film o potworze rozpieprzającym miasto praktycznie bez potwora, bez rozpieprzu, bez miasta. to tak w skrócie.
monster niszczy Nowy Jork, miasto symbol, miejsce które każdy zna mimo, że nigdy tam nie był, a ogląda się to bez najmniejszego poczucia rangi katastrofy. w dodatku operatorem kamery jest największy kretyn w całym filmie, a to oznacza, że jego debilizm jest obecny od prawie samego początku do prawie samego końca. muszę widzieć jak lejecie alkohol, kręcę imprezę. muszę widzieć jak oddajesz stolec, kręcę imprezę. muszę zapodać zoom na twoje włosy w uszach, kręcę imprezę.
cała fabuła kręci się wokół tak mdłego wątku, że ciężko przejmować się tym co się dzieje na ekranie. nieważne, że sto osób zostało ci na chacie. nieważne, że potwór rozpieprza miasto i jak on nie wdepcze cię w glebę to zabije cię odłamek budynku. nieważne, że twój brat nie żyje. ty po prostu biegnij ratować dziewczynę którą kochasz! przy tym jako jedyny wpadniesz na pomysł, żeby schronić się w metrze, jako jedynemu pomogą ci żołnierze, którzy raczej mają w tej sytuacji totalny zapieprz, jako jeden z trzech przeżyjesz wypadek helikoptera.
a widzowi niech wystarczy, że fabuła opowiada o monstrum niszczącym Nowy Jork, bo żadnego z tych składników prawie nie będzie miał okazji ujrzeć na oczy.
kolejne gówno, które sprzedało się dzięki sprawnej reklamie.
monster niszczy Nowy Jork, miasto symbol, miejsce które każdy zna mimo, że nigdy tam nie był, a ogląda się to bez najmniejszego poczucia rangi katastrofy. w dodatku operatorem kamery jest największy kretyn w całym filmie, a to oznacza, że jego debilizm jest obecny od prawie samego początku do prawie samego końca. muszę widzieć jak lejecie alkohol, kręcę imprezę. muszę widzieć jak oddajesz stolec, kręcę imprezę. muszę zapodać zoom na twoje włosy w uszach, kręcę imprezę.
cała fabuła kręci się wokół tak mdłego wątku, że ciężko przejmować się tym co się dzieje na ekranie. nieważne, że sto osób zostało ci na chacie. nieważne, że potwór rozpieprza miasto i jak on nie wdepcze cię w glebę to zabije cię odłamek budynku. nieważne, że twój brat nie żyje. ty po prostu biegnij ratować dziewczynę którą kochasz! przy tym jako jedyny wpadniesz na pomysł, żeby schronić się w metrze, jako jedynemu pomogą ci żołnierze, którzy raczej mają w tej sytuacji totalny zapieprz, jako jeden z trzech przeżyjesz wypadek helikoptera.
a widzowi niech wystarczy, że fabuła opowiada o monstrum niszczącym Nowy Jork, bo żadnego z tych składników prawie nie będzie miał okazji ujrzeć na oczy.
kolejne gówno, które sprzedało się dzięki sprawnej reklamie.
30-08-2012, 14:01






