Birdman (reż. Alejandro González Iñárritu)
Crov napisał(a):Ładnie zazębiają to troche jak powiedzieć, że w "Die Hard" fakt, że McClane jest policjantem i do tego umie strzelać się ładnie zazębiają. ;) To wszystko o czym mowisz to klisze idealnie wcisniete (albo wycisniete) w stereotyp podstarzałej gwiazdy. Zapomniales dodac, ze jeszcze Riggan ma znamiona alkoholizmu, tez sie ladnie zazebiajace z kliszą udręczonego artysty. :) Nie szukając daleko - w tym samym roku Chris Rock wydał film o wlasciwie identycznym motywie: popularny aktor chce być brany na poważnie, jest sam (z rodziną nie tak rozbitą, choc tez, ale w nieszczęśliwym, sztucznym związku), starzeje się, wygrał walke z alkoholizmem, a teraz chce udowodnić wszystkim, ze jest powaznym aktorem i wypuszcza film o czarnych niewolnikach. Nie dlatego, ze Innaritu i Rock to dwa genialne umysly, ktore mysla podobnie, tylko, że to największy banał.

Niby tak, tylko że praktycznie wszystko jest kliszą - pojedynek mistrza i ucznia z "Whiplash" to też klisza. Ja się ogólnie upieram, że sensem robienia filmów nie jest wymyślanie jakichś zajebiście oryginalnych historii i postaci (bo to praktycznie niemożliwe), ale opowiadanie o tych kliszowych postaciach tak, żeby było inaczej, ciekawiej, z innej perspektywy - nie CO, tylko JAK. Weźmy takie "Blue Ruin", które zaczyna się od kliszy starszej niż malowidła naskalne, a potem idzie w nieco innym kierunku (i ma oryginalnego, jak na tematykę, bohatera).

Having said that, zgadzam się, że poszczególne elementy pasują do kliszy udręczonego artysty, ale po pierwsze - powtarzam to któryś raz - BIRDMAN NIE JEST FILMEM O ARTYŚCIE :). A w każdym razie nie jest nim przez co najmniej dwie trzecie czasu trwania. No bo czy film o Keatonie (albo o Valu Kilmerze np.) nazwałbyś filmem o artyście? Jak dla mnie nie. To jest film o upadłym celebrycie, który chwyta się wszystkiego, co może zmienić jego ciulową sytuację. Ale to tak na marginesie.

Idąc dalej tropem jakości scenariusza - pisałem wyżej, że liczy się dla mnie nie sam temat, ale sposób, w jaki twórca go ugryzie. I tu moim zdaniem jest clue geniuszu tego filmu, bo wszystkie te wątki, o których piszemy, które byłyby strasznie kliszowe, gdyby je potraktować tradycyjnie, odżywają, kiedy się je przedstawi w sposób, w jaki zrobił to Inarritu, w taki sposób, by wszystko się ze sobą przeplatało. Taka choćby scena z taksówką, która moim zdaniem jest najlepszą w filmie, to też przecież zasługa scenariusza, a nie samej tylko realizacji.

Cytat:Wlasciwie na ten punkt odpisalem juz PropJoe. Wszystko o czym piszesz to prawda... na, nomen omen, papierze. Riggan traci kontakt z rodziną... ale żona przyjacielsko go wspiera. Riggan zatrudnil córke, zeby miec z nia kontakt, ale nie probuje z nia nawiazac kontaktu, tylko mowi, ze byl slabym ojcem. Riggan jest zapomnianą gwiazdą, ale scenariusz pokazuje nam, że wszyscy go pamiętają (podjarka Birdmanem 4, zdjęcie w pubie, szał na Tajms Skłer) zamiast pokazac, ze ludzie maja go w dupie.

Wszystko, co piszesz, to niby prawda, ale tylko... na pierwszy rzut oka ;). Żona go wspiera, ale widać po niej, że robi to co najwyżej z litości czy sentymentu. Jeśli chodzi o córkę, to akurat tu bym się nie czepiał, bo Riggan wyraźnie stara się spędzić z nią choć chwilę, mimo że ma mało czasu - zagaduje do niej po powrocie z rozmowy z Nortonem, wyraźnie stara się nawiązać z nią jakiś kontakt. Jeśli chodzi o to, że wszyscy go pamiętają - cóż, dwie osoby zwracają się do niego po autograf, a jeden japoński nerd jara się Birdmanem 4; nie powiedziałbym, że wszyscy go pamiętają :). Natomiast szał na Times Square - cóż, gdyby Val Kilmer przebiegł w gaciach po Times Square, to też byłby szał, i Ty też byś się o tym dowiedział, mimo, że jesteś x tysięcy kilometrów dalej. Nie zmienia to faktu, że Kilmer jest stary, gruby, zapomniany i grywa w chujowych filmach, których nikt nie ogląda :)

Cytat:Cel Riggana nie jest w ogole jasny w końcówce. Kompletnie też nie kupuje twojej interpretacji tego. Abstrahujac od faktu, ze sam stwierdziles, ze Riggan zatrudnił Sam by być blisko niej (chęć udowodnienia jej czegoś jest dla mnie dość jasna, choć bardziej z powodów poza filmowych, sam ją dopisuję - Riggan jest uwazany za porażke, wiec chcialby by corka nie widziala w nim porażki), wiec byloby to jasne od poczatku, to nie rozumiem absolutnie w jaki sposob nagle stanie się de facto sensacją na chwile miało udowodnić córce cokolwiek z tego, co mowisz. To mialoby sens, gdyby Riggan ostatecznie po prostu zagrał tę role bez proby samobojczej, sztuka zebrała słabe albo mieszane recenzje, ale gdyby Sam zobaczyła w jego ojcu serce, pasje i talent w tej roli. Wtedy, gdyby Sam doceniła go za to, co zobaczyła pomimo negatywnych recenzji, byłoby jasne, ze Riggan chcial tylko jej. A tak nie jest. Wrecz przeciwnie, powiedzialbym nawet, ze lepiej rozumiem zakonczenie - Riggan stosuje odjebke za oknem, bo zdaje sobie sprawe, ze pusta milosc mediów to coś, w co wierzy nawet jego córka. ;)

Sorry, ale Twoja interpretacja nie ma za bardzo sensu - gdyby było tak, jak mówisz, to córka byłaby zajarana w momencie, kiedy się dowiedziała, że jej ojciec stał się znowu na chwilę bożyszczem mediów, a nie w momencie, w którym się zabił :). Chyba że wychodzisz z założenia, że córka jest tak popierdolona, że patrzy z uśmiechem na trupa własnego ojca. Ale nic wcześniej na to nie wskazywało. Nic też nie wskazywało na to, że córka wierzy w wartość pustej miłości mediów. W każdym razie trudno tak interpretować kilka wypowiedzi, w których mówi po prostu o tym, że żeby być popularnym, trzeba istnieć w internecie.

Moja interpretacja jest dość prosta: dla mnie Birdman, który odzywa się w głowie Riggana, to nie tyle zwykłe wspomnienie dawnego sukcesu, co takie niespełnione poczucie, że potrafi się więcej, niż może się pokazać (stąd telekineza i umiejętność latania, czyli rzeczy, których nie widzą inni). A jako że córka jest jedyną osobą, na której Rigganowi naprawdę zależy, to chodzi mu przede wszystkim o to, żeby właśnie jej to udowodnić. W finale Riggan, owszem, prawie się zabija, ale osiąga jednocześnie sukces artystyczny i wraca do popularności, a córka traktuje go już jako kogoś bardziej ludzkiego (na co wpływ ma być może to, co mówił jej Mike).
Cytat:Nie wiem, ale Carver chyba jest mocno cenionym pisarzem. Gadanie wprost do widzów, monologi, to przecież jest coś typowego dla teatru, wiec nie wiem o co chodzi. ;) Szekspir jest tego pełen. To, co mowisz to fajna interpretacja, ale ja kompletnie jej w filmie nie czuje. Scenarzysta nie pokazuje tej sztuki w całości, a nikt nigdy nie kwestionuje jej jakości (Mike mowi przeciez o tym, jak trzeba szczerze zagrać, bo Carver "wychlewał" sobie flaki pisząc). Juz sam fakt, ze Mike mowi, ze Riggan przypisał sobie najlepsze linijki znaczy, ze jednak są dobre teksty w tym tekscie.

Nikt poza Nortonem nie kwestionuje jej jakości, ale weź pod uwagę, kto otacza Riggana - kochanka, aktorka, która jara się jak dziecko, że w ogóle może zagrać na Broadwayu, menadżer, który się na tym nie zna i Mike. A ten ostatni mówi otwarcie, co myśli, w dodatku podczas prapremiery - że Riggan spieprzył scenariusz, żeby samemu mieć najlepsze kwestie, i że całość nie jest autentyczna. Zresztą już podczas pierwszego spotkania krytykuje (delikatnie, ale jednak) sposób, w jaki Riggan napisał scenariusz ("cztery razy mówisz to samo; skróć to do jednej linijki"). Riggan sam jest reżyserem i scenarzystą, więc trudno, żeby na scenie był ktoś inny, kto mógłby mu wytknąć chałturę.
Cytat:Nie, Grzechu, nie chcialbym, zeby bylo jasno POWIEDZIANE. :) Ten film za dużo mowi, a za mało pokazuje. Co to znaczy, ze bedzie slabo? Jak bedzie mial problemy z erekcja to będzie słabo, ale dlaczego mialoby mnie to obchodzić? Ten bohater nie robi nic, co pokazuje, ze mu naprawde zalezy na czymkolwiek. A jezeli jemu nie zalezy to dlaczego mnie mialoby?

No ale jak nic nie robi? Wywala ostatnie pieniądze, żeby zatrudnić dobrego aktora, prawie nie wychodzi z teatru, stara się zażegnać wszystkie konflikty. Co jeszcze miałby robić? Natomiast skutki ewentualnej porażki są takie same jak w "Whiplash" - nie są jasno wyłożone (sam przecież nie chcesz, żeby były jasno wyłożone :) ), ale wiadomo, jak to się mniej więcej skończy, skoro Riggan już przed premierą ma rozdwojenie jaźni, znamiona alkoholizmu i skłonności samobójcze.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Wiadomości w tym wątku
RE: Birdman (reż. Alejandro González Iñárritu) - Motoduf - 12-02-2015, 02:54

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  DIGGER (2026) reż. Alejandro G. Iñárritu Spoilerowo 0 177 22-02-2026, 14:09
Ostatni post: Spoilerowo
  Bardo (Netflix, 2022) - reż. Alejandro González Iñárritu Kryst_007 12 1,992 22-11-2022, 22:16
Ostatni post: Kryst_007
  The Revenant (2015) reż. Alejandro González Iñárritu Szaman 357 71,792 31-07-2016, 10:47
Ostatni post: Gieferg
  [oddzielony] The Revenant (2015) reż. Alejandro González Iñárritu Arahan 0 491 14-07-2014, 10:32
Ostatni post: Arahan



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości