Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,182
Liczba wątków: 5
The Falcon and the Snowman (1985) - reż. John Schlesinger czyli Szpiedzy tacy jak my, ale na poważnie.
Niby taki mały klasyk, recenzje pozytywne, a tu jednak rozczarowanie.
Historia niby ciekawa z gatunku "nie bądź głupi", ale ciężko się nią ekscytować bo bohaterowie są po prostu głupi. Jeden (Penn) jest totalnym wariatem i narkomanem, a drugi niby ten mądrzejszy i bardziej opanowany (Hutton) w sumie okazuje się jeszcze głupszy bo wchodzi w spółkę z tym pierwszym. Więc człowiek czeka tylko na to kiedy ich zamkną i to bez specjalnej ekscytacji. Plus w sumie nie wiadomo o co chodziło Huttonowi i jaką miał motywację. Niby jest, że ruszyło go sumienie, że mój kraj jest wredny i CIA jeszcze wredniejsze ale jest to tak słabo zarysowane i pokazane, że w sumie diabli wiedzą po co to robił.
Słabe to było, choć cała warstwa realizacyjna i gra aktorska na wysokim poziomie.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
28-10-2024, 15:37
Stały bywalec
Liczba postów: 12,419
Liczba wątków: 29
Babadook, Babadook – śpiewały Zombi dwa spoglądające w Oculus. Zaś straszdziernik – nadal kontynuowany. A dzisiaj Międzynarodowy Dzień Animacji, więc tego dnia jak co roku obejrzałem coś z horrorowej animacji:
Monster House - jakby powstał w latach 80.-90. i był live-action to byłby klasykiem wymienianym razem z ET czy Goonies. Ponieważ fabułą jest wyjęta jak z tamtych lat (i producentami byli Zemeckis i Spielberg). I przez co cechuje celowanie w wyższą kategorię wiekową, dla starszych dzieci. Zero tu krwi czy jakichś drastyczniejszych widoków i groza jest zdawkowa i to bardziej w stylu Caspra (a i film to prędzej przygodówka). Fabuła lekko sztampowa, nieco w stylu Gęsiej skórki.
Pierwsza scena to jak stary zgred na wstępie ochrzania mała dziewczynkę i niszczy jej rowerek. I potem ten sam zgred ma zawał i młody myśli, że przyczynił się do jego śmierci. Ogólnie mniej tego wygładzonego świata. M.in. pozwolili na bardziej ostrzejszy język. A jedynie w pełni kryształowi/sympatyczni bohaterowie to trójka głównych dzieciaków. Rodzice trochę skaczą se do gardeł, opiekunka to jakaś patusiara i jej chłopak również, który zasłużył na to co potem spotkało. I wspomniany chłopak opiekunki pije na pewno alkohol, bo potem zachowuje się jak podpity. No i trochę jest niesmacznych sytuacji (przynajmniej na rok 2006), ale też bez przesady i toaletowy humor jest niemal nieistniejący (i nikt nie pierdzi!).
Też fajnie, że nie ma jakichś głupich klisz. No dobra, jest funfel robiący za błazna i końskie zaloty do dziewuchy, a wredna nastoletnia opiekunka dzieci to już klasyk... ale główny dzieciak nie jest sierotą, nie jest odstającym od normy przegrywem i nie ma parents issues. Ot, everyman wpadający w dziwną sytuację. Co niefajne to animacja, ponieważ robiło to ImageMovers z tym ich źle starzejącym się mocapem. Animacja już wtedy była kiepska, a o tyle dobrze, że projekty graficzne są stylizowane i nie kurczowo fotorealistyczne i przynajmniej aż tak nie kłuje w oczy jak inne animki od ImageMovers.
Zagranicznego dubbingu unikam jak diabli (zwłaszcza tych anglojęzycznych), ale ten polski jako Polak akurat rzucę okiem. Zwłaszcza w animacji. Generalnie dobry i spoko, że nikt nie wciskał celebrytów i większość to profesjonalni aktorzy głosowi. Ale to przykład gdzie można wychwycić, że dziecko dubbinguje dziecko, a inne dubbinguje osoba dorosła. Chłopców dubbingują chłopcy, i choć Joanna Jabłczyńska sprzedaje iluzję dziewczynki, tak słychać że głos robi ktoś pełnoletni. Z początku nie byłem przekonany do Stefana Knothego w roli zgreda, bo z początku używał swego Kaczora Daffy'ego i tak brzmiał niż dziadyga (czyli rola dla Andrzeja Gawrońskiego czy Tomasza Marzeckiego), ale kupiłem kreację i z biegiem fabuły uznałem, że ze starych dubbingerów najlepiej wypadał wiarygodnie jako starzec i relatywnie młody człowiek. I choć reżyserką jest Joanna Wizmur, fajnie że obyło się bez wierzbiętyzmów.
Jak się chce cos puścić starszym dzieciom w Halloween, to ten film będzie idealny.
7,5/10
28-10-2024, 16:08
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-10-2024, 16:09 przez OGPUEE.)
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,779
Liczba wątków: 4
(28-10-2024, 15:37)Dr Strangelove napisał(a): The Falcon and the Snowman (1985) - reż. John Schlesinger czyli Szpiedzy tacy jak my, ale na poważnie.
Niby taki mały klasyk, recenzje pozytywne, a tu jednak rozczarowanie.
Historia niby ciekawa z gatunku "nie bądź głupi", ale ciężko się nią ekscytować bo bohaterowie są po prostu głupi. Jeden (Penn) jest totalnym wariatem i narkomanem, a drugi niby ten mądrzejszy i bardziej opanowany (Hutton) w sumie okazuje się jeszcze głupszy bo wchodzi w spółkę z tym pierwszym. Więc człowiek czeka tylko na to kiedy ich zamkną i to bez specjalnej ekscytacji. Plus w sumie nie wiadomo o co chodziło Huttonowi i jaką miał motywację. Niby jest, że ruszyło go sumienie, że mój kraj jest wredny i CIA jeszcze wredniejsze ale jest to tak słabo zarysowane i pokazane, że w sumie diabli wiedzą po co to robił.
Słabe to było, choć cała warstwa realizacyjna i gra aktorska na wysokim poziomie.
VHS-owy "Sokol i Koka".
Od jakiegos czasu nadrabiam mniej znana filmografie legendarnych rezyserow lat 70 tzn. takich, ktorzy w tamtej dekadzie objawili sie z jakims wielkim klasykiem. John Schlesinger to kaurat ma dwa takie filmy na koncie, przy czym jeden pod koniec lat 60. Pisze o tym, bo wlasnie przedwczoraj lecialem przez jego filmografie, robiac sobie playliste i dzisiaj czeka mnie seans "Pacific Heights", czyli przedstawiciela podgatunku o psycho-sasiedzie/wspolokatorze, ktory zarl mocno w pierwszej polowie lat 90.
Tak tylko, pogadac sobie chcialem :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
28-10-2024, 16:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-10-2024, 16:35 przez Bucho.)
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,869
Liczba wątków: 15
Pacific Heights ma super Keatona, namówiłeś do powtórki!
29-10-2024, 00:07
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,182
Liczba wątków: 5
(29-10-2024, 00:07)Corn napisał(a): Pacific Heights ma super Keatona, namówiłeś do powtórki!
I to wszystko co ten film ma do zaoferowania niestety.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
29-10-2024, 00:17
Stały bywalec
Liczba postów: 3,000
Liczba wątków: 8
Eileen (2023)
Reżyser znany z Lady M. powraca z drugim filmem będącym hołdem dla starego kina, dla takich reżyserów jak np Alfred Hitchcock. A która współczesna aktorka najlepiej nadaje się do thrillerów w starym stylu podszytych erotyką? Oczywiście Anne Hathaway. Jest to kolejna rola w filmie będącym listem miłosnym do tego typu produkcji po Mother's Instinct. Anne idealnie się nadaje do ról kobiet z tajemnicą, świetnie się spisuje w tej roli, a nie gorsza jest od niej Thomasin McKenzie, w roli dziewczyny, która opiekuje się ojcem alkoholikiem i jest zafascynowana bohaterką graną przez Anne. Po Ostatniej nocy w Soho znowu gra dziewczynę, która wdaje się w dziwną relacje z inną kobietą. Ciekawie się rozwija kariera tej aktorki po roli w Jojo Rabbit. Wydawałoby się że ze swoim niewinnym wyglądem będzie grać role tylko świętych i niewinnych dziewczyn, do których idealnie pasuje, ale potrafi też zagrać inne postacie.
Trudno mówić o tym filmie bez zdradzania zwrotu akcji, który dostajemy w trzecim akcie, gdy akcja toczy się w domu Rebeki, która zaprasza Eileen do swojego domu, ale nie zdradzę go. Nie spodziewałem się tego zwrotu akcji, ale podobał mi się, tak samo to w jakie rejony później fabuła idzie, jakie są konsekwencje tego zdarzenia. Wizualnie film dobrze wygląda, muzycznie też dostarcza, i jest fajny klimat, który kupiłem. Polecam fanom tych dwóch aktorek oraz wszystkim, którzy lubią takie dreszczowce w starym stylu. Podobała mi się też ostatnia scena. Dla niektórych widzów, to może być urwane zakończenie, a mnie się spodobało to, że zostawia widzów z kilkoma pytaniami. Ocena: 7/10.
Drive-Away Dolls (2024)
Nie służy braciom Coen rozstanie. Tragedia Makbeta Joela Coena nie była złym filmem, ale żeby się jakoś zapisała poza rolą Washingtona, nikt o tym filmie dziś nie pamięta, ale i tak Joelowi wyszedł dużo lepiej film w przeciwieństwie do Żegnajcie laleczki Ethana Coena. Jest to powrót do lżejszych filmów w stylu Arizona Junior, Fargo, Tajne przez poufne, ale bardzo nieudany. Film trwa 80 minut a zaśmiałem się może z dwa razy. Qualley i Viswanathan wypadają ok w głównych rolach, ale też bez przesady, a bohaterka grana przez Qualley jest bardzo irytująca. Niby żarty są, ale chyba się postarzałem, bo nie bawiły mnie ciągłe teksty o seksie, a w pewnym momencie stało się to irytujące i to miałem na myśli w przypadku Jamie granej przez Qualley, która nic tylko gada o seksie. Nie mam nic przeciwko sprośnym komediom np uwielbiam Sposób na blondynkę (choć np za American Pie nie przepadam) ale nie mogłem laski zdzierżyć. A na drugim planie sporo charakterystycznych aktorów w rolach idiotów jak to bywało w komediach pomyłek braci Coen, tylko że gdzieś uleciała lekkość i humor, więc nie bawi żadna z postaci. Oglądało mi się ten film tak jakby student filmówki, fan Coenów próbował naśladować ich twórczość, skopiował ich pomysły i dowcipy, ale zupełnie nie wyszło, bo gdzieś uleciała cała lekkość i humor, a zostały grube dowcipasy. Więcej klimatu Coenów jest w serialu Hawleya Fargo, w każdym sezonie, nawet w najsłabszym. Ocena: 3/10.
Knox Goes Away (2023)
Zabójca na zlecenie zaczyna cierpieć na szybko rozwijającą się formę demencji. Jest to drugi film w reżyserii Michaela Keatona i co ciekawe w poprzednim filmie The Merry Gentleman też obsadził samego siebie w roli killera na zlecenie. Umiejętnie w KGA pokierował sobą, bo zagrał jedną z lepszych ról w ostatnich latach (nie liczę serialu Dopesick). Nie nastawiajcie się na kino sensacyjne, jest to raczej dramat, no niech będzie thriller, o próbie odkupienia win i naprawieniu relacji z bliskimi. Mam tylko kilka pytań, które nie dają mi spokoju. Nie jestem pewien co mam myśleć o pewnej scenie w więzieniu. Czy kłótnia ojca z synem w więzieniu była prawdziwa, czy to była ściema i odegrał scenę razem z ojcem, a może domyślił się syn tego co zrobił ojciec dopiero w czasie przesłuchania po którym go wypuszczono z więzienia? No i czy rzeczywiście syn wydał ojca w przeszłości?
W dość ważnej drugoplanowej roli występuje Joanna Kulig i wypadła nawet nieźle, w przeciwieństwie do totalnie znudzonego Ala Pacino, on nawet nie jest w tym filmie co bywa. Tak rzadko się pojawia, że gdy się pojawił drugi a potem trzeci raz to miałem myśl - a to Pacino też tutaj gra. Ocena: 6/10.
A co do Kulig to dawno jej w niczym nie widziałem. Dziwnie jej kariera się potoczyła po sukcesie Zimnej Wojny. Nie chodzi mi o zagraniczne propozycje ale polskie podwórko. Jej kariera to przeciwieństwo kariery Zawieruchy po roli u Tarantino, którego polska kariera wybuchła, pojawia się wszędzie. Podobnie z Kotem, który cały czas gdzieś się pojawia, a jej kariera wygląda tak, jakby zrobiła sobie wolne od aktorstwa. Jedyne co kojarzę to serial Chazelle'a Eddy. No chyba że gra same epizody w samych kiepskich polskich i zagranicznych produkcjach, wiec zrozumiałe, że mnie jej role ominęły, choć sporo oglądam polskich produkcji, tylko że dziadostwo omijam.
29-10-2024, 03:16
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-10-2024, 03:17 przez michax.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,019
Liczba wątków: 28
No Kuligowa zagrała Polkę w Master of the Air w jednym odcinku (jeśli chodzi o takie bardziej znane produkcje).
29-10-2024, 10:56
Stały bywalec
Liczba postów: 12,419
Liczba wątków: 29
W kleszczach lęku (1961) - z przeróżnych horrorowych polecajek z lat 60. padło na ten tytuł.
Hipnotyczny śpiew w ciszy i już się mi podoba. Skojarzyło się mi to z innym filmem o nawiedzonym domu - oryginalnym The Haunting. Podobne subtelna groza i postawienie nacisku na rozpadającą się psychikę głównej bohaterki. Jak i również znakomite czarno-biała zdjęcia wybijające na tle innych horrorów z lat 60. I także korzysta z niecodziennych jak na ów dekadę środków wyrazu (przyspieszone i/lub zmultiplikowane głosy podczas jazd).
Wracając do subtelności, to fajnie gra z ówczesną cenzurą. Nie jest powiedziane, co dawna służba robiła niestosownego, ale można domyśleć o co chodzi. I potem jest to zilustrowane stukającą o okno zawleczką do żaluzji. To jedyny film, gdzie wkurzający mnie motyw dzieciaka zachowującego i wysławiającego zbyt dojrzale jak nas swój wiek działa, ponieważ od dzieci bije niepokojąca aura i podświadomie coś jest nie tak. W połowie częściowo się domyśliłem intrygi i moje przypuszczenia się potwierdziły, choć przyznam nieco film zaskoczył.
Z tej dwójki The Haunting bardziej mnie się podobał, ale ten też niczego sobie.
9/10 na ten moment.
29-10-2024, 21:42
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,743
Liczba wątków: 14
The Dark And The Wicked ("luźna" adaptacja dowcipów o łotewskich chłopach)
"Mój" rodzaj horroru i najlepszy obejrzany straszak od kilku... miesięcy? Ostrzegam: prościutka historia może ostatecznie rozczarować oczekujących sporych porcji fabularnego mięsiwa. Spoko, rozumiem, akceptuję, dla mnie jednak ta liposukcja informacyjnego tłuszczyku i wynikający z niej brak odpowiedzi na kardynalne pytania odnośnie ZŁEGO (skąd? jak? dlaczego?) sprowadza dzieło Bertino do stanu pierwotnego strachu - wszechobecnego koszmaru bez możliwości ucieczki czy chwili relatywnego spokoju na zaczerpnięcie oddechu. Nie dziwią porównania do Hereditary, filmu-przyczyny dziesiątek mniej lub (rzadziej) bardziej udanych kopii/nawiązań/"inspiracji" atakujących nas w ostatnich latach. TDATW wyróżnia się na tle epigońskiej masy misternie budowanym napięciem i terrorem nie zmniejszającym ani na moment mocy demonicznego uchwytu. Jeśli ktoś (jak ja) lubi slouberny i nie przeszkadza mu szczątkowość fabuły, to będzie zadowolony. Państwa sąsiedzkie: The Witch, The Blackcoat's Daughter, Possum no i oczywiście wspomniany Hereditary.
Szybkie podsumowanie horrorowego października: o Oddity i As Above, So Below już pisałem. Hell House LLC nie wyróżnia się absolutnie niczym i sprowadza się do jednej sztuczki (tzn. KLAŁNY ZMIENIAJOM POŁORZENJE, BUJCJE SJE WIDZOWJE), a pierdolnik operatorski i chaos na ekranie odbierają powagę wydarzeniom (czasem zwyczajnie nie widać, co się dzieje w tumulcie), ogólnie bardzo bardzo bardzo średnio, wolę już chociażby Noroi. Vampyr z 1932 to oczywiście bardziej ciekawostka niż horror, ale nie mogę odmówić Dreyerowi umiejętności budowania klimatu/nastroju (przy tej okazji polecam jego Ordet, zapewne najlepsze dzieło "traktujące" o wierze, powinno się spodobać nawet wątpiącym). O najnowszym Obcym raczej nie będę pisał w stosownym temacie, ograniczę się do stwiedzenia, że to zapewne numer 4 w całej serii (chociaż "reszta" jest żałosna i nie stanowi konkurencji). Także no - jeśli na dwa ostatnie dni października zabrakło wam horrorów, to odpalcie Dark & Wicked.
29-10-2024, 22:30
Stały bywalec
Liczba postów: 12,419
Liczba wątków: 29
Relikt (1997) - w moim straszdzierniku debiutuje monster movie. Zwykle takich nie było, bo większość obejrzałem i to są sajfaje, a w październiku z reguły unikam sajfajów i wolę skupić na naturalnej grozie. I choć pojawia się mutant, to powstaje metodami naturalnymi i w zgodzie z Matką Naturą.
W sumie jak tak się zastanowić, to po film z SyFy Channel tyle że wysokobudżetowy i z porządnymi efektami specjalnymi i aktorami. Pretekstowe postacie, niektóre będące kliszami (jak ten jeden dupek, który obligatoryjnie ginie) oraz nieciekawe monstrum, które jednak podbija wartość swoją obecnością. I film korzysta z R-ki w dość zdawkowy sposób. Chłopaczków-wagarowiczów monstrum oszczędziło, ale już jednego z piesków uwaliło. I film cytuje Amerykańskiego wilkołaka w Londynie, bo gdy na jakiejś gali objawia się potwór, to podczas ewakuacji więcej ludzi robi sobie krzywdy niż gdyby spotkali potwora :).
Co bardziej zapamiętam to znaki czasu i epoki. Gdy laska mówi, że przesądy w muzeum to jak tancerki topless w balecie, to jej stary mentor mówi, że wtedy to by chodził na balet :). A największym dupkiem i moralnym zgnilakiem jest Azjata (dziś byłby to biały). Też fajnie, że z głównej bohaterki nie robią na siłę stronk woman i to zwykła biolożka, taka average Jane, która histerycznie reaguje na trupa. I podczas finałowego starcia cały się czas obawia potwora. I Bogu dzięki nie ma wciśniętych na siłę prób romansu biolożki z owym policjantem (gdy w podobnym obrazku z lat 50. by wystąpiło). I dobrze, bo byłoby to dla mnie nielogicznie, gdyż owy policjant jest po burzliwym rozwodzie, w którym jego była przywłaszczyła ich psa (suka jedna).
Efekty jak pisałem porządne, zresztą nadzorował je sam Stan Winston. Choć to rok 1997 rok, gdy komputery wchodziły triumfalnie, to tytułowy potwór został wykonany po bożemu. Czyli aktor w kostiumie wspomagany animatroniką. I jedyne CGI tylko tam, gdzie to faktycznie konieczne (i to one najgorzej się zestarzało).
Średniaczek, ale przyzwoity.
Uczciwe 6/10
30-10-2024, 17:17
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,193
Liczba wątków: 29
Stigmata (1999)
Powtórka po jakichś 20 latach. A może i 24? Mniejsza o to. Film zapamiętałem jako bardzo dobry i klimatyczny a jak wygląda dziś? Teledyskowo-prosty. Wręcz prostacki. Wykalkulowany. Taki od linijki, po sznurku. Ale przez 3/4 ogląda się to w porządku. Tyle, że przychodzi "co do chooja" finał. Który po 1 jest nielogiczny, po drugie taki na odwal się.
Naciągane 7/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
30-10-2024, 17:37
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
Cytat:Średniaczek, ale przyzwoity.
Owszem, ale bardzo wykastrowany względem książki, bo głównego bohatera cyklu wywalili :)
30-10-2024, 17:41
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,779
Liczba wątków: 4
(30-10-2024, 17:17)OGPUEE napisał(a): Relikt (1997) - w moim straszdzierniku debiutuje monster movie. Zwykle takich nie było, bo większość obejrzałem i to są sajfaje, a w październiku z reguły unikam sajfajów i wolę skupić na naturalnej grozie. I choć pojawia się mutant, to powstaje metodami naturalnymi i w zgodzie z Matką Naturą.
W sumie jak tak się zastanowić, to po film z SyFy Channel tyle że wysokobudżetowy i z porządnymi efektami specjalnymi i aktorami. Pretekstowe postacie, niektóre będące kliszami (jak ten jeden dupek, który obligatoryjnie ginie) oraz nieciekawe monstrum, które jednak podbija wartość swoją obecnością. I film korzysta z R-ki w dość zdawkowy sposób. Chłopaczków-wagarowiczów monstrum oszczędziło, ale już jednego z piesków uwaliło. I film cytuje Amerykańskiego wilkołaka w Londynie, bo gdy na jakiejś gali objawia się potwór, to podczas ewakuacji więcej ludzi robi sobie krzywdy niż gdyby spotkali potwora :).
Co bardziej zapamiętam to znaki czasu i epoki. Gdy laska mówi, że przesądy w muzeum to jak tancerki topless w balecie, to jej stary mentor mówi, że wtedy to by chodził na balet :). A największym dupkiem i moralnym zgnilakiem jest Azjata (dziś byłby to biały). Też fajnie, że z głównej bohaterki nie robią na siłę stronk woman i to zwykła biolożka, taka average Jane, która histerycznie reaguje na trupa. I podczas finałowego starcia cały się czas obawia potwora. I Bogu dzięki nie ma wciśniętych na siłę prób romansu biolożki z owym policjantem (gdy w podobnym obrazku z lat 50. by wystąpiło). I dobrze, bo byłoby to dla mnie nielogicznie, gdyż owy policjant jest po burzliwym rozwodzie, w którym jego była przywłaszczyła ich psa (suka jedna).
Efekty jak pisałem porządne, zresztą nadzorował je sam Stan Winston. Choć to rok 1997 rok, gdy komputery wchodziły triumfalnie, to tytułowy potwór został wykonany po bożemu. Czyli aktor w kostiumie wspomagany animatroniką. I jedyne CGI tylko tam, gdzie to faktycznie konieczne (i to one najgorzej się zestarzało).
Średniaczek, ale przyzwoity.
Uczciwe 6/10
Ten film ma powazna wade jaka jest utaplanie wszystiego w mroku. I nie mowie tutaj o takim stajlisz filmowym mroku, ale zwyklej ciemnicy, gdzie przez pol filmu czlowiek nie ma pojecia co sie dzieje.
Ten sam problem mial zreszta End of Days, gdzie Hyams rezyser/DoP tak samo przesadzil z oswietleniej (a w zasadzie jego brakiem) i wiele scen bylo nieczytelnych, co w kinie “akcji” to od razu -10 do seansu. Arnold musial sie zreszta z Hyamsem mocno przepychac w calej sprawie, ale nawet on nie dal rady przekonac rezysera, ze nie idzie mu krecenie takich scen.
Za dzieciaka ten film lubilem, jak zreszta wszystkie mocno oparte o efekty filmy z potworkami. Chyba nigdy nie widzialem wersji angielskiej, gdzie wszystkie seanse byly wynikiem wieczornego klikania po Astrze.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
30-10-2024, 18:07
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2024, 18:08 przez Bucho.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,419
Liczba wątków: 29
(30-10-2024, 18:07)Bucho napisał(a): Ten film ma powazna wade jaka jest utaplanie wszystiego w mroku. I nie mowie tutaj o takim stajlisz filmowym mroku, ale zwyklej ciemnicy, gdzie przez pol filmu czlowiek nie ma pojecia co sie dzieje.
O tak, zapomniałem o tym wspomnieć, że 1/3 filmu, tym finał, to jest skąpana w ciemnościach i też momentami nie wiedziałem, kto teraz ginie (nie wiem czy żona burmistrza, dzięki której dorwał stołek, przeżyła czy nie). I dziwi mnie to usilne ukrywanie bestii w mroku, bo to nie film wzbudzający napięcia i strachu jak Obcy: ósmy pasażer Nostromo. I jak pisałem pracował nad tym Stan Winston, który jest gwarancją jakości.
30-10-2024, 19:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2024, 20:00 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,019
Liczba wątków: 28
Bucho dobrze napisał. Hyams uparł się na mrok, bo ma jakiegoś hopla na tym punkcie, tylko, że mu to nie wychodzi. Trochę więcej światła i byłoby całkiem ok.
BTW dobrze, że z ekranizacji wywalili agenta Pendergast, ta postać to taki Cooper z Twin Peaks do sześcianu. Ideał bez skazy z mazy, a jego rodzinne losy to niemal karykatura literatury sensacyjnej (zły brat bliźniak - serio!? żona porwana przez gang neonazistów planujących przejęcie władzy na światem - iksde). Z cyklu książkowego z Pendergastem znam tylko "Relikt" i jego sequel "Relikwiarz" i to całkiem fajna literatura popularna, a sam Pendergast jest tam moim zdaniem zbędny.
30-10-2024, 21:46
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,193
Liczba wątków: 29
Skinamarink (2022)
Jak chcecie zmarnować półtorej godziny życia to gorąco polecam. Dosłownie: zmarnować.
W całym życiu obejrzałem na przewijaniu może ze 3 filmy. A to jeden z nich.
1/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
01-11-2024, 02:06
Stały bywalec
Liczba postów: 12,419
Liczba wątków: 29
31. października za mną. I jak co roku w tą ponurą noc rozszerzam straszdziernik o kilka tytułów więcej w ostatnią noc. Wraz Monster Munchami i Trolli (w tym roku Lidl nie zawiódł i nie muszę kupować gdzieś drożej. Jak już Tusk nas wyprzedał Niemcom, to przynajmniej niech ja coś z tego mam :P) będę wczuwać się w klimat grozy. Choć pewnie guzik, bo napięcie zburzą opętane przez pogan dusze zachęcone moimi halloweenowymi dekoracjami. I dzisiaj poszły następujące obrazy:
The Witch Eggers (2015) - szersza opinia w stosownym temacie.
A ocena 7/10
House on Haunted Hill (1959) - z Williama Castle'a wypadło na jego najstarszą produkcję (i najkrótszą, bo 74 minuty). O filmie wiedziałem tylko tyle, że jest Vincent Price i nawiedzony dwór. I że jest w domenie publicznej.
Co mnie zaskoczyło to tytułowy dom. Spodziewałem się n-tej rezydencji Batesow i Adamsów, a wygląda jak muzeum sztuki nowoczesnej. Price i Ohmart znakomicie gra podejrzane małżeństwo o niejednoznacznej relacji. Reszta aktorów już mniej, bo i tak wiadomo, że służą za potencjalne mięso armatnie :). Zwłaszcza brunetka, która wiecznie panikuje i drze japę. Kilka jest drastycznych widoczków na tamte czasy. I jeden zgon wziął mnie z zaskoczenia. I potem zmienia się to w kryminał. To chyba z tego filmu pochodzi motyw o
żywionego kościotrupa jako straszaka.
7/10
Bloody Murder - najbardziej stereotypowy psychopata z slashera w akcji!
Maska – check!
Piła mechaniczna jako broń – check!
Działa na jakimś zadupiu – check!
Ma tajemniczą przeszłość – check!
Mimo, że zginął, to i tak w ostatnich sekundach filmu magicznie ożywia – check!
Wraca w sequelu – check! check!
Plus do tego są głupie nastolatki i hillbilly ostrzegają cy przed złem. Przecież to najbardziej memiczne wyobrażenie slashera, którego nabijano się w Goofym i innych. W dodatku większość filmu bardziej to wygląda jak odcinek Jeziora marzeń, nawet muzyka taka podobnawa. Nie mówiąc o sposobie kręcenia z wczesnych TV teen dram. Realizacja i tak jest amatorska i wszystkie mordy odbywają się za kadrem. Oczywiście, że się spodziewałem słabiaka. Ale wiadomo te filmy ogląda dla beki i zgryzliwego komentowania. Co mogę pozytywnego to muzyka nawet spoko. I red herring im wyszedł.
1,5/10
PS. Jedyna kopia jaką znalazłem to z niemieckim dubbingiem. Nie straszne mi, bo oglądało się Super RTL i KiKA, a GodzillaxKong w kinie widziałem po szwabsku, a trochę z tego języka rozumiem. A Niemiaszki (i Austriaki) są dobrzy w dubowe klocki. A to nie film, którego dialogi są ważne. Co do Niemców, to właśnie z tego kraju pochodzi nastepny film, czyli:
Zabójczy kondom - jak kiedyś układałem pierwszy wieczorek halloweenowy z kolegami z liceum, to z tych „zwałowych” filmów kandydatem był Zabójczy kondom z racji tytułu. Mija dekada (ja pierdziu, nierealne) i spełniłem ten zamiar. Nasz morderczy kondom jest trochę jak filmy Winnetou - tak jak tam cała akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych i bohaterowie są Amerykanami, ale językiem urzędowym jest niemiecki :). Z tą różnicą, że faktycznie to kręcili w Stanach, a nie Jugosławii i nie-biali są grani przez nie-białych zamiast żabojadów i Jugoli.
Zgodnie z najlepszymi parodiami aktorzy grają to z pełną powagą. I główny bohater wyglądający jak szkopski Bruce Willisa ma stylówę jak z sensacyjniaka (i przyznaję świetnie gra). Nawet jest scena tiko-romantiko. Także efekty specjalne są niezłe. Ku memu zaskoczeniu konsultantem był sam H. R. Ginger.
Co skrytykował bym, to że film jest za długi i w połowie siada mu tempo. Trwa prawie 2 godziny, gdy metraż spokojnie nadawałby się 90-minutowca.
6/10
Equinox (1970) - późny Ray Harryhausen spotyka wczesnego Sama Raimiego (metaforycznie, bo obaj nie pracowali nad tym). Nie spodziewałem się, że Criterion ma to w swojej kolekcji, bo tytuł mało znany i znany mi tu tylko jest Jim Danfortha i David Allen.
Gdyż aktorstwo kiepskie (a niektórzy brzmią jak zdubbingowani), szczególnie głównego złego wykrzywiającego mordę, fabułę można przewidzieć (jeden gościu ma na nazwisko Asmodeus. Zastanawiam, czego się po nim spodziewać), sposób realizacji przestarzały jak z lat 50., a niekiedy skojarzenia miałem - o zgrozo - Manos, Hands of Fate. Co jest dobre to efekty poklatkowe w wykonaniu Danfortha i Allena, jak i efekt niebieskiego jaskiniowca. Tylko dla nich moooożna ujrzeć ów tytuł.
5/10
I tak spooktober/straszdziernik za mną. Zaś moje spooktoberowe TOP5:
1. 28 dni później
2. Babadook
3. Demon
4. The Rocky Picture Horror Show
5. Ex aequo The Fog (1980) i Kształt wody
01-11-2024, 02:41
Stały bywalec
Liczba postów: 13,241
Liczba wątków: 77
Bilet do raju - typowy kom rom z Clooneyem i Julią Roberts. Ładne plenery, 2 fajne żarty, ale wszystko generalnie leci jak po sznurku. Film z cyklu "wziąć czek na 4 miliony, nie przepracować się i dostarczyć to, co trzeba". Nikt nie starał się nawet wycisnąć czegoś więcej, nawet motyw wyjściowy jest tak okrutnie oklepany, że z miejsca obniża emocje. Para głównych bohaterów wygląda jednak razem świetnie, pewnie z 20 lat temu to byłby jeden z gorętszych hitów lata (a sam motyw rozwiedzionej pary z 20-letnią córką też byłby do przepchnięcia w scenariuszu). A tak pozostaje totalnie standardowa produkcja jakich było już wiele i pewnie będzie 2x tyle w przyszłości.
4/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
01-11-2024, 20:25
Stały bywalec
Liczba postów: 12,419
Liczba wątków: 29
Dziś Dzień Wszystkich Świętych (albo Dzień Zmarłych, jeśli kogoś triggeruje chrześcijaństwo) i coś o duszach zmarłych:
Nawiedzony dwór (2003) - jak byłem w paryskim Disneylandzie udało mi się zaliczyć ichniejszy Phantom Manor. Prolog nastraja, bo klimat jak z Upiora w operze, a mamy powieszonego samobójcę w kadrze. A potem zjawia się Murphy i próbę grozy szlag trafia, gdy pojawia sprzedając dom nadekspresyjnym gościu z głosem śp. Paszkowskiego.
Największym błędem było zrobienie z tego komedii. Piraci z Karaibów odnieśli taki sukces, bo jednak wpisywali się w przygodowe kino pirackie i odpowiednia ilość humoru była naturalna (a także on nie dominował). I byli traktowani SERIO i dla szerokiej publiczności, nie tylko dzieciaków. I analogicznie Haunted Mansion powinien być horrorem. Nawet Murphy by nie przeszkadzał, bo np. w Gliniarzu z metropolii potrafił się odnaleźć w poważniejszym repertuarze. Może być ilość jakiegoś czarnego humoru, bo niektóre horrory (w tym takie lżejsze) również z tego korzystały. A z horroru da się zrobić PG-13 czy nawet niższą kategorię. Czego mnie nauczyły spooktobery, to groza nie musi polega na ukazywaniu krwi i drastycznych scen. Taka Gęsia skórka dzieciaka straszyła, a z perspektywy dorosłego jest dość łagodna.
Szczególnie, iż fabuła nie taka zła i ogląda się bez boleści. Co przyznaję, jest ładnie wyglądający. Wrażenie robi scenografia, CG zestarzało, ale dobrze rozegrali z śpiewającymi popiersiami, które przypominają animację poklatkową i uwzględnia sztywność kamienia. I to czasy korzystania z autentycznego korzystania efektów praktycznych, jak np. truposze w mauzoleum.
Z dubbingiem było oglądane - Zamachowski to dostał angaż za nazwisko (a Stuhr to za bardzo się cenił). Za to Gabriela Kownacka to bardziej pasuje na Madame Leotę niż Jennifer Tilly. Najlepiej dobrany był Witold Pyrkosz. Ciekawe, że w polskim dubie Murphy i jeden z dzieciaków mamrocze "O Jezu", gdy pewnie w analogicznym amerykanie byłby to eufemizm, bo jakieś idiotyczne protestanckie powody. Kolberger średnio pasuje do roli Gracey'ego (zdecydowanie o 20 lat za starszy). Także dobrze, że dzieciaki są dobrze obsadzone i zagrane. I widzę, że dialogista wiedział co jego dzieci oglądają, bo wspomniany jest popularny wówczas Bob Budowniczy (lepsze to niż jakiś nachalny polonizm pasujący do usańskich realiów jak pięść do oka).
5/10
Nawiedzony dwór (2023) - po dwudziestu latach przyszło nowe podejście do ekranizacji The Haunted Mansion. Bardziej idzie to w horrorowej klimaty, ale dominuje komedia. I jak jest pierwsza scena ze straszydłami, to towaryszy komediowe płukanie. W ogóle nie rozumiem, czemu się Disney dyga się zrobić pełnoprawny horror? Nawet jak tworzyli film z okazji otwarcia Tower of Terror, inspirowanej nieprzeznaczoną dla dzieci Strefą mroku, to też była jakas głupawa lekka komedia. Patrz znowu Gęsia skórka. I co lepiej... to w latach 80. Disney nakręcił Watcher In the Wood, które było 100-procentowym horrorem (i dało się to zmieścić w ramach PG) czy Something Wicked This Way Comes (oba widziane i polecane):
Realizacja tym razem gorsza. Scenografia ma mniejszy ten efekt "wow" i nie ma jak nacieszyć się detalami. Jeszcze dochodzą do tego trawiące współczesne kino bure, mdłe kolory. Fajnie, że idzie w odmienną fabułę, aniżeli kopiować z gorszym skutkiem film z Murphym. Więc można pobawić w porównanie różnego podejścia do tematu. Postacie proste, ale pamiętliwe i dające się lubić. I o dziwo postać dziecięca za martwego rodzica ma ojca :).Ponownie - ogląda się bez boleści i choć trwa dwie godziny, to tempo ma dobre. Ot, taki średniaczek do zajęcia wolnego czasu.
Także z polskim dubbingiem. Trochę lepiej dobrany, bo mniej celebrytów w obsadzie i bardziej przez to naturalne. Taka ciekawostka - reżyserię i dialogi robili ci sami ludzie co w polskiej wersji językowej filmu z Murphym.
5/10
01-11-2024, 23:43
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-11-2024, 23:47 przez OGPUEE.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,193
Liczba wątków: 29
The Reincarnation of Peter Proud (1975)
Można zobaczyć cycki i bobra Lois Lane.
Film ambiwalentny. Z 1 strony delikatnie dawkowana tajemnica, z 2 za bardzo momentami zalatuje telewizyjnymi "prawdziwymi historiami. Z 1 zawód ze zmarnowanego (choć oczywistego) rozwiązania w finale, z 2 uznanie, że odważyli się na nieoczywisty twist.
Tutaj UWAGA : NIE OGLĄDAĆ ZWIASTUNÓW bo spoilerują praktycznie wszystko. I kolejny to przykład zaprzeczający tezom: dziś zwiastuny za dużo pokazują. No nie. Dawniej też tyle pokazywały a czasem nawet więcej. Dlatego jebać zwiastuny nowe, jebać zwiastuny stare.
Przeczytałem też, że Fincher planował remake/nową adaptację ale projekt padł jakieś 15 lat temu. Był potencjał z takim reżyserem.
7/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
02-11-2024, 14:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-11-2024, 14:50 przez shamar.)
|