Z Lynchem jest trochę tak jak czasem z poezją, nieistotne "co autor miał na myśli" - ważne jak ty to czujesz i odbierasz, w ramach dzieła oczywiście - jego wieloznaczne filmy żyją własnym życiem niezależnie od autora i nie ma nic złego w doszukiwaniu się w nich rzeczy, o których sam autor nawet nie pomyślał, jeśli się trzymają kupy to czemu nie? Świetny artykuł Senka o Grindhouse to potwierdza - nie ma wątpliwości że Gombrowicz nie wiedział nic o Tarantino a i w drugą stronę marne szanse ale spojrzenie na Tarantino przez pryzmat Gombrowicza wyszło bardzo ciekawie.
31-07-2007, 13:15






