Zawsze uważałem Pixara za studio nieco przereklamowane. Nie zrozumcie mnie źle: ta ekipa pod względem technicznym praktycznie wyznacza standardy nowoczesnej animacji, a i pod względem merytorycznym stoi co najmniej o kilka leveli wyżej nad amerykańską konkurencją (bo Miyazakiego to oni raczej nie przebiją...). Po prostu nie podniecałem się zbytnio tymi filmami i nie uważałem je za arcydzieła, a "jedynie" za bardzo dobre familijne animacje. Tak było aż do czasu Wall-ego, kiedy to Pixar dorósł w moich oczach do swojej reputacji. Jasne, nie jest to "filozoficzno-ekologiczna powiastka o esencji tego, co ludzkie i o przyszłości ludzkiego gatunku", drugą połowę wyraźnie stargetowano pod dzieciaków, ale w przypadku tego kina po raz pierwszy poczułem, że ekipa od skaczącej lampki próbuje osiągnąć coś więcej niż opowiedzenie kolejnej disneyowskiej historii.
Up to niestety krok do tyłu. Powtórzę za wszystkimi: pierwsza cząść filmu to cholernie smutna, rozegrana w niebywale subtelnym tonie historia życia Carla i Eli. Takiego prostego, definiowanego nie przez nadzwyczajne zdarzenia i okoliczności, ale przez godne, proste, lecz szczęśliwe przeżycie codzienności wspólnie z ukochaną osobą. Od chwili przybycia bohaterów do Ameryki Południowej film staje się... Nie tyle zły, ale jednak po disneyowsko poczciwy i naiwny, co jest niestety sporym dysonansem w stosunku do cz. 1. Szkoda.
Technicznie to typowy Pixar, czyli rewelacja. Niestety moje kino nie jest kompatybilne z technologią 3d, ale i tak kilka ujęć zrobiło na mnie (i sądząc po reakcjach na widowni, nie tylko na mnie) piorunujące wrażenie. A tak - tradycyjna pixarowska animacja wstępna również znakomita.
8/10
Up to niestety krok do tyłu. Powtórzę za wszystkimi: pierwsza cząść filmu to cholernie smutna, rozegrana w niebywale subtelnym tonie historia życia Carla i Eli. Takiego prostego, definiowanego nie przez nadzwyczajne zdarzenia i okoliczności, ale przez godne, proste, lecz szczęśliwe przeżycie codzienności wspólnie z ukochaną osobą. Od chwili przybycia bohaterów do Ameryki Południowej film staje się... Nie tyle zły, ale jednak po disneyowsko poczciwy i naiwny, co jest niestety sporym dysonansem w stosunku do cz. 1. Szkoda.
Technicznie to typowy Pixar, czyli rewelacja. Niestety moje kino nie jest kompatybilne z technologią 3d, ale i tak kilka ujęć zrobiło na mnie (i sądząc po reakcjach na widowni, nie tylko na mnie) piorunujące wrażenie. A tak - tradycyjna pixarowska animacja wstępna również znakomita.
8/10
Why are you firing wallnuts at me?
24-10-2009, 22:37





