Mental, aż nie chce mi się polemizować, więc przytoczę tylko recenzję Koleca ze stopklatki, bo akurat pasuje do tego, co ty mówisz.
Kolec napisał(a):Z każdego kadru 'Avalonu' przebija demonstracyjna wręcz wzgarda dla tanich hollywoodzkich sztuczek mających na celu zainteresowanie widza i umożliwienie mu identyfikacji z postaciami. Mamoru Oshii nie ukrywa, iż swój film stworzył dla odbiorcy wymagającego, którego nie zadowolą niepotrzebne chwyty w rodzaju wartkiej, wciągającej akcji czy błyskotliwych dialogów. Trzeba wyjątkowo złej woli, jakiej nie pozbawieni są krytykujący 'Avalon' szydercy, aby nie dostrzec, iż kwestie wygłaszane przez bohaterów celowo pozbawione są jakiegokolwiek sensu. Dzięki temu wysiłek aktorów, próbujących nadać ekranowym sytuacjom choćby pozory wiarygodności, uzmysławia widzowi emocjonalną pustkę i wszechogarniającą nudę panującą w wirtualnym świecie (nawiasem mówiąc, zagadką pozostaje dla mnie, gdzie właściwie toczy się akcja utworu? Napisy na monitorach są po angielsku, na książkach - po japońsku, a na delikatesach - po polsku).
Należy podkreślić, iż artyści ze swego zadania wywiązali się celująco: na szczególne pochwały zasługuje Małgorzata Foremniak, której wystudiowana rola Ash nawiązuje do najlepszych osiągnięć Wiaczesława Tichonowa. Nie ma nawet mowy, aby postać ta wzbudziła w nas choćby cień sympatii czy nawet zainteresowania, dzięki czemu możemy zgodnie z intencjami reżysera skoncentrować się nie na samej Ash, ale na otoczeniu, w którym żyje. Otoczenie owo składa się z: a) mieszkania Ash wyposażonego w komputer i psa; b) nocnego tramwaju, którym przemieszcza się piątka tych samych somnambulicznych pasażerów; c) jadłodajni dworcowej żywcem wyjętej z filmów Barei; d) salonu gier, w którym pierwsze skrzypce gra gadający z ekranu ksiądz przebrany za Władysława Kowalskiego, drugie zaś - podobna do Kory barmanka; e) paru innych zaułków i schodów. Świat przyszłości, odmalowany przez Mamoru Oshiiego, jest niewiarygodnie wręcz nudny - należy jednak pamiętać, iż jest to nuda celowo wykreowana przez reżysera.
Gdy w trakcie oglądania filmu odczuwamy dojmującą pokusę ziewania, pamiętajmy, że Małgorzata Foremniak, czyli Ash, nudzi się wraz z nami. Nudzi się, rozmawiając z ludźmi czy robiąc psu jedzenie; nudzi się także, grając w 'Avalon' i odstrzeliwując kolejnych przeciwników - co zresztą widać gołym okiem. Nuda jest integralnym składnikiem, a kto wie, czy nawet nie najważniejszym tematem filmu Oshiiego. Dzięki przemyślnym zabiegom artysta wchodzi w dialog z wyobraźnią widza. Gdy bowiem po raz kolejny wsiadamy z Małgorzatą Foremniak do tego samego tramwaju, przestajemy, zupełnie jak ona, zwracać uwagę na otoczenie i zaczynamy myśleć o duperelach, o których zwykle myślimy w prawdziwym życiu, jeżdżąc tramwajem, czytając artykuły Mirosława Pęczaka czy wykonując inne nie angażujące umysłu czynności. Uzmysławiamy sobie przy tym, ileż pożytecznych spraw moglibyśmy załatwić, gdybyśmy akurat nie siedzieli w kinie - co również jest niekwestionowaną zasługą Mamoru Oshiiego.
Krytykanci szykanujący 'Avalon' nie dostrzegają (lub nie chcą dostrzec), jak ogromnej maestrii i nakładu sił wymagało od reżysera nakręcenie filmu całkowicie pozbawionego scenariusza! Twórca 'Ghost in the Shell' celowo zrezygnował z jakiegokolwiek kręgosłupa fabularnego, chcąc upodobnić swoją opowieść - podobnie jak pokazaną na ekranie wirtualną grę - do rzeczywistego życia, które, jak wiadomo, bywa chaotyczne i nie wiadomo, w jakim kierunku się właściwie toczy.
Taki właśnie, do bólu życiowy, jest właśnie 'Avalon' i doprawdy wstyd, iż nasi recenzenci nie poznali się na intrygującej koncepcji japońskiego mistrza kinematografii. Podobnie jak na innych zastosowanych przezeń artystycznych zabiegach (głęboko do myślenia dało mi na przykład wyrażone w filmie spostrzeżenie, jakoby warszawskie metro oraz okolice Dworca Centralnego stanowiły wytwór jakiejś irracjonalnej, komputerowej fantazji, zwłaszcza że od dawna nosiłem się z takim podejrzeniem). Nikt z loży szyderców nie spostrzegł także pewnej przewrotności reżysera, który z pełnym rozmysłem - ba! nawet wyrachowaniem - postanowił nawiązać do wielkiego dzieła filmowego, jakim jest 'Stalker' Andrieja Tarkowskiego. Rozwiązania scenograficzne, rekwizytorium, kompozycje kadrów, długie statyczne ujęcia, nawet monotonny odcień sepii, w jakim utrzymane jest 90 procent 'Avalonu' - wszystko to przywodzi na myśl znakomitą ekranizację 'Pikniku na skraju drogi' braci Strugackich.
Chwała Oshiiemu, że odświeżył legendę zapomnianego już nieco utworu. Niestety! Nic, co stworzone ludzką ręką, nie jest doskonałe, dlatego też nawet w tak dopracowanym obrazie, jak 'Avalon', znalazło się kilka usterek. Mam na myśli zdjęcia Grzegorza Kędzierskiego i muzykę Kenjiego Kawai - obydwa te elementy zupełnie niepotrzebnie wzbudzają ciekawość widza, sugerując mu, zwłaszcza w pierwszych minutach filmu, że będzie miał do czynienia z zupełnie inną opowieścią, niż ta, jaką wymarzył sobie Oshii. Jest to pewna niekonsekwencja, wprowadzająca zamęt do klarownego pod innymi względami wywodu Japończyka, wydaje mi się jednak, że artyście można wybaczyć owo drobne potknięcie, które przecież nie umniejsza w niczym wartości 'Avalonu'.
10-04-2007, 14:22






