27-12-2023, 16:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-01-2024, 00:29 przez Gieferg.)
|
Zakurzone klasyki mrocznego s-f
|
|
"Forbidden World" od tego samego producenta mam nawet na blu-ray, komicznie absurdalne. Przydało się żeby zrobić to:
Whatever :)
Na okładce napisane "Mutant". Cytat:urczę tak film to bym obejrzał.Może kiedyś sklecę fanedit w pełnym metrażu ;) 27-12-2023, 16:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-12-2023, 16:37 przez Gieferg.)
Co prawda, nie żaden klasyk a zapomniany straight-to-tv, ale zakurzony jest i z gatunku to sf (czy mroczny? w TV miał czerwony kwadracik), więc tutaj dam:
Rubikon. Akcja ostatniej szansy - fragmenty tego bieda-Predatora widziałem w 6 klasie podbazy i wtedy kisłem, że jest kobieta-żołnierz (oj, człowiek był młody i gówno wiedzący o świecie). A, że przypomniał mi się tytuł i jest na CDA (i to kopia nagrywana magnetowidem, więc jakiś klimacik jest), to rzuciłem okiem. Jak mówiłem to podróba Predatora - główny bohater jest wyciągniętym z emerytury wojskowej, by ocalił tytułową bazę przed rzekomymi partyzantami robiącymi masakrę. Okazuje się, że to nie partyzanci, a zamaskowany ufol-kiler. I jest często POV ufola, tyle że zamiast termowizji to jest mniejszy klatkaż. Jest nawet gostek będący skoksowanym mrukliwym Indianinem jak Billy, który w przeciwieństwie do niego nie ma godnej i epickiej śmierci (i ginie pierwszy). Zaś wtyczka zlecających misję jak w Predatorze również czarnoskóra, choć tym razem gender-swap (w tej roli Sheeva z Mortal Kombat: Unicestwienie). Kurde, nawet jak w filmie McTiernana nasi wojacy mylą potwora z dzikiem! Różnica jest taka, że akcja dzieje się w Kongo. I budżetowy Pred ma do pomocy kosmiczne psy myśliwskie o wyglądzie okrężnicy. To jednak SF, bo niby czasy współczesne, a mają automatyczne AI-translatory i wojskowe podglądacze (produkcja to 2001, a wtedy na stałe złącze mogli sobie pozwolić wybrańcy). A sam film tani, kiepsko zagrany, z płaskimi postaciami, które wyglądają tak samo (jedynie wyróżnia się Sheeva i diet-Billy). A Biedator wygląda jak z Herkulesa z Kevinem Sorbo. Przynajmniej dżungla prawdziwa i większość efektów to praktyczne efekty. 2/10 06-02-2024, 02:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-02-2024, 02:13 przez OGPUEE.)
Ha, pamiętam ten film :) Piękny miał plakat, który też kopiował z Preda co się da. Takie produkcje powstają chyba tylko po to aby wziąć faktury i odpisać sobie koszty.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
06-02-2024, 09:07
W ogóle tego rodzaju produkcje to idealny sposób na pranie brudnych pieniędzy. Zaryzykuję tezę, że część o ile nie większość filmów straight to dvd/vhs z l. 90-tych służyło praniu hajsu pochodzącego z handlu narkotykami.
06-02-2024, 10:00
DNA (1996) - widziałem w dzieciństwie na TVP i prócz postaci potwora utkwiło mi się imię postaci Marka Dacascosa, ponieważ miał to same imię co Ash Ketchum, a wtedy oglądałem namiętnie Pokemony :). Teraz jak obejrzałem znowu, to wielce mnie zaskoczyło, iż występuje Jürgen Prochnow. I początkowe ujęcia dżunglowych palm także są zacne. Film niby z 1996 roku, a po jakości dałbym rok 1991. Realizacyjnie dobrze, nawet CGI potwora jest o dziwo znośne, ale jeden jest śmieszny efekt. Rozlega gigantyczny wybuch tajnej bazy. Prochnow uciekajacy przed eksplozją zamiast być pochłonięty przez płomienie to dematerializuje jak duch. Balacau, czyli ów potwór jakościowo nie wygląda źle, choć zalatuje Super Sentaiem. I chyba do niego wykorzystali ten pierwotny design Predatora.
Właśnie, DNA został zapamiętany jako kolejny knock-off Predatora, ale jedyna zżynka jest w końcówce, gdy Ash z gołą klatą decyduje pokonać Balacaua w dżungli. I okazuje się, że to też miks Epidemii, Mumii, pierwszego lepszego filmu akcji o najemnikach lub dzikich plemionach, Indiany Jonesa i nawet pierwszego Parku Jurajskiego. I Ash wygląda jak Liu Kang. Za scenariusz odpowiadał spec od efektów specjalnych i to takich do wysokobudżetowych filmów, więc pod tym kątem kręcono film. Tak jak większość fajterów Mark Dacascos nie jest tu orłem aktorstwa. Fabułą w większości oklepana, ale uchodzi i trochę porobili na przekór przyzwyczajeń. Naukowczyni robiąca za potencjalny love interest dla Asha ma badass moment, gdy napadnięta przez jakichś lokalnych zbirów (służących za prezentację umiejętności fajterskich Dacascosa) i jednego zabija rzutem sztyletem. Nie pamiętałem, że bohaterom towarzyszyło dziecko, które w zasadzie jest zbędne i ogranicza się do łażenia (ale grunt, że nie irytuje). Co warto nadmienić, to twórcy W miarę przyzwoity niskobudżetowiec, który jest lepszym Predatorem niż Rubikon: Akcja ostatniej szansy (i mniej od niego kopiuje). 6/10 28-07-2024, 21:14 Lata temu w l. 90-tych na Canal+ leciał serial sf o kosmitach, którzy przybyli na Ziemię i wtopili się w ludzkie (czyt. amerykańskie) społeczeństwo. Ci kosmici byli zasadniczo ludzkich kształtów, lecz odróżniała ich wielka głowa. Dzisiaj miałem okazję obejrzeć filmowego prekursora tego serialu. Mowa oczywiście o filmie "Obcy przybysze" ("Alien nation") z 1988 r. w reż. Grahama Bakera na podstawie scenariusza tuzy telewizyjnego sf - Rockne S. O'Bannona.
![]() Los Angeles, rok 1991. Minęły trzy lata, odkąd na pustyni Mohave wylądowała grupa trzystu tysięcy przybyszy z obcej cywilizacji. Po odbyciu kwarantanny uzyskali oni od rządu USA pozwolenie na włączenie się w życie amerykańskiego społeczeństwa. Matthew Sykes (James Caan) jest doświadczonym gliniarzem z problemami. Gdy jego partner i przyjaciel ginie w napadzie zastrzelony przez gang którego członkami są obcy, stawia sobie za cel wykrycie sprawców morderstwa. Jego nowym partnerem zostaje kosmiczny przybysz Samuel Francisco (Mandy Patinkin). Obydwaj policjanci muszą odrzucić wzajemne uprzedzenia, aby wspólnie rozwiązać sprawę morderstwa...
Film jest krótki - trwa zaledwie półtorej godziny i jeśli miałbym go najlepiej opisać to taka gorsza "Zabójcza broń" tyle, że z kosmitami. Postacie i historia to kopiuj wklej z kina policyjnego l. osiemdziesiątych a za komentarz socjospołeczny robią kosmici-imigranci. Przyznam jednak, że seans minął bezboleśnie, zabrakło nieco rozwinięcia lore dotyczącego obcych plus czasami miałem wrażenie, że wycięto parę istotnych scen, niemniej całościowo daje filmowi 6,5 na 10, chociaż przychylam się do opinii Rogera Eberta, że historii zabrakło oryginalności.
![]() Nieco przeszkadza też makeup obcych przygotowany przez studio Stana Winstona. Charakteryzatorzy oprócz głowy robili również chyba barki postaci, co przekładać się miało na podkreślenie ich fizyczności, a przez co aktorzy grający kosmitów poruszali się po prostu kanciasto.
Co ciekawe film został wyprodukowanany przez Gale Ann Hurd, wtedy żonę Jamesa Camerona, i pomimo dosyć średnich wyników finansowych status kultowego. Popularność ta sprawiła, że powstał serial o tym samym tytule oraz pięc filmów telewizyjnych.
BTW Jamesa Caan tak wspominał film w wywiadzie dla avclub:
Alien Nation (1988)—“Det. Sgt. Matthew Sykes”
JC: Why the fuck… Why would you bring up that?
AVC: A lot of people actually like the film. I do, for one.
JC: Yeah, well, I don’t know. I don’t have too many… [Hesitates.] I mean, I loved Mandy Patinkin. Mandy was a riot. But… I don’t know. It was a lot of silly stuff, creatively. And we had this English director who I wasn’t really that fond of. I mean, nice guy, but… it was just one of those things where, you know, you don’t quit, you get through it. It certainly wasn’t one of… I wouldn’t write it down as one of my favorite movies. But it was pretty popular.
BTW kosmici-imigranci w filmie po przedawkowaniu narkotyku zamieniają się w potwory :D
31-08-2024, 23:34
Dollman - Na facebooku śmignęły urywki i wyglądało obiecująco. I okazuje się, że jest cda. I okazuje się, że to o kosmicie, który trafia na Ziemię. Jego rodzima planeta nie różni niczym od Ziemi, ale jest taki, że kosmita i jego pobratymcy są krasnoludkami.
Początek dziejący się na Planecie Szuflandia nawet klimatyczny. Dobra scenografia, fajne kadry, mroczny klimat, twardy gliniarz będący Rutgerem Hauerem dla ubogich rozprawia się z zbirem. I jeszcze Knapik jako lektor. Mimo, że żul trzyma na muszce stado grubasów. Lub jak atakuje go Tim Burton pracujący dla Latającej Głowy (z całego przetrwała jedynie głowa, choć jak ona funkcjonuje bez serca, to nie wiem), arcywroga Rutgera Hauera dla ubogich. Gdy akcja przenosi się do Układu Słonecznego, też z początku nie psuje wrażenia. Pierwsza scena na Bronxie też niezła, czuć syf i leci nawet niezły technobicik. A potem wyłazi ten cały kicz charakteryzujący Alberta Pyuna (zapomniałem wspomnieć, że to on jest reżyserem Dollmana). Kiepskie aktorstwo i dość biedne ukazanie interakcji Ziemian z kosmiciakiem. Miał szczęście, że na Szuflandii jedynym językiem jest amerykańska odmiana angielskiego. I inscenizacyjnie czasem do dupy - np. zbir wyciąga baniak benzyny, by oblać główną postać kobiecą i podpalić, a leje wszędzie, tylko nie na babę. A w finale wszystkie gangusy są w stanie dostrzec liliputa i oddać strzały. I w tym samym finale zostaje odpalona bomba mająca zagrozić innym wymiarom... i nic się nie dziej i kończy się kozackim tekstem głównego bohatera. Film zaskakująco pozbywa Latającej Głowy na rzecz Jackiego Earla Haleya w roli grunge'owego crime lorda. No i nie był to szczyt w karierze Haleya. Seans całkiem szybko zlatuje. Lepiej to się nadaje jako materiał do recenzji Brandona Tenolda. 4/10 12-09-2025, 01:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-09-2025, 01:11 przez OGPUEE.)
Chopping Mall - dziś coś krótkiego w ramach straszdziernika, bo dzisiaj maszeruję na nowootwarte karaoke ze znajomymi.
I ten obrazek mogłem oglądać z jakimiś znajomymi. Bo to idealny kandydat (drzewiej, drzewiej typowałem na bekowego kandydata w halloweenowy seansik w licku z kolegami) - zwłaszcza początek, gdy Johnny 5 z lat 50. o głosie Sentineli z X-Men TAS razi prądem włamywacza, który wydaje z siebie krzyk z Toma i Jerry'ego. Producentką tego działa była żona Rogera Cormana i widać, iż podobny obrazek powstałby w latach 50., gdyby nie poziom techniczny i kodeks Haysa. Jakaś firma decyduje wypuścić na rynek roboty mające pilnować centrum handlowe. .jednak piorun strzela w komputer pokładowy i roboty decyduja się zabijać (technicznie były projektowane jako bezpieczne dla ludzi, dlatego zamontowano im lasery zdolne wysadzić łeb).Co gorsza, banda studentów robi afterek w centrum handlowym, a roboty biorą ich za intruzów. Jak widać to kolejny slasher tyle że z robotami i są tu różne klisze. Pierwsza ofiara to ziutek przeglądający laskę z pornola (słusznie. Trzeba dbać o moralność i walczyć z rozwiązłością! Zresztą pierwszymi ofiarami wśród młodzików jest gziąca się para). Nerdziuch na widok blondi ma od pierwszego wejrzenia w głowie dzwony weselne i ogląda z nią product placement i wiadomo, że oni będą final couple. I oczywiście zero tu grozy. Najstraszniejsza była ta włoska knajpka i koszulka szefa będąca dowodem, że powinien na gwałt wejść sanepid. Przy czym mięso armatnie bardziej ogarnia, bo wpada na słuszny kierunek i włamuje się do sklepu z bronią (i dlatego w Europie Wschodniej bohaterowie byliby martwi, bo takich sklepów ni ma). No przynajmniej ta cześć brzydsza, bo jedna ciza traci nerwy i zamiast iść szybem wentylacyjnym, mając największe szanse na przeżycie, to wbrew opinii bardziej lotnych koleżanek, chce iść do chłopaka, "bo on jej potrzebuje" (a w tym samym czasie on dawał radę z jednym śmierciobotów). Ale i panny potem wpadają na pomysł, żeby oblać śmiercioboty benzyną. Oczywiście scenariusz nie pozwolił na tak łatwe rozprawienie się z blaszakami, bo skurwysyny są twarde, ale hej! Trzeba docenić myślenie. I główny bohater krytykuje pomysł rozdzielenia, by "zwiększyć szanse na przeżycie". Jak się pierwszy mord to całość się rozkręca i nie ma zbędnych scen. Jest tylko przeżycie z wrednymi puszkami i odhaczanie kolejnych checkpointów. Realizacja nawet poprawna. Początek z sega genesisowym podkładem muzycznym to lata 80. na pełnej kurwie. W ogóle muzyka dość pasująca do tematyki i potwora dnia. Przeciętny niskobudżetowiec, ale z serduchem. 5/10 09-10-2025, 16:45 (09-10-2025, 16:45)OGPUEE napisał(a): i dlatego w Europie Wschodniej bohaterowie byliby martwi, bo takich sklepów ni ma Jest to, oczywiście, nieprawda :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 09-10-2025, 17:38 (27-12-2023, 16:02)Scheckley napisał(a): Obejrzałem bez świadomości kto za to odpowiada. I dziwnie czułem, że jakby Corman. Nie wiem jak to ocenić. To kopalnia kiczu i fatalnego aktorstwa a jednocześnie dająca sporo frajdy. Ryj się uśmiecha na te drętwe dialogi wypowiadane z nadekspresją. Do tego sceny z potworakami. To coś w stylu "Toxic Avenger". Takie ma być a nie tak to zjebano. 7/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 21-10-2025, 14:03 ![]() "Humanoidy z głębiny" ("Humanoids from the Deep") z 1980 r. w reż. Barbary Peters (i nieuwzględnionego w napisach Jamesa Sbardellatiego) to kolejny szrocik nakręcony przez Cormana, a będący zrzynką z "Potwora z Czarnej Laguny", "Szczęk" i "Obcego".
Miasteczko Noyo w północnej Kalifornii żyjące głównie z połowu ryb staje przed ogromną szansą gdy firma Canco chce zbudować w nim fabrykę konserw. Nie wszyscy są jednak zadowoleni na czele z lokalnymi Indianami, którzy nie chcę by w miejscowości powstała trujący zakład. Napięcie coraz bardziej narasta i dochodzi do aktów przemocy a tymczasem w tajemniczych okolicznościach tonie łódka miejscowych rybaków. W krótkim czasie coś lub ktoś zaczyna zabijać psy lokalnych mieszkańców i atakuje napalonych plażowiczów. Jim Hill (Doug McLure) stara się dojść prawdy co dzieje się w miasteczku w czym pomaga mu dr. Susane Drake (Ann Turkel) oraz Indianin Johnny Eagle (Anthony Pena). Jak się okazuje za atakami na mieszkańców są odpowiedzialne zmutowane w wyniku nieostrożnych eksperymentów Canco ryby. Mutanty zabija mężczyzn i gwałcą kobiety by przekazać dalej swój kod genetyczny. Tymczasem zbliża się organizowany w miasteczku lokalny festiwal Łososia, na który ma przybyć wielu gości...
Film trwa około godziny i dwudziestu minut i widać, że dwa i poł miliona dolarów budżetu zostało wykorzystane na maksa. Wrażenie robią stworzone przez specjalistę od chrakteryzacji Roba Bottina morskie kreatury, widać że facet ma talent, który w pełni rozbłyśnie w "Coś" Johna Carpentera. Muzykę skpomonował James Horner i w sumie jakoś nie wpada ona w specjalnie w ucho, pomieszanie "Szczęk" i ..."Psychozy". Asystentką produkcji była zaś Gale Ann Hurd, przyszła żona Jamesa Camerona.
Co do filmu to cóż, jest krótki i krwawy, a na dodatek sporo w nim golizny, która została bez wiedzy oryginalnej reżyserki dodana na żądanie Cormana przez Jamesa Sbardellatiego, który w 1983 r. nakręci cormanowską podróbkę Conana - "Deathstalkera". Taki cormanowski średniaczek, pozbawiony przy tym humoru, który można znaleźć chociażby w "Piranii" Joe Dantego, też wyprodukowanej przez króla kina klasy b.
Ogólnie film dla fanów szrotów, 6 na 10 przy czym zaleca się dużej ilości alkoholu w trakcie seansu. Jeśli ktoś ma wybór to lepiej niech obejrzy coś innego ;)
24-01-2026, 20:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-01-2026, 16:59 przez Scheckley.)
Miałem to oglądać.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 24-01-2026, 21:22 ![]() "Forbidden World" aka "Mutant" z 1982 r. to kolejna zrzynka króla niskobudżetowych filmów Rogera Cormana z Obcego, przy czym jak dla mnie jedna z gorszych. W odległej przyszłości, w stacji badań genetycznych na odległej pustynnej planecie Xarbia, zespół badawczy tworzy eksperymentalną formę życia, nazwaną „Obiektem 20”. Istota ta została zbudowana z syntetycznego szczepu DNA opartego na lokalnej bakterii i ludzkim genotypie i w domyśle miała zapobiec kryzysowi żywnościowemu w całej galaktyce. Jednak Obiekt 20 mutuje szybko i w sposób niekontrolowany, zabijając wszystkie zwierzęta laboratoryjne, a następnie zamykając się w kokonie kabiny badawczej. Galaktyczny najemnik (?) Mike Colby, w towarzystwie swojego robota-asystenta SAM-104, zostaje wezwany do zbadania problemu. W sumie film okazał się wyjątkowo nieciekawy, opierający się na epatoweniu obleśnością. Corman widać, że totalnie ciął po kosztach - na ścianach widać subtelne kompozycje zbudowane z plastikowych rur, kratek na jajka czy styropianowych pojemników na jedzenie. Jakkolwiek film dwoi się i troi by przykryć te niedostatki to wisienką na torcie okazuje się upośledzony ksenomorf bardziej przypominający pijacko-gigerowską wariację na temat roślinki z "Little Shop of Horrors" niż ridleyowskiego kosmitę. Golizna jest, seks jest, krew jest itd. Można napisać exploitation par excellence - z tym, że film jakkolwiek krótki (około 1 h 20 min.) jest po prostu męczący w odbiorze. Nie wymagam wiele od cormanowskich filmów, ale naukowa baza gdzie KAŻDY łamie wszystkie protokoły bezpieczeństwa, non stop łazi w ufajdanych glutami i śluzem łachach to nic innego niż skok na kasę fanów filmu Scotta. Sytuacji nie poprawia pojebany szatkowany montaż w losowych scenach gdzie nie wiadomo co autor miał na myśli. 2 na 10, bo rzekomo było tan nieco recyklingu scenografii zaprojektowanej przez Jamesa Camerona do "Galaxy of Terror" - mimo wszystkich swoich wad, zdecydowanie lepszego filmu.
Wczoraj, 15:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 19:32 przez Scheckley.) |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,470 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |
Spoiler![[Obrazek: alien-nation-1.jpg?w=1080]](https://latetothegame.blog/wp-content/uploads/2018/01/alien-nation-1.jpg?w=1080)
![[Obrazek: Alien-Nation-1988-James-Caan.jpg]](https://www.screenslate.com/sites/default/files/2022-10/Alien-Nation-1988-James-Caan.jpg)
![[Obrazek: 61ZyCCjPdsL._AC_SY879_.jpg]](https://m.media-amazon.com/images/I/61ZyCCjPdsL._AC_SY879_.jpg)
![[Obrazek: Humanoids_from_the_deep.jpg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/f/f8/Humanoids_from_the_deep.jpg)
![[Obrazek: Forbidden_world.jpg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/9/97/Forbidden_world.jpg)





