(01-01-2013, 15:13)Juby napisał(a): Ostatnio po jakichś 4 latach powtórzyłem King Konga Jacksona lecącego w TVNie (jakoś przeżyłem te reklamy) i ocena poleciała dwa oczka w dół (na 6/10, choć mogłem przesadzić i podniosę do siódemki).
Film jest świetny wizualnie, zwłaszcza pod względem efektów specjalnych (tylko postacie z green screena wklejane na scenografię wyglądają sztucznie), ma ładną muzykę, super wymyślona faunę i florę wyspy Czaszki, zajebiście ohydną scenę z robalami w szczelinie, i coś czego wersja z 1976 oku nie miała - bardzo uczuciowy wątek romantyczny Konga z główną bohaterką tej historii. Niestety ciężko mi do niego wracać bo Jackson roooooozciąąąąągnąąąął ten film do granic ludzkich możliwości. Gdyby wydał nową wersję Dir Cut, która trwałaby 150 minut maks. to film wiele by zyskał. Na minus też liczę bardzo przesadzone sceny, jak ta z Zauropodami, skoki o tyczne na statek przez tubylców, oraz nie wyjaśnienie jak przetransportowano Konga do Nowego Jorku.
Dodam też, że niedawno po raz piąty oglądałem wersję z 1976 roku i stawiam ją na równi z Jacksonową (tyle samo w niej gorszego, co i lepszego).
![[Obrazek: kong.jpg]](http://spinoff.comicbookresources.com/wp-content/uploads/2014/08/kong.jpg)
Wczoraj złapałem film w TV i nie dotrwałem do końca. Jednak zniżenie oceny do 6/10 było dobrym pomysłem. Jackson popsuł swój film bo...
- Rozciągnął go do granic możliwości. Wczoraj odpadłem po scenie z robalami. 187 minut na historię, którą opowiedziano już dwukrotnie nie przekraczając 135' było pomyłką. Film się wlecze (dobrze, że Jackson nie zrobił z tego trylogii).
- Przesadził w akcjach. W LOTRze nawet podczas wygibasów Legolasa nie jest to tak odczuwalne jak tu. Nie tylko scena z zauropodami ale każda akcja jest wydłużona i przesadzona do granic możliwości.
- Przesadził w efektach specjalnych. Efekty CGI są rewelacyjne, z Kongiem na czele (choć nie ukrywam, że nie zrobił na mnie wczoraj tak wielkiego wrażenia jak małpy w DotPotA) ale tylko do momentu, w którym nie ma aktorów. Green-screen wali po oczach jak plama czarnego atramentu na białej kartce. KOSZMAR!
Moja ocena niżej nie spadnie, bo za bardzo lubię tę historię, muzykę, aktorów i świat wykreowany przez WETA. Gorsze od Pustkowia Smauga to nie jest ale cofam to co napisałem dwa lata temu - wolę wersję Guillermina z 76!
31-08-2014, 08:58





