Pierwszy napisał(a):Widze, że niektórzy nie kumają tego konfliktu wewnetrznego kolesia co kiedys mial sukces a teraz rozmiania sie na dro5bne i nie wie co zrobic. Niby jest okay, ale On chce wiecej, ale nie wie w jaki sposob to zrobic bo jedynym wyjsciem jest krecenie łomotu który perzy iąga l5udzi do kin i 5c ały facebook. Ale On tego nie chce chce czegos wiecej i sie miota bo jest odrzucony w swoim rozumowaniu a nie chce przyjac nowego jako gorszego.
Pominę miliard błędów i również do tego cytatu się odniosę.
Simek napisał(a):Powtórzę: on z jednej strony chce odciąć się od Birdmana i odnieść sukces w ramach sztuki wysokiej, być poważany w swoim środowisku (któż by nie chciał?), ale z drugiej strony widzi, że ma pecha, nie wychodzi mu, krytyczka przeciwko niemu, poza tym problemy rodzinne, więc część jego osobowości, czyli Birdman kombinuje, że może lepiej się nie męczyć i zgarnąć tłuściutki czek (któż by nie chciał?) za kolejną część. Ty uważasz, że to słaby konflikt, bo Riggan nic nie musi, więc chciałbyś jakiejś mocniejszej motywacji, a ja, pomimo tego, że los bohater mi raczej zwisa(w sensie nie zależy mi na jego sukcesie, ani nie życzę mu porażki), to doceniam przedstawienie tego wewnętrznego konfliktu: czy lepiej robić dobrze i z sukcesem coś poniżej własnych ambicji, czy utrzymywać poprzeczkę wyżej gdy widzi się, że szanse na jej przeskoczenie maleją - Riggan trzymał się tej drugiej drogi, ale, że totalnie nie wychodziło, to wolał strzelić se w łeb na scenie niż wyjść z premiery z podkulonym ogonem.
Cóż, biorąc pod uwagę podtytuł filmu, ironiczne pokazywanie sztuki Riggana (od pompatycznego tytułu po drewniane dialogi) i przede wszystkim przemowę Innaritu podczas Oscarów, meritum całego filmu było "nie zwracaj uwagi na innych tylko rób swoje" w kontekście tworzenia sztuki. No i tu "ignorancja" głównego bohatera, który nie zna się na Broadwayu i który napisał pozornie kiczowate przedstawienie, zaskakuje i tworzy on wbrew wszystkiemu jakąs formę sztuki.
To jest ładne przesłanie. Jak teraz o tym myślę, to w tym ujęciu film nieco zyskuje - całkiem spójna puenta. Niemniej:
Simek napisał(a):Wolę film o tym, niż kolejną drogę na szczyt z samymi zewnętrznymi przeszkodami i bohaterem w 100% pewny czego chce i zdolnym to osiągnąć.
No, nie miałem na myśli poświęcania połowy filmu by pokazywać "drogę na szczyt" czy klasyczne "od 0 do bohatera".
Moim zdaniem wystarczyłoby wyciąć parę niepotrzebnych scen nie służących fabule a odwracających uwagę od kluczowego wątku, a w zamian za to nieco zwiększyć stawkę (choćby długi u głównego bohatera - wtedy miałby większą presję na powrót do "Birdmana", bo potrzebuje gotówki - a mimo to zostałby przy tworzeniu sztuki... a dorzucić do tego jeszcze wahającą się żonę, która raczej nie wróci do bankruta i stawka nagle staje się cholernie wysoka - napięcie rośnie) i głębiej zarysować protagonistę... wystarczyłoby kilka scen, np. w jednej by wspomniał, że trenował już przed lustrem całą sztukę kilkadziesiąt razy co do najmniejszego szczegółu, by idealnie zagrać. Gdzie indziej by napomknął, że przeczytał 50+ różnych książek tylko w celu napisania tej sztuki i stresował do samego końca, czy jakiś fragment dialogu w scenariuszu jest odpowiedni.
Do tego jakiś jeden dialog, gdzie np. Riggan przeprasza żonę, albo córkę. Jakiś taki ludzki element, żeby go jeszcze trochę zjednać widzowi.
W ten sposób - skupiając się nieco mocniej na głównym wątku, podbijając stawkę (i jednocześnie wzmacniając konflikt) i pokazując (nawet w paru scenach, zajmujących niewiele czasu), że ciężko nad tą sztuką pracował, dorzucając jedną scenę zjednującą go widzowi - film nie straciłby swojego klimatu i zalet ani przesłania, a zwiększyłby zaangażowanie emocjonalne i napięcie.
Przykłady jakie podałem to takie praktycznie od ręki - doświadczony scenarzysta znajdzie wiele sposobów.
06-03-2015, 14:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-03-2015, 14:53 przez Capt. Nascimento.)





