Galahard napisał(a):za ponad połowę mniejszy budżet Jackson nakręcił aż 3 wybitne filmy ;)Które mają tyle samo bzdur co Piraci, no ale o tym już czepiający się Piratów zapominają, bo tak jest im wygodnie.
28-05-2007, 13:04
|
Pirates of the Caribbean (2003-2017)
|
Galahard napisał(a):za ponad połowę mniejszy budżet Jackson nakręcił aż 3 wybitne filmy ;)Które mają tyle samo bzdur co Piraci, no ale o tym już czepiający się Piratów zapominają, bo tak jest im wygodnie. 28-05-2007, 13:04
A co do uwagi Mierzwiaka o westernowości kawałka, który słyszymy podczas spotkania w sprawie pertraktacji na małej wysepce ("Parlay" na soundtracku), to muszę przyznać, że miałem to samo skojarzenie- western jak nic. I co? Posłuchajcie motywu z "The men with the Harmonica" a później "Parlay". Podobne, nie? Nawet lekkie drżenie dźwięku harmonijki jest odwzorowane w grze gitary elektrycznej.
Dla tych, co nie mają tych tracków, krótkie porównanie; link przestanie być aktywny za 7 dni lub po 25 ściągnięciach, więc jak komuś się chce to może zrobić mirrory, albo coś. LINK: http://download.yousendit.com/B49370F121DF3D8A 28-05-2007, 14:27
2 i 3 część piratów obejrzę tylko wtedy, jeśli puszczą je na C+/HBO :) z zasady nie chodzę do kina na filmy, które kosztują 200 tudzież 300 milionów dolarów.
28-05-2007, 14:31 Mierzwiak napisał(a):tyle samo bzdur? Poczekaj aż obejrzę tych piratów to zobaczymy, przy czym po samych kilku opniach o piratach już wiem o większej ilości bzdur niż we Władcy.Galahard napisał(a):za ponad połowę mniejszy budżet Jackson nakręcił aż 3 wybitne filmy ;)Które mają tyle samo bzdur co Piraci, no ale o tym już czepiający się Piratów zapominają, bo tak jest im wygodnie. 28-05-2007, 14:58
Żeby było jasne - trylogię Jacksona uważam za absolutne arcydzieło, ale braku poszanowania dla fizyki, taktyki podczas bitew a nawet logiki jest tam więcej niż w Piratach. Ale to jest FANTASY, dlatego się nie czepiam, tylko odnotowuję. Koniec tematu.
Mental rozumiem swojego własnego filmu też byś nie obejrzał, no chyba że udałoby ci się nakręcić Transformersy za 100 milionów. 28-05-2007, 15:02 Mental napisał(a):z zasady nie chodzę do kina na filmy, które kosztują 200 tudzież 300 milionów dolarów, bo jestem snobem. Absolutnie się zgadzam. :twisted: 28-05-2007, 15:07 Mierzwiak napisał(a):Mental rozumiem swojego własnego filmu też byś nie obejrzał, no chyba że udałoby ci się nakręcić Transformersy za 100 milionów. gdyby Bruckheimer zaoferował mi 300 baniek na TFy, oczywiście wziąłbym całą sumke, żeby go nie denerwować. potem wydałbym z tego max. 100, resztę zaś zwrócił. możecie wierzyć w moje słowa albo nie (zdaje sobie sprawę, że trudno wierzyć komuś, kto wygląda tak, jak na załączonym obrazku :)) ps. wyobrażacie sobie Mad Maxa za 200 milionów? Albo nawet za 100? niektóre klimaty (większość sci-fi) wychodzą najlepiej przy "zerowym" budżecie. ps2 sto milionów na film rozrywkowy to dla mnie absolutne maksimum. większe sumki demoralizują, rozleniwiają i zmuszają do poniżających (nie podoba mi się to słowo, ale w tej chwili nie znajduje lepszego) kompromisów. military napisał(a):z zasady nie chodzę do kina na filmy, które kosztują 200 tudzież 300 milionów dolarów, bo jestem snobem. bo żal mi kasy. za 11 złotych mam na allegro zbiór opowiadań Lovecrafta - największego mistrza grozy wszech czasów (moim zdaniem :)). 28-05-2007, 15:24 Mierzwiak napisał(a):Galahard napisał(a):za ponad połowę mniejszy budżet Jackson nakręcił aż 3 wybitne filmy ;)Które mają tyle samo bzdur co Piraci, no ale o tym już czepiający się Piratów zapominają, bo tak jest im wygodnie. Wspomnieć sceną z Powrotu Króla pod koniec filmu, gdy grupka ludzi stoi przed bramą Mordoru. Sposób na szybkie zakończenie historii bez wdawanie się w niepotrzebną sprzeczkę z jakimś milionem orków? :wink:
Si vis pacem, para bellum.
28-05-2007, 17:09 Mental napisał(a):z zasady nie chodzę do kina na filmy, które kosztują 200 tudzież 300 milionów dolarów, bo żal mi kasy. Wniosek a contrario - nie zal ci kasy na ogladanie w kinie filmow niskobudzetowych, kameralnych, 'minimalistycznych'.(?) ;) 29-05-2007, 09:57
dokładnie.
z chęcią poszedłbym na jakieś sf za, let's say, 40 milionów $. wyjątek robię tylko dla TFów - żeby je potem zgnoić :) 29-05-2007, 17:17
Dla wszystkich narzekających że kodeks piratów to twór nadęty i z dupy wzięty, "bo tak": http://en.wikipedia.org/wiki/Pirate_code_of_the_Brethren
Swoją drogą to motyw z królem piratów wydaje mi się jeszcze mniej naciągnięty - przez różne awarie podczas seansu przegapiłem fakt, że "od pierwszego spotkania nie było króla, bo każdy głosował na siebie". Rzeczywiście, strasznie to patetyczne... Tylko flagi w tle brakuje. Jolly rogera. :) Piraci to świetny pod każdym względem film i basta. 29-05-2007, 21:52
No, właśnie wróciłem z seansu i co? Nie będę oryginalny, ten film, tak jak zresztą każda część, jest po prostu ka-pi-tal-ny. Pomijając niektóre trochę drażniące sekwencje, ale je ma się gdzieś i zwyczajnie przymyka się na nie oko. Bo ten film nie ma służyć niczemu innemu, jak rozrywce i widowiskowości. I zadanie swe spełnia wzorowo.
Ludziom, którzy potrafią czerpać przyjemność, ze zwykłego, po prostu rozrywkowego kina, polecam. Ludziom, którzy idą na takie filmy po to, by później je gnoić - też polecam, bo jestem pewien, że ciężko im będzie oprzeć się zwyczajnemu, tryskającemu LITRAMI wręcz, urokowi tego kina ;) No i nie polecam filmu ludziom, którzy udają, że są za mądrzy na takie kino. Ludzie - film, z założenia, to rozrywka. Czasami wypada po prostu usiąść, przymknąć oko na niektóre ckliwe lub durne momenty, wyłączyć myślenie i zwyczajnie dobrze się bawić. Basta :P
Aktualnie rządzi: ja
29-05-2007, 23:11 Mush Room napisał(a):wyłączyć myślenieNo to akurat niezbyt dobry pomysł, ci którzy tak zrobili piszą później że film jest niezrozumiały :lol: 29-05-2007, 23:38
Mówiłem raczej ogólnie, ale tu racja - w tym filmie trza czasem potężnie mózgownicę uruchomić, żeby jarzyć o co chodzi, bo akcja pędzie błyskawicznie i pada w międzyczasie milion aluzji do poprzednich części i bilion nazwisk i nazw własnych ;)
Aktualnie rządzi: ja
29-05-2007, 23:42 military napisał(a):Dla wszystkich narzekających że kodeks piratów to twór nadęty i z dupy wzięty, "bo tak": Nigdzie nie napisałem, że jest on nadęty, bo ani ja, ani ty, ani inna osoba pisząca na tym forum, nie miała okazji go przeczytać. Nie kwestionowałem również faktu jego istnienia, gdyż byłoby to przynajmniej nierozsądne. Większość grup społecznych (np. kierowcy) świadomie, lub nie, stosuje się do pewnych niepisanych zasad, które można określić mianem kodeksu (wstaw co chcesz). Wyjaśniałem już parokrotnie o co chodziło mi z kodeksem, królem itd. ale zdaje się, że nie zrozumiałeś. Cytat:Tylko flagi w tle brakuje. Jolly rogera. Nie mów hops. Jeśli Sam Raimi będzie reżyserował 4 to znajdzie się tam niejedna taka scena. ;) 30-05-2007, 01:08 Yossa napisał(a):Nigdzie nie napisałem, że jest on nadęty, bo ani ja, ani ty, ani inna osoba pisząca na tym forum, nie miała okazji go przeczytać. Owszem, zrozumiałem - uważasz że jest Pisany Z Dużych Liter, czyli patetyczny, czyli nadęty - o to mi chodziło. ;) Cytat:Nie mów hops. Jeśli Sam Raimi będzie reżyserował 4 to znajdzie się tam niejedna taka scena. ;) Akurat zdanie z flagą to była ironia - jolly roger naprawdę by tam pasował... 30-05-2007, 06:04
No to moje trzy grosze.
Kilka godzin temu obejrzałem film po raz drugi. Po pierwszym seansie miałem diabelny niedosyt. Za to z drugiego wyszedłem wcale zadowolony. Bo to jest naprawdę dobre kino rozrywkowe. Naprawdę mocny blockbuster, pewnie najmocniejszy tego roku. Fajnie zakręcona i mocno piracka intryga, kilka niebywałych smaczków w przygodowym klimacie, świetna muzyka Zimmera (choć to wciąż w dużej mierze Badelt, to cudnie ubogacony; westernowy motyw z "Parlay" rządzi!), kapitalne zdjęcia i dwie świetnie zagrane postaci - Barbossa i Jack, w takiej właśnie kolejności. Tak smakowite danie oglądać można kilkakrotnie i to bez znużenia, bo to kino z powerem i prawdziwie radosna rozrywka w jednym. Ale, ale! Nie jest to jednak niestety rozrywka doskonała. Przede wszystkim, nie mogę zgodzić się z stwierdzeniem, że każda scena jest potrzebna i bardzo dobra. O ile faktycznie większość z nich jest koniecznych, to co do ich poziomu mam pewne wątpliwości. Kilka scen cechuje się z kolei przedziwną logiką. Rozumiem oczywiście, że cały cykl Piratów rządzi się określoną konwencją i wiele motywów normalnie nielogicznych, bardzo dobrze się w niej mieści, jednakże mam kilka poważnych zastrzeżeń, co do kilku fragmentów filmu. No to jedziemy: [SPOILERY] - Beckett pojawiający się z sercem Davy'ego na Latającym Holendrze - pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, to dlaczego do stu tysięcy morskich diabłów Davy ciska się i pluje, zamiast rzucić się na Becketta i jego ludzi, żeby wydrzeć swoją zgubę; Davy oraz załoga Holendra nie byli chyba śmiertelni, więc Angole niewiele mogli im zrobić, a serducho było bezpiecznie zamknięte w skrzyni. Przynajmniej do czasu, gdy postawili je przed dwiema armatkami. :) Scena dla mnie przedziwna i niezrozumiała. - Motywacja Willa, który chce porwać Perłę, żeby dorwać Holendra i żeby to osiągnąć zdradza swoich przyjaciół. Śmiszne i straszne, zważywszy na fakt, że Will doskonale wie, że serducho Davy'ego znajduje się w szponach Becketta, więc nawet jak by sobie znalazł bandę idiotów chętnych ścigać wraz z nim Holendra i dokonywać na nim mającego wielkie szanse na powodzenie abordażu, to mógłby Will Davy'emu co najwyżej powiedzieć, że temu ostatniemu niezbyt do twarzy z mackami. Podkreślę raz jeszcze - Will nie chce ścigać Becketta, chce iść wprost na Holendra i siec Davy'ego aż odrąbie mu każdego członka vel mackę. A potem? Potem się pomyśli. ;) - Nieszczęsny wątek Kalipso, czyli dużo fajnych, klimatycznych scen, które znajdują koszmarny finał w widowiskowym wirze bezsensu. Od początku. Pierwsza scena - piraci śpiewają pieśń o Królu (piratów) jego ludziach (Trybunale), Królowej (Kalipso) i wydarzeniach związanych z powyższymi. Wydarzeniach bardzo ważnych dla fabuły filmu, na których zasadza się jeden z głównych wątków opowieści. Później poznajemy coraz więcej szczegółów z historii Kalipso i Davy'ego. I gdy już, już wszyscy oczekują pod koniec filmu w ogromnym zniecierpliwieniu, jakież to piekiełko zgotuje obu flotom (no a przynajmniej pirackiej i Davy'emu) wyzwolona bogini mórz, ta wrzeszczy coś w niezrozumiałym bełkocie (pewnie: "figa z makiem, z pasternakiem!") i zmienia się w żywą reklamę Towarzystwa Przyjaciół Krabów. No ja pierdziu. Osunąłem się w fotelu w majakach. Zara, co ona robi? Zakrabia ocean? Nadzieja wróciła wraz z ciemnymi chmurami, jednak rozpełzła się prędko niczym kamienne kraby, kiedy na ekranie pojawił się Wielki I Groźny Wir, będący niechybnie skutkiem jakichś powikłań żołądkowych Kalipso (lub jej krabich zastępów). Ile w tym gniewu i bezsensu, to chyba wiedzą tylko naprani scenarzyści. Jeszcze pojąłbym, gdyby Kalipso zaniechała Wielkich Pirackich Lordów - przyznacie, że byli nieco grosteskowi - i skierowała swoją wściekłość bezpośrednio na Davy'ego-zdrajcę, ale takich idiotycznych wygibasów z hektolitrami wody nie mogłem ogarnąć. Że niby przyczyniła się do śmierci Jonesa, powiecie? To ja wam powiem, że przyczyniła się li tylko wyłącznie do dynamicznej sekwencji walki między Perłą a Holendrem. I fajnie. Ale jej świętego gniewu i mściwości, o których trąbiono w filmie kilkakrotnie i przed którymi wszyscy regularnie popuszczali w pory nie uświadczono. Loose end? Moim zdaniem tak. Davy ginie bynajmniej nie z ręki kochanki (no bo przecie nie może), jego ciało frunie do wiru i dobrze to wygląda, ale cała akcja wywołała u mnie wielki stupor i zamęt grubymi nićmi szyty, jak mawiał Radek Teklak w swoich recenzjach ekranizacji "Wiedźmina". - Biedna, wychudzona Liz zagrzewająca piratów-herosów do walki. Jasne, że scena ta była potrzebna, aż się o nią prosiło się. Się dało się wyczuć odpowiedni moment wręcz. I nawet zaczęła się nieźle. Skończyła też nawet, nawet, rzuconym z grymasem na twarzy "Gentleman... Hoist the colours". Ale środka owej przemowy zdzierżyć do teraz nie mogę. Ja wiem, że Liz to dziewczę wykarmione przygodowymi powiastkami pełnymi bohaterów i piratów z klasą, ale jak dla mnie z niej samej w Dwójce zrobiła się już poniekąd piratka, a i wśród piratów przebywała chyba wystarczająco długo, żeby skumać bazę, że jak piratom się powie "for freedom", to najprędzej mówiącemu wpakują kulkę w łeb, albo przeciągną pod kilem. :) Wystarczyło, że Gibbs rzucił, że wiatr im sprzyja i to wszystko czego potrzebują i od razu odżył piracki duch. No można to było po prostu napisać lepiej, tę scenę znaczy. I tyla. - Scena w kubryku z wieloma Jackami. Wiadomo, o co chodzi - marny humor, który wyskakiwał zza winkla parę razy w trakcie filmu. No ok, niekiedy nie był taki marny - rozważania na temat reakcji zmarłych na zrzuconą na nich kulę były wcale, wcale. A i zdarzyło się jeszcze kilka prawdziwie zabawnych scen, jak choćby Gibbs próbujący snuć opowieść o Zielonym Błysku. :) Ale już zupełnie abstrahując od poziomu humoru, wiele scen, bardzo klimatycznych i wcale nie przyciężkich, było pointowanych slapstickowymi niemal gagami. W moim odczuciu nieco za często, bo owe gagi psuły fajny klimat. A naprawdę nie wpłynęłoby to znacznie na całościową powagę filmu - po prostu nie byłby niemal ciągłą komedią. [KONIEC SPOILERÓW] Ok, powiedzmy, że to tyle na teraz. Powtórzę raz jeszcze, że mimo wszystko naprawdę dobrze oglądało mi się Piratów III i pewnie jeszcze raz wybiorę się do kina. Brakowało mi jedynie tej pirackiej finezji, którą wypełniona była część pierwsza trylogii: Jacka uciekającego przed żołnierzami w Port Royale, kapitalnych pojedynków i towarzyszących im kwestii (Barbossa: So what now, Jack Sparrow? Are we to be two immortals locked in an epic battle until Judgment Day and trumpets sound? Jack: Or you could surrender.), Jacka przycinającego pióro z kapelusza Barbossy z klasycznym zawadiackim "Ha, ha!" i wielu wielu tym podobnych elementów, które stanowiły o sile Jedynki. Trójka też jest piracka i mocno przygodowa, ale to już nie ten sam level, co "Klątwa Czarnej Perły". Anyways, serdecznie polecam! A motyw "Parlay" to chyba jakiś hołd Zimmera i Verbinsky'ego dla duetu Leone&Morricone. :) 31-05-2007, 03:56 Lambert napisał(a):Jeszcze pojąłbym, gdyby Kalipso zaniechała Wielkich Pirackich Lordów - przyznacie, że byli nieco grosteskowi - i skierowała swoją wściekłość bezpośrednio na Davy'ego-zdrajcę Kalipso nie mogła bezpośrednio zabić Davy'ego z dwóch powodów. 1: była władczynią morza, a Davy był w zasadzie rybą, a próba zabicia ryby przez utopienie jest dość groteskowa. ;) 2: zabić Davy'ego mogła jedynie niszcząc jego serce, które było w skrzyni, która była na statku, zatem musiałaby wywołać sztorm zdolny rozpirzyć rzeczony statek w drzazgi. Tyle że Holender był wciąż potrzebny do przewożenia dusz, zatem niszczenie go dla pozbawienia życia jednego ryboluda - kiedy można było to zrobić w bardziej subtelny sposób - nie było najrozsądniejszą z opcji. Po mojemu Kalipso wywołała wir właśnie po to, żeby doprowadzić do zwarcia statków - walka na pokładzie była jedynym sposobem na zabicie Jonesa bez uszkadzania Holendra - nie dopuszczając do bitwy reszty floty, która w gorszym "pojeździe" nie pchałaby się w sam środek morskiego piekła. Wrzucenie załogi Perły na pokład Holendra było też zupełnie rozsądnym krokiem - jako Tia Dalma Kalipso poznała piratów na tyle, by wiedzieć że poradzą sobie z zadaniem. EDIT: W zasadzie to nie wierzę, żeby autorzy scenariusza myśleli nad takimi niuansami, ale dopóki nieścisłości dają się wytłumaczyć, jest ok. 31-05-2007, 07:07
Obejrzałem wczoraj Skrzynię umarlaka i przyznam, że jest w niej kilka całkiem fajnych nawiązań do tego, co stanie się w następnej części. Oczywiście jeśli się jej nie widziało, można te nawiązania przegapić... Szczególnie przypadł mi do gustu dialog w chacie Dalmy:
Tia: (opowiadając o Jonesie): Uległ temu, czemu ulega w końcu każdy mężczyzna. Piraci zgadują o co chodzi, w końcu Jack mówi: Jack: Miłość! Pintel: Do kobiety? Gibbs: Słyszałem, że chodzi o morze. Tia: Wiele wersji, każda prawdziwa. Szkoda, że już w tej części nie napomknięto o paru innych innowacjach wprowadzonych do historii w "trójce". 31-05-2007, 07:13
No tak, military, ładnie to wytłumaczyłeś. Ja w swoim poście też wspomniałem, że Kalipso zabić Davy'ego po prostu nie mogła ze względu na zasygnalizowane już wcześniej fabularne rozstrzygnięcia (Will albo Jack zajmują miejsce Jonesa, z naciskiem na tego pierwszego, bo w końcu sama Tia Dalma mówi mu o "dotyku przeznaczenia"). Pozostaje tylko jeden niuans. To Kalipso wyznaczyła Davy'emu tę robotę. Nie widzę więc przeszkód, by mogła teraz z nim zrobić, co jej się tylko podoba. Zwłaszcza, że Davy nie wykonywał obowiązków, więc wręcz wypadałoby go ukarać. Nie wierzę, żeby wszechpotężna bogini mórz nie posiadałą odpowiedniego powera, by cokolwiek konkretnego w tej sprawie uczynić. :)
31-05-2007, 13:23 |
|
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| The Lord of the Rings Trilogy (2001-2003) reż. Peter Jackson | wiking | 742 | 133,806 |
17-05-2026, 23:31 Ostatni post: Corn |
|
| Blade Runner 2049 (2017) reż. Denis Villeneuve | Rodia | 1,639 | 261,190 |
16-05-2026, 18:55 Ostatni post: Westcoast |
|
| Trainspotting (1996-2017) | Pitero | 12 | 6,021 |
01-10-2021, 17:08 Ostatni post: Pelivaron |
|
| [oddzielony] Trainspotting (1996-2017) | Arahan | 0 | 694 |
01-02-2017, 06:54 Ostatni post: Arahan |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |