Bardzo fajny film. Nazywanie go drugim Ojcem Chrzestnym jest oczywiście przesadą, ale z przyjemnością Proroka mi się oglądało i miło, że w zalewie masy pseudo-gangsterskich filmów wreszcie pojawiło się coś poważnego. Główny bohater super przedstawiony; wiemy, że jest kawałem bydlaka, ale jednocześnie jest w nim jakaś taka wrażliwość, która sprawia, że mu kibicujemy. Fajne jest też to, że mimo, że w trakcie filmu zaczyna zarabiać na życie działalnością przestępczą to jednak nie przesiąka do końca (de)moralnością więzienia, zachowuje normalne, ludzkie instynkty, zdolność do kochania i jakieś tam śladowe poszanowanie życia ludzkiego. W końcu jego biznes nie opiera się na mordowaniu i haraczach, a jedyne momenty, gdy zadaje krzywdę innym, są odpowiedzią na ataki na jego własną osobę. I to jest fajne :)
Podobało mi się też szerokie zastosowanie hollywoodzkich technik opowiadania historii, jak choćby piosenek będących tłem dla paru sekwencji. Wreszcie trafił się europejski film pozbawiony europejskiej pretensjonalności i ze swobodą i atrakcyjnością opowiadający o poważnych sprawach - na to bardzo długo czekałem. Prorok jest co prawda utrzymany w szaro-burych, chropowatych barwach, w większości kręcony z ręki, większość ujęć jest też strasznie wąska (zwłaszcza te, gdy akcja przenosi się poza więzienie), ale mimo to czuć jednak swobodę doświadczonego filmowca, który świadomie postanowił odciążyć swój obraz, pozbawiając go właśnie tych nieszczęsnych dłużyzn (np. 2-minutowych ujęć na twarz bohatera :/) tak charakterystycznych dla europejskiego kina artystycznego.
Nie przeszkadzały mi również wstawki nadprzyrodzone; a wręcz przeciwnie, dodawały filmowi smaku. W końcu nieczęsto spotyka się w kinie gangsterskim poetykę snu i wizji wszelakich.
Największą wadą Proroka jest jednak jego do bólu przewidywalność. Praktycznie od początku filmu wiadomo o co w nim chodzi, jakie będzie miał przesłanie, jakie zadanie zamierzył sobie reżyser i jaką drogą podąży główny bohater. I ani razu nawet nie próbuje zboczyć z tej ścieżki - klasycznej historii z motywem "od zera do bohatera", tylko że osadzonej w więzieniu :)
Stąd też nic więcej jak 8/10 nie mogę dać. Bo mimo, że jest to naprawdę dobre kino i pewien powiew świeżości w skostniałym kinie Europy, to wiem, że po jakimś czasie, podobnie jak desjudi, niewiele z niego będę pamiętać, bo Prorok jednak średnio sobie radzi z emocjonalnym zaangażowaniem widza. Mimo wszystko, pewne naleciałości europejskiej pretensjonalności, które nie powinny w nim pozostać - pozostały.
Podobało mi się też szerokie zastosowanie hollywoodzkich technik opowiadania historii, jak choćby piosenek będących tłem dla paru sekwencji. Wreszcie trafił się europejski film pozbawiony europejskiej pretensjonalności i ze swobodą i atrakcyjnością opowiadający o poważnych sprawach - na to bardzo długo czekałem. Prorok jest co prawda utrzymany w szaro-burych, chropowatych barwach, w większości kręcony z ręki, większość ujęć jest też strasznie wąska (zwłaszcza te, gdy akcja przenosi się poza więzienie), ale mimo to czuć jednak swobodę doświadczonego filmowca, który świadomie postanowił odciążyć swój obraz, pozbawiając go właśnie tych nieszczęsnych dłużyzn (np. 2-minutowych ujęć na twarz bohatera :/) tak charakterystycznych dla europejskiego kina artystycznego.
Nie przeszkadzały mi również wstawki nadprzyrodzone; a wręcz przeciwnie, dodawały filmowi smaku. W końcu nieczęsto spotyka się w kinie gangsterskim poetykę snu i wizji wszelakich.
Największą wadą Proroka jest jednak jego do bólu przewidywalność. Praktycznie od początku filmu wiadomo o co w nim chodzi, jakie będzie miał przesłanie, jakie zadanie zamierzył sobie reżyser i jaką drogą podąży główny bohater. I ani razu nawet nie próbuje zboczyć z tej ścieżki - klasycznej historii z motywem "od zera do bohatera", tylko że osadzonej w więzieniu :)
Stąd też nic więcej jak 8/10 nie mogę dać. Bo mimo, że jest to naprawdę dobre kino i pewien powiew świeżości w skostniałym kinie Europy, to wiem, że po jakimś czasie, podobnie jak desjudi, niewiele z niego będę pamiętać, bo Prorok jednak średnio sobie radzi z emocjonalnym zaangażowaniem widza. Mimo wszystko, pewne naleciałości europejskiej pretensjonalności, które nie powinny w nim pozostać - pozostały.
18-06-2010, 10:41





