Talking Head
Liczba postów: 16,009
Liczba wątków: 264
"Wicehrabia de Bragellone" Aleksandra Dumas. Co za dziwaczna książka. Raczej luźna i przyjemna opowiastka o miłostkach na dworze Ludwika XIV i o tym, jak była kochanka króla chciała poniżyć Ludwika za to, że znalazł sobie nową. Bardzo przyjemnie napisana rzecz, która, gdy już się robi coraz intensywniej... porzuca wszystkie wątki, walić je, i staje się książką o trzech muszkieterach.
W 2/3 wszystkie postaci Dumas zwala ze stołu zgrabnym ruchem, najwyraźniej znudzony, i mówi: dobra, teraz Aramis snuje plany obalenia Ludwika, a d'Artagnan coś podejrzewa. Też fajnie, spoko, choć do tej pory ani na chwilę się muszkieterowie w książce nie pojawili.
Robi się coraz ciekawiej, dawni przyjaciele zaczynają się podejrzewać o niecne plany... i JEBAĆ TO - mówi Dumas. Mamy pojedynek dwóch postaci trzecioplanowych, z którego nic nie wynika. A potem Porthos je obiad z królem i król zachwyca się jego apetytem. KONIEC.
?!?!?
A, wlaśnie, jeszcze tytułowy wicehrabia de Bragellone. Parę razy przewija się w tle w pierwszej części, mówi "to ja spadam do Anglii, nara" i znika. Tytułowa postać ma marginalne znaczenie. Nie, wróć - nie ma absolutnie żadnego znaczenia dla fabuły.
Napisane jest to prześwietnie i czytałem jednym tchem, ale kurde bele, co artysta miał na myśli?
19-05-2016, 06:27
Captain Skullet
Liczba postów: 20,612
Liczba wątków: 128
Właśnie skończyłem czytać "Wydrwizęba" E. Dębskiego i mam podobne odczucia (w sensie - coś się zaczyna dziać - FUCK IT, do śmieci z tym). W sumie jest to zbiór opowiadań o dwóch gostkach, w tym jednym zmiennokształtnym który ma imię Choleryk... Hondelyk. Najdłuższe z opowiadań, takie polityczne z umierającym królem, który chce doprowadzić do sojuszu kilku państw przeciw wspólnemu wrogowi jest spoko, całkiem zgrabne i ciekawe, ale cała reszta...
SPOILERY jak coś.
Mamy opowiadanie w którym bohaterowie trafiają do dworu jakiegoś gościa, którego koń ma problem z zębami. Więc nasz zmiennokształtny zamienia się dziewczynę, (którą wcześniej wzieli za faceta) i zajmuje się zębami po czym... wyciąga kobyle gwoździa czy coś tam spomiędzy zębów i jadą dalej o_O genialne, nie?
W kolejnym trafiają do wioski, w której jakiś gośc zabronił ludziom wszelkich grzesznych przyjemności, a tych, którzy zakaz łamią, spotykają nieszczęścia sprowadzane przez jakieś niewidzialne moce - co robią bohaterowie? Udzielają ludziom cennej rady, że trzeba się postawić i... wyjeżdżają o_O
W innym opowiadaniu trafiają do miasta w którym władca urządza ustawione turnieje - jeden z bohaterów próbuje wziąc w takim udział, wykrywa przekręt, ogłasza go wszem i wobec za co obaj trafiają do lochu. Przez kolejne kilkadziesiąt stron bohaterowie kombinuja jak się wydostać, a gdy się w końcu udaje, okazuje się, że to był sen i nadal są w lochu. Zaczynają więc kombinować raz jeszcze, wydostają się z lochu i... wyjeżdżają w cholerę.
W innym bohater opowiada swojej kochance jak to się kiedyś zamienił w kobietę i nie mógł się odmienić (czemu? A chooy wam do tego) więc zaczał sobie robić jaja z kolegi żeby ten nie wiedział, która kobita to ta prawdziwa (po co? A po jajco) ale... w końcu się odmienił (jak? a srak, po prostu).
Były jeszcze ze dwa teksty, z których każdy kończy się tak, jakby autor nie był w stanie wymyślić nic poza pomysłem wyjściowym, z którym kompletnie nie wie co zrobić.
19-05-2016, 06:59
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-05-2016, 07:06 przez Gieferg.)
Talking Head
Liczba postów: 16,009
Liczba wątków: 264
Aż trudno uwierzyć, że Dębski coś takiego wyprodukował.
19-05-2016, 07:13
Captain Skullet
Liczba postów: 20,612
Liczba wątków: 128
Taki pech, że to mój pierwszy kontakt z jego twórczością, więc pewnie i ostatni.
19-05-2016, 07:28
Red Crow
Liczba postów: 12,804
Liczba wątków: 52
Wodny Nóż - powieść Paolo Bacigalupiego, który zasłynął w niektórych kręgach debiutancką "Nakręcaną dziewczyną". Jego druga ksiązka to wartko płynący, dziejący się w niedalekiej przyszłości thriller sensacyjny, osadzony na zachodzie Stanów, które cierpią na niedobór wody i permanentną suszę. Fabuła startuje w momencie, w którym będący na usługach "królowej Las Vegas", tytułowy wodny nóż - czyli koleś będący wyjętym spod prawa zabójcą i szpiegiem - zostaje wysłany do Phoenix, w poszukiwaniu dokumentów zawierających stare prawa wodne. Na miejscu okazuje się, że kroi się z tego grubsza afera, w której pojawia się coraz więcej chętnych na prawa graczy i trupów.
Jak dla mnie - najlepsza książka ubiegłego roku. Niby prosty thriller sensacyjny, ale ze wspaniale, szczegółowo i co najważniejsze realistycznie nakreśloną wizją przyszłości, w której woda stanowi najbardziej pożądany produkt, i każdy walczy o nią na swój sposób. Pojawiają się więc wątki związane z uchodżcami, wzajemną walką pomiędzy Las Vegas, Phoenix a Kalifornią oraz państwami kartelowymi, które wyeluowały z Meksyku, który... przestał istnieć. W środek tego wszystkiego wrzucone kilka oszczędnie, acz ciekawie zarysowanych, niejednoznacznych moralnie postaci, z których każda ma swoje cele i metody działania, a ich wzajemne interakcje to najlepsze momenty powieści. Całość jest napisana w mega-zgrabnyi wciągający sposób łączący elementy akcji i antropologiczno-politycznej otoczki, i chociaż fabularnie jest nieco zbyt prostolinijnie, to jednak wcześniej opisywany setting i postacie nadrabiają to z nawiązką. Gorąco polecam i łudzę się nadzieją, że Netflix albo HBO dostrzeżą ogromny potencjał tkwiący w tej powieści i zaserwują jakąś mini-seryjkę na jej podstawie, bo to materiał wręcz skrojony pod ekranizację w klimacie łączącym "Sicario" z "Ludzkimi dziećmi".
24-05-2016, 23:41
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-05-2016, 23:43 przez nawrocki.)
Talking Head
Liczba postów: 16,009
Liczba wątków: 264
"Nosiciel" Tess Gerritsen - początkowo myślałem: o jaki kicz, jaka pulpa, jaka tania podróba Kinga. Miasteczko w stanie Maine, dziwna epidemia agresji wśród młodzieży, samotna pani doktor usiłująca rozwiązać zagadkę, a do tego plejada barwnych, choć płytkich postaci drugoplanowych. To wszystko napisane jednak bez polotu charakterystycznego dla Kinga, bez jego ciekawego tła dla postaci, bez dygresji. Szybko jednak wciągnąłem się w tę historyjkę i prawdę mówiąc - nie mogłem się oderwać.
To jest książka idealnie kompaktowa. Wszystko na swoim miejscu, absolutny brak zbędnych rzeczy. Czyta się to momentami jak scenariusz filmowy, i sumie chętnie zobaczyłbym ekranizację. Na płynność lektury wpływa też fakt, że autorka nie zawiesza akcji, żeby skoczyć do innego wątku. Jeśli rozdział kończy się na tym, że bohater X wisi nad przepaścią, to kolejny zaczyna się od tego, że udaje mu się wspiąć na skarpę. Tak napisana książka po prostu nie męczy.
Ta totalna prostota jest mimo wszystko wadą, bo trudno bardziej przejmować się bohaterami. Całość ciągnie tajemnica - naprawdę chciałem dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. A jako że zagadka jest z gatunku medycznych, a autorka jest lekarką, to wszystko wydaje się realistyczne i wiarygodne. Swoją drogą, wykształcenie Gerritsen prowadzi też do śmiesznych sytuacji, kiedy w sumie mało znaczące wydarzenie ze szpitala jest opisywane z większą dokładnością i werwą niż teoretycznie bardziej istotne wątki osobiste czy policyjne. Widać, na czym babka się zna i o czym lubi pisać.
Na koniec dwie wady. Pierwsza: zakończenie z rodzaju "już mi się nie chce". Dosłownie do ostatnich stron autorka mnoży kłopoty bohaterki, a potem rozwiązuje je magicznym "ale jednak jej się udało i wszyscy żyli długo i szczęśliwie". Druga wada: książka mocno feministyczna, tzn. praktycznie każdy mężczyzna to albo kompletny idiota, albo kompletny dupek, albo zdradziecki sukinkot. Serio - KAŻDY. Podobnie broń palna: ileż tu kazań o tym, jaka jest niebezpieczna, jak niepotrzebna, jakie zagrożenie stwarza. Mimo wszystko im dalej w lekturę, tym mniej podobnych rzeczy zauważałem, więc...
7/10. Czytadło, ale wciągające.
16-07-2016, 19:41
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,969
Liczba wątków: 14
Czytam (a w zasadzie próbuję dostać się z jednej strony na drugą) "Absalomie, Absalomie" Faulknera. Proszę o szybką diagnozę - jestem nieokrzesanym prostakiem, niepotrafiącym docenić kunsztu autora w prowadzeniu historii poprzez gigantyczny kolaż opisów, przemyśleń, skojarzeń i wizji (warsztat pisarski miał gościu niesamowity, prawdziwy arsenał słowny), czy też gościu zagubił się w tym całym strumieniu świadomości i stając się niewolnikiem tego rozwlekłego stylu spłodził kompletnie nieangażującą i po prostu mało ciekawą powieść?
Czy "W drodze" Kerouaca też jest tak męcząca? Czy facio również przez 4 strony opisuje rozważania ludka na temat barwy krzaku winorośli?
28-07-2016, 19:47
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-07-2016, 19:52 przez Norton.)
Nowy
Liczba postów: 78
Liczba wątków: 1
W drodze czyta się podobnie jak książki o Chinaskim Bukowskiego. Łatwe i przyjemne historie, ale od pewnego momentu robi się nudnawo, bo wszystko kręci się wokół alkoholu i dragów, i niczym już nie zaskakuje.
28-07-2016, 20:24
Stały bywalec
Liczba postów: 908
Liczba wątków: 22
Od Kerouaca znacznie ciekawszym pisarzem był jego kumpel - William Burroughs, z tym, że jest to literatura dość ekstremalna. Jeśli przeraża Cię zbyt frywolne podejście do ciągu przyczynowo-skutkowego, możesz spokojnie zabrać się za jego pierwsze dwie powieści, o jakże cudownych tytułach - "Ćpun" i "Pedał".
Jeśli zaś jesteś gotów do przeżycia narkotycznej przygody z piekła rodem, to polecam "Nagi Lunch".
Warto dodać, że w jego dziełach wszelakie używki są tylko tłem, a na pierwszy plan wysuwają się znacznie ciekawsze rzeczy, takie jak np : śmierć, seks, kondycja moralna człowieka, czy dystopijna paranoja.
05-08-2016, 22:29
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-08-2016, 22:32 przez Strummer.)
Stały bywalec
Liczba postów: 10,710
Liczba wątków: 5
"Ćpuna" akurat czytałem (z "Pedałem" nie miałem przyjemności;) i jest to dość przystępna książka, idealna na początek - to nie są jeszcze odjazdy rodem z "Nagiego lunchu".
05-08-2016, 22:41
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-08-2016, 22:42 przez Albertino.)
Stały bywalec
Liczba postów: 1,440
Liczba wątków: 4
Niedawno wspominałam, że czytam Kinga "Miasteczko Salem " i "Ręka Mistrza". Otóż melduję, że jednak nie będzie to mój ulubiony pisarz, choć trzeba przyznać, że styl, fantazję, wyobraźnię i co tam jeszcze ma świetny. Czyta się go pięknie, łatwo i przyjemnie. Ale co z tego, skoro facet nie ma umiaru i strasznie przedłuża akcję. "Rękę Mistrza" przerwałam na ok. 50-80 stron przed końcem - byłam tak umęczona, że miałam gdzieś zakonczenie. Podobno autor sam nad tym ubolewa, że nie potrafi skracać i wyrzucać wątków. Czyli, jak dla mnie - najlepszymi powieściami Kinga są tak bardzo pogardzane przez jego wielbicieli jego ostatnie pozycje "Pan Mercedes" "Znalezione nie kradzione". "Końca warty" jeszcze nie czytałam.
26-08-2016, 18:41
Nowy
Liczba postów: 24
Liczba wątków: 1
Chciałbym poznać troche twórczości Lema, od którego tytułu zacząć?
26-08-2016, 19:53
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-08-2016, 19:53 przez MichalWolomin.)
Używaniec
Liczba postów: 1,003
Liczba wątków: 5
może "kongres futurologiczny"?
stopień pokręcenia w sam raz na początek
tak że o.
26-08-2016, 20:07
Nowy
Liczba postów: 24
Liczba wątków: 1
Dzięki a co powiesz na "Dzienniki Gwiazdowe" ?
26-08-2016, 21:07
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 20,074
Liczba wątków: 5
"Opowieści o pilocie Pirxie" od tego bym zaczął, a "Rozprawa" z tego tomu to chyba najlepsze opowiadanie s-f jakie w życiu czytałem.
"Dzienniki gwiazdowe" też są kapitalne oczywiście, ale forma jest rzecz jasna mniej poważna, niż większość twórczości Lema.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
26-08-2016, 22:06
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-08-2016, 22:06 przez Dr Strangelove.)
Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
Od opowiadań chyba najlepiej, czy to o Pirxie czy Tichym, potem może być Niezwyciężony i Kongres. Od siebie też dorzucę moją ulubioną "Doskonałą Próżnię", choć to wyższy poziom abstrakcji tego autora.
26-08-2016, 22:59
^^
Liczba postów: 5,288
Liczba wątków: 73
Ja, inkwizytor. Kościany galeon - Jacek Piekara - 150 odcinek telenoweli z cyklu inkwizytorskiego Piekary. Wtórne do bólu i nic nie wnoszące do serii. Przyjemnie się czyta, ale wnerwia mnie, że zamiast zakończyć cykl Piekara trzaska cały czas niepotrzebne prequele głównej serii. 5/10.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
03-10-2016, 18:48
Stały bywalec
Liczba postów: 3,409
Liczba wątków: 23
Zaraz, to on tego sequela nadal nie ruszył i ciągle trzepie prequele? :O
Why are you firing wallnuts at me?
03-10-2016, 20:07
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-10-2016, 20:08 przez jarod.)
^^
Liczba postów: 5,288
Liczba wątków: 73
(03-10-2016, 20:07)jarod napisał(a): Zaraz, to on tego sequela nadal nie ruszył i ciągle trzepie prequele? :O
Nie wydał ani sequela, ani sequela prequela (Płomień i krzyż), ani prequela prequela (Rzeźnik z Nazaretu). Piekara potrafi mocno zirytować swoim tempem pracy i decyzjami co pisać w pierwszej kolejności.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
05-10-2016, 09:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-10-2016, 09:49 przez Azgaroth.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,409
Liczba wątków: 23
Polski Martin :)
Why are you firing wallnuts at me?
05-10-2016, 11:56
|