Kiedyś "Piąty element" mnie drażnił swoją formą i głupotą, jednak wtedy nie dostrzegałem, że Luc wszsytko zaplanował od początku do końca. Teraz, gdy oglądam ten film, bawię się wyśmienicie- ogromna dawka kiczu, absurdalnego humoru (ten generał w lodówce Willisa) i przerysowanych, superkolorowych scen, a przede wszystkim świetny świat, w który można uwierzyć. Jak dla mnie najlepszy film s-f z tych skąpanych w lekkim sosie.
12-09-2007, 16:32






