![[Obrazek: 254009.1.jpg]](http://1.fwcdn.pl/ph/18/89/11889/254009.1.jpg)
Ze względu na to, że mam trzy wolne wieczory z rzędu, wczoraj rozpocząłem powtarzanie "Dolarowej Trylogii" Sergio Leone, która słusznie w nazwie tematu jest nazywana "najlepszą". Oczywiście "trylogią" jest tylko z nazwy bo owe trzy filmy kompletnie nie są ze sobą powiązane, a nawet każdy kolejny toczy się przed poprzednim. Jednak jak zawsze postanowiłem oglądać od najstarszej części, aby najlepsze zostawić na koniec. Z filmem Leone po raz pierwszy spotkałem się w lipcu 2009 roku i od razu pokochałem jego spaghetti westerny. Teraz, po trzecim seansie Za garść dolarów doceniam go jeszcze bardziej, a moja ocena tego klasyka kolejny raz podskoczyła. Największe plusy filmu to oczywiście:
+ Clint Eastwood w mojej ulubionej roli
+ Ramon - czyli czarny charakter
+ Fantastyczny klimat Dzikiego Zachodu
+ Świetna muzyka Ennio Morricone (choć akurat w tym filmie przez prawie cały seans powtarzane są ciągle te same dwa tematy muzyczne)
+ Kilka scen perełek (pierwsze pojawienie się Bezimiennego, jego vendetta za potraktowanie muła, finałowa strzelanina)
Właściwie jedynymi słabszymi stronami pierwszego hitu Leone są dość prosta historia zerżnięta z Yojimbo Akira Kurosawy (dodam w tym miejscu, że widziałem film japońskiego reżysera i wersję Sergio Leone uważam za lepszą) oraz to, że powstały kolejne części, które pod niemal każdym względem przebijają poprzednika. 9/10
07-03-2013, 17:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-12-2013, 09:14 przez Juby.)





