Topic ten powstał jako wyraz mojej dezaprobaty wobec wyników plebiscytu na najlepszy filmowy pojedynek, chociaż wiem, że szanowne gremium KMF'u ma to głęboko w nosie :)
Króciutki przepis na udany pojedynek:
-powinien maksymalnie wciskać w fotel
-o ile to możliwe, nie możemy domyślać się jego zakończenia
-musi być idealny pod względem technicznym
-poprzedzony jest wnikliwą charakterystyką bohaterów
Potrafię wskazać jak na razie tylko trzy idealne pojedynki:
Dobry, zły i brzydki- końcowa strzelanina to dla mnie synonim słowa: "majstersztyk". Przez te ładnych kilka minut które wydają się wiecznością moje męskie ego kurczy się do rozmiarów piłeczki golfowej :) a zaraz po tym czuję się mocno skacowany jak po całonocnej libacji. Kulminacja tego co w tym filmie najlepsze następuje w tym starciu: genialne aktorstwo, rewelacyjne zdjęcia, przecudna muzyka, perfekcyjna reżyseria oraz montaż. Wszystkie składniki przepisu są idealnie dobrane- niczego nie brakuje, nie ma niczego w nadmiarze. Geniusz przybrał tutaj rzeczywistą postać.
Dawno temu na Dzikim Zachodzie- jak wyżej, z tym, że tutaj występuje rzecz ciekawa, bo w trakcie pojedynku poznajemy powód zemsty Harmonijki. Finałowe starcie w które wpleciono ważną dla fabuły retrospekcję dostarcza wrażeń, które po prostu trudno opisać. To trzeba zobaczyć.
Barry Lyndon- może film jest rozwlekły, może nudny jak flaki z olejem, ale końcowemu pojedynkowi perfekcji odmówić nie można. Toczony powoli z zegarmistrzowską precyzją (jak to u Kubricka), a szarpie nerwy jak mało który. Swoją ponurą stylistyką sprawia wrażenie wręcz hipnotyzującego, nie pozwala od siebie oderwać wzroku nawet na krótką chwilę. Nie rozpisując się powiem jednym słowem: perfect.
Króciutki przepis na udany pojedynek:
-powinien maksymalnie wciskać w fotel
-o ile to możliwe, nie możemy domyślać się jego zakończenia
-musi być idealny pod względem technicznym
-poprzedzony jest wnikliwą charakterystyką bohaterów
Potrafię wskazać jak na razie tylko trzy idealne pojedynki:
Dobry, zły i brzydki- końcowa strzelanina to dla mnie synonim słowa: "majstersztyk". Przez te ładnych kilka minut które wydają się wiecznością moje męskie ego kurczy się do rozmiarów piłeczki golfowej :) a zaraz po tym czuję się mocno skacowany jak po całonocnej libacji. Kulminacja tego co w tym filmie najlepsze następuje w tym starciu: genialne aktorstwo, rewelacyjne zdjęcia, przecudna muzyka, perfekcyjna reżyseria oraz montaż. Wszystkie składniki przepisu są idealnie dobrane- niczego nie brakuje, nie ma niczego w nadmiarze. Geniusz przybrał tutaj rzeczywistą postać.
Dawno temu na Dzikim Zachodzie- jak wyżej, z tym, że tutaj występuje rzecz ciekawa, bo w trakcie pojedynku poznajemy powód zemsty Harmonijki. Finałowe starcie w które wpleciono ważną dla fabuły retrospekcję dostarcza wrażeń, które po prostu trudno opisać. To trzeba zobaczyć.
Barry Lyndon- może film jest rozwlekły, może nudny jak flaki z olejem, ale końcowemu pojedynkowi perfekcji odmówić nie można. Toczony powoli z zegarmistrzowską precyzją (jak to u Kubricka), a szarpie nerwy jak mało który. Swoją ponurą stylistyką sprawia wrażenie wręcz hipnotyzującego, nie pozwala od siebie oderwać wzroku nawet na krótką chwilę. Nie rozpisując się powiem jednym słowem: perfect.
23-02-2007, 17:28






