Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Second Act - film spod znaku wydumanych, prostych problemów i banalnych rozwiązań. Świąteczny zabijacz czasu, ale w swojej roli wypada przyzwoicie. Trochę nie rozumiem po co Jennifer Lopez bawi się w takie marne kino: żeby to jeszcze były blockbustery za grubą kasę, albo granie u porządnych reżyserów jak Germanotta, to był zrozumiał. 4/10

Maestro - kradnę podsumowanie Kuby Popieleckiego z Filmwebu: "Dużo dobrego aktorstwa, zdjęć i inscenizacji. Ale to film bardziej o tym, że Bradley Cooper chce być artystą niż artyście Leonardzie Bernsteinie". Spoko się to ogląda, bo właśnie zdjęcia ładne, aktorzy spoko, historia sobie płynie bez większych przeszkód, ale film jest przeraźliwie pusty i nie za bardzo wiem co Cooper chciał właściwie nim opowiedzieć, bo główną osią fabuły jest tylko to, że Bernstein to pełen chuci biseksualista, a jego małżonce z tego powodu przykro.
Na wyróżnienie zasługuje wybitna charakteryzacja za którą autentycznie będę trzymał kciuki na Oscarach, bo nigdy nie widziałem tak przekonującego postarzania (i odmładzania??) na ekranie, jednak całościowo to niestety marny Oscar-bait. 5/10

The Madness of King George - Niezłe, zwłaszcza, gdy nie zna się prawdziwej historii i nie spodziewa się, że król wyzdrowieje - troszkę mnie to zaskoczyło :) Piękne scenografie (zasłużony Oscar), dobre aktorstwo, spoko scenariusz, jednak nie do końca siadł mi ogólny ton tego filmu, taki trochę na serio, a trochę komediowy, no było parę scen, gdy to zgrzytało i wolałbym aby twórcy poszli mocniej w którąś ze stron, a nie stali w takim rozkroku. 6/10

Odpowiedz
(10-12-2023, 00:02)Dr Strangelove napisał(a): Leave the World Behind - Netflix - 2023

Obejrzałem tak klikając co tam jest nowego. No koncept jest dość ciekawy, choć naciągany i plus za końcówkę. No ale to Netflix. Idealna telewizja macdonaldowa, więc koniec końców wszystko jest tu co najwyżej średnie. Mógł to być bardzo porządny i intrygujący film a tak wyszło naciągane 5/10 bo oglądałem nawet z zaciekawieniem.
Jak się komuś nudzi.

Właśnie oglądam i strasznie słabe to jest. No i typowa dla Netflixa oraz innych gigantów medialnych psychoza - ogólnie film polega na tym, że realizują się na raz wszystkie „przepowiednie” końca świata, także te spiskowe. Ale Mądry Murzyn z kamienną twarzą i tak powie, że teorie spiskowe som gópie. No i wiadomo, w obliczu apokalipsy i tak gorszy jest rasizm.

0/10
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
No ja później obniżyłem ocenę. 0/10 bym nie dał mimo wszystko, ale to przede wszystkim zjebany gigantyczny potencjał więc szkoda.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Wonka (2023)

Nastawiałem się na kolejny wyprany z duszy skok na kasę. I w sumie dostałem skok na kasę, ale dla odmiany organizowany przez ludzi, którym się coś chciało. Owszem, momentami jest żerowanie na nostalgii w postaci piosenek z klasyczka z Wilderem. I tak - CGI potrafi wyglądać tak kijowo sugerował trailer, ale mimo wad obecne jest też jakieś serce.

Wierzę, że nad filmem pracowali ludzie w pełni zaangażowani i którym zależało na zrobieniu przyzwoitego kina dla całej rodziny. Trochę pary zostało włożonej w te numery musicalowe, które budzą skojarzenia z hollywoodzkimi klasykami gatunku sprzed 50 lat. Plus dla Chalameta, który w końcu może pograć sobie coś innego niż smutnego/radosnego Elio i zaskakuje umiejętnościami wokalnymi. Drugi plan tak samo dodaje cukru - Hugh Grant jako memiczny Oompa-Loompa czy Olivia Colman w roli najwredniejszej istoty na ziemskim padole umilają każdą scenę. Czuć, że ci wszyscy zaangażowani mieli ubaw na planie (poza Grantem, który zdążył już swoje pomarudzić w wywiadach). Nie oblizałem się co prawda po tej czekoladzie, ale też nie poczułem smaku gówna, jak w przypadku produktów prosto z taśmociągu Disneya.

6/10

Odpowiedz
(28-12-2023, 17:02)raven.second napisał(a): Nie ocali cię nikt (2023)

Ja zupełnie inaczej odebrałem zakończenie.

Odpowiedz
(17-11-2023, 15:14)PropJoe napisał(a): Saltburn - jako jedyny chyba tutaj chwaliłem Promising Young Woman i tu może być podobnie, ale ogólnie jestem rozdarty. Ogląda się to świetnie. Audiowizualnie jest to przemyślana, spójna, atrakcyjna robota. Taki crowd pleaser, czasami może trochę za bardzo podlizujący się widzowi. Ale jest żwawo, bywa zabawnie, zdjęcia, muzyka, montaż i aktorstwo jak należy. Trochę chyba jak przy poprzednim filmie, gorzej jest jeśli chodzi o to co autorka chciała powiedzieć. Jest to niby próba jakiegoś komentarza o klasach społecznych. Ale nic odkrywczego. W połowie wydawało mi się, że banalna treść zepsuje mi zabawę, ale ostatecznie jeśli podejdzie się do tego nie na poważnie to zabawa jest niezła. Nawet jeśli czasami szokowanie i bycie zbyt "kinky" wydaje się na granicy pomiędzy: fajnie / odważnie a szokowanie dla szokowania. 7/10
Obejrzałem jako ostatni seans w roku. Nie znoszę PYW, ale tutaj jest o wiele lepiej, bo wolę gdy film ma jakiś pomysł na siebie pod względem wizualnym, atmosfery niż gdy jego głównym celem jest wyłożenie idei. Potknięć jest w Saltburn oczywiście sporo i całość jest wg mnie mocno naciągana, ale co z tego, skoro mi się to po prostu przyjemnie oglądało, zwłaszcza, jak to często bywa, pierwsza połowa jest lepsza, gdy jeszcze nie wiedziałem o czym to będzie ostatecznie opowieść, bo im bliżej końca tym więcej banałów. W każdym razie było całkiem fajnie, dam 6/10
I takie luźne przemyślenie, że taka opowieść zadziałałby ciut lepiej, gdyby główną bohaterką była dziewczyna :P Byłoby wtedy bardziej niejednoznacznie i po prostu odważniej (nie mówiąc o tym, że końcowe ujęcie byłoby bardziej estetyczne), ale wiadomka, że u Emmeral Fennel jeśli ktoś ma mieć niecny plan, ale nie podparty słuszną zemstą na reszcie świata, to musi to być mężczyzna.

Odpowiedz
The Promised Land / The Bastard - western/northern z Madsem Mikkelsenem. Ma w sobie trochę z Taboo, trochę Barry'ego Lyndona, przez chwilę pomyślałem nawet o Gladiatorze.

Druga połowa XVIII wieku w Danii - 30% kraju to niezagospodarowane, niezamieszkałe pustkowia jałowej ziemi.
Król Danii rzuca wizję postawienia tam kolonii, obiecując wielką nagrodę temu, komu uda się tam stworzyć pola uprawne.
Mikkelsen gra podstarzałego żołnierza, wywodzącego się z plebsu bękarta magnaty z pokojówką, który po 25 latach ciężkiej służby w armii dorobił się statusu kapitana (co, jak pada w filmie, szlachcicowi zajmuje 6 miesięcy). Z nowo zdobytym statusem i oszczędnościami zbieranymi przez całą wojnę, postanawia zrealizować marzenie króla.

Na jego drodze staje lokalny magnata, rozpuszczony i psychopatyczny bachor, który stawia mu wybór - służba lub wygnanie.
I feudalna struktura społeczna, gdzie szlachta na osoby niżej urodzone (nawet weterana, który służąc krajowi dorobił się wyższej funkcji oficerskiej) patrzą jak na insekty.

Doskonale ogląda się narastający między nimi wielowątkowy konflikt - napięcie tylko rośnie i rośnie, nie brakuje plot twistów, a Simon Bennebjerg świetnie kontruje stoickiego Mikkelsena.
Zdjęcia są zjawiskowe - od pustkowi, pól ciągnących się po horyzont, po magnackie wille przywodzące na myśl film Kubricka. Soundtrack Dana Romero jest doskonały (fragment można usłyszeć w zwiastunie), widziałem całkiem trafne porównanie do muzyki z Jokera Hildur Gudnadottir, dodałbym jeszcze mix z Michałem Lorencem. Szkoda, że nie da się go jeszcze nigdzie zdobyć.

Film ma zdecydowanie znamiona wybitnego, na minus tylko dwie rzeczy.
Wątek uprawy pól ziemniaczanych zajmuje trochę więcej czasu niż powinien, tak samo jak relacja Mikkelsena z wieśniaczką i młodą cyganką - można było spokojnie uciąć z tego 15-20 minut, a dać więcej akcji, albo scen w willach, gdzie wątki kończą się na antagoniście, a król sprawia wrażenia marionetki swoich doradców.

Poza tym niezbyt podobało mi się zakończenie. Niby niejednoznaczne, ale antyklimatyczne i rozczarowujące.
8/10

Odpowiedz
Midnight Cowboy - klasa film, wszystko tam gra i trąbi od pierwszego ujęcia i później cudownej sekwencji z Everybody's Talkin', to są takie momenty, że po paru minutach projekcji poznajesz amerykańskiego klasyka. Jak najbardziej zasłużony Oscar za film, reżyserię i zwłaszcza za montaż - to wymieszanie rzeczywistości z traumatycznymi wspomnieniami i z marzeniami Joe jest perfekcyjne, każdy współczesny reżyser powinien uczyć się od Schlesingera jak pokazać przeszłość bohatera, która go ukształtowała w kilku ujęciach, a nie łopatologicznych retrospekcjach. Rola Voighta świetna, Hoffman też zacnie, ale uważam, że akurat u niego jest trochę przesady, w ogóle jego postać jest jakaś za bardzo. W każdym razie całość jest świetna, daję mocne 8/10

Odpowiedz
Patrzac na rok produkcji film jest niesamowicie dynamiczny narracyjnie, co technicznie/stylowo musialo byc calkiem odwazne (scenariuszowo to w ogole, wiadomo) i nawet dzisiaj robi wrazenie - trip na imprezie. Dla mnie czolowka filmow, ktore doceniam jako prawdziwe dziela Fabryki snow, nawet jezeli to typowo koszerny wywrotowiec kulturowy - nie wiem jak bylo w ksiazce, ale pokazaie Redneckow w tym filmie jest tak hollywoodzkie jak to tylko mozliwe. Hoffman w szczytowej formie (dekady 60/70 to lata jego artystyczno-aktorskich wyzyn), choc zgadzam sie, ze cos w tej postaci lekko oddstaje, na moje szarzowal pod Oscara, a sam postac jest wyraznie przejaskrawiona juz na poziomie scenariusza. Przy czym to takie tam skazy na perskim dywanie. Dla mnie 9/10.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(03-01-2024, 15:50)Bucho napisał(a): zgadzam sie, ze cos w tej postaci lekko oddstaje, na moje szarzowal pod Oscara, a sam postac jest wyraznie przejaskrawiona juz na poziomie scenariusza.
Tak, o to chodzi. Wg mnie byłoby lepiej, gdyby Rico był zwykłym małym cwaniaczkiem chcącym oskubać każdego kogo spotka, a nie kimś komu bliżej do kloszarda na ostatniej prostej przed śmiercią.


Swoją drogą, to przyznam się z lekkim wstydem, że jakoś nie miałem wdrukowane w głowie, że to Hoffman tam gra, więc w jego pierwszym ujęciu przez kilka sekund po pierwszym wypowiedzianym słowie myślałem, że to... Al Pacino. Zwłaszcza, że on akurat w tym momencie jakoś przeciera twarz delikatnie ją rozciągając i serio przypominał Ala, do tego akurat w tym filmie Dustin gra takim wyższym, trochę skrzekliwym głosem co zwiodło mnie na kilkusekundowe manowce :) Później to odczucie nie mogło mnie opuścić i rozmyślałem o tym, że Hoffman mógłby być równie dobrym Michaelem Corleone w dwa lata późniejszym Ojcu Chrzestnym - chciałbym zobaczyć alternatywną rzeczywistość w której tak się stało :P

Odpowiedz
Capt. Nascimento napisał(a):The Promised Land / The Bastard - western/northern z Madsem Mikkelsenem. Ma w sobie trochę z Taboo, trochę Barry'ego Lyndona, przez chwilę pomyślałem nawet o Gladiatorze.

Pierwszy to obejrzałem i zarekomendowałem (9/10), nie odbierzesz mi tego.

Odpowiedz
Dream Scenario (2023)

Kolejne dziwactwo, które raczej dzieli widzów, a mi przypada do gustu. Zaczyna się lekkawo, jednak im dalej tym seans robi się coraz bardziej nieprzyjemny. Ostatnio to chyba tak niekomfortowo się czułem na ostatnim Asterze (który pod tym filmem podpisuje się jako jeden z producentów zresztą). Całkiem interesujący high concept, w którym miejsce jest na satyrę na współczesne czasy. Plusy za celną krytykę cancel culture czy komercji - szczególnie w tym drugim aspekcie wietrzę prawdopodobieństwo, że film stanie się proroczy.

Świetna rola Cage'a. Bogu dziękować, że po występach w tylu gniotach i spłaceniu długów ma zapewniony renesans kariery u niszowych twórców. Żal się robi jego bohatera - pomimo, iż nie skrzywdziłby muchy to niezasłużenie obrywa od społeczeństwa. Chciałem gościa przytulić. Szkoda tylko, że końcówka tak rozczarowuje i zamiast mocnego pierdolnięcia, jakie wisiało przedtem w powietrzu dostajemy ckliwiznę.

8/10

Odpowiedz
(04-01-2024, 02:19)Mental napisał(a):
Capt. Nascimento napisał(a):The Promised Land / The Bastard - western/northern z Madsem Mikkelsenem. Ma w sobie trochę z Taboo, trochę Barry'ego Lyndona, przez chwilę pomyślałem nawet o Gladiatorze.

Pierwszy to obejrzałem i zarekomendowałem (9/10), nie odbierzesz mi tego.

Jasny gwint, przeoczyłem

A co sądzisz o zakończeniu?


Odpowiedz
(04-01-2024, 14:19)Kryst_007 napisał(a): Dream Scenario (2023)

Kolejne dziwactwo, które raczej dzieli widzów, a mi przypada do gustu. Zaczyna się lekkawo, jednak im dalej tym seans robi się coraz bardziej nieprzyjemny. Ostatnio to chyba tak niekomfortowo się czułem na ostatnim Asterze (który pod tym filmem podpisuje się jako jeden z producentów zresztą). Całkiem interesujący high concept, w którym miejsce jest na satyrę na współczesne czasy. Plusy za celną krytykę cancel culture czy komercji - szczególnie w tym drugim aspekcie wietrzę prawdopodobieństwo, że film stanie się proroczy.

Świetna rola Cage'a. Bogu dziękować, że po występach w tylu gniotach i spłaceniu długów ma zapewniony renesans kariery u niszowych twórców. Żal się robi jego bohatera - pomimo, iż nie skrzywdziłby muchy to niezasłużenie obrywa od społeczeństwa. Chciałem gościa przytulić. Szkoda tylko, że końcówka tak rozczarowuje i zamiast mocnego pierdolnięcia, jakie wisiało przedtem w powietrzu dostajemy ckliwiznę.

8/10

Jestem świeżo po seansie i mam mieszane uczucia. To znaczy sam pomysł jest super i generalnie film oglądało się dobrze, ale właśnie to zakończenie pozostawia wiele do życzenia. Tak, jakby scenarzysta i reżyser w jednym nie miał za bardzo konceptu na finał, po tych wszystkich fajerwerkach, które nam serwuje.

Humor w tym filmie bardzo specyficzny, powiedziałbym, że to ten rodzaj dowcipu, gdzie czujemy trochę zażenowanie, że nas to bawi, ale jednak bawi - jak chociażby scena erotyczna, że tak to nazwę.

Nicolas Cage fantastyczny, kolejna kreacja godna odnotowania w ostatnim czasie u tego aktora. I głównie za niego podwyższam ocenę i daję takie 7-/10 ;)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
May December - polski tytuł to "Obsesja", uważam, że to błędny tytuł, bo żadnej jakiejś większej obsesji w tym filmie nie zobaczyłem. Na plus to, że film zleciał szybko, Natalie Portman jest śliczna i zagrała przyzwoicie, Juliane Moore wydaje mi się coraz atrakcyjniejsza, no ale obie nie pokazały nic nadzwyczajnego. Taki film do obejrzenia na raz, nie żałuję, że nie czekałem do premiery w kinie. Myślałem, że postać Portman będzie przekraczać granice w tym jej szykowaniu się do roli ale no, robiła zwykły research i tyle. Temat pedofilii też potraktowany po macoszemu. Takie 6/10.

Priscilla - Tutaj fabularnie już jest o wiele lepiej. Nawet temat około pedo jest lepiej poruszony. Elordi jako Elvis ale oglądając to i tak widziałem po prostu Elordiego chada grającego Elvisa. Za to Cailee Spaeny jest super, i jako 14-letnia dziewczynka i jako dorosła kobieta. Muzyka też jest super. Na razie daję 8,5/10 ale myślę czy nie wybrać się jak będzie w kinie.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Society of the Snow - niewykluczone, że będzie to jeden z najlepszych filmów 2024 roku. Bayona dostarczył świetny survival, choć z małymi problemami. Realizacyjnie jest tip top, scena katastrofy lotniczej krótka aczkolwiek intensywna, ale to co dzieje się dalej jest jeszcze lepsze. Kręcenie tego bez anglojęzycznych aktorów, w pełni po hiszpańsku, okazało się strzałem w dychę (w Alive zawsze mi nie pasowało, że Hawke gra Urugwajczyka:)). W ogóle szok, że udało się w netflixowej wersji zgrabnie przemycić kwestię kanibalizmu bez zbędnego epatowania tanią przemocą. Nie jest to oczywiście full-gore, ale i tak zaskoczyłem się, bo 

Aktorsko jest całkiem nieźle, choć przy takiej liczbie bohaterów trudno było komukolwiek błysnąć. Nie jest to kino, gdzie jest od groma ciekawych kreacji, bo bohater jest zbiorowy. Nie mniej nie ma się tutaj jak przyczepić. Myślę nawet że taki Enzo Vogrincic który gra Numę może niebawem zrobić większą karierę, bo świetnie wypada przed kamerą.

[Obrazek: AAAAQYHmGLVwxO2qu-flBGGPNkp9LkSZI6eJgEwj....jpg?r=97a]

Co na minus?
- dużo narratora z offu
- pojawiają się pewnego rodzaju banialuki o życiu
- film mógłby być minimalnie krótszy

8/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Gość wygląda trochę jak młodsza, Urugwajska wersja Adama Drivera. Sam nie wiem czy to zwiększy jego szanse, czy może wręcz przeciwnie :D

A co do filmu to chyba najlepsza rzecz od Bayony jak dotąd. Według moich ocen lepiej wypada nawet od "Niemożliwe", ale tamten film oglądałem dawno temu, może teraz oceniłbym go lepiej. :/

Bayona powinien się trzymać właśnie takich rzeczy. Survivalowców albo filmów katastroficznych. Ten krótki romans z dinozaurami to był jego błąd życia.

Wysłane przy użyciu Tapatalka
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.




Odpowiedz
Maestro (2023)

O kurvele. Ale to było męczące. Jednej rzeczy szczególnie nie lubię w sezonach oscarowych. Tego, że by wyrobić sobie uczciwą opinię o tym kto powinien wygrać itd., to muszę katować się czasem filmami, na które normalnie miałbym wylane. Taki jest właśnie ten projekt życia Coopera. Nudna buła, nakręcona tylko i wyłącznie w celu rozbicia banku Oscarów.

Jeszcze w pierwszej połowie jest znośnie, gdy Coop wynagradza mielizny scenariusza popisami reżyserskimi i chce się przypodobać fanom klasycznego Hollywood. Niestety od połowy jest tylko gorzej. Wszystko jest tu najprościej podporządkowane pod moment odbioru rycerzyka na scenie Dolby Theatre. Gra Coopera absolutnie kuriozalna i niech już lepiej wraca do robienia komedii typu "Kac Vegas". Nie widziałem przed sobą realnej postaci, tylko szopkę pod Akademię. Modlę się by za kilka godzin nie dostał Globa, bo w przeciwnym wypadku utorowana droga do najgorszego aktorskiego zdobywcy Oscara ostatnich lat. Mulligan faktycznie przygniata jego szarżę obcasem i na jej nominację się akurat nie obrażę. I zgodzę się ze simkiem, że z make-upem się wyjątkowo postarali i widzę podstarzałych ludzi, a nie młodszych aktorów pod warstwą lateksu.

4/10

Odpowiedz
(08-01-2024, 01:45)Kryst_007 napisał(a): O kurvele. Ale to było męczące. Jednej rzeczy szczególnie nie lubię w sezonach oscarowych. Tego, że by wyrobić sobie uczciwą opinię o tym kto powinien wygrać itd., to muszę katować się czasem filmami, na które normalnie miałbym wylane.
To jedna z najsmutniejszych rzeczy jakie przeczytałem na tym forum :(
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Co w tym smutnego?
Ja raczej film w reżyserii i z główną rolą Coopera i tak bym zobaczył nawet bez sezonu nagród, ale że te Oscary i Globy są, to zebrałem się do oglądania wcześniej.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,036 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,794 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,204 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,355 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,880 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,160 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości