Kiedyś uwielbiałem Króla Lwa i oglądałem go jakieś milion razy. Nie widziałem go od LAT i tak powinno zostać, bo czar z okresu młodości prysnął. Tak, prolog jest fantastyczny a cała sekwencja śmierci Mufasy (Skaza wbijający mu pazury powoduje ciary) genialna, ale reszta nie wykracza poza typowo disneyowski, banalno-słodki poziom. No i te piosenki, ARGHHHHHH!!!
PS. Zauważyliście, że tam jest tylko dwóch samców? Mufasa i Skaza?
PS. Zauważyliście, że tam jest tylko dwóch samców? Mufasa i Skaza?
13-01-2012, 19:42





