Z tego co wiem seria z Myronem Bolitarem ma 9 cześci. Od poniedziałku kolejna :D
10-02-2012, 17:46
|
Książki
|
|
Harlan Coben - Krótka piłka - tego się nie czyta, to się połyka. Nic ambitnego, ale za to szalenie wciągające. Moje pierwsze spotkanie z Myronem i Winem, ale na pewno nie ostatnie. Dobry thriller, z ciekawą i pokręconą fabuła. Nie raz wydaje się kto jest winny, a jednak autor sprytnie zbija nas z tropu. Do tego humor, który w wykonaniu głównych bohaterów jest świetny i nie raz można parsknąć śmiechem słysząc autoironiczne teksty głównego bohatera.
Z tego co wiem seria z Myronem Bolitarem ma 9 cześci. Od poniedziałku kolejna :D 10-02-2012, 17:46
Kupiłem z Allegro trzy fajne książki Dicka w wydaniach z lat 70. - bardzo ciekawe są to okazy, i to z wielu względów. Na razie zająłem się Ubikiem, który jest świetny zwłaszcza dzięki ostatnim kilkudziesięciu stronom, zmieniającym "fantastyczny kryminał" w coś znacznie głębszego. Anyway...
Wydanie pochodzi z roku 1970, przez co jest dość ciekawie przetłumaczone - po prostu czuć, że Ameryka to dla tłumacza inny świat, o którym wie... w najlepszym wypadku niewiele; prawdopodobnie buduje sobie jej obraz w oparciu o wyobrażenie Anglii z przełomu wieków. I dlatego postaci zwracają się do siebie per "Mr. Smith", a nie "panie Smith"; dlatego spotykają się w "living roomie", a nie w "pokoju dziennym"; dlatego jadą na "Middle West", a nie na środkowy zachód. I, co najlepsze, dlatego Murzyn Al Hammond jest traktowany językowo jak jakiś arabski dostojnik. Znaczy się - postaci nie rozmawiają z Alem Hammondem, ale z Al Hammondem. Nie pytają, co stało się Alowi Hammondowi, tylko Al Hammondowi. Trochę to śmieszne, trochę żałosne, trochę urocze. Na szczęście ogólnie tłumaczenie jest dobre, zwłaszcza jeśli uświadomić sobie, że realia Ameryki z lat 60 to dla kogoś żyjącego w naszej komunie po prostu totalny kosmos. Ale najlepsze i tak jest posłowie Stanisława Lema, w którym rozkłada on zjawisko fantastyki amerykańskiej na czynniki pierwsze jak jakiś naukowiec obserwujący nowy, dziwaczny gatunek. "W społeczeństwie kapitalistycznym wykształciła się ciekawa tendencja masowej produkcji powieści fantastycznych, co prowadzi do..." - ogólnie rzecz biorąc, dla Lema fakt, że masz w księgarni ogromny wybór s-f, to zjawisko z innej galaktyki. Staś nie jest świadomy istnienia "podgatunków" s-f, np. zwykłej pulpy; nie jest świadomy, że te utwory powstają w innym celu niż np. "Zbrodnia i kara" (do której robi częste odwołania); s-f traktuje całościowo i ubolewa nad jego stanem, wskazując że w społeczeństwie kapitalistycznym sztuka równa w dół poprzez jej masowość.:) Jest wyraźnie zdezorientowany faktem, że Dick z jednej strony korzysta z pulpowych motywów (wojny kosmiczne itp.), a z drugiej wykorzystuje je w niezwykły sposób. Po prostu nie potrafi tego ogarnąć i podsumowuje, że Dickowi przydałaby się porządna krytyka, żeby wyzbył się kapitalistycznych nawyków sięgania po sprawdzone wzorce i tworzył wyłącznie Sztukę Wyższą, która jednak, jak już wiemy, w odrzucającym wartości komunistyczne USA powstawać nie może. Powiadam wam, ta książka to niesamowity okaz. 20-02-2012, 09:38
Po krótkiej piłce przyszedł czas na:
-Bez śladu, - Błękitna krew, - Jeden fałszywy ruch i powtórzę to jeszcze raz, ale książki Cobena się połyka w całości. Ciężko się oderwać. Kilka schematów można wyłapać, ale nie jest to tak rażące jak u Browna, gdzie cały kręgosłup fabularny jest praktycznie taki sami. Potyczki słowne głównych bohaterów, chemia między nimi, fabuła, język powieści - wszystko to sprawia, że warto zapoznać się z Panem Harlanem. Niezobowiązujące, ciekawe, wciągające ;) 24-02-2012, 18:22
W lutym, kolejno, parodia powieści sensacyjno-przygodowej udająca kryminał, post-apokalipsa, historical-fiction ;-), 2x non-fiction i 1x science-fiction. Prawie same dobre "kawałki" :-)
Sekret Kroke Małgorzata Fugiel-Kuźmińska, Michał Kuźmiński Dobra, acz nieporywająca lektura. Pomijając ciekawie odmalowane tło i liczne, czasem trafione intertekstualne aluzje do mniej, lub bardziej znanych dzieł literackich, filmowych, tudzież muzycznych, "Sekret Kroke" nie ma do zaoferowanie wiele więcej niż zwykłe, tanie czytadło, o którym zapomina się krótko po zakończeniu. Sugestie podobieństwa "Sekretu Kroke" do dokonań Dana Browna i Marka Krajewskiego uważam za kompletnie chybione. Zagadka tajemniczego manuskryptu nie ma w sobie ani krztyny finezji a sam przedmiot, o który zabiegają specjalni wysłannicy "wielkich tego świata" w ostatecznym rozrachunku sprawia wrażenie nie wartego takiego zachodu. Nie jest to również kryminał. Owszem, mamy tu intrygę, lecz jest ona dość grubymi nićmi szyta. Bliżej tej książce do powieści szpiegowskiej, czy awanturniczej i jako taka dostarcza pewnej dozy przyjemności, aczkolwiek jest to uczucie pojawiające się w trakcie lektury raczej rzadko. Zwroty akcji nieczęsto zaskakują a samo zakończenie przynosi spore rozczarowanie. Ku podsumowaniu - na plus zaliczyłbym galerię ciekawych, na poły historycznych, na poły legendarnych postaci (tudzież postaci w całości wymyślonych, acz zapożyczonych od innych, vide: Tomasz "Tomek" Wilmowski), plastycznie oddane tło historyczne, interesujący ton narracji. Na minus mało interesującą fabułę, ograne do bólu chwyty, mające służyć zaskoczeniu, ale się w tej roli kompletnie niesprawdzające, oraz pojawiające się w dość nachalnej, wręcz konfundującej formie cytaty (jak choćby tekst o "gwałceniu prostytutki"). Książki ani fanom Krajewskiego, ani Browna nie polecam. Tym, którzy lubią lekką i niespecjalnie skomplikowaną literaturę sensacyjną, owszem... Jakby nie było, powieść "jednorazowego" użytku, typowe "przeczytaj i zapomnij". Ocena: 5/10 Sekundę za późno William R. Forstchen Świetna powieść post-apokaliptyczna, która szokuje głównie tym, że groźba ataku z wykorzystaniem EMP jest bardzo realna a jego efekty, opisane na kartach tej książki bardzo prawdopodobne. Książka sprawia nieco wrażenie "straszaka" - ale jak najbardziej słusznego i spisanego w dobrych intencjach - podlanego dość zjadliwym sosem typowego amerykańskiego patosu. Czyli, owszem, "straszak", ale nieco ku pokrzepieniu serc. Oczywiście momentów wzniosłych jest tu raczej mało. Dużo więcej dramatu społeczeństwa, które w przeciągu kilkudziesięciu dni "upadło" niemal do poziomu średniowiecza. Pisarz ma niebywały talent wywoływania konkretnych emocji - nie pamiętam już która książka w tak wielu miejscach, aż tak bardzo mnie wzruszyła. Przyznam, że "Pod kopułą" Kinga - które można porównać z "Sekundę za późno" (mamy tu zamknięte społeczeństwo, pozbawione kontaktu ze światem zewnętrznym, zmniejszające się racje pożywienia, brak leków, walka na śmierć i życie o podstawowe dobra) - wypada w zestawieniu z powieścią Forstchena naprawdę blado. Ocena: 6/10 Dallas '63 Stephen King King znowu to zrobił! "Dallas '63" - mimo pewnych dłużyzn, które niektórzy - nie ja, fan "kingowego gawędziarstwa" - mogą krytykować, zrobiło na mnie piorunujące wrażenie i dostarczyło niemałych emocji szerokiego spektrum. Były to chwile wzruszeń i skrzętnie dozowanego przez pisarza napięcia, nieco nostalgii - w jednym z najlepszych i chyba najobszerniejszych nawiązań do "Tego"... Długo by wymieniać pozytywy, dlatego skupię się na najważniejszych. Przede wszystkim, "Dallas '63" cechuje się jednym z najlepszych zakończeń wymyślonych przez Kinga. Spodziewałem się czegoś przesłodzonego, a dostałem genialne, słodko-gorzkie domknięcie. Nieczęsto temu pisarzowi to się zdarza - tu udało mu się znakomicie. Wątek miłosny, którego obawiałem się od momentu, kiedy przeczytałem zapowiedź został poprowadzony wręcz perfekcyjnie. Ba, nie wyobrażam sobie tej powieści bez tego właśnie, kluczowego wręcz motywu. Pal licho zabójstwo Kennedy'ego (oj, wiem, przesadzam! bo i w związku z tym nie obyło się bez emocji!), ale King sprawił, że mnie naprawdę bardziej obchodziły losy Sadie i Jake'a / George'a. Tylko Mistrz potrafi wycisnąć tak wiele i poprowadzić tak doskonale "łzawy", zdawałoby się, wątek romansowy. Wielkie brawa! Kolejny duży plus - genialny w swej prostocie, a jednocześnie w pewien sposób "wiążący ręce" bohaterom pomysł na "portal czasowy". Zasady są proste, ale potrafią doprowadzić do niemałych komplikacji. Podejrzewam, że uskok czasowy w innej formie, na przykład prowadzący do dużych paradoksów tylko mógłby w tym wypadku zaszkodzić. Dla mnie pomysł na piątkę z plusem! Co do reszty, cóż... Fabularny majstersztyk! O dłużyznach wspominałem, ale to są dla mnie, jak najbardziej uzasadnione dłużyzny, którymi - w przypadku Kinga - nic, tylko się delektować. Ktoś mógłby sarkać, że pod względem kompozycyjnym (jak i fabularnym, jeśli już szukać podobieństw) "Dallas '63" mocno opiera się na "Martwej strefie", ale że "Martwa strefa" to jedna z lepszych, i moich ulubionych książek Króla, nie odbieram tego, jako jakiś duży zgrzyt. Podsumowując, "Pod kopułą" poległo na zbyt rozwleczonej i dużo mniej interesującej fabule. W przypadku "Dallas '63" można mówić o powrocie mistrza do pełnej formy - jest King, jest znakomity pomysł wyjściowy, jest interesująco, są zwroty akcji, są emocje. Ocena: 8/10 Ja jako wykopalisko Jacek Fedorowicz Ta książka uświadomiła mi, jak niewiele wiem o Fedorowiczu. Z całą pewnością nie zdawałem sobie sprawy z faktu, że jest to postać, aż tak barwna i interesująca, a przypadki - opisane tu zdecydowanie zbyt pobieżnie (chciałoby się, po prostu więcej i więcej...) - z jego życia złożą się na niesamowicie wciągającą, czasem szalenie zabawną, czasem zaprawioną nutką goryczy i smutku, opowieść. Mam nadzieję, że zapowiedziany w "epilogu" ciąg dalszy nastąpi - liczę na obszerniejsze wspomnienia z czasów współpracy z Bareją i Gruzą i wiele, wiele więcej równie znakomitych, ciekawych, nacechowanych poprawiającym humor tonem opowieści z życia nie tylko pana Fedorowicza, ale i historii polskiej, hm, rozrywki i kultury. Ocena: 7/10 Gottland Mariusz Szczygieł Dawno nie obcowałem z tak przygnębiającą lekturą - przyznam, że spodziewałem się książki opartej na zasadzie kontrastów, czyli spojrzenia na czeską przeszłość trochę na poważnie, trochę z przymrużeniem oka. Otrzymałem zapis pełnej absurdów, ponurej i wręcz przerażającej rzeczywistości, historie ludzi, którzy często przegrywali życie, kariery, szczęście swoje i bliskich, nierzadko nie z własnej winy. Opowieść o bezwzględnej machinie, która niszczy za nic mając jednostkę, druzgocąc poczucie własnej wartości, zmuszając do zaprzeczenia samemu sobie. Jedynym mankamentem wydaje mi się nieco chaotyczny styl autora, który często porzuca opisywany właśnie wątek, sięgając po inny (z tym wątkiem, jak się po czasie okazuje związany), co powoduje czasem lekką dezorientację. Poza tym niesamowicie poruszająca książka - zdecydowanie polecam! Ocena: 7/10 And another thing... Eoin Colfer, Douglas Adams Zaskakująco dobra kontynuacja, którą pozwalam sobie dopisać do listy kanonicznych utworów opisujących uniwersum stworzone przez Douglasa Adamsa. Jest to jednocześnie jedno z najlepszych rozwinięć historii spisanych przez osobę inną niż twórca oryginału, jakie dane mi było czytać (a kilka już czytałem, w większości miałkich). W tym wypadku pokusiłbym się nawet o mogące zabrzmieć, jak bluźnierstwo stwierdzenie, że Eoinowi Colferowi udało się jakościowo przebić to, co dane nam było w dwóch ostatnich powieściach spisanych przez Adamsa. Nie ukrywam - "W zasadzie niegroźna" było dla mnie lekkim rozczarowaniem, zwłaszcza jej pozostawiające wiele do życzenia zakończenie... Wracając jednak do "I jeszcze jedno..." - Eoin Colfer stanął na wysokości zadania, podszedł do oryginału z szacunkiem, wzbogacając jednak treść o kilka własnych, trafionych pomysłów. Dotyczy to przede wszystkim wszelkiej maści odniesień do współczesnej popkultury, zwłaszcza internetu (bohaterowie robią zakupy na uBid - opis doręczenia przesyłki na planetę Nano, to jeden z najlepszych gagów w "I jeszcze jedno..."!) i mediów ("upadek" i późniejsza "kampania reklamowa" Thora). Inną kwestią jest twórcze rozwinięcie charakterów postaci - w tym jednej, która wcześniej pojawiała się epizodycznie. Tu jednak muszę nadmienić, że zmiana, która "dotknęła" Artura niezbyt przypadła mi do gustu i jakoś brakowało mi jego apatycznego i nieco malkontenckiego stylu bycia. Eoin Colfer stanął też na wysokości zadania, jeśli chodzi o fabułę - początek może rozkręca się nieco powoli, ale od momentu, kiedy do akcji wkracza Thor (a zwłaszcza podczas wydarzeń na planecie Nano) robi się naprawdę interesująco - już nie pamiętam, która książka (uściślijmy: z podgatunku fantastyki, zwanej humorystyczną) trzymała mnie tak w napięciu i obfitowała w tak liczne zwroty akcji, niemal po ostatnią stronę. Podsumowując, bardzo dobra, o ile nie rewelacyjna kontynuacja, napisana tak bardzo w stylu Adamsa, że nieomal czuje się, jakby była hołdem złożonym jego twórczości. Eoin Colfer doskonale czuje się w tym uniwersum, ba, doskonale czuje to uniwersum, sklecił dobra fabułę nań bazującym, rozwinął charaktery postaci a przy tym opowiedział naprawdę masę dobrych, bardzo dobrych i świetnych żartów. Wielkie brawa! Takie kontynuacje chcemy czytać! P.S. I tylko Marvina brakowało... P.P.S. Polskie wydanie już w marcu tego roku, nakładem wydawnictwa Albatros. Ocena: 7/10
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku" https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści 01-03-2012, 14:19
Gra Endera - jedna z najciekawszych książek, jakie czytałem. Może nie najlepszych, ale na pewno najciekawszych. Największą rysą jest tu wątek Petera i Valentine, podbijających coś w rodzaju Internetu za pomocą czegoś w rodzaju bloga. Dziś wydaje się on niesamowicie naiwny, ale prawdę mówiąc i w latach 70. można by było zauważyć jego wady.
Mniejsza z tym, że autor nie przewidział, że Internet zdominują idioci i zdjęcia kotów; gorzej, że nie zauważył, że redakcje magazynów (on- czy offline) mają linie programowe; że opłacani autorzy są związani z jedną redakcją; że to zwyczajnie niemożliwe, żeby nawet największy geniusz świata głosił poglądy, których nie wyznaje NIKT inny. I żeby stał się osobą tak wpływową na CAŁYM, i to wewnętrznie podzielonym, świecie. Są też mniejsze wpadki, ale wybijające z rytmu - np. ludzkość na granicy wymarcia, podnosząca się po wyniszczającej wojnie, ale każde małżeństwo może mieć tylko dwoje dzieci. WTF? Mieli środki żeby kolonizować obce planety, mieli gigantyczne straty po wojnie, a zwalczali prokreację? Tak czy siak - czytało się to pięknie, i jest to jedyny przypadek, kiedy marzy mi się ekranizacja w formie anime. Przecież ta książka jest do tego stworzona! Ekranizacja aktorska byłaby niewypałem, bo nigdzie nie znajdą 6-latków grających jak dorośli. Za to w anime dzieci-geniusze kierujący flotami statków kosmicznych to chleb powszedni, i wcale nie wyglądają głupio, więc taka forma to wręcz opcja domyślna. 04-03-2012, 20:02
Ekranizacja chyba była w pewnym momencie w zaawansowanej formie. Wie ktoś co teraz z tym filmem? Miał być Cromwell, miał być Clooney.
Endera uwielbiam, odświeżam sobie go przynajmniej na rok. Dawno nie czytałem już kontynuacji, ale pamiętam że Mówca Umarłych, choć takiego wrażenia już nie robił, to czytało się go z takim samym zaangażowaniem. Ksenocyd już musiałem zmęczyć, w ogóle nie pamiętam nic z tej książki. Potrzebne chyba kolejne podejście. 04-03-2012, 21:43
Czytałem wersję angielską, więc tak z ciekawości - czy mógłbyś napisać, jak na polski przełożyli niektóre zwroty? Np.:
- Dr. Device (ta broń rozpirzająca wszystko w drobny mak w reakcji łańcuchowej - nazywali ją tak od inicjałów M.D. Device [bodajże molecule disrupting device] - dowcip raczej nieprzetłumaczalny), - toon (plutony dowodzone przez Endera; każdy miał toon leadera), - eh, neh i inne slangowe wyrażenia chłopców ("you be crazy" itp.). 04-03-2012, 22:09 Cytat:nigdzie nie znajdą 6-latków grających jak dorośliObejrzyj Birth z Kidman - czasami cuda się zdarzają :-)
Why are you firing wallnuts at me?
04-03-2012, 22:22
Ja Ci Military nie pomogę bo nie mam teraz w domu swojej kopii. Craven?
Pamiętam tylko że toon to "armia". Żadnych slangowych naszych dziwadeł nie było, raczej te kwestie tłumaczyli dość prostolinijnie. ![]() Ford idzie kręcić Grę Endera : ) Swoją drogą jakbyś chciał coś więcej o książce dodać bądź o wersji filmowej to na pewno zakładałem temat. 04-03-2012, 22:31
Zapowiedź na kwiecień:
![]() Choć wolę tą okładkę, jedną z odrzuconych przez wydawnictwo: ![]() I jeszcze moja recenzja pierwszego wydania "Koni" (linkuję głównie dlatego, że jeszcze do niedawna była to JEDYNA polska recenzja tej książki): "Na południe od Grande" 04-03-2012, 22:32
Świetna nowina, że to wydają:)
Cormac wskoczył na listę moich ulubionych pisarzy. Czytam teraz Suttree i to jest fascynujące. A Gra Endera jest wspaniała i zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie, ale nawet nie wiedziałem, że są kontynuacje:P 04-03-2012, 22:43
Hah, sam nie wiedziałem i kiedyś przypadkowo w bibliotece jakaś książka przykuła moją uwagę i to właśnie był Mówca Umarłych. Polecam bo rzuca zupełnie inne światło na postać Endera.
04-03-2012, 22:46
@Patyczak, no - mój ulubiony z żyjących Amerykanów - po Ellroyu. Od 1996 (pierwsze wydanie "Koni") przeczytałem już wszystko poza "Cities on the Plain". Nie powiem, żeby wszystko do mnie trafiało, bo choćby "Dziecię boże" jest m. z.d. chybione, a "No country..." to kapitalny scenariusz ale - poza monologami Bella - średnia powieść. Ale "W ciemność" wgniata, "Krwawy południk" tratuje, a "Droga" pustoszy człowieka ze szczętem jak nic innego. "Drogę" czytałem jeszcze przed urodzeniem się córki - dzisiaj bym jej nie dał rady dokończyć.
W każdym razie "Konie" i "Drogę" uważam za najlepsze. 05-03-2012, 00:05
Świat wg. Clarksona 1 i 2 - jeżeli ktoś nie zna Jeremiego Clarksona to ... odsyłam do serii programów Top Gear, a jeżeli, ktoś zna tego wysokiego i zrzędzącego jegomościa to serdecznie polecam te dwie pozycje. Książki do zbiór felietonów z "The Sunday Times", mają po 3-4 strony i taktują o dosłownie wszystkim, ale jedno jest w nich niezmienne - ironia, sarkazm i wyśmiewanie głupot!
Oj tak, dostaje się wszystkim: amerykanom, francuzom, unii europejskiej, Blairowi, Beckhamowi, opiece społecznej i głównie ekologom i inspektorom BHP. Clarkson wytyka absurdy i nielogiczności otaczającego nas świata w sposób złośliwy, ale śmieszny i niezwykle celny jednocześnie. Polecam bo czyta się b. szybko i z wyrazem uśmiechu na twarzy. Carlos Ruiz Zafón - Światła Września - moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem i cóż, nie jest to to czego oczekiwałem. Książka jest napisana bardzo przystępnie, ma ciekawą fabułę, całkiem nieźle nakreślonych bohaterów i od pierwszych kartek łapie się bardzo specyficzny i przyjemny klimat, ale im dalej tym gorzej. Nie znam wcześniejszych książek Zafona, więc ciężko mi nawiązać do innych jego pozycji, ale wątki paranormalne średnio mi pasują. Tzn. lubię fantastykę jeżeli jest z założenia fantastyką, a nie staje się nią w połowie lektury. Świat oniryczny miesza się z rzeczywistym i o ile na początki jest to szalenie interesujące to po poznaniu sekretu tempo wyraźnie siada, a książka zmienia się w scenariusz słabego horroru. Takie książkowe "Przerażacze" tylko o wiele słabsze. Fabuła, która skupia się na rodzinie Sauvelle mogła by przenieść się na Lazarusa i jego dziwaczną fabrykę zabawek, bo opisy niektórych wynalazków przyprawiały o ciarki, a tak dostajemy mały romans nastolatków, trochę horroru i w sumie tyle. Warto przeczytać bo Zafon nieźle bawi się metaforami i wspaniale, a także krótko opisuje, ale jak ktoś spodziewa się czegoś wybitnego to się rozczaruje. Niewykorzystany potencjał, a szkoda. 14-03-2012, 23:22
Obadaj "Cień wiatru" - najlepsza jego powieść. Reszta to raczej popłuczyny. Fabuła, klimat, postacie, doprawdy, zebrał swoje najlepsze pomysły w genialną całość.
Męczę teraz Metro 2033, ale szczerze mówiąc, nie ogarniam zachwytów. Narracja kuleje, mordują co chwile klimat sążnistymi monologami wyciągnięte z tego samego miejsca, co proszki do prania w reklamach, fajny pomysł jest, ale napisane to tak, że oj boziu, zlituj się. I nawet jak tam są jakieś parabole, to w ich kierunku jedynie ziewam.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie. Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier 14-03-2012, 23:35
Jeżeli średniacki Cień Wiatru to najlepsza jego powieść, naprawdę nie chcę znać reszty :-)
Ja akurat czytam teraz Księgę Nowego Słońca Gene'a Wolfe'a. Na drugim tomie jestem i jak dla mnie rewelacja - połączenie weird fantasy i sf, niesamowicie klimatyczne, sugestywne i pomysłowe, ale bez przeładawowania karkołomnymi konceptami, czym cechuje się np. proza Meville'a. Jeżeli ktoś tutaj jest fanem Planescape: Torment, powinien rzucić okiem - klimat zbliżony.
Why are you firing wallnuts at me?
14-03-2012, 23:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-03-2012, 23:45 przez jarod.)
Harlan Coben - Obiecaj mi - Cobenem, a konkretnie powieściami z Myronem zaraziła mnie koleżanka niecały miesiąc temu. Przez ten czas przeczytałem 7 z 9 książek, przywiązałem się do bohaterów i, gdy tylko skończyłem jedną książkę to od razu miałem ochotę sięgnąć po kolejną. Mimo, że chciałem je sobie dawkować nie potrafiłem. Nie ukrywam, że dążę do "Zaginionej", książki, której reklamę widziałem kilka lat temu w TV, nie wiedząc jeszcze nic o prozie Harlana.
Czy "Obiecaj mi" to dobra książka? Z całej serii z Myronem Bolitarem póki co najlepsza. Naszych bohaterów odwiedzamy po 6 latach. Nie chcę streszczać fabuły, ale po 6 latach Myron (wspierany przez niezawodnego Wina) poniekąd przez swój błąd musi znów zabawić się w bohatera. Cobenowi bardzo dobrze wychodzi budowanie intrygi. Fabuła zwodzi nas cały czas za nos i sprawia, że końcówka jest sporym zaskoczeniem. W niezwykle sprawny sposób opisuje walki oraz wszystkie czynności, którym oddają się bohaterowie. Do tego dochodzi spora nuta nostalgii (wszak bohaterowie postarzeli się o 6 lat) i jak zwykle humoru. Warto się zapoznać. 19-03-2012, 21:03
Moj szpieg w kręgach audiobukowych pokazał mi dziś to:
Z chęcią przesłucham. PS Pozdro Corn :* 29-03-2012, 20:32
Philip K. Dick - Słoneczna loteria - bardzo dużo czasu zajęło mi zmęczenie tej książki. Pierwsza powieść Dicka - i zarazem jego najgorsza powieść. Nie dość, że przedstawiony świat działa na zasadach zwyczajnie głupich, to jeszcze wiele jego elementów jest po prostu niewyjaśnionych. Główny bohater to wydmuszka bez osobowości, i tylko kobiety mają tu jakiś charakter. Widać zalążki geniuszu Dicka, ale to tylko drobiny ginące w morzu przeciętności. Mniej więcej w połowie Loteria robi się tak nudna, że miałem ochotę dać spokój, ale przebrnąłem. Końcówka trochę ratuje obraz całości - przeradza się w głupie s-f akcji, ale przynajmniej coś się dzieje. Nie o take Dicke walczylim. 3/10.
29-03-2012, 20:39
To nie jest jego pierwsza powieść - wcześniej napisał co najmniej pięć, m.in. Dr-a Futurity - ale pierwsza wydana. W każdym razie faktycznie strasznie smętna rzecz, Dick nawet jak napisze coś słabego (wspomniany. Dr Futurity) to zazwyczaj przynajmniej lekko się to czyta. Tutaj jednak ciężko dobrnąć do końca.
29-03-2012, 22:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-03-2012, 22:06 przez Albertino.) |
|
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Szukam książki | military | 81 | 21,514 |
30-01-2021, 20:27 Ostatni post: Paszczak |
|
| Star Wars - książki | military | 90 | 22,097 |
25-11-2017, 21:23 Ostatni post: Kuba |
|
| Ekranizacja książki | Raul7 | 5 | 3,529 |
05-06-2017, 12:34 Ostatni post: Snuffer |
|
| Baza adaptacji na portalu książki | aniakonda | 12 | 6,988 |
22-11-2014, 17:34 Ostatni post: aniakonda |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |