łolaboga, ale to pokraczny film...
Przez pierwszą godzinę ledwo przebrnąłem i bez kitu chciałem wyjść z kina, bo film był irytująco-durnowaty, w dodatku ze wstawkami gloryfikującymi USA (kolejna relacja z meczu futbolowego? srsly?) i nakręcony w sposób dla debili (obowiązkowe przebitki na to, co miało miejsce 5 minut wcześniej, żeby widz przypadkiem nie przegapił, że to jest dokładnie TO MIEJSCE! jeeez). Dodatkowo zabijały mnie takie detale jak basen w przestworzach (liczy się każda kropla wody, ale siur, macie żebyście się mogli poruchać po romantycznej kolacji przy świecach!) i laska biegająca po centrum dowodzenia w szpilkach i sukience od Prady - too much for Mefi! Daleko mi było także do zachwytów audio-wizualnych. Ot parę ładnych widoczków, sfotografowanych solidnie, ale bez szału, a w tle muzyka, która usilnie chce być Tronem, ale jej nie wychodzi. Zieeeew.
Na szczęście druga połowa oferuje trochę niezłej akcji, którą ogląda się z zaciekawieniem (szkoda jedynie, że wszelkie fabularne twisty i rozwiązania to zlepek 150 innych filmów s-f, a całość jest tak cholernie przewidywalna) i emocjonalnie jakoś się lepi (podobał mi się wątek ze zdjęciem, miło było też popatrzeć na pojedynek samego ze sobą). Niemniej całość jest tak niesamowicie durna i nieudolnie (tudzież kiczowato) próbuje ugryźć temat tożsamości i innych rzeczy, na które się porywa, a wszelkie miejsca na domysły zastępuje dopowiadaniem dopowiedzianego i zbędnym sileniem się na coolowość (cygarko i szkła Morgana to niezły dowcip). Słowem: meh. Zmarnowane dwie godziny i 14 zł.
5 / 10
Przez pierwszą godzinę ledwo przebrnąłem i bez kitu chciałem wyjść z kina, bo film był irytująco-durnowaty, w dodatku ze wstawkami gloryfikującymi USA (kolejna relacja z meczu futbolowego? srsly?) i nakręcony w sposób dla debili (obowiązkowe przebitki na to, co miało miejsce 5 minut wcześniej, żeby widz przypadkiem nie przegapił, że to jest dokładnie TO MIEJSCE! jeeez). Dodatkowo zabijały mnie takie detale jak basen w przestworzach (liczy się każda kropla wody, ale siur, macie żebyście się mogli poruchać po romantycznej kolacji przy świecach!) i laska biegająca po centrum dowodzenia w szpilkach i sukience od Prady - too much for Mefi! Daleko mi było także do zachwytów audio-wizualnych. Ot parę ładnych widoczków, sfotografowanych solidnie, ale bez szału, a w tle muzyka, która usilnie chce być Tronem, ale jej nie wychodzi. Zieeeew.
Na szczęście druga połowa oferuje trochę niezłej akcji, którą ogląda się z zaciekawieniem (szkoda jedynie, że wszelkie fabularne twisty i rozwiązania to zlepek 150 innych filmów s-f, a całość jest tak cholernie przewidywalna) i emocjonalnie jakoś się lepi (podobał mi się wątek ze zdjęciem, miło było też popatrzeć na pojedynek samego ze sobą). Niemniej całość jest tak niesamowicie durna i nieudolnie (tudzież kiczowato) próbuje ugryźć temat tożsamości i innych rzeczy, na które się porywa, a wszelkie miejsca na domysły zastępuje dopowiadaniem dopowiedzianego i zbędnym sileniem się na coolowość (cygarko i szkła Morgana to niezły dowcip). Słowem: meh. Zmarnowane dwie godziny i 14 zł.
5 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
25-04-2013, 18:48





