Ciekawe że nikt z was nie wspomniał tu o detektywie Torresie (jak zwykle świetny Ortiz), którego wątek dla mnie właściwie wyjaśnia całą historię (a w zasadzie utwierdza w przekonaniu o jej znaczeniu).
Film obejrzałem dopiero wczoraj wieczorem bowiem ostatnio ze względu na brak czasu (oraz świadomość tego, że jest kryzys kinomatografii światowej) raczej nie oglądam nowych filmów (w ostatnich 4-5 latach obejrzałem maksymalnie 15 nowości); na The Drop jednak czekałem (powód:Gandolfini, Hardy i Ortiz na tle nowojorskiej gangsterki; świetne trailery) i chciałem koniecznie iść na to do kina ale dystrybutorzy zawiedli i dopiero wczoraj obejrzałem na kompie. Cały czas w trakcie projekcji byłem przekonany, że nie jest to typowy thriller i niektóre z postaci nie są realne - zresztą jest to tak oczywiste, że nie rozumiem jak można to odbierać inaczej (przecież zachowanie niektórych postaci jest tak dziwne, że jednoznacznie wskazuje na ich nierealnoścć); pełno tu alegorii, symboli (pies, parasol itd.) i wskazówek o co tak na prawdę chodzi. Skończyłem to oglądać o północy, od razu położyłem się spać i po 5 minutach zrozumiałem, że w filmie chodzi o rozliczanie przeszłości. Kluczowe cytaty z filmu:
Bob do Marve'a: "Are you doing something desperate? Something we can't clean up this time?"
Bob: "There are some sins that you commit that you can't come back from, you know, no matter how hard you try. You just can't. It's like the devil is waiting for your body to quit. Because he knows, he knows that he already owns your soul. And then I think maybe there's no devil. You die... and God, he says, Nah, nah you can't come in. You have to leave now. You have to leave and go away and you have to be alone. You have to be alone forever."
Torres do Boba: "You don't see anything?".
Ogólnie rewelacja, miód. Oczywiście film jest wielki dzięki aktorom (Hardy to murowany kandydat na Oscara), potwierdza się to, ze casting jest kluczowy (R. Scott stwierdził kiedyś, że to ok. 2/3 sukcesu filmu); świetni twórcy przyciągnęli mega-utalentowanych aktorów i mamy arcydzieło, a to że nie zdecydowano się na pokazanie tego filmu w polskich kinach to skandal ale także chyba odzwierciedlenie kryzysu polskiego społeczeństwa (bilety sprzedają się najlepiej w przypadku komercyjnych filmów typu głupie komedie romantyczne czy filmy akcji z J. Stathamem). Ogólnie mamy teraz kryzys naszej cywilizacji i to się odzwierciedla w repertuażach kinowych.
Film obejrzałem dopiero wczoraj wieczorem bowiem ostatnio ze względu na brak czasu (oraz świadomość tego, że jest kryzys kinomatografii światowej) raczej nie oglądam nowych filmów (w ostatnich 4-5 latach obejrzałem maksymalnie 15 nowości); na The Drop jednak czekałem (powód:Gandolfini, Hardy i Ortiz na tle nowojorskiej gangsterki; świetne trailery) i chciałem koniecznie iść na to do kina ale dystrybutorzy zawiedli i dopiero wczoraj obejrzałem na kompie. Cały czas w trakcie projekcji byłem przekonany, że nie jest to typowy thriller i niektóre z postaci nie są realne - zresztą jest to tak oczywiste, że nie rozumiem jak można to odbierać inaczej (przecież zachowanie niektórych postaci jest tak dziwne, że jednoznacznie wskazuje na ich nierealnoścć); pełno tu alegorii, symboli (pies, parasol itd.) i wskazówek o co tak na prawdę chodzi. Skończyłem to oglądać o północy, od razu położyłem się spać i po 5 minutach zrozumiałem, że w filmie chodzi o rozliczanie przeszłości. Kluczowe cytaty z filmu:
Bob do Marve'a: "Are you doing something desperate? Something we can't clean up this time?"
Bob: "There are some sins that you commit that you can't come back from, you know, no matter how hard you try. You just can't. It's like the devil is waiting for your body to quit. Because he knows, he knows that he already owns your soul. And then I think maybe there's no devil. You die... and God, he says, Nah, nah you can't come in. You have to leave now. You have to leave and go away and you have to be alone. You have to be alone forever."
Torres do Boba: "You don't see anything?".
Ogólnie rewelacja, miód. Oczywiście film jest wielki dzięki aktorom (Hardy to murowany kandydat na Oscara), potwierdza się to, ze casting jest kluczowy (R. Scott stwierdził kiedyś, że to ok. 2/3 sukcesu filmu); świetni twórcy przyciągnęli mega-utalentowanych aktorów i mamy arcydzieło, a to że nie zdecydowano się na pokazanie tego filmu w polskich kinach to skandal ale także chyba odzwierciedlenie kryzysu polskiego społeczeństwa (bilety sprzedają się najlepiej w przypadku komercyjnych filmów typu głupie komedie romantyczne czy filmy akcji z J. Stathamem). Ogólnie mamy teraz kryzys naszej cywilizacji i to się odzwierciedla w repertuażach kinowych.
I'm smart and I want respect!
19-07-2015, 08:38





