Bo z Gouldem jest tak, że nawet w poważnym filmie bywa zabawny (np. "Koziorożec 1"), choć wcale być nie musi. W "Długim pożegnaniu" Altmana był rewelacyjny, bo tego nie robił - zagrał rasowego prywatnego detektywa, który nie robi głupich min, a jeśli żartuje to z pokerową twarzą. W "Cichym wspólniku" też taki jest, ale dochodzi do tego jeszcze rola kochanka, a to w jego filmografii rzadkość. Poza tym wydaje mi się, że postać ta była pisana dla kogoś młodszego - początkowe nieopierzenie, tak w zachowaniu, jak i w dialogach, jest aż nazbyt widoczne. Tym większa zasługa, że Gould umiał to pociągnąć.
21-01-2014, 00:08





