Jakoś wytrwałem te cztery godziny, chociaż co chwilę ziewałem i to podczas scen akcji. Podobał mi się początek, dość dobrze wprowadzał w klimat lat 30-tych, nie wiem dlaczego ktoś wyżej zaliczył Naomi Watts do minusów, bo akurat mnie się podobała. Sceny, w których próbuje rozśmieszyć Konga były żenujące, ale to raczej nie wina aktorki. Film dało się oglądać do momentu dotarcia na wyspę, potem już tylko się zastanawiałem: co ja tu jeszcze robię i dlaczego nie idę spać.
Znacznie bardziej wolę stare wersje (1933 i 1976), które mają swój urok, klimat i ciekawe, nie przesadzone efekty (może nie najlepszej jakości, ale za to bardzo pomysłowe).
Też się nad tym zastanawiałem. Ale w końcu tytuł to "King Kong", a nie "Park Jurajski".
Znacznie bardziej wolę stare wersje (1933 i 1976), które mają swój urok, klimat i ciekawe, nie przesadzone efekty (może nie najlepszej jakości, ale za to bardzo pomysłowe).
Cytat:I kto normalny odkrywając wyspę z wymarłymi miliony lat temu zwierzętami podnieca się przerośniętym gorylem?
Też się nad tym zastanawiałem. Ale w końcu tytuł to "King Kong", a nie "Park Jurajski".
15-10-2011, 18:34





