Naczytałem się jaki to ten Oblivion piękny, ale pusty w środku, wtórny i rozczarowujący fabularnie, wreszcie - pozbawiony emocji. I co?
- Piękny. Nie, wróć, ten film jest KUREWSKO PIĘKNY. Wizualnie Oblivion powala, oczarowuje, pieści gałki oczne. Nie sądzę, by cokolwiek dorównało mu w tym roku. Perfekcyjne, oszczędne, doskonale skomponowane kadry. Kiedy już myślałem, że lepiej być nie może, nadszedł finał. WOW. Do tego niesamowite krajobrazy Islandii; pod tym względem Oblivion to prolog Prometeusza podniesiony do n-tej potęgi.
- Pusty w środku. Może i pusty, ale jeśli tak, to ja poproszę więcej takiego pustego kina. Może i nie zmusi mnie do żadnych głębszych przemyśleń, może i główny twist związany z postacią Jacka potraktowany jest trochę pobieżnie, może i nie jest to merytorycznie na miarę Blade Runnera, ale co z tego? Oblivion sprawdza się w 100% jako to, czym jest i to mi wystarczy.
- Wtórny i rozczarowujący fabularnie. Nie zgadzam się kompletnie, nawet jeśli wspomniany twist już widzieliśmy W Pewnym Filmie, a inne motywy też były już mniej lub bardziej przez kino (wy)eksploatowane. Jest wrażenie świeżości, jest wrażenie tego, że ogląda się coś nowego, innego, sci-fi, jakiego jest zdecydowanie za mało na ekranach.
- Pozbawiony emocji - tak, chemia między Jackiem i Viką mogłaby być lepsza (co nie znaczy, że jej nie ma). Tak, trójkąt miłosny mógłby być lepiej nakreślony, a scen między całą trójką więcej. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że pod koniec dwa razy się nie wzruszyłem To świadczy nie tylko o tym, że straszny o mnie mięczak, ale i o tym, że i historia, i postaci mnie zaangażowały. Czego chcieć więcej?
Co jeszcze? Muzyka w połączeniu z obrazem sprawdza się zdecydowanie lepiej aniżeli bez niego, efekty miodzio, a co do strony wizualnej jeszcze, to ciężko wyrokować po jednym filmie, ale jak na razie cyfrówka Sony F65 jawi mi się jako najlepsza kamera cyfrowa na rynku. Do tego brak łopatologii; co prawda wszystko jest tu ładnie wyjaśnione, ale bez walenia łopatą po głowie, wraz z kolejnymi twistami trzeba sobie wszystko samemu ułożyć w głowie. Ba! Zasadnicza informacja o stacji Tet jest podana w taki sposób, że nieuważny widz mógłby ją przegapić. No i chyba zakochałem się w Andrei Riseborough.
Ocena: solidne 9/10 i obowiązkowy zakup na Blu.
- Piękny. Nie, wróć, ten film jest KUREWSKO PIĘKNY. Wizualnie Oblivion powala, oczarowuje, pieści gałki oczne. Nie sądzę, by cokolwiek dorównało mu w tym roku. Perfekcyjne, oszczędne, doskonale skomponowane kadry. Kiedy już myślałem, że lepiej być nie może, nadszedł finał. WOW. Do tego niesamowite krajobrazy Islandii; pod tym względem Oblivion to prolog Prometeusza podniesiony do n-tej potęgi.
- Pusty w środku. Może i pusty, ale jeśli tak, to ja poproszę więcej takiego pustego kina. Może i nie zmusi mnie do żadnych głębszych przemyśleń, może i główny twist związany z postacią Jacka potraktowany jest trochę pobieżnie, może i nie jest to merytorycznie na miarę Blade Runnera, ale co z tego? Oblivion sprawdza się w 100% jako to, czym jest i to mi wystarczy.
- Wtórny i rozczarowujący fabularnie. Nie zgadzam się kompletnie, nawet jeśli wspomniany twist już widzieliśmy W Pewnym Filmie, a inne motywy też były już mniej lub bardziej przez kino (wy)eksploatowane. Jest wrażenie świeżości, jest wrażenie tego, że ogląda się coś nowego, innego, sci-fi, jakiego jest zdecydowanie za mało na ekranach.
- Pozbawiony emocji - tak, chemia między Jackiem i Viką mogłaby być lepsza (co nie znaczy, że jej nie ma). Tak, trójkąt miłosny mógłby być lepiej nakreślony, a scen między całą trójką więcej. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że pod koniec dwa razy się nie wzruszyłem To świadczy nie tylko o tym, że straszny o mnie mięczak, ale i o tym, że i historia, i postaci mnie zaangażowały. Czego chcieć więcej?
Co jeszcze? Muzyka w połączeniu z obrazem sprawdza się zdecydowanie lepiej aniżeli bez niego, efekty miodzio, a co do strony wizualnej jeszcze, to ciężko wyrokować po jednym filmie, ale jak na razie cyfrówka Sony F65 jawi mi się jako najlepsza kamera cyfrowa na rynku. Do tego brak łopatologii; co prawda wszystko jest tu ładnie wyjaśnione, ale bez walenia łopatą po głowie, wraz z kolejnymi twistami trzeba sobie wszystko samemu ułożyć w głowie. Ba! Zasadnicza informacja o stacji Tet jest podana w taki sposób, że nieuważny widz mógłby ją przegapić. No i chyba zakochałem się w Andrei Riseborough.
Ocena: solidne 9/10 i obowiązkowy zakup na Blu.
02-05-2013, 21:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-05-2013, 21:11 przez Mierzwiak.)
Spoiler




