Nowy
Liczba postów: 20
Liczba wątków: 0
Widze, że niektórzy nie kumają tego konfliktu wewnetrznego kolesia co kiedys mial sukces a teraz rozmiania sie na dro5bne i nie wie co zrobic. Niby jest okay, ale On chce wiecej, ale nie wie w jaki sposob to zrobic bo jedynym wyjsciem jest krecenie łomotu który perzy iąga l5udzi do kin i 5c ały facebook. Ale On tego nie chce chce czegos wiecej i sie miota bo jest odrzucony w swoim rozumowaniu a nie chce przyjac nowego jako gorszego.
/
/
/tekst o Batmanie rewelka, jedna z najdzieniejszych rzeczy jakie czytalem :D
pierwszy, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Feb 2015.
05-03-2015, 17:06
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Pierwszy napisał(a):Widze, że niektórzy nie kumają tego konfliktu wewnetrznego kolesia co kiedys mial sukces a teraz rozmiania sie na dro5bne i nie wie co zrobic. Niby jest okay, ale On chce wiecej, ale nie wie w jaki sposob to zrobic bo jedynym wyjsciem jest krecenie łomotu który perzy iąga l5udzi do kin i 5c ały facebook. Ale On tego nie chce chce czegos wiecej i sie miota bo jest odrzucony w swoim rozumowaniu a nie chce przyjac nowego jako gorszego.
Pominę miliard błędów i również do tego cytatu się odniosę.
Simek napisał(a):Powtórzę: on z jednej strony chce odciąć się od Birdmana i odnieść sukces w ramach sztuki wysokiej, być poważany w swoim środowisku (któż by nie chciał?), ale z drugiej strony widzi, że ma pecha, nie wychodzi mu, krytyczka przeciwko niemu, poza tym problemy rodzinne, więc część jego osobowości, czyli Birdman kombinuje, że może lepiej się nie męczyć i zgarnąć tłuściutki czek (któż by nie chciał?) za kolejną część. Ty uważasz, że to słaby konflikt, bo Riggan nic nie musi, więc chciałbyś jakiejś mocniejszej motywacji, a ja, pomimo tego, że los bohater mi raczej zwisa(w sensie nie zależy mi na jego sukcesie, ani nie życzę mu porażki), to doceniam przedstawienie tego wewnętrznego konfliktu: czy lepiej robić dobrze i z sukcesem coś poniżej własnych ambicji, czy utrzymywać poprzeczkę wyżej gdy widzi się, że szanse na jej przeskoczenie maleją - Riggan trzymał się tej drugiej drogi, ale, że totalnie nie wychodziło, to wolał strzelić se w łeb na scenie niż wyjść z premiery z podkulonym ogonem.
Cóż, biorąc pod uwagę podtytuł filmu, ironiczne pokazywanie sztuki Riggana (od pompatycznego tytułu po drewniane dialogi) i przede wszystkim przemowę Innaritu podczas Oscarów, meritum całego filmu było "nie zwracaj uwagi na innych tylko rób swoje" w kontekście tworzenia sztuki. No i tu "ignorancja" głównego bohatera, który nie zna się na Broadwayu i który napisał pozornie kiczowate przedstawienie, zaskakuje i tworzy on wbrew wszystkiemu jakąs formę sztuki.
To jest ładne przesłanie. Jak teraz o tym myślę, to w tym ujęciu film nieco zyskuje - całkiem spójna puenta. Niemniej:
Simek napisał(a):Wolę film o tym, niż kolejną drogę na szczyt z samymi zewnętrznymi przeszkodami i bohaterem w 100% pewny czego chce i zdolnym to osiągnąć.
No, nie miałem na myśli poświęcania połowy filmu by pokazywać "drogę na szczyt" czy klasyczne "od 0 do bohatera".
Moim zdaniem wystarczyłoby wyciąć parę niepotrzebnych scen nie służących fabule a odwracających uwagę od kluczowego wątku, a w zamian za to nieco zwiększyć stawkę (choćby długi u głównego bohatera - wtedy miałby większą presję na powrót do "Birdmana", bo potrzebuje gotówki - a mimo to zostałby przy tworzeniu sztuki... a dorzucić do tego jeszcze wahającą się żonę, która raczej nie wróci do bankruta i stawka nagle staje się cholernie wysoka - napięcie rośnie) i głębiej zarysować protagonistę... wystarczyłoby kilka scen, np. w jednej by wspomniał, że trenował już przed lustrem całą sztukę kilkadziesiąt razy co do najmniejszego szczegółu, by idealnie zagrać. Gdzie indziej by napomknął, że przeczytał 50+ różnych książek tylko w celu napisania tej sztuki i stresował do samego końca, czy jakiś fragment dialogu w scenariuszu jest odpowiedni.
Do tego jakiś jeden dialog, gdzie np. Riggan przeprasza żonę, albo córkę. Jakiś taki ludzki element, żeby go jeszcze trochę zjednać widzowi.
W ten sposób - skupiając się nieco mocniej na głównym wątku, podbijając stawkę (i jednocześnie wzmacniając konflikt) i pokazując (nawet w paru scenach, zajmujących niewiele czasu), że ciężko nad tą sztuką pracował, dorzucając jedną scenę zjednującą go widzowi - film nie straciłby swojego klimatu i zalet ani przesłania, a zwiększyłby zaangażowanie emocjonalne i napięcie.
Przykłady jakie podałem to takie praktycznie od ręki - doświadczony scenarzysta znajdzie wiele sposobów.
06-03-2015, 14:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-03-2015, 14:53 przez Capt. Nascimento.)
Asylum
Liczba postów: 741
Liczba wątków: 1
(05-03-2015, 15:54)Spirit napisał(a): Vesper, a na trzeźwo ogądałaś chociaż te Batmany, bo zwyczajnie nie ogarniam?;)Tekst tysiąclecia:)
Za dzieciaka oglądałam więc raczej na trzeźwo xD Często leciało w telewizji.
Mnie dziwi, że was to dziwi, bo w Batmanach Burtona gościu w masce był tylko nudnym przerywnikiem między pojawieniem się Pingwina, Jokera, Kobiety Kot czy Maxa Shreka. A Keatona potem to raczej w żadnym innym filmie nie widziałam, żeby go jakoś szczególnie kojarzyć.
06-03-2015, 16:19
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
(06-03-2015, 16:19)Vesper Lynd napisał(a): Mnie dziwi, że was to dziwi, bo w Batmanach Burtona gościu w masce był tylko nudnym przerywnikiem między pojawieniem się Pingwina, Jokera, Kobiety Kot czy Maxa Shreka.
Mnie dziwi, że po raz kolejny sugerujesz, że w tych filmach Keaton (a może ktoś inny? to on tam grał w końcu czy nie? bo już sam zaczynam wątpić) przez cały czas nosi maskę.
06-03-2015, 19:17
Nowy
Liczba postów: 20
Liczba wątków: 0
(06-03-2015, 19:17)Mierzwiak napisał(a): (06-03-2015, 16:19)Vesper Lynd napisał(a): Mnie dziwi, że was to dziwi, bo w Batmanach Burtona gościu w masce był tylko nudnym przerywnikiem między pojawieniem się Pingwina, Jokera, Kobiety Kot czy Maxa Shreka.
Mnie dziwi, że po raz kolejny sugerujesz, że w tych filmach Keaton (a może ktoś inny? to on tam grał w końcu czy nie? bo już sam zaczynam wątpić) przez cały czas nosi maskę.
To Bruce Wayne to był Batman?
Joke - żeby nie było :D
----Riggan miał robić swoje mimo tego , że to zadnego rezultatu nie przynosi. I co to za puenta? raczej spłycenie roztargnienia i jakiś lek na brak poklasku czy zrozumienia w czasach w jakich przyszło mu żyć.
pierwszy, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Feb 2015.
06-03-2015, 22:41
psych0
Liczba postów: 176
Liczba wątków: 0
10/10
Nie trzeba czekac kilkanascie lat, zeby stwierdzic, ze ten film jest doskonaly i kompletny
06-04-2015, 21:12
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Nowy
Liczba postów: 40
Liczba wątków: 0
Star Wars: Return of the Bird
PS. Zajebiste
Told you I'm never going back...
filmweb
29-04-2015, 17:12
|