O rany, ja chyba nie jestem stworzony do oglądania filmów o uczuciach ludzi bogatych. Najpierw Her, teraz to.
Ona: zapatrzona w siebie pusta idiotka, która chce być centrum wszechświata i po prostu nie może znieść wakacji w jednym z lepszych japońskich hoteli, gdzie wszędzie jest mile widziana, może korzystać z różnych atrakcji i ma dookoła przyjaciół. Płacze po kątach, bo mąż, który przyjechał tu pracować, nie poświęca jej pełnej uwagi. Och, straszny los, łączę się w bólu: nie ma to jak niezadowolona z życia srająca kasą bezrobotna świeżo upieczona absolwentka uniwerku, która zrobiła dyplom z dupy i nie wie, co chce w życiu robić.
On: gwiazdor, który musi aż przez TYDZIEŃ pracować na planie reklamy. Ma chujowego tłumacza i nie rozumie wskazówek reżysera - problem nie do przeskoczenia za żadne pieniądze świata, nie, psze pana, nic się nie da zrobić. Do tego proszą go, aby w ramach tej tygodniowej pracy, za którą zgarnia DWA MILIIONY DOLARÓW, został o jeden dzień dłużej. Straszne. Nie do przeżycia. Ci ludzie mówią łamanym angielskim i mają inną gestykulację. Horror. No i to życie osobiste: żona, która chce z tobą wybrać wystrój domu, dziecko... Nie, to jakiś koszmar, skończcie z tym! W tym czasie, jak sam facet mówi, "mógłby kręcić jakiś film". Oczywiście - bo tydzień na zrobienie reklamy to jest niepowetowana strata, trzy blockbustery w tym czasie by trzasnął, po prostu scheduling conflicts które kładą karierę.
I ta dwójka debili spotyka się, pije drogie alkohole, gada o pierdołach i w końcu dobrze się bawi.
O kurwa. 0/10
Ona: zapatrzona w siebie pusta idiotka, która chce być centrum wszechświata i po prostu nie może znieść wakacji w jednym z lepszych japońskich hoteli, gdzie wszędzie jest mile widziana, może korzystać z różnych atrakcji i ma dookoła przyjaciół. Płacze po kątach, bo mąż, który przyjechał tu pracować, nie poświęca jej pełnej uwagi. Och, straszny los, łączę się w bólu: nie ma to jak niezadowolona z życia srająca kasą bezrobotna świeżo upieczona absolwentka uniwerku, która zrobiła dyplom z dupy i nie wie, co chce w życiu robić.
On: gwiazdor, który musi aż przez TYDZIEŃ pracować na planie reklamy. Ma chujowego tłumacza i nie rozumie wskazówek reżysera - problem nie do przeskoczenia za żadne pieniądze świata, nie, psze pana, nic się nie da zrobić. Do tego proszą go, aby w ramach tej tygodniowej pracy, za którą zgarnia DWA MILIIONY DOLARÓW, został o jeden dzień dłużej. Straszne. Nie do przeżycia. Ci ludzie mówią łamanym angielskim i mają inną gestykulację. Horror. No i to życie osobiste: żona, która chce z tobą wybrać wystrój domu, dziecko... Nie, to jakiś koszmar, skończcie z tym! W tym czasie, jak sam facet mówi, "mógłby kręcić jakiś film". Oczywiście - bo tydzień na zrobienie reklamy to jest niepowetowana strata, trzy blockbustery w tym czasie by trzasnął, po prostu scheduling conflicts które kładą karierę.
I ta dwójka debili spotyka się, pije drogie alkohole, gada o pierdołach i w końcu dobrze się bawi.
O kurwa. 0/10
24-08-2015, 20:41






