. Narracyjnie "Samotnie" plasują się gdzieś pomiędzy twórczością Dukaja a Eco. Przyznaję, że to zestawienie nazwisk może się wydać niektórym dziwne, a innym przywołane nieco na wyrost, ale to chyba skojarzenie najlepiej oddające to, czego możne się spodziewać czytelnik sięgający po twórczość Crowleya.

Doskonała, spisana przepięknym językiem, baśniowa, przepełniona mistyką i symboliką powieść, z nurtu realizmu magicznego, pozwalająca się interpretować na wiele sposobów, wzbudzając przy tym chęć do głębszego poznania poruszanych tu kwestii dotyczących losu, natury wszechświata, i naszego w nim miejsca.

Ocena 4/5


"Wielka księga fantastycznego humoru, tom 2"
Neil Gaiman, Avram Davidson, L. Sprague de Camp, John Kendrick Bangs, Tom Holt, Ron Goulart, Alan Dean Foster, Harlan Ellison, Terry Jones, Seamus Cullen, Peter Anspach, Elizabeth Counihan, Sue Anderson, Grania Davis, E. K. Grant, Anthony Armstrong, Eliot Fintushel


Drugi tom "Wielkiej księgi..." lepszy, co raczej nie dziwi, bowiem nazwiska pisarzy, którzy zamieścili swoje opowiadania w tymże dużo bardziej popularne. Ścisłymi "liderami" tego woluminu są: Tom Holt, ze znakomitym opowiadaniem, pastiszującym filmowy cykl "Planeta małp", z wplecionymi doń elementami zaczerpniętymi z "Kubusia Puchatka"; Neil Gaiman, i jego opowieść w stylu noir, w której głównymi bohaterami są postaci z "Alicji w krainie czarów" i dziecięcych wyliczanek, oraz L. Sprague de Camp, z "oldskulową", lekko tylko zabarwioną humorem, historią, utrzymaną w duchu opowieści o Conanie Barbarzyńcy, czy - bardziej nawet - o Farfydzie i Szarym Kocurze.

Pozostałe z opowiadań tomu drugiego jest dużo ciekawsza, jakby zabawniejsza i nieco bardziej oryginalna, niż większość z tych, które możemy przeczytać w pierwszym woluminie. Oczywiście ogólny poziom trudno uznać za wysoki, jednak nie sposób nie polecić całości "Wielkiej księgi fantastycznego humoru" wszystkim miłośnikom lekkiej, napisanej bez zadęcia, z przymrużeniem oka i dystansem, fantastyki.

Ocena 3/5

"Wielka księga fantastycznego humoru, tom 1"
Gene Wolfe, Harry Harrison, Ambrose Bierce, George Alec Effinger, Craig Shaw Gardner, John Grant, John Morressy, Esther M. Friesner, James Patrick Hogan, David Langford, Julia S. Mandala, Charles Partington, Lawrence Shimel, Cynthia Ward, Elisabeth Waters, Archibald Marshall, Molly Brown, William Schwenck Gilbert


Sympatyczna, acz bardzo średnia pod wieloma względami antologia. Większość z zamieszczonych tu krótkich, czy wręcz króciutkich opowieści cechują niedostatki elementów, które w tego typu literaturze są wielce istotne i powinny być najmocniejszym ich punktem. Wielu z opowiadań brakuje zabawnej puenty, inne znowu zdają się być sklecone byle jak, stając się fasadą dla finału średniej, bądź słabej jakości literackiego dowcipu. Nie stwierdziłem również jakiejś szczególnie finezyjnej zabawy formą, czy umiejętnej próby pastiszowania gatunku - wszystko skupia się na wykpiwaniu znanych w fantastyce stereotypów, choć trzeba uczciwe dodać, że - na szczęście - poziomu kloacznej parodii żadne z zamieszczonych tu opowiadań nie sięgnęło.

Na wyróżnienie z tomu pierwszego zasługują - przez to, że są mniej przeciętne, niż pozostałe - opowiadanie "Obcy, którzy wiedzieli wszystko. Absolutnie wszystko" Georga Aleca Effingera (nietypowe, a przy tym całkiem zabawne ujęcie motywu "inwazji obcych"), oraz urocze opowiadania, perełki z końca XIX wieku, autorstwa Ambrose Bierce'a i Williama Schwencka Gilberta.

Choć obiecywanych przez wydawcę salw śmiechu zbiorek niniejszy nie wywołuje, to czyta się go szybciutko, lekko i bywa, że kąciki ust powędrują na kilka chwil w górę. I mimo, że jest to lektura, która prędko uleci z pamięci, to fanom humorystycznego fantasy na pewno w mniejszym, lub większym stopniu się spodoba.

Ocena 2/5

"Liczby Charona"
Marek Krajewski

Krajewski, po raz kolejny, na starannie przygotowanym tle sprzedaje nam historię raczej średnio interesującą i dodatkowo wtórną, w stosunku do swoich wcześniejszych powieści. Ponownie mamy uczonego "geniusza zbrodni", popełnianych w atmosferze tajnych spisków, mnóstwo symboliki religijnej i matematycznej - co jest nawet ciekawe - w zestawieniu z kiepską intrygą i śledztwem, którego rozwiązaniu towarzyszy przekraczająca wszelkie normy liczba zbiegów okoliczności, nagłych olśnień i zdumiewających powiązań między bohaterami.

Jednak jedyny w swoim rodzaju styl pisarza i wykreowani przez niego bohaterowie, z detektywem Popielskim na czele, sprawiają, że czyta się "Liczby Charona" wybornie i zupełnie nie tęskni się za Eberhardem Mockiem i cyklem o Breslau. Krajewski wciąż nie ma sobie równych, jeśli chodzi o polskie poletko powieści kryminalnej - mimo, iż pod względem fabuły wypada przeważnie zaledwie odrobinę ponad przeciętność.

Ocena 3/5


"Trojka"
Stepan Chapman


"Trojka" przypomina długi, dziwaczny sen schizofrenika, który na dokładkę zażył wcześniej używkę naprawdę ciężkiego kalibru. Największą przyjemność z obcowania z tym literackim majakiem poczułem po przewróceniu ostatniej kartki. Niestety, nie zrównoważyło to dojmującego poczucia nieodwracalnie straconych cennych chwil życia, które mogłem poświęcić na lekturę, która a) jest ciekawa b) ma jakiś sens c) nie jest surrealistycznym - za przeproszeniem - rzygiem, kreowanym na sztukę wysoką.

Nurt - o ile można "Trojkę" w jakiś wpisać - fantastyki, który reprezentuje Chapman to zdecydowanie nie moja bajka, jednak fani Johna M. Harrisona pewnie będą tonąć w zachwytach i nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć im przyjemnej lektury.

Ocena 1/5


"Brzemię rzeczy utraconych"
Kiran Desai


Poruszający w swej bezpośredniości, częstokroć szokujący obraz społeczeństwa indyjskiego, ukazanego przez pryzmat losów zwykłych ludzi, rzutowanych na płaszczyznę emigracji, jak i małego miasteczka w Himalajach. Pisarka odmalowuje nowy, powszechnie nieznany obraz swoich rodaków, czasem przychylny, pełen współczucia, jakkolwiek nie szczędzi im też gorzkich słów, przedstawiając najczarniejsze, niemal nikczemne strony ich dusz.

Bardzo dobra, nietypowa w formie, odkrywająca przed czytelnikiem zupełnie nieznany świat i "skażoną" kulturą zachodu mentalność współczesnych Hindusów, powieść.

Ocena 4/5

"Azazel"
Borys Akunin


Jestem kompletnie oczarowany, zarówno kwiecistym, stylizowanym na dziewiętnastowieczną narrację, nieco gawędziarskim stylem powieści Akunina, jak i misternie opracowaną intrygą.

Autor sprawnie przechodzi od wydarzenia do wydarzenia, zręcznie myli tropy, a ilością zwrotów akcji, które występują w "Azazelu" dałoby się obdzielić z dziesięć innych powieści kryminalnych. Prowadzący dochodzenie Fandorin, to postać na tyle sympatyczna, że zupełnie nie przeszkadzało mi jego nietuzinkowe szczęście, które - deus ex machina - pomaga mu w najmniej oczekiwanych momentach. W ramach tej konwencji, inspirowanej klasyką gatunku, takie rzeczy uważam za dopuszczalne, i świetnie współgrają one ze stylem nawiązującym do staroszkolnej powieści kryminalnej utrzymanej w duchu twórczości Conan Doyle'a.

Odpowiedź na pytanie, czy sięgnę po kolejne książki Akunina brzmi: "Nie widzę innej możliwości". I to nie tylko ze względu na finał, który kompletnie mnie zszokował i sprawił, że przez kilka minut nie mogłem dojść do siebie. Świetna książka, znakomity pisarz.

Ocena 4/5

"Finch"
Jeff VanderMeer


Najlepsza, najbardziej tradycyjna w formie i bezwzględnie angażująca czytelnika powieść z osadzonych w uniwersum Ambergis. Genialnym posunięciem autora jest tu "przesączenie" wydarzeń znanych z wcześniejszych książek z cyklu przez filtr czarnego kryminału.

Elementy tej układanki, niejako "rozrzucone" w książkach poprzedzających "Fincha", VanderMeer poskładał w spójną i ciekawą intrygę, przy okazji odkrywając przed nami wiele zagadek, jakie pojawiły się wcześniej - w tym chyba najbardziej nas frapującą, dotyczącą pochodzenia i motywów działania Szarych Kapeluszy. Tym razem VanderMeer nie owija w bawełnę, odsłania niemal wszystkie karty, a przy tym zaskakuje i wielokrotnie wywraca to, co już wiemy o Ambergis o pełne sto osiemdziesiąt stopni.

Nietuzinkowy główny bohater, świetnie prowadzona narracja, liczne zwroty akcji, wprawiające w zdumienie nowe fakty dotyczące historii miasta i znanych z poprzednich książek postaci...

Pokuszę się o stwierdzenie, że jest to zdecydowanie najwybitniejsze, tudzież najlepiej wyważone (pomiędzy formą a treścią) dzieło VanderMeera. A zakończnie, po raz pierwszy w przypadku tego autora, sprawiło, że nie mogę się doczekać powrotu do Ambergis.

Polecam!

Ocena 5/5


"Legendy II"
Anne McCaffrey, Robert Silverberg, Robin Hobb, Elizabeth Haydon, Neil Gaiman, Tad Williams, Raymond E. Feist, George R. R. Martin, Orson Scott Card, Terry Brooks, Diana Gabaldon


Bardzo nierówna antologia, w której teksty bardzo dobre, czy wręcz wybitne sąsiadują z miałką, pozbawioną polotu i ciekawej fabuły, kanoniczną do bólu fantasy. "Legendy II" doskonale sprawdzają się jednak, jako "próbnik" dla tych, którzy zainteresowani są pewnymi sztandarowymi dla gatunku cyklami fantasy, jakkolwiek wcześniej chcieliby się przekonać, czym dana seria się charakteryzuje, tudzież jakim stylem operują jej znani autorzy.

Po lekturze drugiego tomu "Legend", nabrałem solidnego apetytu na więcej Robin Hobb, Orsona Scotta Carda i Elizabeth Haydon, z którymi zapoznanie się - do tej pory - z różnych przyczyn odkładałem. Ponadto swoim, w zasadzie pozbawionym elementów nadprzyrodzonych, opowiadaniem, zaintrygowała mnie Diana Gabaldon, o której - wstyd przyznać - wcześniej nie słyszałem. Jej cykl "Outlander" to dla mnie murowana pozycja do przeczytania w najbliższej przyszłości.

Z pisarzy już znanych, jak zwykle nie zawodzi George R. R. Martin - opowiadanie mniej smakowite, niż pierwsze z mini-cyklu o przygodach Duncana i Jaja, ale i tak dopracowane fabularnie i na wysokim, warsztatowym poziomie. Natomiast nowela z "Innego świata" Tada Williamsa jest pozycją przeznaczoną tylko i wyłącznie dla tych, którzy mają już tetralogię za sobą, bowiem zarówno wprowadzenie do niego, jak i ono samo roi się od szczegółów zdradzających rozwiązania kluczowych wątków fabularnych i zakończenia tego cyklu, oraz stanowi niejako jego rozszerzony epilog. Miło było również powrócić do świata "Amerykańskich bogów" Neila Gaimana - ten pan również nie rozczarowuje.

Bardzo słabo wypadają opowiadania pozostałych pisarzy. Silverberg, McCaffrey, Feist i Brooks promują swoje najsłynniejsze cykle nowelkami z pola klasycznego fantasy, pełnymi nużących opisów, nieciekawymi fabularnie i pełnymi patosu najgorszego rodzaju. I chyba raczej skierowanymi do młodszego, dopiero co zaczynającego przygodę z fantasy czytelnika.

Antologię - tak czy inaczej - nie tylko dlatego, że znajdzie się tu w większości opowiadania bardzo dobre, ale również z uwagi na możliwość zapoznania się z tymi słabszymi może uchronić czytelnika przed zmarnowaniem czasu, tudzież pieniędzy w przyszłości.

Ocena 3/5
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
Czarna, bezgwiezdna noc - czyli zbiorek czterech nowelek Stephena Kinga:

1922 - czyli o farmerze, któremu sprzeciwia się żona i który w końcu ma jej dość. W związku z tym planuje morderstwo. Mało tutaj zaskakującej treści, ale opowiadanie ma świetny klimat, jest znakomicie napisane, miejscami cholernie gorzkie i ironiczne, widać też inspiracje Szekspirem, Lovecraftem i... "Badlands" Malicka. 8/10

Wielki kierowca - toporna i nudnawa historyjka o zgwałconej babce i jej zemście. Za dużo zbiegów okoliczności, za mało napięcia i emocji, w dodatku ta naiwna do bólu końcówka. 4/10

Dobry interes - najkrótsza i chyba najlepsza nowelka. O facecie chorym na raka, który dostaje propozycję nie do odrzucenia. Pomysł na fabułę może wyświechtany, ale za to wykonanie perfekcyjne i dosyć zaskakujące jak na ten typ historii zakończenie, pozbawione na szczęście taniego moralizatorstwa. 8/10

Dobrane małżeństwo - czyli o sytuacji, w której żona dowiaduje się, pod 20 latach małżenstwa, że jej na pozór kochający i niegroźny mąż do wyjątkowo brutalny, seryjny morderca. To opowiadanie zaskoczyło mnie najbardziej, jest w nim chyba najwięcej napięcia, w dodatku bohaterka całkiem racjonalnie podchodzi do zaistniałej sytuacji. Miejscami trochę naciągane, ale szybko się je czyta i czuć satysfakcję z lektury. 7/10

Ogólna ocena zbiorku 7,5/10, Król w dobrej formie.

W ciemność - czyli druga powieść w dorobku Cormaca McCarthy'ego. Nie napiszę raczej nic odkrywczego - facet ma niesamowity dar do budowania nieprzyjemnego, gęstego klimatu. We "W ciemnosć" stawia swoich bohaterów w różnych dziwnych sytuacjach, na ich drodze pojawiają się różni ludzie, z których nie wszyscy sprawiają wrażenie do końca normalnych. Pada tez oczywiście kilka kwestii, nad którymi można się trochę pozastanawiać. Jest też sporo czarnego humoru. Książka ma dosyć leniwe tempo, ale czyta się ją naprawdę dobrze. 8//10

Odpowiedz
Przychylam posta, chociaż ja niestety przez przypadek nadziałem się na spoilera która z głównych postaci zdechnie, więc jedno "ja pierdolę" mam już z głowy :-)
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Obsuwa z polskim wydaniem, jak widzę zapowiada się gruba. Trochę to dziwne, bo z tego, co wyczytałem w ostatnim Literadarze polski tłumacz otrzymał tekst już w maju. Wcale się też nie zdziwię, jeśli rozbiją to po raz kolejny na dwa tomy (może stąd ta "podwójna" data wydania listopad / kwiecień?), bo - choć ślicznie w UK wydana - to cegła jest to naprawdę konkretna. Nie jest to jedna z tych książek, które można nosić przy sobie i czytać wszędzie. Na szczęście ja zaopatrzyłem się w eBooka z Amazonu i jest mi dużo łatwiej - Kindle to naprawdę wdzięczne i poręczne urządzenie. Po raz kolejny polecam :-)

A ciąg dalszy relacji z "tańcowania ze smokami" w sobotę wieczór :) Będzie, oczywiście bez spoilerów, spokojne Wasze główencje :)
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
(01-07-2011, 00:12)BezcelowyAlbatros napisał(a): "Lód"
Władimir Sorokin[/b]
Zatem, lektura kolejnych części, obowiązkowa.

Lód to najlepsza część. Drugi tom jest męczący i niepotrzebny, w dużej mierze wyjaśnia to co już i tak zostało wyjaśnione w pierwszej części. Trzeci trochę lepszy, ale ucieszyłem się, że to koniec. Zakończenie jest dziwne. Pamiętam, że w sumie był to dla mnie jeden wielki WTF :)

Tad Williams - Smoczy Tron

To ma być ta klasyka fantasy? To świetne dzieło? Bzdura. Książka jest zaledwie średnia. 800 stron, a fabuły ledwie na 400. Przez pierwsze 200 stron nie dzieje się praktycznie nic. Ja rozumiem, że trzeba zrobić wprowadzenie do świata i przedstawić bohaterów, ale bez przesady. Zresztą jeszcze gdyby ci bohaterowie i ten świat byli ciekawi, niestety wszystko do bólu oklepane i opierające się na schematach. Fabuła jest wręcz prostacka idź naprzód i znajdź artefakty. Dopiero pod koniec robi się ciekawiej i akcja zaczyna się rozkręcać. Nie wiem czy będzie mi się chciało czytać kolejne trzy równie potężne tomy.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
Albatrosie, z czystej ciekawości mam do Ciebie pytanie - ile Ci średnio zajmuje przeczytanie, dajmy na to, 100 stron jakiejś książki? Godzinę, czy jak? :)

Odpowiedz
Albatros jest ponad to - on nawet rąk nie używa do czytania książek ;)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Literackie widmo.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
(04-08-2011, 15:27)Azgaroth napisał(a): Tad Williams - Smoczy Tron

To ma być ta klasyka fantasy? To świetne dzieło? Bzdura. Książka jest zaledwie średnia. 800 stron, a fabuły ledwie na 400. Przez pierwsze 200 stron nie dzieje się praktycznie nic. Ja rozumiem, że trzeba zrobić wprowadzenie do świata i przedstawić bohaterów, ale bez przesady. Zresztą jeszcze gdyby ci bohaterowie i ten świat byli ciekawi, niestety wszystko do bólu oklepane i opierające się na schematach. Fabuła jest wręcz prostacka idź naprzód i znajdź artefakty. Dopiero pod koniec robi się ciekawiej i akcja zaczyna się rozkręcać. Nie wiem czy będzie mi się chciało czytać kolejne trzy równie potężne tomy.

o, to ta książka ma jednak fabułę? Po jakiś 50 stronach totalnego lania wody książka wylądowałaby w koszu na makulaturę, gdyby nie była własnością biblioteki. Strata czasu.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Szukam książki military 81 21,499 30-01-2021, 20:27
Ostatni post: Paszczak
  Star Wars - książki military 90 22,089 25-11-2017, 21:23
Ostatni post: Kuba
  Ekranizacja książki Raul7 5 3,529 05-06-2017, 12:34
Ostatni post: Snuffer
  Baza adaptacji na portalu książki aniakonda 12 6,987 22-11-2014, 17:34
Ostatni post: aniakonda



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości