Ostatnie filmy Keanu ssały na potęgę. Od 2005, czyli od Constantina (Tu akurat czysty geniusz) jedynym filmem który oglądało mi się dobrze było The Private Lives of Pippa Lee, gdzie Keanu miał małą, sympatyczną rólkę, natomiast filmy w które był trochę bardziej zaangażowany jak Man of Tai chi czy 47 roninów to niestety był prawdziwy ból zębów - czas chyba dać sobie spokój z niezależnym crapem i walnąć parę chałturek dla majorsów, np. dla marvela :)
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
22-10-2014, 16:48





