The New Batman Adventures
Chociaż TNBA powróciło do kultowej czołówki, zmieniona kreska od razu daje znać, że wiele się zmieniło. Nawet piękne, mega klimatyczne plansze z tytułami odcinków zniknęły ustępując miejsca zwykłym napisom. Skłamałbym twierdząc, że animacja w TNBA nie posiada klimatu i uroku, wszak to wciąż rzecz z lat 90-tych, ale to już nie to samo. Mniej jest stylizacji na noir, o ile w ogóle jakaś występuje, elementy w stylu art deco ograniczono do minimum, a klimatyczne ujęcia, w których Batman jest mroczną, czarną sylwetką można policzyć na palcach jednej ręki. Sposób rysowania ludzi też uległ wyraźnej zmianie (zwłaszcza kobiet - podczas uśmiechu ich usta przyjmują MONSTRUALNE rozmiary), nie mówiąc już o wizerunkach kluczowych postaci.
Zmianę sposobu rysowania Wayne'a, nowy kostium Batmana czy Batmobil można spokojnie przeboleć, ale już tego co spotkało niektóre postaci nie bardzo. Nie powiem, podobają mi się miny jakie czasami przybiera Joker, ale dlaczego białka jego oczu są czarne? I jak u diabła Joker może nie mieć ust pomalowanych na czerwono?! Nowy Joker a klasyczny to jak niebo i ziemia. Ale i tak gorsze spotkało Selinę Kyle/Catwoman. Zamiast pięknej, seksownej blondynki z długimi włosami jest krótko ostrzyżona brunetka, która nie ma ani wdzięku, ani urody tamtej Seliny. Wygląd Catwoman to również porażka. Chude, czarne coś z dziwnymi uszami i najwyraźniej pomalowaną na biało widoczną częścią twarzy. Obronną ręką z liftingu wyszedł tylko Scarecrow, którego wygląd jest autentycznie rewelacyjny i mocno niepokojący.
Jednak to co w TNBA najgorsze, to scenariusze, choć oczywiście to uogólnienie, bo nie dotyczy to każdego jednego odcinka. Chodzi jednak o to, że to co w TAS było standardem, tutaj jest już tylko wyjątkiem. Brakuje genialnych pomysłów, brakuje wybornych dialogów (choćby nie wiem jak starał się Mark Hamill, jego wspaniała gra nie zamaskuje faktu, że przyszło mu pracować ze znacznie słabszymi tekstami), brakuje tej jakże obecnej w TASie zaskakującej dojrzałości, bywa za to - o zgrozo - infantylnie, głupio, a nawet po prostu debilnie. Brakuje w TNBA klasycznego kryminału, brakuje Gordona i Bullocka (który zalicza chyba tylko same nic nie znaczące, pseudozabawne epizody), w ogóle odniosłem wrażenie, że w TNBAowskim Gotham mafia i gangi w ogóle nie istnieją, no ale jak pokazały niektóre odcinki są ważniejsze problemy niż przestępczość zorganizowana... Ale po kolei (SPOILERY!):
Holiday Knights - świąteczny odcinek z trzema historyjkami (Harley i Ivy porywają Wayne'a, Batgirl i policja kontra Clayface, Batman i Robin kontra Joker, który nie ma w tym odcinku chyba nawet jednego dobrego tekstu) z których żadna nawet nie liznęła potencjału, jaki w nich drzemał.
Sins of the Father - origin małego Robina (sic!). Lepsze od poprzedniego, ale to wciąż tylko przyczyna tęsknoty za TASem. Pojawiający się tu Two-Face nie wiedzieć czemu stał się "pospolitym" superłotrem i grozi, że jeśli nie otrzyma okupu, to rozpyli trujący gaz, który zabije wszystkich w Gotham. DA FAK?!
Cold Comfort - kolejny przeciwnik, którego spotkało potworne spłycenie. Zgadniecie, co chce zrobić Freeze? Oczywiście zamienić Gotham w bryłę lodu. Pomagają mu dwie seksowne laseczki w twarzowych uniformach z futerkowymi wykończeniami.
Double Talk - "Łotr po resocjalizacji", odcinek 43645. Pierwszy poprawny, choć tylko poprawny odcinek (twórcy TASa na pewno wycisnęliby więcej z tej historii), nie wypaczający na szczęście świetnego Brzuchomówcy/Scarface'a, choć wyjaśnienie tego, jak lalka sama chodziła może spowodować przewrócenie oczami.
You Scratch My Back - tym razem naprawdę dobry epizod. Nie najgorsza intryga, zgrabnie nakreślone niesnaski między Nightwingiem i Batmanem (świetna scena w której uciekający przed Graysonem zbir wpada na stojącego sobie spokojnie z założonymi rękoma Batmana. He's all yours mówi do Nightwinga) oraz bardzo fajna chemia między Dickiem a Catwoman.
Never Fear - znowu dobry odcinek, którego klimat zdecydowanie wzbogaca nowy design Scarecrowa. Toksyna sprawiająca, że ludzie wyzbywają się strachu sprawia, że Robin jest zmuszony obezwładnić Batmana, któremu puściły wszelkie hamulce. Świetna scena z najlepszym kadrem w całym TNBA:
![[Obrazek: thenewbatmanadventures0.jpg]](http://img266.imageshack.us/img266/5004/thenewbatmanadventures0.jpg)
Joker's Millions - Joker dostaje spadek od zmarłego mafioza i zostaje, jak mu się wydaje, milionerem. Marnowania potencjału ciąg dalszy, choć odcinek jest całkiem ok, niemniej fakt, że głównym bohaterem jest Joker jeszcze bardziej uwidocznia drastyczną różnicę między jego odcinkami tutaj, a w TASie.
Growing Pains - dziewczynka z amnezją i tajemniczy, prześladujący ją mężczyzna. No! Pierwszy odcinek, który można by umieścić wśród epizodów TAS i nikt by się nie zorientował. (pomijając kreskę) Rewelacyjna, nieco przerażająca i bardzo smutna historia zwieńczona perfekcyjnym ostatnim dialogiem.
Love Is A Croc - ugh. Problemy z którymi boryka się tu Baby Doll to tylko płytkie popłuczyny z jej odcinka w TAS, a miłość do Croca (w kontekście jego i jej fizjonomii) zyskuje niepokojący, creepy podtekst o którym wolę nawet nie myśleć. Słabe.
Torch Song - tutaj jak ulał pasuje kwestia Jokera z TDK: Oto jak szalonym Batman uczynił Gotham. Coś w tym jest, no bo jak inaczej wyjaśnić to, że facet który ma problem ze swoją kobietą postanawia zostać superłotrem w kostiumie i zamordować ukochaną? Może chodzi o to, że jego dziewczyną jest nie byle kto, tylko gwiazda popu? Co jest przy okazji totalnie niezrozumiałe, bo gdy wychodzi na scenę ma miejsce koszmar, od którego można dostać krwotoku z uszu. Cienkie.
The Ultimate Thrill - podobało mi się w szkole podstawowej, dzisiaj już mniej, choć to i tak lepsze niż dwa poprzednie odcinki razem wzięte. Mam jednak wrażenie, że odcinki takie jak ten pokazują, jak duży nacisk kładziono na to, by pokazać odjechanego, oryginalnego przeciwnika (w tym przypadku latającą na rakiecie kaskaderkę Roxy, która jest nawet zabawna), a jak mały na całą resztę.
Over The Edge - WYBITNY, ścisła czołówka, do postawienia w jednym szeregu z najlepszymi odcinkami TASu, no ale scenariusz napisał Paul Dini, więc to żadne zaskoczenie. Zaczyna się od Batmana i Robina uciekających w jaskini przed Gordonem i policją. Bruce Wayne! Stop where you are!. Doskonały scenariusz z powodującymi szczękopad scenami śmierci Barbary i pojedynku z Banem.
Mean Seasons - po Over the Edge to jak kubeł zimnej wody. Batman i Batgirl kontra eks modelka, która strzela fajerwerkami z rąk i rzuca eksplodującymi pisankami. Towarzyszą jej półnadzy, napakowani modele w muszkach. Ugh.
Critters - niektórzy twierdzą, że to odcinek tak zły, że aż zabawny. Dla mnie to jest po prostu złe i koszmarne. Szajs w stanie czystym. Batman, Robin i Batgirl muszą zmierzyć się z plagą... zmutowanych zwierząt, które w ramach zemsty wypuścił farner-psychopata (jego córka jest silna, bo bierze sterydy!). Jakby mało było atrakcji, żądanie okupu przekazuje Gordonowi... gadająca koza <facepalm>.
Cult of the Cat - tytułowa sekta i nindżoki z pazurami Wolverine'a - bzdura, ale fajna. Pomijając nowy wygląd, o którym już pisałem, mamy tu starą, dobrą Catwoman, która jest przebiegła i jak zwykle chadza własnymi drogami.
Animal Act - znowu wkraczamy na terytorium absurdu. Szalony Kapelusznik powraca z błyskotliwym planem wykorzystywania zwierząt do kradzieży potrzebnych mu rzeczy, bo przecież dokonujące włamania niedźwiedzie i goryle na pewno nie wzbudzą niczyjej ciekawości, zwłaszcza Batmana.
Old Wounds - bardzo dobra historia wyjaśniająca dlaczego Dick Grayson porzucił strój Robina, choć wątek z Jokerem mógłby być nieco mniej sztampowy. Bardzo brakuje też Harley.
The Demon Within - magia! demony! transformacje! czyli piramidalna bzdura, która nie jest wcale taka zła. Pod warunkiem oczywiście, że przymknie się oko na to, jak monstrualną dawkę kiczu zawiera oraz na to, że jest tu Batman.
Legends of the Dark Knight - rewelacyjny epizod z dzieciakami, które opowiadają sobie historyjki o Batmanie, z przezabawnym, choć pozbawionym grama subtelności przytykiem w stronę Schumachera - długowłosy chłopiec o imieniu Joel (w tle szyld z napisem Shoemaker) mówi: Uwielbiam Batmana! Te mięśnie, obcisły, skórzany strój i świecący samochód. Słyszałem, że potrafi jeździć po ścianach!
Girls' Night Out - momentami zabawny, ale jednak kiczowaty (z udziałem beznadziejnej przeciwniczki Supermana Livewire, która jest żywym prądem) odcinek, który mógłby być znacznie lepszy, gdyby twórcy mieli jakikolwiek pomysł na wykorzystanie duetu Supergirl/Batgirl i skonfrontowanie go z Harley/Ivy.
Mad Love - kolejny po "Growing Pains" i "Over the Edge" odcinek na poziomie TASu. Doskonałe dopełnienie relacji Jokera i Harley, której najlepszym podsumowaniem jest ostatnia scena. Harley, cała w bandażach i kołnierzu ortopedycznym po tym, jak Joker wywalił ją z okna, leży w Arkham.
Nigdy więcej. Koniec z obsesją. Koniec z szaleństwem. Koniec z Jokerem. Wreszcie widzę tego drania takim, jakim jest naprawdę. Morderczym, manipulującym, potwornym... [dostrzega na stoliku różę z karteczką: "Szybkiego powrotu do zdrowia. J"] ...aniołem!
Chemistry - Bruce Wayne żeni się z kobietą ideałem. Powrót do pomysłu z odcinka "House and Garden" z ludźmi-roślinami i znowu zmarnowany potencjał, założę się, że w TASie dostalibyśmy na koniec świetny akcent podsumowujący tę historię, a tu dostajemy tylko ujęcie Bat-samolotu odlatującego na tle księżyca. Serio? Żadnej refleksji nad tym, że Wayne w końcu odnalazł szczęście i wszystko to runęło jak domek z kart?
Beware the Creeper - odjechany odcinek, który podoba mi się chyba bardziej, niż powinien, bo tytułowy Creeper (lektor na Polsacie czytał go Wariatuńcio) to postać, która do TASa w ogóle by nie pasowała. Jest tak szalony, że nawet dla Jokera to stanowczo zbyt wiele.
Judgment Day - tajemniczy Sędzia postanawia wymierzyć sprawiedliwość i po kolei likwidować przeciwników Batmana. Bardzo dobra historia z ciekawym rozwiązaniem tożsamości Sędziego, które przywraca nadszarpniętą przez "Sins of the Father" godność Two-Face'a.
Ocena ogólna TAS: 10/10
Ocena ogólna TNBA: 6/10
Chociaż TNBA powróciło do kultowej czołówki, zmieniona kreska od razu daje znać, że wiele się zmieniło. Nawet piękne, mega klimatyczne plansze z tytułami odcinków zniknęły ustępując miejsca zwykłym napisom. Skłamałbym twierdząc, że animacja w TNBA nie posiada klimatu i uroku, wszak to wciąż rzecz z lat 90-tych, ale to już nie to samo. Mniej jest stylizacji na noir, o ile w ogóle jakaś występuje, elementy w stylu art deco ograniczono do minimum, a klimatyczne ujęcia, w których Batman jest mroczną, czarną sylwetką można policzyć na palcach jednej ręki. Sposób rysowania ludzi też uległ wyraźnej zmianie (zwłaszcza kobiet - podczas uśmiechu ich usta przyjmują MONSTRUALNE rozmiary), nie mówiąc już o wizerunkach kluczowych postaci.
Zmianę sposobu rysowania Wayne'a, nowy kostium Batmana czy Batmobil można spokojnie przeboleć, ale już tego co spotkało niektóre postaci nie bardzo. Nie powiem, podobają mi się miny jakie czasami przybiera Joker, ale dlaczego białka jego oczu są czarne? I jak u diabła Joker może nie mieć ust pomalowanych na czerwono?! Nowy Joker a klasyczny to jak niebo i ziemia. Ale i tak gorsze spotkało Selinę Kyle/Catwoman. Zamiast pięknej, seksownej blondynki z długimi włosami jest krótko ostrzyżona brunetka, która nie ma ani wdzięku, ani urody tamtej Seliny. Wygląd Catwoman to również porażka. Chude, czarne coś z dziwnymi uszami i najwyraźniej pomalowaną na biało widoczną częścią twarzy. Obronną ręką z liftingu wyszedł tylko Scarecrow, którego wygląd jest autentycznie rewelacyjny i mocno niepokojący.
Jednak to co w TNBA najgorsze, to scenariusze, choć oczywiście to uogólnienie, bo nie dotyczy to każdego jednego odcinka. Chodzi jednak o to, że to co w TAS było standardem, tutaj jest już tylko wyjątkiem. Brakuje genialnych pomysłów, brakuje wybornych dialogów (choćby nie wiem jak starał się Mark Hamill, jego wspaniała gra nie zamaskuje faktu, że przyszło mu pracować ze znacznie słabszymi tekstami), brakuje tej jakże obecnej w TASie zaskakującej dojrzałości, bywa za to - o zgrozo - infantylnie, głupio, a nawet po prostu debilnie. Brakuje w TNBA klasycznego kryminału, brakuje Gordona i Bullocka (który zalicza chyba tylko same nic nie znaczące, pseudozabawne epizody), w ogóle odniosłem wrażenie, że w TNBAowskim Gotham mafia i gangi w ogóle nie istnieją, no ale jak pokazały niektóre odcinki są ważniejsze problemy niż przestępczość zorganizowana... Ale po kolei (SPOILERY!):
Holiday Knights - świąteczny odcinek z trzema historyjkami (Harley i Ivy porywają Wayne'a, Batgirl i policja kontra Clayface, Batman i Robin kontra Joker, który nie ma w tym odcinku chyba nawet jednego dobrego tekstu) z których żadna nawet nie liznęła potencjału, jaki w nich drzemał.
Sins of the Father - origin małego Robina (sic!). Lepsze od poprzedniego, ale to wciąż tylko przyczyna tęsknoty za TASem. Pojawiający się tu Two-Face nie wiedzieć czemu stał się "pospolitym" superłotrem i grozi, że jeśli nie otrzyma okupu, to rozpyli trujący gaz, który zabije wszystkich w Gotham. DA FAK?!
Cold Comfort - kolejny przeciwnik, którego spotkało potworne spłycenie. Zgadniecie, co chce zrobić Freeze? Oczywiście zamienić Gotham w bryłę lodu. Pomagają mu dwie seksowne laseczki w twarzowych uniformach z futerkowymi wykończeniami.
Double Talk - "Łotr po resocjalizacji", odcinek 43645. Pierwszy poprawny, choć tylko poprawny odcinek (twórcy TASa na pewno wycisnęliby więcej z tej historii), nie wypaczający na szczęście świetnego Brzuchomówcy/Scarface'a, choć wyjaśnienie tego, jak lalka sama chodziła może spowodować przewrócenie oczami.
You Scratch My Back - tym razem naprawdę dobry epizod. Nie najgorsza intryga, zgrabnie nakreślone niesnaski między Nightwingiem i Batmanem (świetna scena w której uciekający przed Graysonem zbir wpada na stojącego sobie spokojnie z założonymi rękoma Batmana. He's all yours mówi do Nightwinga) oraz bardzo fajna chemia między Dickiem a Catwoman.
Never Fear - znowu dobry odcinek, którego klimat zdecydowanie wzbogaca nowy design Scarecrowa. Toksyna sprawiająca, że ludzie wyzbywają się strachu sprawia, że Robin jest zmuszony obezwładnić Batmana, któremu puściły wszelkie hamulce. Świetna scena z najlepszym kadrem w całym TNBA:
![[Obrazek: thenewbatmanadventures0.jpg]](http://img266.imageshack.us/img266/5004/thenewbatmanadventures0.jpg)
Joker's Millions - Joker dostaje spadek od zmarłego mafioza i zostaje, jak mu się wydaje, milionerem. Marnowania potencjału ciąg dalszy, choć odcinek jest całkiem ok, niemniej fakt, że głównym bohaterem jest Joker jeszcze bardziej uwidocznia drastyczną różnicę między jego odcinkami tutaj, a w TASie.
Growing Pains - dziewczynka z amnezją i tajemniczy, prześladujący ją mężczyzna. No! Pierwszy odcinek, który można by umieścić wśród epizodów TAS i nikt by się nie zorientował. (pomijając kreskę) Rewelacyjna, nieco przerażająca i bardzo smutna historia zwieńczona perfekcyjnym ostatnim dialogiem.
Love Is A Croc - ugh. Problemy z którymi boryka się tu Baby Doll to tylko płytkie popłuczyny z jej odcinka w TAS, a miłość do Croca (w kontekście jego i jej fizjonomii) zyskuje niepokojący, creepy podtekst o którym wolę nawet nie myśleć. Słabe.
Torch Song - tutaj jak ulał pasuje kwestia Jokera z TDK: Oto jak szalonym Batman uczynił Gotham. Coś w tym jest, no bo jak inaczej wyjaśnić to, że facet który ma problem ze swoją kobietą postanawia zostać superłotrem w kostiumie i zamordować ukochaną? Może chodzi o to, że jego dziewczyną jest nie byle kto, tylko gwiazda popu? Co jest przy okazji totalnie niezrozumiałe, bo gdy wychodzi na scenę ma miejsce koszmar, od którego można dostać krwotoku z uszu. Cienkie.
The Ultimate Thrill - podobało mi się w szkole podstawowej, dzisiaj już mniej, choć to i tak lepsze niż dwa poprzednie odcinki razem wzięte. Mam jednak wrażenie, że odcinki takie jak ten pokazują, jak duży nacisk kładziono na to, by pokazać odjechanego, oryginalnego przeciwnika (w tym przypadku latającą na rakiecie kaskaderkę Roxy, która jest nawet zabawna), a jak mały na całą resztę.
Over The Edge - WYBITNY, ścisła czołówka, do postawienia w jednym szeregu z najlepszymi odcinkami TASu, no ale scenariusz napisał Paul Dini, więc to żadne zaskoczenie. Zaczyna się od Batmana i Robina uciekających w jaskini przed Gordonem i policją. Bruce Wayne! Stop where you are!. Doskonały scenariusz z powodującymi szczękopad scenami śmierci Barbary i pojedynku z Banem.
Mean Seasons - po Over the Edge to jak kubeł zimnej wody. Batman i Batgirl kontra eks modelka, która strzela fajerwerkami z rąk i rzuca eksplodującymi pisankami. Towarzyszą jej półnadzy, napakowani modele w muszkach. Ugh.
Critters - niektórzy twierdzą, że to odcinek tak zły, że aż zabawny. Dla mnie to jest po prostu złe i koszmarne. Szajs w stanie czystym. Batman, Robin i Batgirl muszą zmierzyć się z plagą... zmutowanych zwierząt, które w ramach zemsty wypuścił farner-psychopata (jego córka jest silna, bo bierze sterydy!). Jakby mało było atrakcji, żądanie okupu przekazuje Gordonowi... gadająca koza <facepalm>.
Cult of the Cat - tytułowa sekta i nindżoki z pazurami Wolverine'a - bzdura, ale fajna. Pomijając nowy wygląd, o którym już pisałem, mamy tu starą, dobrą Catwoman, która jest przebiegła i jak zwykle chadza własnymi drogami.
Animal Act - znowu wkraczamy na terytorium absurdu. Szalony Kapelusznik powraca z błyskotliwym planem wykorzystywania zwierząt do kradzieży potrzebnych mu rzeczy, bo przecież dokonujące włamania niedźwiedzie i goryle na pewno nie wzbudzą niczyjej ciekawości, zwłaszcza Batmana.
Old Wounds - bardzo dobra historia wyjaśniająca dlaczego Dick Grayson porzucił strój Robina, choć wątek z Jokerem mógłby być nieco mniej sztampowy. Bardzo brakuje też Harley.
The Demon Within - magia! demony! transformacje! czyli piramidalna bzdura, która nie jest wcale taka zła. Pod warunkiem oczywiście, że przymknie się oko na to, jak monstrualną dawkę kiczu zawiera oraz na to, że jest tu Batman.
Legends of the Dark Knight - rewelacyjny epizod z dzieciakami, które opowiadają sobie historyjki o Batmanie, z przezabawnym, choć pozbawionym grama subtelności przytykiem w stronę Schumachera - długowłosy chłopiec o imieniu Joel (w tle szyld z napisem Shoemaker) mówi: Uwielbiam Batmana! Te mięśnie, obcisły, skórzany strój i świecący samochód. Słyszałem, że potrafi jeździć po ścianach!
Girls' Night Out - momentami zabawny, ale jednak kiczowaty (z udziałem beznadziejnej przeciwniczki Supermana Livewire, która jest żywym prądem) odcinek, który mógłby być znacznie lepszy, gdyby twórcy mieli jakikolwiek pomysł na wykorzystanie duetu Supergirl/Batgirl i skonfrontowanie go z Harley/Ivy.
Mad Love - kolejny po "Growing Pains" i "Over the Edge" odcinek na poziomie TASu. Doskonałe dopełnienie relacji Jokera i Harley, której najlepszym podsumowaniem jest ostatnia scena. Harley, cała w bandażach i kołnierzu ortopedycznym po tym, jak Joker wywalił ją z okna, leży w Arkham.
Nigdy więcej. Koniec z obsesją. Koniec z szaleństwem. Koniec z Jokerem. Wreszcie widzę tego drania takim, jakim jest naprawdę. Morderczym, manipulującym, potwornym... [dostrzega na stoliku różę z karteczką: "Szybkiego powrotu do zdrowia. J"] ...aniołem!
Chemistry - Bruce Wayne żeni się z kobietą ideałem. Powrót do pomysłu z odcinka "House and Garden" z ludźmi-roślinami i znowu zmarnowany potencjał, założę się, że w TASie dostalibyśmy na koniec świetny akcent podsumowujący tę historię, a tu dostajemy tylko ujęcie Bat-samolotu odlatującego na tle księżyca. Serio? Żadnej refleksji nad tym, że Wayne w końcu odnalazł szczęście i wszystko to runęło jak domek z kart?
Beware the Creeper - odjechany odcinek, który podoba mi się chyba bardziej, niż powinien, bo tytułowy Creeper (lektor na Polsacie czytał go Wariatuńcio) to postać, która do TASa w ogóle by nie pasowała. Jest tak szalony, że nawet dla Jokera to stanowczo zbyt wiele.
Judgment Day - tajemniczy Sędzia postanawia wymierzyć sprawiedliwość i po kolei likwidować przeciwników Batmana. Bardzo dobra historia z ciekawym rozwiązaniem tożsamości Sędziego, które przywraca nadszarpniętą przez "Sins of the Father" godność Two-Face'a.
Ocena ogólna TAS: 10/10
Ocena ogólna TNBA: 6/10
15-08-2012, 22:07 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-08-2012, 22:29 przez Mierzwiak.)





