Dlaczego? :)
Tak :) Zakończenie jest mega optymistyczne, wzruszające, rzekłbyś łzawe :P No niestety, to jest ta część filmu Pieprzycy, która mnie akurat w ogóle nie przekonała, jest wtórna wobec łzawych amerykańskich produkcji i zupełnie nie sili się na coś więcej.
No toż Ci tłumaczę, że w "Chce się żyć" jest ciekawy pomysł faktu, że koleś ma pełnię władz umysłowych, ale nie może tego okazać i wszyscy myślą, że jest rośliną.
Co prawda mógłby on zostać o wiele lepiej ukazany, no ale nieważne :P
Simek trafia w sedno, choć zaznaczam po raz kolejny, że "Chce się żyć" to po prostu dobry film, bez względu na temat, o jakim opowiada. Gdyby nie był dobrym filmem to bym tu o nim nie pisał i bym go wam nie polecał :)
Natomiast sam fakt oceniania kina w naszym kraju poprzez pryzmat tego czy przełamuje/nie przełamuje ono jakiegoś tabu, a nie jakości jest oczywisty i stanowi materiał na całkiem pogłębioną analizę nawet. Że to chore i pojebane nie mam zamiaru się z nikim kłócić. Mówię po prostu, że "Chce się żyć" to dobry film i żadne tabu mnie tutaj nie interesuje.
Jest to jednak też również uproszczenie bo nie da się ukryć, że wiele wielkich filmów zostało zapamiętanych nie tylko ze względu na jakość wykonania, ale również właśnie na to, że przełamywały tabu. Nie był to, nie jest i nigdy nie powinien być czynnik decydujący o ich wielkości, ale zupełne skreślanie go to rażące uproszczenie, które niczemu nie służy. Nie jest to też żaden wspólny mianownik - po prostu na przestrzeni historii kina wielu społecznie zaangażowanych twórców prócz kręcenia genialnych filmów potrafiło też ukazać w nich jakieś kontrowersyjne rzeczy, które nie raziły, były całkowicie zgrane z historią, a przede wszystkim nie stanowiły rzeczy samej w sobie. No tylko problem w tym, że to trzeba umieć złączyć z fabułą tak, żeby to nie raziło, a w Polsce nikt tego nie potrafi. Cieszy mnie, że takie "Chce się żyć" jest pod tym względem ruchem we właściwym kierunku.
Przykład pierwszy z brzegu - film "In the Heat of the Night" z 1967 r., który oprócz tego, że jest zajebistym, trzymającym w napięciu kryminałem porusza też kwestie ruchu na rzecz równouprawnienia czarnoskórych i był pierwszym filmem, w którym pokazano Murzyna policzkującego białego człowieka. Mentalku, coś dla Ciebie :*
Inny, bliższy przykład - Brokeback Mountain.
(29-10-2013, 09:45)edkrak napisał(a):(11-10-2013, 22:29)Pitero napisał(a): Śmiało można postawić ten film obok najlepszych mu podobnych czyli, "Moja lewa stopa"
Skoro już takie porównanie, to czy w "Chce się żyć" mamy podobną historię zakończoną happy endem pod publiczkę? Tak się składa że prawdziwa historia żony bohatera "My left foot" jest znacznie ciekawsza i mniej optymistyczna niż tandetna końcówka filmu (który gdyby nie świetny DDL byłby dziełem co najwyżej przeciętnym). Ciekawy jestem czy w polskim filmie mamy zbliżony problem?
Tak :) Zakończenie jest mega optymistyczne, wzruszające, rzekłbyś łzawe :P No niestety, to jest ta część filmu Pieprzycy, która mnie akurat w ogóle nie przekonała, jest wtórna wobec łzawych amerykańskich produkcji i zupełnie nie sili się na coś więcej.
(29-10-2013, 13:04)Crov napisał(a):(29-10-2013, 00:29)Rodia napisał(a): Ech, no i tak to jest na tym forum. Wuchta tematów o Grawitacji czy o Wałęsie (coby znowu pojeździć po tym, co polskie), a jak już się trafia coś dobrego naszego to lepiej zmilczeć, co? Ech.Bo film o astronaucie, który utknął samotnie w kosmosie to ciekawszy koncept niż "gość jest upośledzony i żyje sobie, ale jest wzruszająco". ;)
No toż Ci tłumaczę, że w "Chce się żyć" jest ciekawy pomysł faktu, że koleś ma pełnię władz umysłowych, ale nie może tego okazać i wszyscy myślą, że jest rośliną.
Co prawda mógłby on zostać o wiele lepiej ukazany, no ale nieważne :P
(29-10-2013, 17:21)aloha napisał(a): Chętnie bym to obejrzała jak czytam opinie, chcociaż sam plakat i aktorzy mnie nie przekonują :PSą cycki... a fuck, jesteś kobietą. Damn, to KMFowe przyzwyczajenie :)
(30-10-2013, 08:36)simek napisał(a): Nakręcę film fabularny o murzynie-geju, nie było jeszcze takiego w Polsce, więc będzie przełomowy. Nie ważna będzie jakość, bo to będzie film przełamujący tabu :)
Simek trafia w sedno, choć zaznaczam po raz kolejny, że "Chce się żyć" to po prostu dobry film, bez względu na temat, o jakim opowiada. Gdyby nie był dobrym filmem to bym tu o nim nie pisał i bym go wam nie polecał :)
Natomiast sam fakt oceniania kina w naszym kraju poprzez pryzmat tego czy przełamuje/nie przełamuje ono jakiegoś tabu, a nie jakości jest oczywisty i stanowi materiał na całkiem pogłębioną analizę nawet. Że to chore i pojebane nie mam zamiaru się z nikim kłócić. Mówię po prostu, że "Chce się żyć" to dobry film i żadne tabu mnie tutaj nie interesuje.
Jest to jednak też również uproszczenie bo nie da się ukryć, że wiele wielkich filmów zostało zapamiętanych nie tylko ze względu na jakość wykonania, ale również właśnie na to, że przełamywały tabu. Nie był to, nie jest i nigdy nie powinien być czynnik decydujący o ich wielkości, ale zupełne skreślanie go to rażące uproszczenie, które niczemu nie służy. Nie jest to też żaden wspólny mianownik - po prostu na przestrzeni historii kina wielu społecznie zaangażowanych twórców prócz kręcenia genialnych filmów potrafiło też ukazać w nich jakieś kontrowersyjne rzeczy, które nie raziły, były całkowicie zgrane z historią, a przede wszystkim nie stanowiły rzeczy samej w sobie. No tylko problem w tym, że to trzeba umieć złączyć z fabułą tak, żeby to nie raziło, a w Polsce nikt tego nie potrafi. Cieszy mnie, że takie "Chce się żyć" jest pod tym względem ruchem we właściwym kierunku.
Przykład pierwszy z brzegu - film "In the Heat of the Night" z 1967 r., który oprócz tego, że jest zajebistym, trzymającym w napięciu kryminałem porusza też kwestie ruchu na rzecz równouprawnienia czarnoskórych i był pierwszym filmem, w którym pokazano Murzyna policzkującego białego człowieka. Mentalku, coś dla Ciebie :*
Inny, bliższy przykład - Brokeback Mountain.
30-10-2013, 15:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2013, 16:01 przez Rodia.)





