wciąż tkwię w powtórkach emitowanych na Fox i TVN7...
Mam jeden zarzut dodatkowo. Twórcy mogli się pokusić o większą ciągłość i konsekwencję wykorzystując postaci poboczne pojawiające się w serii. Całkowicie olano brata Wilsona (tego w psychiatryku), chociaż w samym odcinku, kiedy jest wspominany (ten z psychiatryka) ma mieć niby ogromny wpływ na jego życie. Podobnie z bratem Formana (tu akurat wpakował się na 3-4 odcinki). Zasadniczo, każda postać która jest "cholernie" ważna niby dla protagonistów, jest ważna tylko na jeden odcinek. I na przykład nie ma tutaj żadnej ciągłości.
- House wbija termometr w tyłek Trittera i wpakował się w problemy; wątek ciągną przez 6 czy 7 odcinków. I to jest dobre.
- Cuddy chce dziecka, wątek stopniowo się rozwija, jest okej.
- House ma chodzić, jest postrzał, operacja, chodzi, potem już nie. Tutaj widać, że scenarzyści za wszelką chcenę chcieli zachować kształt wczesniejszy, aby całość miała większy ciężar. I okej.
ale wątków pobocznych kilka można było rozciągnąć z plusem dla całości:
- postać Cygana, który kochał medycynę. Tak wydźwięk jak i format pasował, aby go umieścić na tych praktykach i pokazać przemianę postaci, jej życia i wpływu tych wszystkich "ważnych" rozmów o pacjencie.
- Postać Dr. Chase'a Seniora mogła być wprowadzona na kilka odcinków wcześniej z ukazaniem relacji junior vs senior, nawet nie jako medycznej konfrontacji, którą wyeksploatowano w jednym odcinku aż za bardzo. Przez kilka odcinków wątek jest, ale w tle i ma potencjał.
- Magiczne wyleczenie gościa co wskoczył do basenu na wózku. W skali serialu, przez 2 odcinki (chyba przełomie serii) ten epizod zdawał się mieć bardzo mocny wydźwięk na House'a, nawet go przerzucili na kilka dialogów w dalszej części. Ale wdzięczność pacjenta i żony i podejście Grega oczywiście obróciło się w nic.
I pewnie znalazłbym parę przykładów. Główną wadą tego braku jest to, że nie ma przeklętej konsekwencji - niby House się zmienia, gromkopierdne dialogi o życiu, wierze itd. a zawsze wychodzi z tego wielkie nic. A szkoda.
Mam jeden zarzut dodatkowo. Twórcy mogli się pokusić o większą ciągłość i konsekwencję wykorzystując postaci poboczne pojawiające się w serii. Całkowicie olano brata Wilsona (tego w psychiatryku), chociaż w samym odcinku, kiedy jest wspominany (ten z psychiatryka) ma mieć niby ogromny wpływ na jego życie. Podobnie z bratem Formana (tu akurat wpakował się na 3-4 odcinki). Zasadniczo, każda postać która jest "cholernie" ważna niby dla protagonistów, jest ważna tylko na jeden odcinek. I na przykład nie ma tutaj żadnej ciągłości.
- House wbija termometr w tyłek Trittera i wpakował się w problemy; wątek ciągną przez 6 czy 7 odcinków. I to jest dobre.
- Cuddy chce dziecka, wątek stopniowo się rozwija, jest okej.
- House ma chodzić, jest postrzał, operacja, chodzi, potem już nie. Tutaj widać, że scenarzyści za wszelką chcenę chcieli zachować kształt wczesniejszy, aby całość miała większy ciężar. I okej.
ale wątków pobocznych kilka można było rozciągnąć z plusem dla całości:
- postać Cygana, który kochał medycynę. Tak wydźwięk jak i format pasował, aby go umieścić na tych praktykach i pokazać przemianę postaci, jej życia i wpływu tych wszystkich "ważnych" rozmów o pacjencie.
- Postać Dr. Chase'a Seniora mogła być wprowadzona na kilka odcinków wcześniej z ukazaniem relacji junior vs senior, nawet nie jako medycznej konfrontacji, którą wyeksploatowano w jednym odcinku aż za bardzo. Przez kilka odcinków wątek jest, ale w tle i ma potencjał.
- Magiczne wyleczenie gościa co wskoczył do basenu na wózku. W skali serialu, przez 2 odcinki (chyba przełomie serii) ten epizod zdawał się mieć bardzo mocny wydźwięk na House'a, nawet go przerzucili na kilka dialogów w dalszej części. Ale wdzięczność pacjenta i żony i podejście Grega oczywiście obróciło się w nic.
I pewnie znalazłbym parę przykładów. Główną wadą tego braku jest to, że nie ma przeklętej konsekwencji - niby House się zmienia, gromkopierdne dialogi o życiu, wierze itd. a zawsze wychodzi z tego wielkie nic. A szkoda.
loading podpis...
01-09-2015, 08:35





