(26-04-2013, 08:40)desjudi napisał(a): fanbojem?
uważasz, że moja percepcja jest ograniczona?
Chciałbym użyć innego słowa, ale chyba nie ma :) Niemniej tak, patrzę na ocenę w Twej recce, na peamy odnośnie muzyki i ogólne spuszczanie się nad filmem ("żeby filmy miały takie pierwsze połowy"), więc niech będzie, że jesteś po prostu zauroczony, co nie zmienia faktu, że raczej żadne argumenty do Ciebie nie przemówią, przynajmniej na razie, gdy jesteś na gorąco :)
Cytat:basen, okulary, strój - "detale totalnie burzące świat przedstawiony". Zupełnie więc inaczej definiujemy to, co jest totalne i co burzące.
Wybacz, ale od filmu tego kalibru (bo mimo wszystko Oblivion aspiruje do bycia czymś więcej, niż tanią rozrywką) oczekuję choćby minimalnej wiarygodności (bo niestety na dorosłe podejście do widza nie było co liczyć już po prologu, który wyjaśnia wszystko tylko po to, by Cruise mógł to powtórzyć za godzinę) świata przedstawionego. Laska zapierdalająca w szpileczkach po szklanym domu w przestworzach i łazący po ciemku w okularach Morgan z cygarem w japie bynajmniej mi tego nie oferują. To zupełnie tak, jakby w bliźniaczym Moon Rockwell zapierdalał w klapkach i slipach, a Gerty rzucał sucharami, a przecież te postaci mają dokładnie takie samo zadanie (dodajmy, że niezwykle odpowiedzialne) do wykonania.
Owszem, niejako można zrzucić to na karb kłamstwa, jakie się w filmie powoli odkrywa, ale dalej nie ma za grosz sensu - zwłaszcza, że w przeciwieństwie do przywołanej przez paja sekretarki, Victoria pozbawiona jest interakcji z otoczeniem, a więc jej strój jeszcze bardziej kłuje w oczy.
Cytat:Wyłącz myślenie życzeniowe, Mefi, za często używasz zwrotu "powinno". Wpychasz film w jakieś schematy, których on nie potrzebuje, a które budują całkiem spójną wizję przyszłości. Trochę odmienną od standardów, ale to też jest wartość.
Wybacz, że od kina, jakie aspiruje do bycia mądrym wymagam nieco więcej, niż ładnych widoczków Islandii. Poza tym to jest dokładnie ten sam problem, co przy Pokłosiu i Hunger Games - film jest nudny, wtórny i zwyczajnie głupi, toteż takie detale zwyczajnie rosną w oczach.
A co do spójnej wizji przyszłości - bynajmniej. Owszem, Kosiński miał fajny, powiedzmy, że oryginalny pomysł, ale totalnie go zarżnął łopatologią i właśnie takimi z dupy wyjętymi motywami jak basenik czy futbolowe historyjki, które sprawiają, że trudno brać ten film na poważnie. Do tego tajemnicze, budowane z gracją kina porno rozwinięcia fabularne i twisty, które można przewidzieć na długo przed nimi, snujący się po ekranie bohaterowie - tyleż zimni, co mało ciekawi i niesympatyczni (to ostatnie też można niby zrzucić na ich prawdziwą naturę, ale nieprzekonuje mnie to), jak i zwyczajnie niewzruszeni tym, co się wokół nich dzieje... nie, to nie jest dobry film i tym bardziej nie jest to "najlepszy blockbuster SF w ostatnim czasie" (już Looper był ciekawszy, Super 8 i Avatar, które też na schematach ostro jadą, Dredd, Source Code, Planeta Małp, Dystrykt 9, że o Incepcji nie wspomnę). Ale cieszę się, że Tobie się podobał.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
26-04-2013, 14:44





