Książki
Eorath, Ty znowu przeszukujesz fora!
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
To straszne ;)
[Obrazek: http://www.sloganizer.net/en/image,Eorath,blue,white.png]
From ghoulies and ghosties
And long-leggedy beasties
And things that go bump in the night,
Good Lord, deliver us!

Odpowiedz
Po prostu masakra. Myślisz że to zabawne? Natychmiast przestań! :)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
http://esensja.pl/ksiazka/prezentacje/tekst.html?id=4654

Ten fragment to największy syf jaki ostatnio czytałem, i tego są trzy tomy... Chyba wystarczy napisać cokolwiek, żeby to wydawnictwo puściło to na rynek.

Odpowiedz
Question - czy 'mechaniczną pomarańczę' lepiej miec w oryginale czy w tłumaczeniu? Nie jestem jakimś kozakiem, ale niektóre książki lepiej czytac tak jak je autor napisał, a nie przetłumaczone. A może znacie jakieś dobre polskie wydanie? Nie chce sobie książki skopac

Odpowiedz
Wracałam dzisiaj z Białegostoku, gdzie - przy okazji wizyty - pożyczyłam książki Ibero, przeczytałam w pociągu:
Rosario Tijeras Jorge Franco - film był, akcja dzieje się w Kolumbii w latach osiemdziesiątych, wojny gangów, narkotyki i historia Rosario - pięknej płatnej morderczyni i jej przyjaciół....
Esperanza i jej święci Marii Amparo Escandon - młoda wdowa straciła córkę i wtedy ukazuje jej się święty informując ją, że córka żyje i ma ją odnaleźć, Esperanza więc wyrusza w podróż po Meksyku i dociera do Stanów Zjednoczonych, głęboko wierząca kobieta trafia do burdeli, spotyka różnych ludzi i szuka córki, świętych i aniołów. Bardzo dobrze się to czyta.Zaczęłam też Utajoną harmonię Mariny Mayoral i zobaczymy, jakie toto będzie :)
[Obrazek: http://www.sloganizer.net/en/image,Eorath,blue,white.png]
From ghoulies and ghosties
And long-leggedy beasties
And things that go bump in the night,
Good Lord, deliver us!

Odpowiedz
Semi napisał(a):Question - czy 'mechaniczną pomarańczę' lepiej miec w oryginale czy w tłumaczeniu? Nie jestem jakimś kozakiem, ale niektóre książki lepiej czytac tak jak je autor napisał, a nie przetłumaczone. A może znacie jakieś dobre polskie wydanie? Nie chce sobie książki skopac
warto chyba na wszystkie sposoby; pytanie, czy dasz sobie rade w oryginale, bo nie jest to jezyk gladki... a co do tlumaczenia, no to stiller dal nam dwie wersje - R, z rusycyzmami (siedzielismy w barze krowa, zastanawiajac sie co zrobic z tak pieknie rozpoczetym, a wieczor byl mrok ziab zima sukin kot choc suchy), lub A, z anglikanizmami (siedzielismy w mleczarni cow bar zastanawiajac sie, co zrobic z tak pieknie rozpoczetym, a iwning byl na dziob i mrok ziab synowe bycz zima choc suchy); to drugie chyba bardziej aktualne, ale pierwsza wersja bardziej znana i kojarzona - warto znac obie...
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
język w Mechanicznej w ogóle jest połączeniem języka angielskiego z rosyjskimi wtrętami i ma nawet nazwę - Nadsat
http://en.wikipedia.org/wiki/Nadsat ;) także myślę, że warto zaopatrzyć się w obie wersje
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Z ciekawości zaczęłam "Złoty kompas" :)
[Obrazek: http://www.sloganizer.net/en/image,Eorath,blue,white.png]
From ghoulies and ghosties
And long-leggedy beasties
And things that go bump in the night,
Good Lord, deliver us!

Odpowiedz
http://www.empik.com/produkt?productId=prod190054

i jak tu żyć (i grzeszyć) w spokoju, ja się pytam :x
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Stephen King - Komórka

A teraz wam opowiem, czemu się bardzo zdenerwowałem, przeczytawszy właśnie tę ciekawą książkę. Ale nie wyprzedzajmy faktów.

Zaczęło się ciekawie, tzn. jak kalka Resident Evil 2, widać Stefan grał. Co może być ciekawego w kalce? Ano - lubię zombi, a przez pierwsze sto stron mamy wzięty z gatunku schemat leżący na kolejnym schemacie. Powiedzmy, że to solidna rzemieślnicza robota - King odrobił pracę domową, oprócz grania w RE2 obejrzał jeszcze filmy Romero i przeczytał własny Bastion (w którego kalkę - choć nie stuprocentową - Cell się w pewnym momencie przekształca). Dodajmy jeszcze Mathesona z I am legend i mamy obraz całości - początek RE2 i Romera, przedzierzgnięcie w Bastion i I am legend. Zresztą książka jest zadedykowana Romerowi i Mathesonowi właśnie. Wiadomo było, czego oczekiwać.

No i oczekiwania zostają spełnione, przynajmniej na początku. King bowiem w pewnym momencie do standardowej opowiastki o żywych trupach dodaje coś od siebie. A mianowicie - element, który sprawia że powieść staje się nieprzewidywalna (taa, dopóki nie zerknie się jeszcze raz na dedykację). I ledwo, ale to ledwo Stefanowi udaje się wybrnać z sytuacji, gdy jego "innowacje" prowadzą do przekształcenia książki w niezamierzoną parodię samej siebie. Potem jest nieco lepiej - jak zwykle King kreuje świetnego bohatera negatywnego, który w swej przeciętności jest uosobieniem całego zła. Ale na końcu czytelnika czeka wkurw, rozczarowanie, wkurw, wkurw i wkurw. Więc teraz uwaga, bo będą

!!!SPOJLERY!!!

Otóż osią fabuły całej dość grubej książki są starania głównego bohatera, które podejmuje w celu uratowania syna. To wręcz odyseja prowadząca do ostatecznego rozwiązania - uratuje czy nie uratuje. Przez pięćset stron czytam więc o drodze do zakończenia, aby nagle... stwierdzić że zakończenia nie ma. Jest jedno, gigantyczne niedopowiedzenie.

Nie zrozumcie mnie źle - niedopowiedzenia są fajne, ale trzeba je umiejętnie stosować. Gdyby akcja zawisła w momencie, gdy bohaterowie się rozdzielają, a większa grupa idzie w nieznane, szukać schronienia, byłoby fajnie. Nie wiadomo, co ich czeka, wiadomo tylko że nowe, ciężkie życie. Dobre zakończenie dobrej lektury. Ale, kurewcia, żeby cały czas głównym wątkiem było ratowanie syna, a zawieszenie akcji nastąpiło w krytycznym momencie? No to po ch... cała ta opowieść, skoro i tak nie wiadomo co się stało? To też byłby dobry moment na zakończenie historii Claya, ale tylko wtedy, gdy nie byłby on głównym bohaterem. Gdyby King snuł opowieść z punktu widzenia, powiedzmy, Toma albo Jordana, wtedy pozostawienie pytania "czy Clay w końcu odzyskał syna? czy pomysł Jordana, o którym była mowa przez pół książki, wypalił?" miałoby sens, bo nie byłoby kluczowe. Obecnie sprawy mają się tak jak w kryminale, w którym przy samym końcu urywa się taśma i widz nie wie, kto zabił, nie ma też pojęcia czy główny bohater zginął, czy odnaleziono statutetkę, po co ją skradziono - no po prostu nie wiadomo nic. Ostatnia próba Claya - przywrócenie synowi normalności - zaważyłaby na losach świata. Jeśli byłoby powiedziane, czy mu się udało, wtedy można sobie dopowiadać - czy udałoby mu się uratować resztę ludzi, czy znalazłby starych przyjaciół. Ale teraz, kur...de, nie wiadomo nic. Debilizm. Weźcie Noc żywych trupów i utnijcie ją w momencie, gdy facet z wycelowaną strzelbą zbliża się do domu, w którym kryje się Ben. Bezsens i już.

Ufff, wkurzyłem się nieźle. Mimo wszystko czytało się fajnie, choć to już nie ten sam King co dawniej. Książka napisana na odwal się. Językowo mocno przeciętna, mało urozmaicona, bez ciekawszego pomysłu i kingowej werwy. 7/10

Odpowiedz
zauważyliście, że King obrał tendencję spadkową, od kiedy przestał ćpać i pić? :)

w kwestii komórki mam podobne odczucia co military. ale tego, że powieść jest średnio napisana nie poprę. jeśli chodzi o tego pisarza, to jeden z tych, którzy mają świetny język, płynny i zgrabny, wiedzą, jak posłużyć się piórem. prawda - raz pisze lepiej, raz gorzej ("bastion" i "to" to, moim skromnym zdaniem, szczyt jego możliwości językowych), ale w przypadku "komórki" nie zauważyłem, żeby język był przeciętny. kwestia subiektywna :)
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
"Regulatorzy" byli fajni, choć specyficzni, a wtedy King już nie ćpał chyba.

Odpowiedz
nie twierdzę, że po tym, jak skończył z nałogami nie pisze dobrze. przecież "komórka" to jedna z jego najnowszych książek. chodzi o to, że, jak to military ujął "to już nie ten King, co kiedyś". :) i oczywiście to, że to przez rzucenie picia i ćpania, to mówiłem pół żartem, ale kurde, niech mnie ktoś jebnie, jeśli czegoś w tym nie ma :)
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
Zgadzam się z tym. Ja też preferuję Kinga z czasów "Nocnej Zmiany", "Martwej Strefy" czy "Misery". On sam kiedyś mówił, że smutne i wspniałe jest dla niego rzucenie narkotyków i picia. Smutne, bo bez tego już nie potrafi pisać jak kiedyś.
EDIT : A ja będę miał "Człowieka z wysokiego zamku" ! :) Tylko "Rozbitka" Palahniuka muszę skończyć.

Odpowiedz
kumpel wlasnie zakonczyl czytac Pachnidlo i wyslal mi maila z przemyśleniami. ostrzegam: język jest rynsztokowy, niemerytoryczny, krańcowo wulgarny i obrażający ludzi. :)

kolega_Mentala napisał(a):Ok, skończyłem czytać. Żałuję każdej sekundy poświęconej tej "powieści".

grupą docelową tego żenującego produktu tutaj są 13 letnie dzieciaki bez mózgu. Kurwa, wystarczy spojrzeć na fabułę.

główny bohater to jakiś śmieszny mutant, nieśmiertelny, niechorujący, nie musi jeść, pić ani spać. Ale cool pomysł, ale fajna, "zakręcona postać".
Jaka jest jego motywacja do życia i działania? Chce robić perfumy ze wszystkiego, co tylko się da. Kwiaty, owoce, psy, szczury, robale, kobiety - wszystko przedestyluje, niczym robot kuchenny Zelmer.

Jakie są jego losy? Na przykład żyje SIEDEM LAT w dziurze w ziemi w górach, masturbuje się i wpierdala karaluchy. Potem jest tylko lepiej. Np. łapie młode dziewice, obcina im włosy, owija papierem toaletowym i destyluje. Ten facet ma zajoba na punkcie destylacji.

Koniec końców, zostaje ujęty, przeczesują mu chatę, zabierają wszystko co ma i zamierzają publicznie uśmiercić. I co się dzieje? Nagle, ni to z dupy, ni z pietruchy, nasz bohater wywołuje masową orgię we Francji swoim zapachem, tytułowym pachnidłem. Trza tu zwrócić uwagę, na niebywały wręcz wysiłek, jaki główny bohater włożył w jego stworzenie - DWA LATA mordował i destylował kobiety. Wracając do egzekucji. Skąd on to przy sobie miał, skoro został aresztowany, skonfiskowano jego rzeczy? To tylko czubek góry lodowej. Kiedy już wszystkie kobiety skończą się masturbować i ruchać z facetami, główny bohater spokojnie odchodzi z placu egzekucji.

Zakończenie przypomina zakończenie "Piły" albo innego młodzieżowego gówna. Główny bohater zostaje zjedzony, bo ładnie pachnie. Ale cool zakręcone zakończenie. I wszystkie gówniarze piszczą i opowiadają sobie w gimnazjach - ale to fajne.

O "fabule" tych ekstkrementów można napisać dużo, dużo więcej, ale szkoda na to klawiatury.

Pachnidło to bez wątpienia najgorszy tekst, jaki w życiu czytałem, jedna z najgłupszych fabuł z jaką się zetknąłem i jedno z najgorszych gówien, jakie napisano. Pachnidło śmierdzi moczem i łajnem na kilometr.

Strata czasu w chuj.

jako ze powyzsze wywody sa niezbyt merytoryczne, mam pytanie: warto czytac czy lepiej nie czytac?

Odpowiedz
Twój kolega ma racje. Absolutną. :twisted: Podziwiam go, że dokończył czytać, bo ja poddałam się mniej więcej w połowie... 'Pachnidło' to strata czasu.
Take the best orgasm you ever had, multiply it by a thousand and you're still nowhere near it.

Odpowiedz
a zatem nie czytam, książka idzie do pieca, nazistowskie pozdrowienie, nara :)

Odpowiedz
Mnie ta opinia pachnie (nomen omen) onetem. :)
Skad te "podnastolatkowe" interpretacje? Nie wiem.
Powiesc przeczytac warto.

Odpowiedz
nie warto czytać, bo to jeden wielki absurd
najlepsze, co można zrobić z dobrą radą, to podać ją dalej

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Szukam książki military 81 21,503 30-01-2021, 20:27
Ostatni post: Paszczak
  Star Wars - książki military 90 22,092 25-11-2017, 21:23
Ostatni post: Kuba
  Ekranizacja książki Raul7 5 3,529 05-06-2017, 12:34
Ostatni post: Snuffer
  Baza adaptacji na portalu książki aniakonda 12 6,988 22-11-2014, 17:34
Ostatni post: aniakonda



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
4 gości