Dennis Lehane to jeden z moich ulubionych współczesnych pisarzy, w związku z czym pokładałem spore nadzieje w jego pierwszym, całkowicie autorskim, kinowym scenariuszu. Dlatego z wielką przykrością stwierdzam, że film jest rozczarowujący.
Zgadzam się z Motodufem, film jest bezpłciowy. Nie chodzi o nieśpieszne tempo opowiadania, bo nie mam nic przeciwko takim trochę snującym się dramatom. Ale w The Drop fabuła jest ewidentnie za bardzo rozwodniona, a napięcie prawie zerowe. Cały scenariusz skonstruowany jest pod końcowy twist, którego można się domyślić z dużym wyprzedzeniem, więc cała para idzie de facto w gwizdek. Hardy tym razem zaledwie przyzwoity, już bardziej podobał mi się Gandolfini.
Biorąc pod uwagę autora scenariusza, standardowe dla niego tematy i miejsce akcji oraz obsadę, liczyłem co najmniej na kopa w rodzaju Gone Baby Gone, a dostałem taki bardziej mdły Dead Man Down.
Zgadzam się z Motodufem, film jest bezpłciowy. Nie chodzi o nieśpieszne tempo opowiadania, bo nie mam nic przeciwko takim trochę snującym się dramatom. Ale w The Drop fabuła jest ewidentnie za bardzo rozwodniona, a napięcie prawie zerowe. Cały scenariusz skonstruowany jest pod końcowy twist, którego można się domyślić z dużym wyprzedzeniem, więc cała para idzie de facto w gwizdek. Hardy tym razem zaledwie przyzwoity, już bardziej podobał mi się Gandolfini.
Biorąc pod uwagę autora scenariusza, standardowe dla niego tematy i miejsce akcji oraz obsadę, liczyłem co najmniej na kopa w rodzaju Gone Baby Gone, a dostałem taki bardziej mdły Dead Man Down.
31-12-2014, 18:42





