Helgeland nie wywalił postaci Kristoffersona. Było odwrotnie - najpierw powstała wersja Helgelanda, z której Gibson nie był zadowolony. Zadzwonił więc po swojego starego znajomego Terry'ego Hayesa, scenarzystę "Mad Maxów", aby ten dopisał wątek Kristoffersona, a co za tym idzie zmienił wszystko od wizyty Portera u Cartera. Przy okazji kilka zmian przed tą sceną, nowa muzyka, no i całkiem inna kolorystyka filmu. Koniec końców, powstał zajebisty film.
A po kilku latach, na dvd wyszła wersja Helgelanda - raczej jako ciekawostka, a nie rehabilitacja oryginału, bo co tu rehabilitować. W sumie szkoda mi tylko jednej sceny, której nie było w kinach - Porter tłukący swoją żonę. Co jak co, ale po zdradzie i zastrzeleniu męża, należało jej się;)
A po kilku latach, na dvd wyszła wersja Helgelanda - raczej jako ciekawostka, a nie rehabilitacja oryginału, bo co tu rehabilitować. W sumie szkoda mi tylko jednej sceny, której nie było w kinach - Porter tłukący swoją żonę. Co jak co, ale po zdradzie i zastrzeleniu męża, należało jej się;)
23-07-2011, 21:42





