Bardzo, bardzo mi się nie podobało. Gdzie ten rozwój postaci przy którym Raimi i DiGregorio pęcznieli z dumy na każdym Comic Conie? Kolejna już pod względem charakteru, czwarta wersja Asha miała zapewne z braku lepszych pomysłów powtórzyć schemat rozwoju z Armii Ciemności. El Jefe miał stać się świadomy odpowiedzialności jaka ciąży na walce z demonami, niejako powrócić do społeczności którą cały czas lekceważył, traktował z góry wiedząc, że i tak za chwilę wyniesie się w kolejne miejsce. Nie rozwinięto jego relacji z Pablo, w ostatnim odcinku nadal traktuje go jak wyprodukowany w Meksyku podnóżek, w najważniejszym momencie myląc jego imię (!). Nie rozwinięto motywu jego odpowiedzialności za losy innych ludzi (po tym jak zwinięto już rozwinięty motyw z Armii Ciemności), Ash ma centralnie gdzieś blond siostrzenicę Hugo Weavinga. Wprowadzono okropną relację z Fisher która ostatecznie nijak nie zmieniła Asha. Relacja między Pablo i Kelly nijak nie posunęła się do przodu. To jeden z najgorzej, najbardziej chaotycznie napisanych seriali jakie widziałem. Za co pieniądze wziął showrunner od Chucka, czyli Greg DiGregorio?
Ostatecznie dobił mnie sposób w jaki potraktowano poprzednie części. Nijak nie wyjaśniono skąd Ash ma księgę, dlaczego jednak nie spaliła się w finale pierwszego Martwego zła (ona pali się nawet w usuniętych scenach z dwójki, kurcze, nawet Alvarez pozwolił sobie na nawiązanie do tego w swoim remake'u). Dlaczego księga zawiera strony z Ashem jako średniowiecznym wybrańcem skoro w serii pozostawały one poza książką i w domyśle zostały dopisane przez Mędrca z trójki? Dlaczego niby odtworzona z takimi szczegółami chatka zawiera jedynie zniszczenia z pierwszej części, gdy przebywając w niej cytują i przywołują także dwójkę? Czy oni w ogóle oglądali te filmy? To tylko 250 minut. Czy Campbell i Tapert mają nas za idiotów? Dlaczego cały czas powtarzali, że serial jest tworzony od fanów dla fanów skoro to po prostu bzdura.
Zakończenie ostatecznie zdecydowało o ocenie tego odcinka.
Ash dla własnej wygody wybiera życie w Jacksonville, dla czystszego sumienia zabiera Pablo i Kelly, głównie dlatego, że coś im tam wcześniej nagadał. Ignoruje obecność wyrzyganych przez Pablo małych demonów, ignoruje to, że Xena jest "Dark One", chociaż na początku odcinka sam o tym mówi. Ignoruje, że Xena zostaje władcą demonów z Księgi przez którą życie straciło tyle osób nad którymi wcześniej rozpaczał. Oddaje świat we władanie demonów chociaż miał być Jefe. Ważne jest łowienie ryb na Florydzie.
Brawo nasz Jefe, wzbudziłeś tyle sympatii widza!
O skali bałaganu przy tym serialu może też świadczyć demon który na krótko pojawił się za Xeną w jednym z odcinków u Brujo. No ciekawe kim niby jest. Żartuję, zupełnie nieciekawe. Ważne, że Ash ma różowe światełko przy pile i raz łączy ją z ręką z gier video, a raz nie. To przecież takie campowe i w duchu Evil Dead :)
1/10 dla finału, 5,5/10 dla całego serialu.
02-01-2016, 14:40 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-01-2016, 15:21 przez Szaman.)
Jakieś dziwne wymagania masz. Tzn w sumie spodziewałem się, że ludzie będą hejcić, ale jak dla mnie finał jest w duchu otwarcia sezonu - tzn. wszystko napędza głupota Asha.
Boże, takiej cienizny serialowej nie widziałem już chyba od paru ładnych lat (o ile w ogóle). Finał to rzeczywiście 1/10, syf kiła i mogiła. Całość ma może ze trzy warte uwagi momenty i z jakieś 15 minut materiału który rzeczywiście przypomina klimat Evil Dead. Moim zdaniem to kompletna wina stacji, chyba że Raimiemu coś odjebało na starość.
Remake z 2013 to przy tym serialu wypas.
04-01-2016, 01:32 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-01-2016, 01:35 przez vast.)
(04-01-2016, 00:17)Craven napisał(a): Jakieś dziwne wymagania masz. Tzn w sumie spodziewałem się, że ludzie będą hejcić, ale jak dla mnie finał jest w duchu otwarcia sezonu - tzn. wszystko napędza głupota Asha.
To jest właśnie problem tego serialu, wzięli jeden z gagów z Armii Ciemności, ten z zapominaniem zaklęcia i na jego podstawie niesłusznie zbudowali całą postać. Zapomnieli tylko, że w Armii Ash zdobywał sympatię widza poprzez swoją zmianę na lepsze, dokonaną dzięki Embeth Davidtz, dzięki budzącej się potrzebie stawienia czoła złu zamiast tchórzliwej ucieczki. Tutaj cofnęli go w rozwoju, bo tak było im wygodnie, ale w zamian zaprowadzili postać donikąd. Co jest chyba jeszcze gorsze niż serial niby od fanów dla fanów którego najważniejszy punkt wyjściowy ignoruje wydarzenia z filmów, jednocześnie popadając w samogwałt przy odniesieniach do nich.
A co do wizji Stacji czy Raimiego. Pilot jednak odstaje poziomem jak i koncepcją serialu (choćby wprowadza nieobecny potem rodzaj humoru z którego słynie seria), obstawiam zatem, że po raz kolejny mamy klasyczną robotę Raimiego jako producenta. To znaczy on użycza nazwiska, a o wszystko na planie w Nowej Zelandii dba mieszkający tam Rob Tapert, tutaj mamy jeszcze showrunnera który zupełnie nie panował nad materiałem. Jeśli mnie pamięć nie myli, Kevin Sorbo wyznał kiedyś, że spotkał Raimiego tylko kilka razy w życiu.
04-01-2016, 19:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-01-2016, 19:44 przez Szaman.)
Zdjęcia do drugiego sezonu zakończono w zeszłym tygodniu, premiera 23 września, pierwszy zwiastun pojawi się prawdopodobnie na lipcowym panelu Comic Conu. Niestety nie potrafię wykrzesać z siebie żadnego entuzjazmu dla dalszych odcinków, co z pozycji wieloletniego fana jest trochę smutne. Nadal mam nadzieję na zmianę zespołu scenarzystów, ale jak na razie nie było żadnych informacji na ten temat. Z pozytywnych newsów: jest szansa na poprawę jakości efektów specjalnych, sprawę przejęło KNB. Druga kwestia: odkopany z zapomnienia Ted Raimi spędził na planie aż 4 miesiące podobnie jak główny trzon ekipy, może wprowadzi trochę atmosfery trylogii.
Całkiem zapomniałem tu napisać, a przecież w styczniu skończyłem pierwszy sezon. Początek zwiastował coś naprawdę dobrego, jednak z czasem serial wydawał się coraz bardziej rozciągnięty (lepszy byłby 110 minutowy film), a finałowe odcinki mocno rozczarowały. Humor i obsada na plus, ale tylko 5/10 ode mnie.
Nie wiem czy będzie mi się chciało oglądać drugą serię.
26-06-2016, 14:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-06-2016, 14:01 przez Juby.)
Niezły zwiastun, Lemmy wykonał tutaj kawał dobrej roboty. Scena z przepuszczaniem pań przodem lepsza niż wszystkie odcinki 3-10 razem wzięte. Niestety mój entuzjazm nadal jest zerowy.
Wreszcie udało im się wypuścić oglądalny, jakkolwiek nawiązujący stylem do serii plakat.
Obejrzałem pierwszy sezon, ale bez finału. W którymś momencie o nim zapomniałem, a potem stwierdziłem, że w sumie nie będę tracił czasu. Pilot był okropny, to jest przykład serialu który za bardzo się stara i obiera dobry kierunek, ale kiepsko go przedstawia. Potem trochę się wyrobił, były odcinki na których bardzo dobrze się bawiłem, ale mimo wszystko, wiele wątków, dialogów było słabo rozpisane.
To z resztą dziwne, że serial i aktorzy kładą nacisk na wszystkie ważne punkty oryginału i starają się je egzekwować, ale wiele rzeczy nie działa, to by było oczywiste gdyby robili to inaczej, ale starają się tak samo.
Promocja w stylu samej historii, nic tutaj zdesperowanego moim zdaniem :P
Sam serial miał strasznie słaby pilot jak na kręcony przez samego Raimiego odcinek, ale... potem się rozkręcało, to dalej nie był jakiś wysoki poziom, ale np. kolejne odcinki po pilocie były fajne, bardzo śmieszne i klimatyczne, na pewno to było coś świeżego w kręgu wszystkich seriali które są robione na quasirealistyczne, a AvE to coś innego na tle reszty.
W ramach promocji 2 sezonu mamy kontynuację kampanii Ash 4 President która nijak nie odnosi się do tematyki serialu i właściwie nie wiadomo do kogo ma trafić. Gdy zamówisz paczkę z logo tej kampanii dostajesz między innymi paletkę do ping ponga i gumkę z twarzą Campbella. Co to ma być? Dwa kolejne aspekty kampanii to komediowe scenki zza kulis nawiązujące do serialu "The Office", oraz zmyślone reklamy piwa "Shemp" w których występują postacie z serialu (dobrze, że chociaż nazwa piwa wydaje się przemyślana i odnosząca się do serii). Przecież to jest jakiś bałagan, desperacko silący się na stworzenie jednego, jedynego mema o którym będzie głośno.
Ten serial to dno, nic się tam nie rozkręcało. Uśmiechu na mej twarzy też nie odnotowałem. Szczerze mówiąc, to nie spodziewałem się, że taki kupsztal może dostać drugi sezon.
Oj każdy ma swój gust, nie mówię, że AvE był genialny, bo nie był, ale nie był też tak zły jak chcielibyście do widzieć, po prostu nie sięgał poprzeczce oryginałów, ale też nie był kompletnym gównem, ale pewnie robi to różnice wielkim fanom (i to rozumiem), a ja wielkim fanem Asha nie jestem, podchodzę do serialu bez jakichś oczekiwań.
Heh, nie wierzyłem, że to napiszę, ale 1 ep dwójki zjada cały poprzedni sezon, co w sumie niby nie jest trudne, bo 1 sezon to słabizna - ale - w końcu widać w tym wszystkim jakiś ciekawy pomysł, a jest też i cała masa dobrej zabawy. Jeśli poziom się utrzyma, będzie naprawdę dobrze.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
28-09-2016, 14:03 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-09-2016, 14:03 przez slepy51.)
Po 3ch docinkach można już zrobić małe podsumowanie. Przede wszystkim nowy sezon jest lepszy, przynajmniej w warstwie technicznej - w zdjęciach, efektach. Nie jest już tak kiczowato i tanio, widać większy budżet.
Fabularnie prawdopodobnie będzie podobnie - co jest też następstwem serii pierwszej ale... przynajmniej ogląda się to znacznie lepiej.
Odc. 3 - zaskakująco udany.
Zaczynam się przekonywać do tych żartów. Choć ep. 2 mnie zniesmaczył.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
20-10-2016, 17:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-10-2016, 18:02 przez shamar.)
9 odcinek 2 sezonu to najlepszy odcinek tego serialu, jedyny który można traktować jako godną kontynuację "Martwego zła". Tak, był chyba nawet lepszy niż odcinek od Sama i odcinek z Mimi Rogers, które jako jedyne z serialu naprawdę lubię. Znajduję tylko dwa małe minusy o których później.
Na początek, wydaje mi się, że zadziałał pewien mikro-klimat w którym głupkowata makabreska ma się najlepiej. Zwróćcie uwagę, że w pierwszym filmie w ogóle nie opuszczamy lasu i chatki, w drugim mamy tylko króciutką retrospekcję, niepotrzebną scenę na lotnisku i finałowe przeskoczenie do kolejnego mikro-świata jakim jest średniowiecze, oddzielone od naszej rzeczywistości. W reżyserskiej wersji trójki mamy tylko króciutkie cameo Bridget Fondy w supermarkecie. Seria sypie się gdy cała konwencja demonów, opętania, cała mitologia jest przenoszona do naszej, realnej rzeczywistości z dużą liczbą postaci. Gdy próbuje się uzupełniać przeszłość Asha, gdy postacie stają się czymś więcej niż stereotypami umiejscowionymi w zamkniętym świecie wydarzeń rządzonych przez Księgę Umarłych. Potem powstają takie dziury fabularne jak Ash unikający odpowiedzialności, czy nieruszone od 30 lat szczątki Lindy której nie szukała rodzina. Tutaj akcja znowu wraca do chatki, ale jest to lepsze niż w pierwszym sezonie, bo rozegrane na maksymalnie małą liczbę postaci, w odrealnionym, tym razem latami 80-tymi miejscu.
Gdy usłyszałem Journey uśmiech nie schodził z mojej twarzy już do końca odcinka, nawet wreszcie podobały mi się gagi! Rozmowa z Pablo, Ash i jego podstęp przy ucieczce przed złem, nawiązanie do zamieszania z początkiem dwójki i wspomnienie Scotta, wreszcie cała walka Bruce'a z opętanym domostwem. Wisienką na torcie był Ted (mam nadzieję, że tym razem dali mu lepszy kostium, z poprzedniego wylewali jego pot niczym wodę), który wzbudził we mnie nawet więcej emocji niż cameo Ellen Sandweiss. Jego odgłosy przy przemianie, groteskowa walka z Brucem w trójkącie, jego gra, wszystko naprawdę pachniało starym, dobrym "Martwym złem". Podobał mi się nowy design Henrietty, który kojarzył mi się ze zmianami jakich dokonano dla Freddy'ego Krugera przy okazji "Nowego koszmaru". Chyba najlepsza charakteryzacja Deadite'a w tym serialu, cieszę się, że jeszcze powróci.
Wspomniane minusy:
- profesor Knowby, zawsze postrzegałem go jako ofiarę, tragiczną postać, jego przejmujące nagranie z taśmy jest jedną z zalet jedynki. Tutaj jego zachowanie można tłumaczyć chęcią odzyskania żony, ale nie oszukujmy się, jest czarnym charakterem chcącym poświęcić życie niewinnej dziewczyny.
- uwolnienie Henrietty, kolejny przykład na to jak bardzo Bruce lubi robić z siebie debila (bo nadal twierdzę, że on jest najważniejszą osobą na planie tego "My Name Is Bruce: The TV Series), nie widzę żadnego powodu dla którego Ash miałby w pojedynkę nie pokonać profesora. Pani profesorowa mogła też przeczekać akcję w łańcuchach. Ale trzeba było jakoś zacząć akcję z Panią Knowby.
Chciałem wreszcie jakoś pochwalić ten marny serial, a pierwszy raz od pilota naprawdę czuję, że moje męczarnie z nim zostały chociaż trochę wynagrodzone. Jeśli ktoś chciałby zacząć przygodę z tym tworem to absolutnie NIE polecam.
04-12-2016, 17:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-12-2016, 18:26 przez Szaman.)
Lubię Evil Dead 1 i 2 oraz Armię Ciemności, choć pewnie nie jestem takim fanem ED jak Szaman, ale dla mnie 2 sezon bije 1 sezon już od drugiego odcinka i sceny w kostnicy. Choć rozumiem że niektórych może zniesmaczyć ten odcinek akurat (sceny w kostnicy kojarzyły mi się z Re-Animatorem). Po 2x02 większość odcinków trzyma dobry poziom. Co prawda tak jak sądziłem poziomem absurdalności nie przeskoczyli scen w kostnicy, ale serial dobry poziom trzyma. Wpadli na ciekawy pomysł, że przerabiają pomysły z innych filmów, więc w jednym odcinku mamy przeróbkę "Christine" Carpentera, w następnym coś na kształt "Ataku na posterunek 13", a w innym odcinku nawiązanie do "Hellraiser". Nie widziałem jeszcze najnowszego odcinka, ale 7 i 8 dla mnie są na razie najlepsze. Wpadli na pomysł, który już wcześniej był choćby w Buffy
czyli Ash siedzi w zakładzie psychiatrycznym i wmawiają mu, że nie ma żadnych demonów i księgi a wszystko co się wydarzyło to urojenia mordercy plus pojawia się muppetowy Ash:-D Najciekawsze że Campbell wychodzi ze swojego wizerunku i gra trochę poważniej - pokazuje że potrafi coś więcej zagrać.
Serial daje radę w 2 serii jak dla mnie.
04-12-2016, 20:11 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-12-2016, 20:12 przez michax.)
Scena po napisach sugeruje, że ostatnie kilka minut to jeden, wielki, środkowy palec wyciągnięty w kierunku Starz za skasowanie serialu. Wygląda to tak jakby na planie dowiedzieli się, że to już koniec i zagrali włodarzom na nosie, a potem stacja nagle zmieniła decyzję po dobrej sprzedaży serialu na płytach. Inaczej nie potrafię wytłumaczyć głupoty na miarę finału "Dynastii Colbych", gdzie Emmę Samms porywało UFO, tamto również było prezentem od niezadowolonych twórców. Finał wyraźnie nawiązuje do kinowej końcówki Armii Ciemności i zakończenia "Powrotu Jedi" co jest kolejną wskazówką na to, że tak właśnie miał zakończyć się cały serial.
Po prostu brak mi słów, motyw podróży w czasie i jej konsekwencji to jeden z moich ulubionych tematów w kinie, nie jestem w stanie wybaczyć tak ostentacyjnego, kretyńskiego podejścia do tej tematyki.
Skoro zniszczyli Necronomicon i chatkę w 1982 roku to dlaczego nadal doszło do wydarzeń z trzech filmów i dwóch sezonów serialu? Biwakowali w śpiworach i odczytali zaklęcie z taśmy która spłonęła w chacie?
Jak powinno wyglądać zakończenie serialu? W bardzo prosty sposób. Stary Ash i reszta bohaterów znikają, wracamy do cudownie odmienionej przyszłości. Ash przejął interes z naprawi stolarskimi po ojcu, który spędza czas emerytury bujając się w fotelu na werandzie. Od 30 lat jest mężem Lindy z pierwszej części (cameo Betsy Baker), jego siostra Cheryl jest żoną Cheta, razem prowadzą bar, gdzie ich pracownikiem jest Scotty (cameo Richarda Demannicora). Pablo podrywa Kelly gdzieś na dziale RTV jakiegoś zapomnianego przez Boga hipermarketu, wyglądają na szczęśliwych. Po takim montażu przechodzimy z powrotem do 1982 roku, widzimy jak Oldsmobile Delta zawraca spod chatki po zobaczeniu jej zgliszczy. Napisy końcowe. Mają swoje szczęśliwe zakończenie. W ewentualnym, wysilonym 3 sezonie, 60-letni Ash dopiero poznaje zło nawiedzające jego miasteczko dzięki odrodzonemu Necronomiconowi i musi nauczyć się z nim walczyć.
Podobały mi się dynamiczne, groteskowe walki, szkoda, że ta z Henriettą sprawia wrażenie przeciągniętej przez to, że Ash zapomina o posiadaniu piły. Odcinanie ręki to już niesamowicie przesadzony fan service, ale fajnie było zobaczyć Teda z piłą.
Odcinek nie był taki zły, ale finał, jeden z najdurniejszych jakie widziałem w swoim życiu przekreśla w moich oczach wszystko. Zabawne, że nikt nie potrafi zniszczyć mojej miłości do serii tak mocno jak sam Bruce Campbell.
3/10
11-12-2016, 15:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-12-2016, 15:11 przez Szaman.)
(11-12-2016, 15:08)Szaman napisał(a): Scena po napisach sugeruje, że ostatnie kilka minut to jeden, wielki, środkowy palec wyciągnięty w kierunku Starz za skasowanie serialu.
To jednak nie będzie 3ciej serii?
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.