To ty nie rozumiesz.
W kinie nie ma czegoś takiego, jak gdyby. Oglądasz film takim, jakim go nakręcono, z tymi aktorami, którzy w nim zagrali, przyjmujesz go takim, jakim jest.
Takie samo gdyby możesz zastosować do dowolnego filmu, który zdobył rozgłos z tych czy innych powodów, po czym zgrywać błyskotliwego krytyka-fantastę z jego magicznym "gdyby" dającym mu wgląd do alternatywnej rzeczywistości, w której film X nakręcił inny reżyser, w inny sposób, z innymi aktorami.
Czemu mają służyć takie stwierdzenia? Co wnoszą do oceny tego filmu?
Kino to nie mega kółko literackie, gdzie kilkaset osób siada w milczeniu z egzemplarzem scenariusza na kolanach, tylko medium audiowizualne, na które składają się dziesiątki elementów. Ocena scenariusza jako takiego, fabuły, konstrukcji postaci, jasne, nie ma w tym nic złego, ale "gdyby"...
Wiesz, gdyby [...............] to nie prowadzilibyśmy teraz tej rozmowy. Ale prowadzimy.
W kinie nie ma czegoś takiego, jak gdyby. Oglądasz film takim, jakim go nakręcono, z tymi aktorami, którzy w nim zagrali, przyjmujesz go takim, jakim jest.
Takie samo gdyby możesz zastosować do dowolnego filmu, który zdobył rozgłos z tych czy innych powodów, po czym zgrywać błyskotliwego krytyka-fantastę z jego magicznym "gdyby" dającym mu wgląd do alternatywnej rzeczywistości, w której film X nakręcił inny reżyser, w inny sposób, z innymi aktorami.
Czemu mają służyć takie stwierdzenia? Co wnoszą do oceny tego filmu?
Kino to nie mega kółko literackie, gdzie kilkaset osób siada w milczeniu z egzemplarzem scenariusza na kolanach, tylko medium audiowizualne, na które składają się dziesiątki elementów. Ocena scenariusza jako takiego, fabuły, konstrukcji postaci, jasne, nie ma w tym nic złego, ale "gdyby"...
Wiesz, gdyby [...............] to nie prowadzilibyśmy teraz tej rozmowy. Ale prowadzimy.
10-02-2015, 23:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-02-2015, 23:16 przez Mierzwiak.)





