Birdman (reż. Alejandro González Iñárritu)
Mierzwiak napisał(a):@Mefisto: sam miałem przywołać Ojca Chrzestnego i Brando, ale to było zbyt oczywiste. I owszem, z tego pisze Nascimento wywnioskowałbym, że daje filmowi maks 5/10; taka jazda po filmie i 9/10? No ale to forum KMF, więc chyba nikogo nie powinny dziwić takie rzeczy.

Cóż, film mnie nie rozbawił, nie trzymał w napieciu, nie poruszył i nie wywołał żadnych przemyśleń.
Ale zachwycił od strony wizualnej, spodobał mi się groteskowy klimat, no i oczywiście rewelacyjna rola Keatona.

PropJoe napisał(a):Kapitana nawet nie próbuję zrozumieć. ;)

Czemu?


Odpowiedz
(12-02-2015, 11:33)Capt. Nascimento napisał(a): Chodzi o tonację filmu.

Sronację chyba - nie wiesz, co napisać, to używasz sformułowań, których pewnie nawet nie potrafisz uzasadnić. Jeszcze zaraz coś o barwach napisz, to wymięknę.

Cytat:Film słabo buduje dramatyzm postaci, napięcie i emocje.

A mimo to 9/10 - Einstein by tego nie ogarnął.

Cytat:I tak jest zdaniem wielu widzów.

Ja widzę tylko kilka pipek z forum, które mają problem.

Cytat:Powiesz teraz, że oczywiście tak nie jest, bo Ty wiesz lepiej i Twoje zdanie jest czystą prawdą, faktem naukowym.

Oczywiście, że wiem lepiej od Ciebie - to nie podlega dyskusji. :)

Cytat:Mało to jest dobrych trików? Film Innaritu idzie swoim torem, zapominając o tych elementach.

Czekam choćby na jeden przykład, geniuszu zbrodni.

Cytat:Znowu najbardziej kretyński argument świata czyli "filmy są po to żeby czerpać z nich fun, a nie oceniać" - używany przy obronie największych filmowych gniotów.

Jak to znowu? Wątpię, żebym kiedykolwiek użył takiego sformułowania. Mniejsza zresztą, bo Birdman to dość oczywista zabawa formą i kinem, a Wy mu zarzucacie jakąś sztukę wyższą, braki emocji i braki w scenariuszu, zamiast zwyczajnie dać się porwać. I znowuż - skoro sięgasz do gniotów, to coś jest nie tak z Twoją percepcją oceniania.

Cytat:Wiesz, że dałem Birdmanowi 9/10

Nie, wspomnij o tym jeszcze trzy tysiące razy.

Cytat:a mimo to gadasz o płaczu. Wtf?

Nie WTF, tylko marudzicie jak stare panny. "Birdman nie wywołał u mnie emocji". Idź się poskarż kierownikowi kina w takim razie, a nie pierdol na forum jakieś niestworzone teorie, pt. "co zrobić, żeby ten film był lepszy".

Cytat:Poza tym każdy odczuwa filmy po swojemu. Nie ma jednej obiektywnej prawdy. Ktoś lubi taki gatunek, ktoś inny.

Gatunkowość i odczuwanie nie ma tu nic do rzeczy - jeśli Birdman to nie Twój konik, to zwyczajnie to napisz, a nie wymyślasz jakieś niestworzone mankamenty, w których sam się gubisz.

Cytat:Film nie jest dla mnie idealny, ale ma miejsce w top10 roku i uważam go za rewelacyjny.

A mimo to masz do niego 150 wątów.

Cytat:W co drugim zdaniu wrzucasz rozmówcy za to, że ośmielił się mieć inne zdanie od Twojego.

Jest różnica między zdaniem innym od mojego, a zwyczajnym pierdoleniem głupot.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Jeszcze jedno: ocena to tylko liczba, która niewiele mówi (jak widać na powyższym przykładzie), ale jednego nie potrafię zrozumieć:

(11-02-2015, 09:22)Capt. Nascimento napisał(a): odnoszę trochę wrażenie, że dużo osób podwyższa mu ocenę przymykając oczy na wady właśnie ze wględu na to ciągłe ujęcie i Keatona/Nortona. Dlatego osobiście obniżyłem ocenę z 10- do 9/10.
Sam dajesz 9 a zarzucasz innym "podwyższanie" ocen? Co to w ogóle znaczy i czego się tyczy? Dziesiątek, których wystawiono tu ile, dwie może? Tzn dziesiątka świadczy o tym, że ktoś sztucznie zawyżył ocenę, ale dziewiątka jest OK, spoko i w ogóle w sam raz dla filmu, który nawet kolory ma nie takie jak trzeba? LOL

Odpowiedz
Dawno nie byłem w tym temacie, ale widzę że co chwila płodzone są nowe posty to se myślę, wbiję. I co? I widzę, że Capt. Nascimento urządza jakąś trollfiestę.

A ten tekscior zacytowany przez Mierzwiaka to się nadaje do tematu z "głupimi postami". Jest tu taki temat na forum? Jak nie to by się przydał. Większość komentarzy, które Kapitan spłodził w tym miejscu, w ostatnim czasie mogłoby tam znaleźć nowy dom.

Z jego rozumowania wychodzi "Film jest zajebisty, ale chujowy" :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Kurde Mefisto, napisałem dokładnie czemu mimo krytyki film ma u mnie 9/10, a Ty dalej wycinasz po pół zdania tylko po to by powypisywać głupie docinki. I robić ze mnie idiotę. ;)

Wyjaśnię jeszcze prościej. "Birdman" nie zaangażował mnie emocjonalnie, nie trzymał w napięciu, nie wzruszył, nie rozbawił ani nie zmusił do myślenia.
I to oznacza, że jest słaby albo wręcz gniotem? Ma inne zalety które to wynagradzają - fenomenalną reżyserię, montaż, ciekawy klimat, niezłe dialogi plus doskonałe aktorstwo. To był przyjemny seans i pod paroma względami zrobił na mnie wrażenie, ale nie uważam go za idealny film, albo nawet wybitny. Uważam, że niektóre elementy można było zrobić lepiej.

Proste jak 2+2, jak ktoś ma nadal problem ze zrozumieniem to już mu nie pomogę.

Mierzwiak napisał(a):Sam dajesz 9 a zarzucasz innym "podwyższanie" ocen? Co to w ogóle znaczy i czego się tyczy? Dziesiątek, których wystawiono tu ile, dwie może? Tzn dziesiątka świadczy o tym, że ktoś sztucznie zawyżył ocenę, ale dziewiątka jest OK, spoko i w ogóle w sam raz dla filmu, który nawet kolory ma nie takie jak trzeba? LOL

Ło jezu, niby komu ja coś zarzucam. Każdy ma prawo do swojej opinii i niech sobie ocenia jak chce.

ja napisał(a):odnoszę trochę wrażenie, że dużo osób podwyższa mu ocenę przymykając oczy na wady właśnie ze wględu na to ciągłe ujęcie i Keatona/Nortona. Dlatego osobiście obniżyłem ocenę z 10- do 9/10.

Po seansie byłem zachwycony montażem, tym ciągłym ujęciem i rolą Keatona. Na tyle, że chociaż nie wszystko mi się w filmie do końca podobało to dałem dychę z minusem. Na chłodno odrobinę obniżyłem ocenę.
I zdaje mi się, że dość sporo osób zawyża ocenę ze względu na montaż i Keatona, choć tak jak ja nie byli zaangażowani emocjonalnie w fabułę, w ogóle ich film nie rozbawił, ani też nie uważają go za jakieś wybitnie głębokie dzieło.
Choć mogę się mylić. Whatever

Mefisto napisał(a):Nie WTF, tylko marudzicie jak stare panny. "Birdman nie wywołał u mnie emocji". Idź się poskarż kierownikowi kina w takim razie, a nie pierdol na forum jakieś niestworzone teorie, pt. "co zrobić, żeby ten film był lepszy".

To jest forum filmowe do gadania o filmach. Nie obchodzi mnie, czy Cię moje zdanie ciekawi czy nie.

I może dorośnij trochę, bo tniesz mi każde zdanie na kilka wycinków i dopieprzasz się na poziomie onetu. Wypij herbatkę, wyluzuj. Albo idź się wyżyj gdzie indziej, a nie na forum filmowym.

Mefisto napisał(a):Ja widzę tylko kilka pipek z forum, które mają problem.

Żenada.

Odpowiedz
(12-02-2015, 19:27)Capt. Nascimento napisał(a): Kurde Mefisto, napisałem dokładnie czemu mimo krytyki film ma u mnie 9/10, a Ty dalej wycinasz po pół zdania tylko po to by powypisywać głupie docinki.

Bo to się dalej kupy nie trzyma.

Cytat:"Birdman" nie zaangażował mnie emocjonalnie, nie trzymał w napięciu, nie wzruszył, nie rozbawił ani nie zmusił do myślenia.

No i już same te fakty powinny odjąć mu kilka oczek. Mnie jak jakiś film nie angażuje, to choćby nie wiem, jak wykurwiście nie był zrobiony i jakim złotem nie polany, i kto by tam nie wystąpił, to nie ma chuja - nie będzie wysokiej oceny. Bo rolą filmów jest przede wszystkim grać na emocjach i wywoływać wrażenie. Stąd u mnie Whiplash ma 9/10, bo choć oryginalności w tym za grosz, to ogląda się to fenomenalnie od pierwszej do ostatniej minuty. Stąd jebany na forum jak bura suka Skyfall ma 8 / 10, bo film jest tak plastyczny i dobrze wyważony, iż trzeba być ostro popierdolonym, żeby go przekreślać, bo ktoś tam zapalił latarkę w jednej scenie. Stąd Birdman ma pełną dychę, bo tutaj historia wespół z realizacją to jak jazda rollercoasterem, jak seks z Sharon Stone, jak pierwsza czekolada w ustach - po prostu niepodrabialny, wyjątkowy, unikalny, magiczny. Nie wiem jak jeszcze mogę to wyjaśnić.

Choć z drugiej strony to pamiętam też 9/10 dla Imitation Game od Ciebie - seems legit jak kutas eunucha.

Cytat:nie uważam go za idealny film, albo nawet wybitny

No wybitność to już chyba po 9/10 podpada :)

Cytat:I zdaje mi się, że dość sporo osób zawyża ocenę ze względu na montaż i Keatona
(...)
Choć mogę się mylić. Whatever

Pierwsze zdanie - 1/10, drugie - 10/10

Cytat:To jest forum filmowe do gadania o filmach.

U don't say? A myślałem, że piszemy teraz o koszeniu trawnika :>

Cytat:Nie obchodzi mnie, czy Cię moje zdanie ciekawi czy nie.

To po kiego mi odpisujesz w takim razie? :)

Cytat:I może dorośnij trochę

Dorastanie jest przereklamowane - wiem, próbowałem :)

Cytat:bo tniesz mi każde zdanie na kilka wycinków

tnę dokładnie te fragmenty, do których się odnoszę - nie muszę cytować całej wypowiedzi, żeby wyłapać jej sedno, d'oh!

Cytat:Wypij herbatkę, wyluzuj.

Jestem zajebiście wyluzowanym kwiatem lotosu na pierdolonej tafli jeziora. To dalej nie zmienia faktu, że Twoje stwierdzenia w tym temacie i problem z Birdmanem to jakiś kosmos.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mefisto napisał(a):Choć z drugiej strony to pamiętam też 9/10 dla Imitation Game od Ciebie - seems legit jak kutas eunucha.

Kiepsko u Ciebie z pamięcią:

ja napisał(a):Mocno naciągane 8-/10

Mefisto napisał(a):Mnie jak jakiś film nie angażuje, to choćby nie wiem, jak wykurwiście nie był zrobiony i jakim złotem nie polany, i kto by tam nie wystąpił, to nie ma chuja - nie będzie wysokiej oceny. Bo rolą filmów jest przede wszystkim grać na emocjach i wywoływać wrażenie.

No i montaż na mnie zrobił wrażenie. ;)
A dla mnie jeśli film mnie sam w sobie nie angażuje, ale jest solidny i jak mówisz "wykurwiście zrobiony i polany złotem" to będzie wysoka ocena.

Lubię jak film jest wykurwiście zrobiony. ;)

Mefisto napisał(a):No wybitność to już chyba po 9/10 podpada :)

U mnie 9/10 to rewelacja, a 10/10 to film wybitny. Łagodnie oceniam filmy - chyba, że jakiś naprawdę mi podpadnie.

Mefisto napisał(a):U don't say? A myślałem, że piszemy teraz o koszeniu trawnika :>

Tak bardzo missing the point teraz. Powiedziałeś, że to nie miejsce na "pierdolenie o tym jak możnaby poprawić jakiś film".

Mefisto napisał(a):To po kiego mi odpisujesz w takim razie? :)

Bo to forum filmowe, a ja lubię gadać o filmach. Nie potrzebuję do tego Twojej ciekawości albo uznania.

Mefisto napisał(a):tnę dokładnie te fragmenty, do których się odnoszę - nie muszę cytować całej wypowiedzi, żeby wyłapać jej sedno, d'oh!

GW też nie musi. :) A tak serio to przeinaczasz w ten sposób sens mojej wypowiedzi i robisz ze mnie półgłówka który nie wie co mówi i sam sobie zaprzecza. ;)

Mefisto napisał(a):Stąd Birdman ma pełną dychę, bo tutaj historia wespół z realizacją to jak jazda rollercoasterem, jak seks z Sharon Stone, jak pierwsza czekolada w ustach - po prostu niepodrabialny, wyjątkowy, unikalny, magiczny. Nie wiem jak jeszcze mogę to wyjaśnić.

Ja dokładnie takie zdanie mam na temat Whiplash, ale jednak jestem w stanie zrozumieć, że nie każdego film porwał tak jak mnie. I potrafię z tym żyć. :D

Odpowiedz
[Obrazek: e55fe_ORIG-Can_t_stop_now_someone_is_wro...ternet.jpg]

(12-02-2015, 20:28)Capt. Nascimento napisał(a): Kiepsko u Ciebie z pamięcią

OK, oddaję honor - to pewnie ten drugi, Pinky z Magneto w avatarze tak napisał :P

Cytat:U mnie 9/10 to rewelacja, a 10/10 to film wybitny.

no nie no - wspominałeś jeszcze o ideale

Cytat:Powiedziałeś, że to nie miejsce na "pierdolenie o tym jak możnaby poprawić jakiś film".

Nic takiego nie napisałem. Napisałem, żebyś po prostu przestał na siłę pierdolić niestworzone teorie, tylko napisał wprost, że film Ci nie pasi.

Cytat:A tak serio to przeinaczasz w ten sposób sens mojej wypowiedzi i robisz ze mnie półgłówka który nie wie co mówi i sam sobie zaprzecza.

W kwestii Birdmana dajesz sobie doskonale radę beze mnie. No i wskaż mi przykład takiej pociętej wypowiedzi, która nie ma sensu sama w sobie. Może warto też popracować na składnością zdań - tak by nie potrzeba było układać puzzli z pięciuset wypowiedzi.

Cytat:I potrafię z tym żyć. :D

Ja też. Co nie zmienia faktu, że nie lubię, jak ktoś pierdoli, więc - ponieważ to forum do rozmawiania o filmach, jak celnie zauważyłeś - mogę zwrócić na to uwagę. Zabijam dopiero, jak mój przeciwnik nie potrafi się ogarnąć, z reguły po południowej herbatce.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mefisto napisał(a):Nic takiego nie napisałem. Napisałem, żebyś po prostu przestał na siłę pierdolić niestworzone teorie, tylko napisał wprost, że film Ci nie pasi.

Jak napisałem wprost, to Mierzwiak mnie zjechał, że tak ogólnikowo piszę.

Mefisto napisał(a):no nie no - wspominałeś jeszcze o ideale

Dla ideałów mam notę 10+ (jak jakiemuś matematykowi przeszkadza, że wychodzi poza skalę to niech będzie 10*). Tylko 6 filmów się na nią łapie.

Mefisto napisał(a):Ja też. Co nie zmienia faktu, że nie lubię, jak ktoś pierdoli, więc - ponieważ to forum do rozmawiania o filmach, jak celnie zauważyłeś - mogę zwrócić na to uwagę. Zabijam dopiero, jak mój przeciwnik nie potrafi się ogarnąć, z reguły po południowej herbatce.

Dobrze, może coś nieskładnie napisałem, albo źle wytłumaczyłem co mi się w filmie nie podoba. To ja postaram się pisać składniej, a Ty się postaraj o choć trochę kultury. Wracając z offtopa:

Apropo barw źle się wyraziłem. Mogłem się zasugerować chłodem jaki czułem w ogólnej tonacji filmu (tak, subiektywne odczucie).
Ok, shame on me.

Ponieważ scenariusz jest solidnie zrobiony, a Innaritu jakby nie patrzeć jest świetnym reżyserem, to nie ma w "Birdmanie" oczywistych wad które możnaby udowodnić. Nie ma dziur fabulranych. W większości będzie więc oscylowanie wokół subiektywnych wrażeń. Absolutnie nie uważam, by scenariusz był zły, jednak nie do końca dla mnie zadziałał. Może jako groteska, w tym swoim odrealnionym klimacie, ze sporą dawką artyzmu i cynizmu, było to zamierzone. Tragizm postaci, czy wywoływanie emocji u widza zeszło na drugi plan. W przeciwieństwie do poprzednich filmów Innaritu, jak Babel, 21 gramów czy Amores Perros, gdzie wszystko obracało się własnie wokół tych elementów.

A może to moje subiektywne odczucie i Birdman naprawdę wielu widzów wzruszył. Albo trzymał ich w napięciu.

Po pierwsze klimat filmu. Mamy niepokojącą muzykę, bardzo niehollywoodzką. Chaotyczna muzyka wygrywana tylko na perkusji.
Chaotyczny - choć zamierzenie - jest scenariusz. Przywołujący i porzucający wątki wedle uznania, idący bardzo nie hollywoodzkim torem.
Te dwa elementy odrzucają wielu widzów. Nadal ogląda się film jako interesującą, bardzo efektowną wizualnie ciekawostkę. Ale traci po drodze, przez ten dystans, groteskę, przez poniekąd irytującą muzykę, przez chaotyczność fabuły - traci po drodze emocje. Wczucie się w sytuację głównego bohatera.

To nowa forma filmu. Może dla niektórych idealna, ale ten typowy Hollywood też potrafi mieć swoje plusy.

Nie jest to film zrobiony typowo dla widza - gdzie reżyser starannie skupia jego uwagę, dbając o to, jaki wywoła efekt. Ten film idzie własnym torem. Dla wielu osób może być nieprzyjemny w odbiorze albo wręcz nużący.

Właściwie wszystko rozbija się o formę. I to już jest subiektywna kwestia. Czy kogoś przekonuje ten scenariuszowy i muzyczny chaos, zmieszany z artyzmem i brakiem skupienia na konkretnych emocjach.

Odpowiedz
(12-02-2015, 21:38)Capt. Nascimento napisał(a): Tylko 6 filmów się na nią łapie.

To jest ten moment, w którym je podajesz.

Cytat:Ty się postaraj o choć trochę kultury.

wedle życzenia:
[Obrazek: e391c1f7-b743-4dd6-99f5-13853fa42f82.jpg]

Jakby co w lodówce mam też żywe kultury bakterii.

Cytat:Ponieważ scenariusz jest solidnie zrobiony

Przez ostatnie dwie strony jedyne co czytałem, to wąty do scenariusza - teraz jest on nagle solidny i w ogóle. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!

Cytat:Przywołujący i porzucający wątki wedle uznania

Jakież to wątki zostały nagle porzucone wedle uznania?

Cytat:Ale traci po drodze, przez ten dystans, groteskę, przez poniekąd irytującą muzykę, przez chaotyczność fabuły - traci po drodze emocje. Wczucie się w sytuację głównego bohatera.

No przecież m.in. tak ten film został zrobiony, by wczuć można się było.

Cytat:To nowa forma filmu.

eeee, nie?

Cytat:Nie jest to film zrobiony typowo dla widza - gdzie reżyser starannie skupia jego uwagę, dbając o to, jaki wywoła efekt. Ten film idzie własnym torem.

Szanowny imć panie - nie mogę się z Panem zgodzić w kwestii powyżej oddanej, albowiem ni chuja nie wiem, co waszmość masz na myśli. I śmiem twierdzić, iż waszmość też nie wie, o czym pisze.

Cytat:Właściwie wszystko rozbija się o formę. I to już jest subiektywna kwestia.

Chyba bardzo subiektywna, bo dopiero co pisałeś, że forma Ci się podoba.

[Obrazek: 802.gif]
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mefisto napisał(a):To jest ten moment, w którym je podajesz.

Harakiri, Bunt, Persona, Popiół i diament, Whiplash (to mocno dyskusyjne, bo film kompletnie nie w tej skali co pozostałe, kino rozrywkowe które jednak wgniotło mnie w fotel i było najlepszym kinowym seansem) i być może Kanał.

Mefisto napisał(a):Przez ostatnie dwie strony jedyne co czytałem, to wąty do scenariusza - teraz jest on nagle solidny i w ogóle. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!

Solidny w sensie braku dziur fabularnych czy jakichś idiotyzmów. Jest dobrze przemyślany.

Mefisto napisał(a):Jakież to wątki zostały nagle porzucone wedle uznania?

Wątek kochanki Riggana i jego żony, wątek lesbijski (w sumie jedna scena, ale trochę out of place), wątek Mike'a i Lesley albo Mike'a i córki Riggana. Film skubie wszystkiego po trochu, w dość nieprzewidywalny sposób skacząc to tu, to tam.

Mefisto napisał(a):Szanowny imć panie - nie mogę się z Panem zgodzić w kwestii powyżej oddanej, albowiem ni chuja nie wiem, co waszmość masz na myśli. I śmiem twierdzić, iż waszmość też nie wie, o czym pisze.

Szanowny panie, zapewniam, że wiem dokładnie o czym piszę.
Tłumaczę szanownemu Panu, iż wielu widzów potrafił Birdman znużyć, zirytować albo odrzucić od seansu. Składa się na to: nieprzyjemna muzyka, chaotyczna - zgodnie z zamysłem - narracja i scenariusz, mieszanka artyzmu i groteski podana dość... cynicznie? Z dystansem? Całość składa się na specyficzny klimat, który niektórych do siebie przekona, a niektórych nie.
Główny bohater nie jest w pełni relatable, bo sam nie jest do końca pewny czego chce. Widzimy, że mocno mu odbija przez gadanie z Birdmanem. Ale nie czujemy dokładnie jego dramatu, nie widzimy co doprowadza go do (nieudanego) samobójstwa na scenie.
Wspomniany konflikt Riggan vs Riggan jest bo jest, tylko że w większości scen stanowi comic relief, a w dodatku jest mało zdefiniowany - bohater sam nie wie do końca czy chce wrócić na salony czy zrobić prawdziwą sztukę.
Emocje... czy jest tam komu współczuć?
Humor... jednak to jest czarna komedia. Były tam jakieś śmieszne sceny? Nie pamiętam bym chociaż raz się zaśmiał.

Z pewnością się z tym nie zgodzisz, bo film jest dla Ciebie idealny, a powyższe wrażenia są subiektywne. Jest na tyle dobry, że nie sposób w nim udowodnić jakiejś wady i obstawiam, że nikomu to się nie uda. ;)

Ten film jest przeciwieństwem Whiplash, który skupia się dokładnie na emocjach i efekcie jaki chce wywołać, idąc cały czas w jednym głównym wątku, nie skręcając na boki.

Mefisto napisał(a):eeee, nie?

No mimo wszystko film wydaje mi się bardzo oryginalny.

Mefisto napisał(a):Chyba bardzo subiektywna, bo dopiero co pisałeś, że forma Ci się podoba.

Owszem, podoba mi się, lubię eksperymenty filmowe. Chociaż nie angażuje mnie emocjonalnie, nie rozbawił mnie, nie trzymał w napięciu.

Odpowiedz
Protagonista - pomysł jest podobny jak w Zapaśniku. Tam głównemu bohaterowi sie współczuje, bo chociaż wcześniej był egoistycznym dupkiem, teraz płaci za to wysoką cenę - dorabia w markecie, rodzina go opuściła, jest "starym, zniszczonym człowiekiem". I najbardziej zależy mu nie na powrocie do sławy, a na córce. Gość rozumie swoje winy i żałuje swoich błędów z przeszłości, nie myśli tylko o sobie.
Czuć tam cierpienia głównego bohatera, tym bardziej, że pokrywają się z życiem samego Mickey'ego Rourke'a.

W Birdmanie protagonista myśli głównie o sobie. On też zdradził żonę i był kiepskim ojcem. Nie spotkała go za to żadna kara, nie ma mu czego współczuć. Żona od niego odeszła, ale on sam nie sprawia wrażenia jakby go to bolało i nie zależy mu na jej powrocie. Córka przy nim została a on sam nie czuje się zbytnio winny. Myśli niemal całkowicie o swojej sztuce, wahając się między tym, czy woli być sławny i zarabiać krocie, czy być wielkim artystą. Nie ma dramatu osoby, nie ma mu czego współczuć.
A że do końca pozostaje taką nie do końca zdecydowaną pierdołą, która myśli niemal tylko o sobie, to i wzbudza znacznie mniej sympatii niż postać Mickey'ego Rourke'a w Zapaśniku.

Konflikt jest zarysowany słabo. Riggan chce być wielki ale presja jaką odczuwa ogranicza się do nerwowości przed występem, a potem praktycznie spadającej z nieba próby samobójczej. Wynikającej nie z narastającej presji i marzenia, a z psychozy.
Rozmowy z człowiekiem ptakiem sprowadzają się do fajnego ale nieśmiesznego comic reliefu.
Nie widzimy też by ciężko pracował na bycie wielkim artystą. W "Whiplash" główny bohater wypruwa sobie flaki by być kimś wielkim i tym bardziej dlatego można mu kibicować.
O Rigganie nie wiemy, czy ciężko pracował - jego myśli ograniczają się do "czy ja jestem geniuszem czy nie". Więcej tu próżności i arogancji (zgodnie z podtytułem zresztą).

No to już protagonista nie spełnia do końca założeń. Nie wciąga widza jako postać, nie angażuje emocjonalnie w jego historię.

Efekt jest jeszcze powiększony przez irytujący soundtrack grany niemal wyłącznie na perkusji, służący do budowania chaosu - wpasowuje się w klimat, ale nie służy prowadzeniu opowieści (muzyka potrafi bardzo zwiększać napięcie albo emocje) i tym bardziej może być odrzucający.
Kto by tam potrzebował melodii.

Rozpraszająca jest wielowątkowość, chaos w scenariuszu, przeskakiwanie z postaci na postać i brak "character arc" albo "payoff" - wątki się urywają.
Widz ma jeszcze większy problem z wciągnięciem się w opowiadaną historię i gdyby nie fenomenalna robota Lubezkiego z jednym ciągłym ujęciem plus charyzma i warsztat aktorski duetu Keaton-Norton, to byłby znużony.
Tu się pojawia argument "character arc i payoff to zbędne rekwizyty z podręcznika dla scenarzystów". A ja bym powiedział, że to bardzo dobre, wypracowane przez lata metody. Nie każdy film ich potrzebuje, ale wtedy trzeba innych metod do prowadzenia opowieści - sama praca kamery i aktorstwo to dla mnie nieco zbyt mało.

Film skupia się sam na sobie, zamiast na tym jakby tu prostymi trikami wciągnąć widza, zbudować napięcie, emocje i sympatię wobec protagonisty.

Najczęściej "Birdmana" klasyfikuje się jako czarną komedię. Przydałyby się jakieś gagi, żarty, po prostu zabawne sceny. Nie zaśmiałem się ani razu.

Zostaje puenta, treść, przesłanie. W tej mieszance, w całym tym chaosie nawrzucano zbyt wiele motywów, żebym mógł zastanowić się nad jedną kwestią. Czy chodzi o konflikt sztuki z komercją? Strasznie to ogólnikowe. O niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa, izolację? Znowu, mało konkretnie.
Nie dostrzegam tu głębi. Dla mnie to interesujący od strony realizacyjnej, wizualnie oszałamiający, fajny film rozrywkowy. Który gdzieś po drodze zapomniał o widzu i historii jaką właściwie chce opowiedzieć. Tak jakby czterej twórcy scenariusza nawrzucali za dużo pomysłów i zabrakło jednego wspólnego kierunku.

Czyli byłoby 6/10, ale podbijam o dwa punkty za spektakularną pracę Lubezkiego i punkt za Keatona z Nortonem.

A tu macie minireckę jednego z najbardziej szanowanych na świecie krytyków filmowych, którego opinia pokrywa się z moją:
http://blogs.indiewire.com/leonardmaltin/birdman-or-the-unexpected-virtue-of-ignorance-20141017

I druga, bardziej krytyczna od mojej, choć z większością argumentów się zgadzam:
http://www.film.com/movies/review-birdman

Odpowiedz
A tu macie recenzję pewnego szanowanego w świecie internauty z którą po części się zgadzam:


Odpowiedz
(12-02-2015, 13:19)Capt. Nascimento napisał(a): Czyli byłoby 6/10, ale podbijam o dwa punkty za spektakularną pracę Lubezkiego i punkt za Keatona z Nortonem.

Popraw mnie jeśli się mylę, ale dałeś najpierw 10, potem obniżyłeś do 9 w obliczu całkowitego braku zaangażowania i chaotycznego scenariusza skaczącego z postaci na postać (!) (chociaż jednocześnie pozbawionego dziur i przemyślanego). Teraz piszesz, że 6 plus dwa punkty za coś, co uważasz praktycznie za jedyną poważną zaletę filmu?

Brak rozbudowania wątku lesbijskiego to ciekawy zarzut. Jakiś uznany krytyk podziela Twoje zdanie w tej kwestii? Dziwne, że nie przeszkadzał Ci brak rozbudowania wątku kuzynów w Whiplash.


Odpowiedz
PropJoe napisał(a):Popraw mnie jeśli się mylę, ale dałeś najpierw 10, potem obniżyłeś do 9 w obliczu całkowitego braku zaangażowania i chaosu scenariuszowego (chociaż jednocześnie pozbawionego dziur i przemyślanego)

Najpierw popłynąłem na ogólnym hajpie i dałem 10-, na chłodno obniżyłem do 9tki. Widzę że te pół czy też 2/3 punktu budzi wielkie kontrowersje. :F

Całkowity brak zaangażowania to przesada - praca kamery i role Keatona z Nortonem utrzymywały moją uwagę. Inaczej byłbym raczej znużony.

Jeśli "chaos scenariuszowy jednocześnie pozbawiony dziur i przemyślany" jest z Twojej strony ironią - to jest zamierzony chaos/bałagan fabularny. Nie był pisany na kolanie i niedopracowany. Widać, że Innaritu zrobił taki film jaki chciał - mi on jednak nie do końca odpowiada.

PropJoe napisał(a):Teraz piszesz, że 6 plus dwa punkty za coś co uważasz praktycznie za jedyną poważną zaletę filmu?

Jeden element potrafi czasem dźwigać na swoich barkach cały film. Bez pracy Lubezkiego byłaby siódemka, bo to on skradł tu całe show.

I nie jedyną poważną, bo jest jeszcze aktorstwo, o którym też wspomniałem.

PropJoe napisał(a):Brak rozbudowania wątku lesbijskiego to ciekawy zarzut. Jakiś uznany krytyk podziela Twoje zdanie w tej kwestii? W takim razie dziwne, że nie przeszkadzał Ci brak rozbudowania wątku kuzynów w Whiplash?

Myślisz, że pisząc o pokrywaniu się opinii miałem na myśli identyczność co do każdej najmniejszej pierdółki? Scena lesbijska to tylko przykład, wydawał się dosyć "out of place".

Scena z kuzynami w Whiplash akurat była ciasno powiązana z głównym bohaterem.

Odpowiedz
(11-02-2015, 09:22)Capt. Nascimento napisał(a): Bo odnoszę trochę wrażenie, że dużo osób podwyższa mu ocenę przymykając oczy na wady właśnie ze wględu na to ciągłe ujęcie i Keatona/Nortona.
(13-02-2015, 21:03)Capt. Nascimento napisał(a): Czyli byłoby 6/10, ale podbijam o dwa punkty za spektakularną pracę Lubezkiego i punkt za Keatona z Nortonem.
[Obrazek: tumblr_mowk0oDY3c1ql5yr7o1_400.gif]


Odpowiedz
Też do nich należę. :)

Widzę, że to ta 9tka wzbudza takie kontrowersje... Już mówiłem, że ja łagodnie oceniam filmy. Nawet jak mają wady ale mnie pod jakimś względem zachwycą, to mogą się załapać na 8-9. Jak "Birdman". ;)

Odpowiedz
Dobra, mam teorię: Kapitan to tak naprawdę przynajmniej 2-3 różne osoby piszące z jednego konta w dodatku o zupełnie innym filmie albo trzech innych filmach.


Odpowiedz
Patrz wyżej.

PropJoe napisał(a):Dobra, mam teorię: Kapitan to tak naprawdę przynajmniej 2-3 różne osoby piszące z jednego konta w dodatku o zupełnie innym filmie albo trzech innych filmach.

Heh, podobne wrażenie miałem apropo scenariusza "Birdmana". :P

A ja mam taką teorię, że macie straszny ból dupy o tą 9tkę... I że tanie wrzutki świadczą o braku argumentów.

Odpowiedz
(11-02-2015, 17:51)PropJoe napisał(a):
Cytat:Scenariuszowe zasady mają zastosowanie, tak jak zastosowanie ma np. struktura filmowa czy podział na akty i nie widzę w tym niczego uwłaczającego, by stosować się do niektórych z nich.
Ale nikt przecież nie sugeruje, że to uwłaczające. Wiesz, nawet ci wszyscy teoretycy scenariopisarstwa często przyznają, że zasady, na które się powołujesz można uznawać tylko za pewnego rodzaju ramy, najprostszy przepis, rodzaj narzędzia głównie dla początkujących. (...) Wspominasz o Mona Lisie i proporcjach. Pomyśl o Birdmanie jak o dziele powiedzmy Picassa.;) Niby piszesz, że nie podchodzisz do zasad na kolanach a jednak trochę podchodzisz. Usilnie przykładasz do skryptu "teorię" jako jedyne słuszne narzędzie oceny. Jasne, że łamanie zasad dla samego łamania nie jest jeszcze wartością, ale bądź konsekwentny, nie skreślaj też automatycznie analizowanego tekstu jeśli nie spełnia ogólnych reguł, skoro już tak pseudo-akademisko drążymy.

Co do relacji rzemiosło-sztuka, warsztat to jedno a bycie niewolnikiem warsztatu to co innego. No, ale już pisałem, że ja nie widzę w Birdmanie jakichś karygodnych błędów wartsztowych. Nie widzę też spejalnie potrzeby naprawiania skryptu poprzez wpasowywanie go w reguły, których spełnienia Tobie najwyraźniej brakuje.
Fejspalm. Serio, bo nie wiem, no, naprawde. Ile razy mam tlumaczyc? Film mi sie nie podoba, dlatego analizuje go. A nie: analizuje go, dlatego film mi sie nie podoba. Jezeli ktoś napisze, ze film jest brzydki, bo np. post-produkcja kolorow sprawia, ze wyglada sraczkowato-niebiesko to tez znaczy, ze podchodzi do technikaliow na kolanach, czy moze nie podobaja mu sie wizualia i tlumaczy, co w nich nie gra? Bo widze, ze skoro krytykuje scenariusz i podchodze do niego analitycznie to nagle jest wielkie zdziwienie, ze mozna scenariusz krytykowac bardziej analitycznie (choc przeciez nie ja pierwszy to na forum robie), bo Birdman to takie dzieło, wiec nie mozna go krytykowac analitycznie. ;) No ludzie. Chcemy dyskutowac to dyskutujmy, a nie sprowadzajmy argumentu do czegos, co mozna rownie dobrze sprowadzic do 'musisz wyluzowac, spojrz na film sercem i duszą, a nie umyslem'. KAMAN. :D

Cytat:
Cytat:Ale o tym mowie. Dużo sie o tym wspomina - monologi Birdmana przeciez tez to podkreslaja. Ale w jaki sposob riggan chce osiagnac cos wartościowego? Co robi w filmie takiego, ze widac, ze chce osiagnac cos wartosciowego? Gdybyś film ogladal bez dzwieku - widziałbyś, że Riggan chce zrobić cos wartościowego?
Jezu, Crov, dlaczego miałbym gadany film oglądać bez dźwięku?! I dlaczego sugerujesz taki eksperyment przy analizie scenariusza, który w każdym filmie przecież składa się głównie z dialogów?
Wow, nie wiedzialem, ze dla kogos moze byc zaskoczeniem, ze film to medium do POKAZYWANIA, a nie mowienia. ;) Nie wiem czy znasz takie powiedzenie "czyny mowiac wiecej niż slowa" i generalnie to ważna zasada w filmie. POKAZYWAC, nie mowic. (Szoł, dont tel, tak mowio po angjelsku). W teatrze postacie zwykle mowia, bo tam nie mozna dość duzo pokazac i umownosc jest inna, ale w filmie mozna i tez umownosc jest inna. Tak jak w zyciu - bardziej dziala, gdy ktoś Ci pokazuje, ze Cie kocha, niż gdy Ci mowi, ze Cie kocha. W "Birdmanie" fajnie byloby zobaczyc, ze Rigganowi zalezy na corce, a nie sluchac, ze mu zalezy na corce.

Cytat:Masz rację, ale to inne filmy, nie? Jasne, że Anderw jest bardziej zdeterminowany, ma większą świadomość celu i środków, które go do niego doprowadzą a Riggan się miota, gubi, sam nie wie czego chce. Ale to słabość bohatera a nie scenariusza.
Trzeba bardzo duzo dobrej woli, zeby kibicowac bohaterowi, ktoremu... nie ma w czym kibicowac. (Jestem prawie pewien, ze military, kiedys pisal, ze skoro bohater ma coś w dupie to po co ja mam sie interesowac? I to jest mysl, ktorej sie trzymam.) I ktory do tego nie jest wyjatkowo czy interesujacy. Bo serio - po co ogladac poczynania Riggana? Co za roznice zrobi jak odebrana bedzie sztuka, jakie beda relacje z jego corka, czy sie zabije? Chu wie.

Cytat:No i a propos rzeźbienia. Riggan zainwestował kasę, chciał wywalić aktora bez względu na wypadek, podjarał się Nortonem mimo jego zachowania, poćwiczyli trochę, biega w gaciach po ulicach. Mało?;) Ty byś chciał, żeby usiadł i reżyserował sztukę? Doskonalił warsztat? Bez słów najlepiej pewnie, co?;)[quote]
Ale o czym ty mowisz?

[quote]Dlaczego Ty to wszystko musisz wiedzieć?
Wysokie IQ, oczytanie, narcyzm i duży biceps. :)

Cytat:Poza tym, wydaje mi się, że jest to jasno powiedziane - Riggan wpompował w sztukę ostatnie pieniądze, jest na granicy bankructwa, rozważa pożyczkę pod hipotekę domu dla córki.
Jest jasno powiedziane. Nie przecze. A ja bym chcial, zeby bylo jasno pokazane, bo to pierdolony film. :)

Cytat:Ale każdy dobry skrypt musi być o jednym?
Nie, ale musi wiedziec o czym jest. Przejrzystość i konsekwencja, a nie skupienie na jednym. Chaotyczny to nie to samo co zlożony czy skomplikowany - on po prostu nie wie dokad zmierza i po co. Gdyby to, co prezentuje bylo chociaz oryginalne - to moze byloby to latwiejsze do przelkniecia. Ale kompletnie nie jest przeciez. Scenariusz Birdmana jest napakowany kliszami i chaotyczny. Jasna historia pomaga sie zaangażowac, bo jest jasna i dobrze opowiedziana. Jak opowiadasz historie o Czerwonym Kapturku to nie zaczynasz opowiadac, ze jej mama akurat robila pranie z ciuchami, które kupiła w sklepie H&M, bo nie o tym jest historia.

Cytat:ale na kurcze pieczone drążyć?;)
Ponieważ lubie dyskutowac o filmach. Zaskakujace, co? :)

Cytat:Mam nadzieję, że rozumiemy się, że w Birdmanie o inną "naturalność" mi chodziło i po prostu nie mogłeś się powstrzymać przed uszypliwością pod adresem Boyhood. Dla pewności, mi tam się akurat podoba to, że na przykład Norton nie dopełnia Riggana, nie jest jakimś jego przeciwieństwem lub odwiecznym rywalem. To co ty uważasz za niekonsekwencję i brak spójności dla mnie jest ucieczką przed schematem a jednocześnie pasuje do reszty.
To ciekawe, bo przeciez Mike dokladnie tym jest - przeciwienstwem Riggana. A nawet poniekad rywalem.

Cytat:Obejrzałem Urwany film i sorry, ale część zarzutów każe mi wątpić w Twoja bezstronność.;) Jesteś pewien, że nie hejtujesz bo Innaritu pośmiał się z lubianego przez Ciebie gatunku?
Kurfa, piszesz serio? :D Tak, jestem totalnym hejterem, bo Innaritu skrytykowal gatunek superhero, a zostalem tez turbo-fanbojem Paual Thomasa Andersona, bo powiedzial filmy superhero sa swietne. No dajże spokoj. :D

Cytat:No, ale wracając do UF - Birdman mógłby równie dobrze być bohaterem kina akcji. No mógłby. I co z tego?
To z tego, ze to jeden z przykladow na to, ze film sie nie potrzebnie rozdrabnia się na pierdoly, które niczego do opowiadanej historii nie dodaja.

Cytat:No i kwestia teatralności. Powtarzasz, że jedno ujęcie celowo dystansuje Ciebie od bohaterów i ich losów i robi to na tle "skutecznie", że staje się wadą, nie wierzysz, że to jest coś realnego. A cięcia by to urealniły? Dla mnie takie podejście wzmacnia poczucie, że jestem tam z bohaterami a jednocześnie pozwala uniknąć właśnie teatralności typowej choćby dla filmów zrobionych na podstawie sztuk, choćby ostatnich filmów Polańskiego oraz takich rzeczy jak Last Man on Earth.
Tak, ciecia by to urealniły - a raczej pomogly przestac przeszkadzac, lol. :) Bo to jedno ujecie jest na sile, z maskowaniem, przejsciami, etc. Bo filmy działają na podobnej zasadzie jak działają ludzkie sny albo wspomnienia, dlatego zazwyczaj nie zwraca sie uwagi na cięcia w filmach (chyba, ze samemu zajmujesz sie montazem, albo szczegolnie szukasz tych ciec, albo montaz jest slaby). Nie bez powodu ciecia w filmie przez tyle lat dzialaly. A jezeli Tobie wzmocnil poczucie, ze jestes tam z bohaterami to spoko. Mnie wybijal z rytmu, ale o tym juz pisalem, przez co zwracalem uwage na wiecej wad.


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  DIGGER (2026) reż. Alejandro G. Iñárritu Spoilerowo 0 177 22-02-2026, 14:09
Ostatni post: Spoilerowo
  Bardo (Netflix, 2022) - reż. Alejandro González Iñárritu Kryst_007 12 1,992 22-11-2022, 22:16
Ostatni post: Kryst_007
  The Revenant (2015) reż. Alejandro González Iñárritu Szaman 357 71,787 31-07-2016, 10:47
Ostatni post: Gieferg
  [oddzielony] The Revenant (2015) reż. Alejandro González Iñárritu Arahan 0 491 14-07-2014, 10:32
Ostatni post: Arahan



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości