(14-08-2012, 17:24)military napisał(a): Animacja za to kuleje - jest naprawdę słabaZ czasem animacja się wyrabia, aczkolwiek nawet w tych wczesnych odcinkach mi nie przeszkadzała, choćby dlatego, że wszelkie niedoróbki nadrabiane są klimatem i artyzmem, dzięki czemu TAS bije na głowę wszystkie te współczesne animowane średniaki (to i tak za dużo powiedziane) ze świata DC razem wzięte, z tą ich obrzydliwą, pozbawioną grama charakteru i klimatu gładziutką animacją robioną na komputerach.
---
Podsumowanie Volume 3, w skład którego wchodzą odcinki TASu oraz The Adventures of Batman & Robin, który miał zmodyfikowaną, słabą czołówkę. Nie zwracałem jednak uwagi, czy oglądam epizod z tej czy tamtej serii, a jakikolwiek spadek poziomu moim zdaniem nie miał miejsca. Jedyną różnicą jest wspomniana czołówka i obecność Robina w każdym odcinku.
Poprzednio ani nie uprzedzałem, ani nie ukrywałem, za co przepraszam jeśli ktoś przeczytał, a nie chciał wiedzieć, zatem ostrzegam: mogą być SPOILERY.
Shadow of the Bat: Part 1&2 - świetna, dwuodcinkowa historia w której Gordon zostaje oskarżony o branie łapówek od najważniejszego gangstera w mieście. Kolejny odcinek, w którym Wayne ucieka się do przebieranek i działa nie tylko jako Batman, a pierwszy, w którym do akcji wkracza Batgirl. Chyba nie sądziliście, że Barbara będzie czekać aż sprawa sama się wyjaśni? :)
Blind as a Bat - oślepiony przez eksplozję Wayne traci wzrok. Dobry odcinek, choć pomysł miał potencjał na coś znacznie lepszego. Pingwin też mógł mieć ciekawszy plan aniżeli kradzież wojskowego helikoptera dla okupu.
The Demon's Quest: Part 1&2 - dobra historia (choć z bardzo przewidywalnym twistem), ale do Batmana nie pasująca w ogóle. Podróż do Indii, przez Himalaje i Saharę? Batman w przebraniu na wielbłądzie? Toż to akcje rodem z Indiany Jonesa, włącznie z pojedynkiem na miecze (naturalnie z gołymi klatami ) i pocałunkiem z Talią na tle wschodzącego słońca.
His Silicon Soul - bardzo dobra kontynuacja dwuczęściowego "Heart of Steel", w której syntetyczny Wayne/Batman nie wie, że jest androidem, co oczywiście owocuje pojedynkiem dwóch Batmanów. Znowu dialog w ostatniej scenie stawia ładną, ale i dającą do myślenia kropkę nad "i".
Fire from Olympus - mega kiczowaty odcinek z beznadziejnym czarnym charakterem, Maxie Zeusem, któremu wydaje się, że jest, no cóż, Zeusem. Jedynym jasnym punktem tego odcinka jest rewelacyjne zakończenie w Arkham, w której wieziony do swojej celi Zeus mówi, że znalazł się na Olimpie i wymienia kolejnych bogów, których widzi - Demeter (Poison Ivy), Janusa (Two-Face) i Hermesa (Joker).
Read My Lips - pierwszy odcinek z kapitalnym Brzuchomówcą, który jest postacią tyleż zabawną, co niepokojącą. Znowu tradycyjna, kryminalna intryga i fajny gangsterski klimat znany z wielu wcześniejszych odcinków.
The Worry Men - laleczki z Ameryki Południowej, które wpływają na ludzie zachowanie. W porównaniu z innymi epizodami rozwiązanie intrygi nie jest tu aż tak oczywiste. Bardzo dobry odcinek z zabawną sceną, w której Wayne orientuje się że i na niego laleczka miała wpływ - kazał sekretarce przygotować walizkę z 20 mln. dolarów, po czym położył ją za oknem. Na oczach Wayne'a i sekretarki zabrał ją pewien jegomość.
Wayne: 20 moich milionów było w tej walizce?!
Sekretarka: Mam nadzieję, że nie odciągnie mi pan tego z pensji...
:)
I znowu genialna końcówka, której nie będę zdradzać.
Sideshow - jeden z najlepszych odcinków. Transportowany pociągiem do więzienia Killer Croc wyswobadza się policji, ale do akcji wkracza Batman. Wywiązuje się walka na dachu pociągu, ale obaj spadają i lądują w lesie. Dalej to niesamowicie klimatyczny pościg lasami i kanionem, zakończony spotkaniem Croca z cyrkową "rodziną" dziwadeł. Myślicie, że pod wpływem kontaktu z innymi dziwadłami serce Croca zmięknie? Pomyślcie raz jeszcze. Tutaj TAS znowu udowadnia, że daleko mu do dziecinnych klisz. Plus masakryczna scena, w której Killer Croc chce zmiażdżyć głowę nieprzytomnego Batmana wielkim głazem. Wow, po prostu wow.
A Bullet for Bullock - ktoś chce zabić Bullocka. Jeszcze jeden świetny odcinek z typowo kryminalną intrygą, dodatkowo w klimatycznej, zimowej scenerii. Odcinek fajny również o tyle, że pokazuje Bullocka jako dobrego detektywa, a nie tylko pożerającego pączki grubasa. Jedynym minusem jest nieprzyzwoicie łatwa do odgadnięcia tożsamość niedoszłego zabójcy.
Trial - kolejne TASowe arcydzieło. Batman wpada w pułapkę i razem z przeciwną mu Prokurator Okręgową zostaje uprowadzony do Arkham, gdzie zostaje mu wytoczony proces. Joker jako sędzia, Two-Face jako oskarżyciel i wspomniana Prokurator jako jego... obrońca. Świadkowie? Od Killer Croca po Harley, której zeznania zaczynają się od tego, że Joker-sędzia leży jej na kolanach.
Avatar - kolejny odcinek z Ra's Al Ghulem i znowu jakaś podróbka Indiany Jonesa, tylko że tym razem znacznie gorsza od poprzedniej. O ile spokojnie można przełknąć Studnię Łazarza, tak świecąca na zielono, ożywiona egipska królowa to już trochę za dużo.
House and Garden - Poison Ivy najwyraźniej przeszła resocjalizację, bo wyszła za mąż i zamieszkała na przedmieściach. Oczywiście trudno się spodziewać, że będzie to odcinek o tym, że Batman prowadzi śledztwo w sprawie zniszczonego ogródka swojej starej znajomej. Najbardziej sci-fajowy odcinek z Ivy, ale z ponownie znakomitą końcówką, smutną i nadającą postaci Ivy zaskakującej głębi.
The Terrible Trio - odcinek bardzo często, jeśli nie zawsze wymieniany na listach najgorszych epizodów TASu. Nie zgadzam się. Nie jest to co prawda żadna rewelacja, ale stanowi miłą odskocznię od odcinków z najsłynniejszymi przeciwnikami oraz tymi typowo gangsterskimi. Tutaj mamy trio przestępców, którzy na codzień są bogatymi młodzieńcami z dobrych domów, należącymi do uniwersyteckiego bractwa. To co uderza, to znowu zaskakująco dorosłe podejście do tematu. Dziewczynę, która odkryła ich sekret, wsadzają nieprzytomną do samochodu i spychają go z urwiska; oczywiście Batman w ostatniej chwili ratuje sytuację, ale mimo wszystko. Najlepsza jest jednak totalnie nie-kreskówkowa, dorosła końcówka z oczywistym podtekstem - jeden z chłopaków trafia do zatęchłej celi wielkiego, łysego mięśniaka.
Harlequinade - będę nudny, ale znowu muszę użyć tego słowa: arcydzieło. Joker wchodzi w posiadanie bomby atomowej i jedyną osobą, która może pomóc Batmanowi go znaleźć, jest nikt inny jak Harley Quinn. Scenariusz tego odcinka, na czele z dialogami, po prostu niszczy, a chemia między Harley i Batmanem jest nie do opisania, nie mówiąc już o humorze wynikającym z zestawienia ze sobą tych dwóch postaci.
Time Out of Joint - kontynuacja "The Clock King", nieco słabsza od oryginału, co nie znaczy, że to słaby odcinek, wręcz przeciwnie, bardzo dobry, do tego w konwencji totalnie sci-fi, bo w grę wchodzi manipulacja czasem.
Catwalk - Scarface, Catwoman, włamanie do muzeum i mamy mieszankę typowej Bat-historii z domieszką gangsterki. Rewelacyjna rzecz, pogłębiająca skomplikowane relacje Batmana z Seliną Kyle i dopełniająca obrazu Catwoman jako niezależnej, silnej kobiety która chadza własnymi ścieżkami.
Bane - świetny odcinek, po tytule którego wiadomo, o co chodzi. Pojedynek z Banem może nieco rozczarowuje, ale postać sama w sobie bardzo fajnie sportretowana i jeszcze lepiej zagrana. Głos Bane'a nie ma tu co prawda takiej charyzmy jak ten Hardy'ego, ale budzi respekt i ma w sobie to coś.
Baby-Doll - trochę dziwaczny ze względu na postać tytułowej Baby-Doll (dorosła kobieta w wyniku choroby uwięziona w ciele małej dziewczynki), ale bardzo dobry odcinek. Motyw zemsty mega sztampowy, ale za to Baby Doll jak wielu przeciwników Batmana przed nią zyskała dojrzałe, dramatyczne i przesiąknięte smutkiem tło.
The Lion and the Unicorn - Red Claw powraca z jej przesadzonym do granic możliwości, ale uroczym akcentem. Gdy Alfred zostaje porwany, Batman i Robin zostają zmuszeni do wyjazdu z Gotham do Anglii. Fajna odskocznia od typowych odcinków, może też nie do końca pod względem klimatu pasująca do Batmana (bardzo w stylu 007), ale lepsze to niż pustynie, wielbłądy i starożytne świątynie.
Showdown - odcinek, którego najważniejsza część toczy się w roku 1883? To oznacza tylko jedno: flashback z udziałem Ra'sa. Na dokładkę Jonah Hex i mamy jeden z najoryginalniejszych odcinków w całym serialu.
Riddler's Reform - znowu epizod z cyklu "Łotr po resocjalizacji". Nieudanej naturalnie, w przeciwieństwie do odcinka.
Second Chance - rewelacyjne dopełnienie historii Two-Face'a z dobrą intrygą, której rozwiązanie - co się chwali - nie jest oczywiste już po paru minutach. Przede wszystkim jednak doskonały jest, znowu, sam Two-Face. Fenomenalnie zagrana, tragiczna postać.
Harley's Holiday - "Łotr po resjocjalizacji", odcinek 254 :) Ponieważ główną bohaterką jest szalona Harley Quinn, sprawy idą nie tak jak trzeba w wyniku zwykłego nieporozumienia. Zaczyna się od wyjścia na zakupy (oczywiście z hienami na smyczy), a kończy na tym, że ścigają ją, no cóż, wszyscy. Kapitalny odcinek, ze szczególnym wskazaniem na scenę, w której Harley wpada w sklepie na Wayne'a, po czym stwierdza, że chyba go zna i żeby sobie pomóc zasłania mu oczy. Nie zdradzę, jak to się kończy, powiem tylko, że po raz kolejny TAS sprawił, że z wrażenia spadłem z krzesła :)
Lock-Up - wyrzucony z Arkham za przekraczanie uprawnień strażnik przywdziewa kostium i zasila szeregi przeciwników Batmana. Bardzo dobre, choć z oczywistych względów trudno takim postaciom dorównać któremukolwiek ze słynnych czarnych charakterów.
Make 'Em Laugh - cudownie absurdalny epizod, w którym słynni komicy z Gotham wariują i zostają złoczyńcami, np. strzelającym keczupem i musztardą łotrem z czepkiem w kształcie ogórka lub złodziejem w przebraniu szczura, który każe paniom opróżnić torebki z cennych rzeczy po czym zabiera... puste torebki. Łatwo zgadnąć, kto za to odpowiada (choćby po samym tytule), ale zabawy jest i tak mnóstwo.
Deep Freeze - Freeze powraca w bardzo sci-fajowym odcinku, który w żadnym stopniu nie dorównuje "Heart of Ice", ale to dobry epizod podejmując temat utopii, z bardzo ładną ostatnią sceną.
Batgirl Returns - jak w tytule i znowu twórcy raczą nas owocującym wieloma znakomitymi dialogami/sytuacjami duetem, bowiem Batgirl łączy siły z Catwoman. Super.
Plus:
Batman i Mr. Freeze: SubZero - średnio mi się podobało, a fakt że już nawet nie za bardzo pamiętam o co dokładnie tam chodziło chyba nienajlepiej o tym świadczy. Za to pamiętam, jak wkurzająca była animacja, łącząca TASową, stylową kreskę z obrzydliwymi wstawkami CGI.
15-08-2012, 01:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-08-2012, 01:40 przez Mierzwiak.)





